Oeconomia divina interpretacja

Autorem opracowania jest: Adrianna Strużyńska

Utwór Czesława Miłosza „Oeconomia divina” powstał w 1973 roku w Berkeley. Został wydany w zbiorze „Gdzie wschodzi słońca i kędy zachodzi” w 1974 roku. Poeta przedstawia apokaliptyczną wizję świata, w którym Bóg jest całkowicie bierny i obojętny na los ludzkości.

Spis treści

Oeconomia divina - analiza utworu

Wiersz ma budowę stychiczną, poeta nie zastosował podziału na strofy. Składa się z dwudziestu dziewięciu wersów. Liczba zgłosek w obrębie wersu nie jest stała. Utwór należy do liryki bezpośredniej, podmiot liryczny ujawnia swoją obecność. Świadczy o tym zastosowanie czasowników w pierwszej osobie liczby pojedynczej („nie myślałem”). Osoba mówiąca jest świadkiem i uczestnikiem opisywanych wydarzeń, ale jednocześnie podchodzi do nich z dystansem. Wypowiada się w podniosły sposób, co stawia podmiot liryczny w roli mędrca, autorytetu z którego zdaniem należy się liczyć.

Poeta posłużył się stylizacją na Stary Testament. Bóg jest przedstawiony jako srogi i wyniosły sędzia. Wynika to prawdopodobnie z polemiki z Apokalipsą św. Jana. Pojawiają się więc archaizmy („zaiste”, „ni znaku ibisa”). Zastosowano także szyk przestawny, charakterystyczny dla Biblii („żyć będę w tak osobliwej chwili”, „wydziedziczona z przedmiotów mrowiła się przestrzeń”). Obecne są również paralelizmy składniowe i powtórzenia („wszędzie było nigdzie i nigdzie, wszędzie”, „znaku palmy, znaku rzeki, ni znaku ibisa”). Pojawiają się także liczne wyliczenia („drogom na betonowych słupach, miastom ze szkła i żeliwa, lotniskom rozleglejszym niż plemienne państwa”, „ręka nie mogła nakreślić znaku palmy, znaku rzeki, ni znaku ibisa”, „tęsknili do grozy, litości i gniewu”, „praca i odpoczynek i twarz i włosy i biodra i jakiekolwiek istnienie”) i epitety („osobliwej chwili”, „skalnych wyżyn”, „widowisko niepodobne”, „betonowych słupach”, „polnych kamieni”, „niezrozumiałą udręką”).

Oeconomia divina - interpretacja wiersza

Tytuł wiersza ma istotne znaczenie. Oeconomia to łacińskie słowo, tłumaczone jako „gospodarowanie”. Przymiotnik divina oznacza „boski”. Wiersz mówi więc o boskim gospodarowaniu, czyli zarządzaniu światem przez Stwórcę. Podmiot liryczny opisuje zaskakującą sytuację, niezgodną ze światopoglądem chrześcijańskim. Bóg staje się całkowicie bierny, losy ludzkości przestają go interesować. Na życzenie człowieka, oddaje mu władzę nad światem. Stwórca nie jest jednak słaby i nieudolny. Wręcz przeciwnie, jego wizerunek pokrywa się z wizją surowego sędziego, przedstawioną w Starym Testamencie. Podmiot liryczny nie opisuje go jako dobrego, troskliwego ojca, znanego z Nowego Testamentu. Stwórca jest potężny i wyniosły, zdaje się darzyć człowieka niechęcią za wszystkie grzechy, których się dopuszcza. Bóg celowo zamierza upokorzyć ludzkość. Daje człowiekowi to, czego tak bardzo chciał - władzę. Ludzkość uparcie dążyła do całkowitej wolności i niezależności od praw boskich, aż w końcu osiągnęła swój cel. Okazuje się jednak, że największe pragnienia czasami nie powinny się spełniać. Nieograniczona wolność i przekazanie władzy człowiekowi doprowadziły ludzkość do upadku. Kontrola nad światem staje się pułapką za grzech pychy, w którą wpada boskie stworzenie.

