„Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” to powieść dla dzieci i młodzieży, której autorem jest Edmund Niziurski. Przedstawia ona przygody trzynastoletniego chłopca, tytułowego Marka Piegusa, który uważa, że prześladuje go pech. Chłopiec nieustannie przeżywa rozmaite przygody i zmaga się z różnymi kłopotami w domu i w szkole. Opowiada o nich swojemu sąsiadowi, który nie potrafi uwierzyć w to, co przydarza się Markowi.
Spis treści
Główną postacią utworu jest Marek Piegus, trzynastoletni chłopak pochodzący z Warszawy, który mieszka z rodzicami oraz dwiema siostrami w niewielkim, dwupokojowym lokalu, gdzie zgodnie z obowiązującymi przepisami przydzielono im lokatora o nazwisku Surma. Ów sublokator dzieli dodatkowo pomieszczenie z kuzynem Alkiem, przez co w mieszkaniu panuje nieustanny gwar. Chłopiec wyróżnia się rudymi włosami oraz piegami. Posiada także szczególną cechę, gdyż zdaje się przyciągać rozmaite kłopoty niczym magnes. Uważa też, że ma ogromnego pecha.
Pewnego razu decyduje się na ucieczkę z domu, ponieważ nagromadzenie pechowych zdarzeń uniemożliwia mu wykonanie pracy domowej. Kolejny dzień przynosi podobne niepowodzenia, ponieważ nie udaje mu się wywiązać z obowiązków dyżurnego, w efekcie czego dyrektor wzywa do szkoły jego ojca. Wkrótce potem Marek idzie na wagary, podczas których przez przypadek zabiera plecak należący do nieznanego mu chłopca. W następstwie tego zaczyna ścigać go mężczyzna o końskiej twarzy, który okazuje się ojcem właściciela plecaka, Wicia. Tego samego wieczoru Marek nie wraca do domu, więc zaniepokojeni rodzice kontaktują się ze szpitalami, a następnego ranka dostają wiadomość o znalezieniu jego roweru. Tymczasem pan Surma sprowadza do mieszkania znajomego Cedura oraz detektywa Hippolita Kwassa, który na podstawie zebranych śladów dochodzi do wniosku, że za porwanie chłopca może odpowiadać niejaki Wieńczysław Nieszczególny. Wszyscy razem z kuzynem Alkiem wyruszają na jego poszukiwania do kabaretu „Arizona”, gdzie pan Surma występuje jako puzonista.
Nieszczególny zostaje odnaleziony, lecz niemal natychmiast zbiera się i wybiega z „Arizony”, a pogoń za nim kończy się przy klatce lwów w miejskim ogrodzie zoologicznym. W ostatniej chwili przed tragicznym finałem Alka i Cedura ratują chłopcy, którzy odwracają uwagę drapieżników za pomocą luster. Wśród nich znajduje się piętnastoletni Teodor, który, jak się okazuje, również prowadzi poszukiwania Marka Piegusa na polecenie kapitana Trepki. Należy on do czteroosobowej grupy, która później rozszyfrowuje wiadomość przesłaną przez detektywa Kwassa i, kierując się jej wskazówkami, trafia do tajnej kryjówki w kościele św. Jacka. Tam chłopcy odkrywają kryptę z mumiami, a w jednym z sarkofagów znajdują ukrytą windę, którą zjeżdżają do ciemnego tunelu. Na jego końcu mieści się pomieszczenie pełne kosztowności oraz dwa piece służące do ich przetapiania.
Po krótkim starciu chłopcom udaje się oswobodzić detektywa Kwassa, a jednocześnie zostaje wyjaśniona zagadka porwania Marka. Złodzieje przewozili cenne przedmioty w plecakach z podwójnym dnem, które były noszone przez uczniów przemieszczających się po mieście. Chłopiec spotkany przez Marka w parku był synem jednego z przestępców, co tłumaczy jego determinację w odzyskaniu plecaka oraz pościg za Markiem. Okazuje się także, że rola Wieńczysława Nieszczególnego polegała jedynie na tym, iż odkrył działalność bandy i okradał dzieci przewożące kosztowności, włamując się w tym celu również do mieszkania Piegusów w noc poprzedzającą porwanie. Gang zamierzał schwytać Nieszczególnego, lecz przez pomyłkę uprowadzono detektywa Kwassa.
