Był sobotni poranek, jeden z pierwszych naprawdę ciepłych, wiosennych dni. Feliks chciał odespać cały tydzień i poleżeć w łóżku do południa. Plan wydawał się doskonały, ale odpoczynek okazał się niemożliwy. Feliksa obudził krzyk Opty. Był na tyle przejmujący, że chłopak od razu wiedział, że to nie chwilowa frustracja, ale stało się coś poważnego.
Feliks zbiegł po schodach w samych skarpetkach. Opta stała przy otwartym oknie w kuchni i patrzyła na ogród z miną człowieka, który właśnie przegrał bitwę, do której na dobrą sprawę nawet nie zdążył dołączyć.
– Uciekły – powiedziała posępnie Opta.
Feliks od razu wiedział, że mówi o swoich kotach: Bolku i Lolku. Podszedł do okna, w ogrodzie nie było ani widu, ani słychu kotów.
– Obydwa? – zapytał, a Opta potwierdziła.
Feliksowi zrobiło się gorąco, bo przecież sam otworzył okno, gdy zrobiło mu się gorąco. Był jednak pewny, że na noc je zamknął. Zrobiło mu się strasznie wstyd. Przecież zawsze pamiętał o tym, żeby otwierać okno tylko, gdy koty są zamknięte w innym pokoju.
Wyszli na zewnątrz. Ogród był mały, otoczony starym, miejscami połamanym płotem, który nie zatrzymałby żadnego zwierzęcia, a co dopiero kota. Feliks obszedł go dookoła i potwierdził to, co już wiedział: Bolka i Lolka nigdzie nie było. Opta założyła buty i wyszła za furtkę na ulicę, a Feliks poszedł za nią. Ulica Smetany o dziewiątej rano była spokojna, kilka samochodów, starszy pan z psem po drugiej stronie, drzewa właśnie zaczynające wypuszczać liście. Żadnych kotów.
– Bolek nigdy nie wychodzi z domu – powiedziała Opta, zaglądając pod każdy krzak. – Boi się nieznanych miejsc. Na pewno poszedł za Lolkiem, bo Lolek w ogóle się nie waha, tylko biegnie przed siebie.
Feliks wiedział, że nikt tak nie zna kotów, jak ich kochająca właścicielka. Zajrzał za śmietnik stojący przy chodniku. Nic. Rozdzielili się. Opta poszła w stronę parku za rogiem, Feliks skręcił w boczną uliczkę, gdzie stały stare garaże. To było miejsce, w którym on sam by się schował, gdyby był kotem i miał ochotę sprawić komuś kłopoty.
Przy trzecim garażu usłyszał cichy dźwięk, coś pomiędzy miauknięciem a piskiem. Przykucnął i zajrzał w wąską szczelinę między garażami. W ciemności świeciły dwie pary oczu. Od razu zadzwonił do Opty.
– Mam je – powiedział podekscytowany.
– Obydwa? – upewniła się, a Feliks potwierdził.
Opta dotarła na miejsce tak szybko, że był pewny, że biegła. Feliks kucał przy garażach, mówiąc spokojnie do kotów, aby nie przestraszyły się i nie schowały jeszcze głębiej. Opta przysiadła obok niego.
– Bolek, no chodź – powiedziała cicho.
Przez chwilę nic się nie działo, a potem ze szczeliny wyłonił się Lolek, a za nim Bolek. Opta szybko chwyciła Bolka, a Feliks – drugiego kota, którego pyszczek wskazywał na wielkie niezadowolenie.
Wrócili do domu. Opta patrzyła na dwa koty z założonymi rękami, ale nie miała siły udzielać im reprymendy, której i tak by nie rozumiały. Feliks nastawił wodę na kawę. Milczeli przez chwilę, słuchając, jak koty chrupią jedzenie przy misce, jakby wróciły z krótkiego spaceru po korytarzu, a nie z samowolnej wyprawy przez pół osiedla.
– Trzeba zamontować siatki na okna – powiedział Feliks. – Jeszcze w ten weekend się tym zajmę.
– Naprawdę? – ucieszyła się dziewczyna.
Opta usiadła przy stole, już spokojna.
– Przepraszam cię – powiedział Feliks. – To ja zapomniałem zamknąć okno.
– Nie – pokręciła głową Opta. – To ja wieczorem otworzyłam okno, sama widziałam, jak ty je zamykałeś.
Popatrzyli na siebie przez chwilę i pokręcili głową. Opta przyznała, że oboje są roztargnieni. Do kuchni wpadało wiosenne słońce. Bolek i Lolek rozłożyły się na podłodze i zaczęły się wygrzewać. W domu znowu zapanował spokój.
Aktualizacja: 2026-04-25 12:01:44.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.