Podmiot liryczny przedstawia konsekwencje ludzkich rządów. Świat upada, nastaje czas apokalipsy. Ziemia i jej mieszkańcy ulegają zniszczeniu. Podmiot liryczny również jest człowiekiem, ale patrzy na postępowanie ludzkości z dystansu. Wypowiada się w podniosły sposób, udzielając pouczenia moralnego czytelnikowi. Jest przekonany, że w wydarzenia opisane w wierszu mogą stać się w prawdziwym świecie, jeśli ludzkość porzuci dekalog i etykę, w imię nieograniczonej wolności.

Osoba mówiąca dostrzega kontrast między chaosem współczesności a starożytną harmonią. Porównuje tragizm, przedstawiany w antycznych dramatach z losem człowieka XX wieku. W czasach antycznych, nad bohaterami wisiało fatum, nieodwracalna wola bogów, której człowiek nie był w stanie zmienić. Mimo najlepszych chęci, bohaterowie nie mogli uniknąć tragedii. Człowiek współczesny nie może zrzucić na nikogo odpowiedzialności za nieszczęścia, które go spotykają. Bóg się wycofał, w żaden sposób nie wpływa na ludzki los. Człowiek nie powinien więc skarżyć się na niepomyślny zbieg wypadków, ponieważ sam odpowiada za własne życie. Chaos, który zapanował na świecie, to efekt niemoralnego postępowania ludzkości. Nie istnieją już żadne wyższe wartości, ludzkość pozbyła się ich wszystkich, ponieważ uznała, że ograniczają jej wolność. Cały świat się rozpada. Nawet zdobycze współczesnej cywilizacji, takie jak mosty, wysokie budynki i lotniska przestają istnieć. Wszystkie przedmioty codziennego użytku tracą swój dawny kształt, zaczynają przypominać „przydymioną kliszę”. Ziemia jest wydziedziczona, pozbawiona opieki i ładu. Człowiek zniszczył miejsce, w którym żyje, uniemożliwiając sobie dalszą egzystencję. Przestrzeń rozpada się na drobne części, zaczyna przypominać drepczące w próżni mrówki.

Podmiot liryczny z bólem obserwuje, jak budowana przez wieki kultura przestaje istnieć. Litery ksiąg blakną, stopniowo przestają być widoczne. Człowiek żyje w przytłaczającej pustce. Nie jest zdolny do rozwoju, nie może nawet cofnąć się w rozwoju do formy człowieka pierwotnego. Ludzkość nie potrafiłaby już pisać na glinianych tabliczkach lub posługiwać się obrazkami, odnajdowanymi w jaskiniach. Kiedyś człowiek operował prostymi symbolami. Palma symbolizowała płodność i zwycięstwo, rzeka - bieg życia, a ptak ibis - mądrość. Ludzkość doprowadziła jednak do upadku wszelkich konwencji, wszystkie symbole straciły więc swoje dawne znaczenie. Człowiek nie potrafi już posługiwać się prostymi symbolami, a tym bardziej mówić. Języki również opanował bezład i chaos, przypominający biblijną wieżę Babel, która stała się alegorią pychy i niezrozumienia. Ludzie nie są już w stanie się ze sobą komunikować. Każdy z nich żyje wyłącznie dla siebie samego.

Człowiek nie ma już komu się wyżalić, ponieważ Bóg, zgodnie z jego prośbą, się wycofał. Nie można więc prosić Stwórcy o pomoc ani skarżyć się na jego niesprawiedliwe wyroki. Ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, czym jest katastrofa, która ich spotyka. Zapomnieli o końcu świata, tak jak o Bogu. Ludzkość czuje jednak, że zbliża się czas sądu ostatecznego. Zrzuca ubrania, aby nago, niczego nie ukrywając, stanąć przed Stwórcą. Bóg jednak się nie pojawia, aby skazać ludzką na duszę na potępienie lub zbawienie. Konsekwentnie milczy, nawet gdy świat przestaje istnieć. Ludzie nie mają więc możliwości odkupienia swoich grzechów. Życie w takim świecie jest absurdalne, pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu. Człowiek nie jest w stanie żyć bez Boga ani stabilnego systemu wartości. Podmiot liryczny przestrzega przed konsekwencjami obsesyjnego dążenia do nieograniczonej wolności.


Czytaj dalej: Do mojej natury interpretacja

Komentarze