Marek miał zostać przesłuchany przez przywódcę grupy, Alberta Flasza, który niespodziewanie pojawia się na końcu korytarza razem z chłopcem. Wówczas spostrzegawczy Teodor zauważa ukryte pod cienką warstwą tynku przejście prowadzące na powierzchnię, dzięki czemu chłopcy szczęśliwie opuszczają sekretny skarbiec. Wychodzą bezpośrednio do łaźni miejskiej, gdzie wkrótce zjawia się milicja. Przestępcy zostają zatrzymani przez funkcjonariuszy, a chłopcy wracają bezpiecznie do swoich domów.
Narrator poznaje trzynastoletniego Marka Piegusa, który mieszka przy tej samej ulicy, co on. Od jego znajomych dowiaduje się, jak się nazywa i że chodzi do szóstej klasy. Początkowo Marek Piegus wydaje się zwykłym chłopcem, który niczym się nie wyróżnia na tle swoich kolegów. Okazuje się jednak, że nie jest to prawda. Narrator dostrzega, że chłopiec ciągle chodzi zmartwiony i skwaszony. Początkowo podejrzewa, że powodem są jakieś niepowodzenia, może dolegliwości. Nawet wesołym dzieciom mogą się bowiem przydarzyć nieprzyjemne rzeczy, przykładowo ból zęba czy zgubienie zeszytu szkolnego. Jednak struta mina Marka Piegusa ma zupełnie inne źródło. Po kilku tygodniach obserwacji smutnego Piegusa narrator wreszcie postanawia dociec prawdy. Zapytał zatem, co mu dolega. Ten odpowiada, że to jego zwyczajna mina i on zawsze taki jest. Narrator wątpi w to i przypomina, że zdrowy i silny chłopiec rozłożył na łopatki boksera Bubę na ich ulicy. Narrator przypomniał też o tym, jak Marek spowodował wybuch i na dwie godziny zatruł powietrze na całej ulicy. Początkowo Piegus nie chce powiedzieć, co go trapi, twierdzi, że dorosły i tak go nie zrozumie. Wreszcie przyznaje się, że nawet w najprostszych sprawach dzieją się rzeczy nieprzyjemne. Od jakiegoś czasu prześladuje go bowiem ogromny pech. W związku z tym Marka spotykają rzeczy bardzo dziwne i przeżywa on zupełnie zdumiewające i nieprawdopodobne przygody. Zazwyczaj prowadzą go one też do najróżniejszych kłopotów. Narrator dziwi się, że tak inteligentny chłopiec może wierzyć w takie rzeczy jak istnienie pecha. Pyta także, dlaczego chłopiec się martwi, skoro inni na jego miejscu cieszyliby się z przygód. Zastanawia się też, jak straszne przygody można mieć po prostu w domu i w szkole, gdzie nie poluje się przecież na tygrysy. Marek tymczasem uśmiecha się i mówi, że przecież wyjaśnił, iż są to przygody niewiarygodne, które przytrafiają się tylko jemu. Obiecał także, że opowie o nich narratorowi, ale pod warunkiem że ten nie będzie się dziwił ani prawił mu kazań. Mężczyzna przystał na to.
Tydzień po pierwszej rozmowie narrator spotyka niespodziewanie Marka w Lasku Bielańskim. Chłopiec wciąż ma smutną minę, zatem narrator pyta go, czy pech wciąż go prześladuje, a ten potwierdza, dodatkowo wspomina, że odrabiał lekcje, co miało być straszne. Marek decyduje się opowiedzieć, co mu się przytrafiło, ale wspomina o wcześniejszym przyrzeczeniu narratora. Marek wspomina też, że szuka go ojciec, gdyż uciekł z domu, ale ma trochę czasu na opowieść. Zrobił to poprzedniego wieczoru o ósmej, a kolega dał mu koce, ponieważ Marek koczował w teatrzyku na deskach. Teraz boli go noga, a uciekanie już mu się znudziło. Wcześniej z Cześkiem i kolegami ćwiczyli skok o tyczce. Założyli się też o to, czy Marek skoczy z dachu teatrzyku, i to właśnie w ten sposób chłopiec skręcił sobie kostkę. Czesiek wówczas pobiegł, żeby sprawdzić, jak wygląda sytuacja w domu oraz w szkole chłopca. Dowiedział się, że wszyscy się o Marka martwią, a jego ojciec wyznaczył nagrodę stu złotych dla osoby, która znajdzie jego syna. Czesiek usłyszał też, że jeśli Marek wróci, to nie zostaną wobec niego wyciągnięte żadne konsekwencje. Ostatecznie chłopiec powiedział, gdzie jest jego kolega, i że trzeba przynieść nosze, gdyż skręcił on sobie kostkę. Czesiek ma zaś dostać sto złotych nagrody, co oburza narratora. Ma je przekazać komitetowi rodzicielskiemu na kupno obiadów dla anemicznych dziewczynek, które są według niego okropne, zatem zasłużyły, by dodatkowo nakarmić je niezbyt smacznym jedzeniem. Narratora oburzają złośliwe intencje Marka, ale ten przypomina, że mężczyzna obiecał nie prawić mu żadnych kazań.
