Pewnego dnia wybrałam się na spacer do parku. Pogoda była piękna, wydawało mi się to zatem idealnym pomysłem. Niewiele myśląc, zabrałam z domu plecak z wodą i ruszyłam na wycieczkę do pobliskiego parku, gdzie, jak wiedziałam, mogłam liczyć na piękne widoki i chwilę relaksu. Miałam tam nawet upatrzoną ławkę daleko od głównych ścieżek, co zapewniało chwilę spokoju i brak ludzi.
Tak nastawiona ruszyłam na spacer i niedługo później znalazłam się w parku, przy mojej ulubionej ławce. Jednak nie była ona cicha i pusta, tak jak się spodziewałam. Zamiast tego krążył wokół niej jasnowłosy chłopiec w szaliczku. Wyglądał na zmartwionego i jakby czegoś szukał. Chodził wokół ławki, wpatrywał się w trawę i był tym bardzo pochłonięty.
Nie zważając na to, postanowiłam usiąść i zatopić się w lekturze książki. Podeszłam zatem do ławki, a wtedy chłopiec nagle spojrzał na mnie bardzo poważnie i odezwał się niespodziewanie:
– Przepraszam, ale czy mógłbym prosić panią o uwagę? Zgubiłem tutaj coś bardzo ważnego i boję się, że przypadkiem to pani nadepnie.
Wyglądał przy tym na bardzo przejętego, aż mi się go żal zrobiło. Odpowiedziałam zatem:
– Oczywiście, będę uważać. A może potrzebujesz pomocy w poszukiwaniach?
Chłopiec aż się rozpromienił.
– Byłoby bardzo miło, dziękuję! To ja może się przedstawię. Jestem Mały Książę, a szukam pewnego wyjątkowego szmaragdu. Wypadł mi on w trawie i ze względu na kolor nie jestem w stanie go znaleźć, a potrzebuję go, by wrócić na swoją planetę.
Pokiwałam głową, nie komentując tego, bo nie wiedziałam nawet, co powiedzieć na to dziwaczne wyjaśnienie. Kamień, który pozwala wrócić na jakąś planetę? Dzieci mają naprawdę bujną wyobraźnię!
Zaczęłam jednak przeczesywać wzrokiem trawnik, na tle którego faktycznie znalezienie zielonego szmaragdu mogło być problemem. Zajmowałam się tym jednak przez kolejne kilkanaście minut, a Mały Książę, jak sam siebie nazwał, także to robił. Rzeczywiście miał w sobie coś z książątka, był drobny, delikatny i wytworny.
Kiedy już myślałam, że powinnam odpuścić, powiedzieć chłopcu, że nic tu nie ma i zabrać się za czytanie książki, coś błysnęło w trawie. Wydałam okrzyk zaskoczenia i przyjrzałam się temu bliżej. Był to poszukiwany szmaragd.
Zawołałam do chłopca:
– Znalazłam go!
Mały Książę pobiegł w moim kierunku. Zobaczył, że wyciągam rękę w stronę kamienia, i krzyknął:
– Nie możesz go dotknąć!
Było już jednak za późno i moja ręka trafiła na kamień w trawie. Poczułam jeszcze tylko, jak chłopiec łapie mnie za rękaw, i nagle coś trzasnęło i błysnęło. Zamknęłam oczy. Kiedy znowu je otworzyłam, byliśmy na jakimś ciemnym pustkowiu. Wiał przenikliwy wiatr, a w powietrzu śmierdziało siarką. Pod stopami miałam tylko szary piasek. W niczym nie przypominało to zielonego parku, w którym byłam chwilę wcześniej.
Mały Książę obok stał i płakał.
– To przenosi ludzi w różne miejsca – wyszlochał. – Nie wiem dokładnie, jak to działa, a ty tego dotknęłaś i teraz jesteśmy tutaj. Nie wiem, co robić!
Też nie wiedziałam. W ręce ściskałam szmaragd, który zrobił się dziwnie ciepły. Wokół nie było dosłownie nic. Zostaliśmy bez pomocy.
– Skąd masz ten szmaragd? – zapytałam chłopca bezradnie.
– Lis mi go dał. Powiedział, że tak wrócę do domu.
Aha, lis mu go dał. Świetnie, to wszystko wyjaśniało.
– Nie było żadnej instrukcji użytkowania?
– Nie – płakał dalej chłopiec. – Tylko lis mówił, że jeśli bardzo będę chciał wrócić do domu, to mam wziąć do ręki ten szmaragd i tyle. Wcześniej go nie dotykałem, trzymałem go w woreczku. Chciałem go obejrzeć teraz i mi wypadł.
– Posłuchaj. – Klęknęłam obok niego. – Może weź ten kamień do ręki, myśląc cały czas o swojej planecie? Spróbujemy?
Zgodził się i spróbowaliśmy. Ku mojej ogromnej uldze sposób zadziałał i wylądowaliśmy na planecie chłopca, która faktycznie istniała. Rosły na niej baobaby i róża, która nakrzyczała na niego za jego nieobecność. Byłam w szoku, gdyż to znaczyło, że wszystkie opowieści chłopca były prawdziwe. Pokazał mi całą planetę i przedstawił mnie róży.
To wszystko było naprawdę zaskakujące. Ostatecznie Mały Książę zaprosił mnie jeszcze na herbatę i uzgodniliśmy, że on już nie potrzebuje szmaragdu, zatem ja nim wrócę do domu. I tak zrobiłam, wzięłam kamień do ręki, myśląc o parku, o mojej książce i innych rzeczach, które tam zostały.
Już po chwili siedziałam na ulubionej ławce. Po chwili odpoczynku bez wahania wzięłam szmaragd, zawinęłam go szczelnie w chusteczkę i wyrzuciłam do kosza. Przygoda była bardzo ciekawa, ale nie zamierzałam jej powtarzać. Najbardziej bowiem lubiłam własną planetę.
Aktualizacja: 2026-05-12 20:06:47.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.