Dwa anioły

Już wieją pierwsze jesienne chłody,
Powracające ciągną żórawie;
Nim pierwszym lodem ranek zaśkli wody,
Krążący rybitw muska się w stawie,
I dla bagnistej czajka ustroni
Brzmiącemi skrzydły pożegnanie dzwoni.

Przez nieprzejrzane zbladłe pastwiska,
Na pajęczyny wątłym kobiercu
Słońce ostatkiem skarbów swych połyska;
Przy konającej lilii sercu
Więdnący motyl skrzydełko schyla,
Zastyga rosa — łezka dla motyla.

Wychyl się, słońce, wychyl w błękity!
Zadzwoń, o wietrze, przez jar ustronny
W pożółkłej trzciny upierzone kity;
Zadzwoń, śpiewaku mój jednotonny!
Niech temu światu, niech tej piosence,
Zabytek lata — wspomnienie poświęcę.

Gdy kir chmur śnieżnych zwiśnie nad ziemią,
I wichrowate tchnienia zamieci
Kwiatami mrozu okna mi zaciemią,
Czemże się wtedy świat mój rozświeci?
Kto mię śród nudów i wycia burzy
Błogiemi snami lepszych dni odurzy?

„Ja,” rzecze praca, „ja cię obłokiem
Swojego światła przed zimą skryję.”
A wyobraźnia: „a ja cię urokiem
Swojego tańca zimie odbiję.”
I jak bliźnięta, objęte w poły,
Zleciały w moją duszę dwa anioły.

Witajcie, gońce dobrego nieba!
Niewyczerpane są wasze dary,
Tylko was godnie ugościć potrzeba;
Za przeżegnaniem anielskiej pary,
Napojem życia, duszy naczynie
Napojem chwały przez wieki popłynie.

Pod skromnej chatki poddaszem niskiem,
Gdzie założycie gospodę waszą,
Przed wieśniaczego kominka ogniskiem
Myślą się wieków skronie opaszą,
I milionom za miliony
Stanie samotnik przez was poświęcony.

Czytaj dalej: Wianek przyjaźni – Seweryn Goszczyński

Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.