Narrator pyta wreszcie o to, dlaczego Marek uciekł z domu, a ten twierdzi, że działy się tam niesamowite rzeczy. Chłopiec wyjaśnia, że w jego pokoju oprócz niego śpi pan Surma, który występuje w kabarecie, oraz kuzyn Alek, sportowiec. Jego pokój wygląda zatem dziwnie, wisi tam między innymi worek bokserski i kowbojskie ubrania pana Surmy. W drugim pokoju lekcje odrabiają Jadźka i Kryśka, a Marek nie może uczyć się z dziewczynkami, zatem zostaje mu tylko to współdzielone pomieszczenie. Tak nakazuje też ojciec, ale Marek utrzymuje, że przytrafia mu się tam cała masa różnych głupstw, czyli tak zwanych michałków. Narrator pyta, czy nie da się odrabiać lekcji w świetlicy szkolnej, ale Marek wyjaśnia, że po lekcjach straż uczy tam grania na trąbach.
Tego dnia pan Surma długo ćwiczył granie na saksofonie, a potem przyszedł ojciec zapytać Marka, czy ten skończył już odrabiać lekcje. Chłopiec na to odparł ze złością, że nie mógł tego robić ze względu na ćwiczenia pana Surmy. Ojciec proponuje zatykanie uszu watą czy nausznikami, ale Marek wymyśla różne wymówki. Ojciec zapowiada, że o ósmej sprawdzi, czy lekcje zostały odrobione przez Marka, jest zły o jego wyniki w szkole i twierdzi, że matka rozpuściła chłopca. Matka jest w sanatorium, gdyż ciocia Dora struła ją pigułkami, a ojciec ma plan wzięcia się za wychowanie syna. Po wyjściu ojca do Marka przychodzi czterech kolegów z piłką, którzy chcą, by ten poszedł z nimi grać. Chłopiec protestuje, gdyż ma lekcje do odrobienia, a koledzy śmieją się z pana Surmy i jego rzeczy. Jeden z nich chwyta za saksofon i dmucha w niego. W ten sposób straszy kolegów i wszyscy wychodzą. Marek zabiera się za lekcje, ale wtedy za oknem słyszy kwakanie Grześka i Cześka. Przypominają mu oni, że mają wpuścić siódmakom do klasy pchły pozbierane z psów, ale Marek protestuje, że ma matematykę do odrobienia. Chłopcy zastanawiają się, czy pchły nie zdechną z głodu do kolejnego dnia. Wtedy pęka probówka z pchłami i insekty rozbiegają się po mieszkaniu chłopca. Marek i jego koledzy próbują je złapać, kiedy nagle rozlega się dźwięk dzwonka. Przychodzi ciocia Dora, która nazywa jego kolegów szkaradnymi indywiduami z ulicy. Wyrzuca ona Grześka i Cześka z mieszkania, by Marek mógł się uczyć. Marek mówi ciotce, że mama wyjechała leczyć się w sanatorium, co dziwi ciotkę, zaczyna ona jednak sprawdzać też stan zdrowia Marka. Dochodzi ona do wniosku, że chłopiec ma powiększone migdały. Chłopiec drapie się też, co przyciąga uwagę kobiety. Każe mu zatem ściągnąć koszulę, a ten broni się, że ma lekcje do odrobienia. Ciotka zauważa na jego skórze wysypkę i zaczerwienienie. Marek kładzie się na łóżku, a kobieta zaczyna gnieść mu brzuch i dochodzi do wniosku, że to musi być wyrostek, który jest rodzinny u chłopca. Narzeka jeszcze na warunki mieszkaniowe i na obecność pana Surmy, czyli nowego współlokatora. Ciotka uznaje, że Surma wygląda na chorego, i zostawia dla niego pastylkę. Ciotka zaczyna mówić coś o wyjściu, a Marek domyśla się, że gryzą ją pchły, i przyznaje się do tego, że rozbiegły się po mieszkaniu. Marek woła siostry, Jadźkę i Krystynę, by te ratowały ciotkę. Ocucona ciotka wychodzi, a przychodzi Buba i jego kuzyn, których Alek zaprosił na trening. Alka nie ma w domu, zatem Buba i Czopek postanawiają, że sami potrenują. Buba uderza w worek treningowy tak, że uderza nim Marka w głowę. Wściekły Marek uderza Bubę w nos. W trakcie bójki Buba wpada na wiolonczelę i niszczy ją, na co budzi się pan Surma. Marek rozpacza, a Buba zapewnia, że zna dobrego stolarza. Potem przychodzi pan Cedur, kolega pana Surmy, a Buba i Czopek uciekają. Marek próbuje powstrzymać katastrofę i udaje, że pan Surma zachorował na tyfus plamisty. Pan Cedur nie daje się powstrzymać, gdyż ma do kolegi sprawę natury artystycznej. Marek wyznaje, że pan Surma nie ma już wiolonczeli, kłamie, że to dlatego, że została oddana do sklejenia. Pan Cedur jednak dostrzega instrument i upiera się, że go pożyczy. Okazuje się jednak, że w futerale na wiolonczelę jest zamknięty Czopek. Po chwili wyskakuje on stamtąd i ucieka przez okno. Cedur wzywa pogotowie. Wtedy przychodzi jeszcze Teoś z kolegą, który przygotował bombę. Chłopcy biorą lont i chcą wypróbować swój wynalazek w pokoju Marka. Wybrali oni to miejsce, gdyż miało ono grube i wytrzymałe mury. Marek protestuje, a drugi chłopiec każe Teosiowi przypalać lont. Lont dopala się, ale bomba nie wybucha, a jedynie wypływa z niej coś białego. Okazało się, że Teoś zamienił manierki i wziął tę należącą do ojca, wypełnioną mlekiem na drugie śniadanie. Ojciec zapewne wziął zatem bombę do fabryki. Ma on zwyczaj grzania mleka na piecu, zatem chłopcy biegną, aby go przed tym powstrzymać.
Do drzwi znów ktoś puka, tym razem to kolega ojca, z którym ten był umówiony na wędkowanie w niedzielę. Postanawia zaczekać na ojca Marka, który jeszcze nie wrócił. Wskakuje na krzesło, by wymienić żarówkę, a wtedy ono spada prosto na niego. Marek rzuca się na pomoc, ale przypadkiem wylewa atrament na swoje książki i zeszyty szkolne. Mężczyzna leży, przygnieciony żyrandolem, a wtedy nadchodzą sanitariusze wezwani przez Cedura. Biorą oni na nosze wędkarza po wypadku. Marek kończy swoją historię, a jego rozmówca jest prawdziwie zdumiony.
Kolejna opowieść dotyczy przygód, które spotkały Marka Piegusa w szkolnej klasie. Narrator spotyka chłopca przed szkołą, gdy ten stoi przy parkanie i przegląda się w lusterku. Narrator pyta go o to, czemu to robi. Okazuje się, że chłopiec sprawdza, czy nie ma siwych włosów. Ojciec powiedział mu bowiem, że człowiek może posiwieć od zmartwień. Marek uważa bowiem, że ma bardzo trudne życie. Tego dnia walczył z dyżurem, przerośniętymi i imieninami nauczycielki. Przerośnięci to według niego opóźnione w nauce dryblasy, którzy chodzą do szóstej klasy, a powinni być w dziewiątej.
Rano Marek czuł się wesoły, ponieważ nic mu się jeszcze nie przydarzyło. Okazuje się jednak w szkole, że uczniowie zapomnieli o imieninach swojej nauczycielki. Marek jednak przygotował dla niej prezent. To mały piesek z kokardą, który ma na imię Ciapuś. To malutki, trzytygodniowy buldog, którego jeszcze trzeba karmić z butelki. Marek znowu chowa pieska do worka, a dzieci martwią się, że zwierzątko się tam udusi. Dyżurny Czesiek wraca z bibułami do przystrojenia klasy. Marek martwi się, jak wypadną imieniny nauczycielki. Uczniowie postanawiają przygotować girlandy.
Marek tnie bibułę, kiedy do klasy przychodzi przerośnięty Zdeb. Zdeb wymaga od Marka, by ten go dobrze ogolił z okazji imienin nauczycielki. Zdebowi nudzi się wśród dzieci, gdyż sam powinien się uczyć już w dziesiątej klasie. Marek przygotowuje się do golenia i ostrzy brzytwę na swoim pasku od spodni. Chłopiec jednak przypadkowo zacina Zdeba, nakłada mu zatem opatrunek z jodyną, co złości Zdeba. Do klasy weszła siostra bokserów znanych jako Buba i zapytała Marka, czy to on jest dziś dyżurnym w klasie. Prosi ona Marka, by ten zrobił jej manicure ze względu na imieniny nauczycielki. Chłopiec protestuje, ale Buba mówi, że to obowiązek dyżurnych. Podczas obcinania paznokci Buba denerwuje się, że chłopiec obciął jej palec. Przychodzi Pumeks II i każe Bubie wyjść z klasy. Ten każe Markowi nauczyć się podpowiadania systemem fizjologicznym. Marek niewiele pojmuje, ale dostaje od Pumeksa II spis sygnałów.
Markowi przez przerośniętych niewiele udaje się zrobić w trakcie przerwy w związku z dekorowaniem klasy. Inni uczniowie od siódmoklasistów pożyczają gotowe wstęgi do ozdoby. Zaczyna się przystrajanie doniczek z pelargoniami, a Marek ma co do tego wątpliwości. Z tego wszystkiego okazuje się, że wstążki ciągną za doniczki, a te spadają na podłogę i się rozbijają. Uczniowie próbują posprzątać bałagan i ukryć zniszczenia. W pewnym momencie Marek przybija wstęgi, które są też przymocowane do drzwi, które ktoś otwiera. Z tego powodu chłopiec spada na podłogę. Wchodzi nauczyciel, Pitagoras, który dziwi się, że Marek jest dyżurnym, gdyż tak nie wygląda. Uczniowie wyjaśniają mu, że przygotowują imieniny nauczycielki Okulusowej.
Rozpoczyna się lekcja matematyki, a Pitagoras wzywa Grześka do tablicy. Okazuje się, że nie ma kredy, za którą odpowiedzialny był też Marek jako dyżurny. Okazuje się, że Papkiewicz nie mógł się powstrzymać i ją zjadł, gdyż, jak twierdzi, dostał ją od Marka. Marek szuka zapasowej kredy, ale w kieszeni ma tylko pędzel i brzytwę do golenia Zdeba. Marek mówi o tym Pitagorasowi, a ten wzywa do siebie Zdeba. Zdeb oskarża Piegusa, że ten zmusił go, by dał się mu ogolić. Potem Pitagoras wzywa do tablicy Pumeksa, a Marek próbuje mu przekazać szyfrem rozwiązanie zadania. Pitagoras chce wlepić Markowi uwagę do dzienniczka, a ten zaczyna się śmiać w sposób niekontrolowany. Działo się to dlatego, że Ciapuś zaczął pod ławką lizać Marka w nogę, a chłopiec miał łaskotki. Potem Marek zaczyna gonić pieska po całej klasie. Ciapa dobiega do Pitagorasa, a ten jest zaskoczony jego obecnością i każe złapać psa. Pitagoras żąda atramentu, a potem z powodu polowania na Ciapę Marek rozbija całą butelkę z płynem. Do klasy wchodzi pani Okulusowa i widzi Marka zalanego atramentem. Dyrektor zabiera chłopcu opaskę dyżurnego. Narrator jest zdziwiony opowieścią chłopca.
Następnie nadchodzi czas na największą przygodę Marka Piegusa związaną z wagarami. Minął miesiąc od ostatniego spotkania Marka Piegusa z narratorem i na dworze zdążyło się już zrobić ciepło. Narrator wypytuje Cześka o to, co stało się z Markiem, gdyż od dawna już go nie spotykał. Czesiek wyjaśnia, że Marek znikł. Zgłoszono to na milicję, ale nie pojawiły się żadne informacje na temat miejsca pobytu chłopca. Pan Surma i Alek przekazywali za to niepokojące wiadomości. Narrator zatem zaczął pilnie śledzić sytuację.
W czasie lekcji przyrody doszło do zdarzenia, w wyniku którego Marek poczuł się zmuszony, by iść na wagary. Tego dnia była piękna pogoda, na czwartej lekcji zaś miała być klasówka z matematyki, a z tego przedmiotu Marek miał trójkę i nie chciał, by klasówka pogorszyła mu tę ocenę. Na lekcji przyrody z kolei profesor Gąska zabrał uczniów do Łazienek, by tam obserwowali przyrodę.
Wszyscy szukali kukułki, ale Zdeb wychodzi z propozycją, by uciec z lekcji. Chce też iść po sprzęt do sklepu przy Mazowieckiej, gdzie można dostać łódź dętą. Postanawia zatem udawać, że musieli ratować Piegusa, który ma pecha i wpadł do wody, gdyby nauczyciel zainteresował się ich zniknięciem. Tymczasem Marek obawiał się, że wszystko skończy się jakąś nową awanturą. Nie potrafił jednak odmówić Zdebowi i kolegom, zatem poszedł z nimi na wagary.
Zdeb tymczasem pamiętał kłopoty, w jakie wpędził go Marek, kiedy był dyżurnym i go golił. Zdeb zatem nie życzył sobie, by chłopiec poszedł razem z nimi, uznał bowiem, że ten przyniesie wszystkim pecha. Nikt z klasy nie zaprotestował, bo wszyscy bali się przerośniętego Zdeba. Tylko Grzesiek i Czesiek odważyli się stanąć po stronie kolegi i powiedzieli, że jeśli Marek nie idzie, to oni też nie. Klasa podzieliła się zatem na dwie grupy, a Czesiek, Grzesiek i Marek poszli w swoją stronę. Czesiek uznał, że złoży rower, a Grzesiek, że wywoła zdjęcia. Marek został sam przy skwerze Worcella i nie wiedział, co ze sobą zrobić.
Chłopiec postanowił, że chwilowo nie wróci do domu. Usiadł na ławce niedaleko skweru i zaczął jeść czereśnie. Wówczas zauważył, że jakiś uczeń biegnie alejką. Był to chłopiec blady, chudy i skromnie odziany. Usiadł na ławce, na której siedział Marek, a ten zauważył, że nieznajomy wygląda bardzo staro. Zdziwił się, gdyż sądził, że zna wszystkich chłopaków ze szkoły. Zapytał go zatem, do jakiej szkoły chodzi, ale ten wzruszył ramionami. Próbował zatem dowiedzieć się, dlaczego chłopak tak biegł. Nieznajomy jednak nie chce dzielić się informacjami na swój temat. Wydaje się, że zaraz dojdzie do bójki, ale chłopiec znów się podrywa, chwyta za tornister i zaczyna uciekać.
Marek przygląda mu się, a potem widzi, że alejką idzie dwóch mężczyzn. Mieli oni na dłoniach grube rękawice, chociaż był już czerwiec. Szli dziwnie i sztywno, a Marek uznał, że są paralitykami. Potem okazuje się, że Marek przypadkiem zabrał tornister niejakiego Wicia. Jego ojciec zaczął z tego powodu ścigać Piegusa. Wieczorem ojciec Marka zaniepokoił się nieobecnością syna i zaczął wydzwaniać po szpitalach. Pan Surma sprowadził do domu detektywa, Hippolita Kwassa, który uznał, że Marka porwał Wieńczysław Nieszczególny.
Nieszczególny uciekł z klubu „Arizona”, a pościg za nim skończył się w zoo, w klatce lwów, skąd uratowano Alka i Cedura. Teodor także zaczął szukać Marka na zlecenie kapitana Trepki. Odszyfrowali gryps od Kwassa, co doprowadziło ich do tajnej skrytki w kościele św. Jacka, gdzie mieścił się sekretny skarbiec w podziemiach.
Tam kryli się bandyci, którzy wcześniej porwali detektywa Kwassa. Uwolniono go i poznano tajemnicę porwania Marka i kradzieży kosztowności, które przemycali w specjalnych uczniowskich tornistrach. Marek w parku spotkał syna jednego z bandytów i zabrał przypadkiem tornister ze skarbem. Wieńczysław Nieszczególny przejrzał to i kradł tornistry. Marka zaś uwolnili jego koledzy, a złoczyńcami zajęła się milicja.
Aktualizacja: 2026-04-15 23:49:00.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.