Mendel Gdański - streszczenie

Autorem opracowania jest: Adrianna Strużyńska

Nowela Marii Konopnickiej „Mendel Gdański” stanowi odpowiedź na falę antysemityzmu naszym kraju. Po raz pierwszy ukazała się w 1890 roku. Przedstawia losy starego Żyda, urodzonego i wychowanego w Polsce.

Spis treści

Mendel Gdański - streszczenie krótkie

Opisane wydarzenia mają miejsce w Warszawie w drugiej połowie XIX wieku. Akcja obejmuje trzy kolejne dni. Mendel Gdański to mieszkający w Warszawie Żyd. Ma ponad sześćdziesiąt lat, a od prawie trzydziestu mieszka w tej samej izbie. Prowadzi warsztat introligatorski. Jest wdowcem, z żoną Resią doczekał się sześciu synów i jednej córki. Synowie rozjechali się po świecie, a córka Lija zmarła przy porodzie. Mendel opiekuje się więc jej synem - dziesięcioletnim Jakubem. Mendel dobrze czuje się w swojej okolicy, jest lubiany przez sąsiadów. Nawet ksiądz podchodzi z szacunkiem do szabasowych modlitw, zawstydzając tym samym szydzących z nich chłopców.

Spokój zostaje zakłócony, gdy pewnego dnia Jakub wraca ze szkoły bez czapki. Okazuje się, że uciekał przed chłopcem, szydzącym z jego żydowskiego pochodzenia. Mendel tłumaczy wnukowi, że bycie dobrym Żydem jest powodem do dumy, a nie wstydu. Mężczyznę odwiedza dependent, który przynosi plotki o nadchodzącym pogromie Żydów. Mendel początkowo nie wierzy w te wieści, ponieważ nie widzi żadnego powodu, aby go prześladować. Próbuje obrócić plotki w żart, aby nie straszyć wrażliwego Jakuba.

Wieczorem Gdańskiego odwiedza zegarmistrz, który również mówi o pogromie Żydów, a nawet go popiera. Oskarża ludność żydowską o chciwość i niekontrolowane rozmnażanie się. Zegarmistrz stwierdza, że „Żyd zawsze będzie Żydem”, czyli obcym. Nie trafiają do niego żadne argumenty Mendla, który czuje się Polakiem i całe życie uczciwie pracuje. Nigdy nikogo nie okradł ani nie oszukał. Gdański uważa, że już jego nazwisko świadczy o tym, że urodził się w Polsce. Ma na imię Mendel, ponieważ był piętnastym dzieckiem swoich rodziców. Gdański jest niespokojny, nie śpi całą noc.

Następnego dnia, student ostrzega Gdańskich, że w mieście biją Żydów. Zakazuje Jakubowi wychodzić na ulicę, co wywołuje gniew Mendla. Sąsiadki chcą ustawić w oknie jego izby krzyż lub święty obrazek, ale mężczyzna nie zamierza wyrzekać się swojej wiary. Nie przyjmuje również propozycji schowania się w sypialni. Gdański odważnie staje w oknie razem z wnukiem. Ktoś z tłumu trafia chłopca kamieniem w głowę. W obronie Żydów staje tylko student, który zasłania Gdańskiego własnym ciałem. Tłum odchodzi, ale Mendel wpada w smutek. Gdy wieczorem odwiedza go student, wciąż milczy. Odprawia obrzędy żałobne, ponieważ umarła w nim miłość do tego miasta.

Mendel Gdański - streszczenie szczegółowe

Stary Żyd, Mendel Gdański mieszka w jednej z warszawskim kamienic. Codziennie obserwuje przez okno przechodzących ulicą ludzi. W ostatnich dniach dostrzega większy niż zwykle niepokój. Widzi robotników pracujących przy budowie nowego domu niciarza Greulicha, niechlujnie wyglądających młodzieńców, uczniów i dziewczęta z fabryki cygar. W okolicy pojawiają się nieznajomi, którzy podejrzanie rozglądają się po sieniach. Gdański doskonale zna zwyczaje okolicznych mieszkańców i szybko dostrzega każdą zmianę.

Mężczyzna ma sześćdziesiąt siedem lat. Posiada długą brodę i siwe włosy. Często popala fajkę. Mendel jest wdowcem, przez trzydzieści lat żył z żoną Resią, z którą doczekał się sześciu synów i jednej córki. Żyd ma wiele wnucząt, ale synowie rozjechali się po świecie w poszukiwaniu pracy. Córka Lija młodo wyszła za mąż. Zmarła podczas porodu, dlatego Mendel opiekuje się dziesięcioletnim wnukiem Jakubem. Od dwudziestu siedmiu lat mężczyzna mieszka w tej samej izbie. Prowadzi warsztat introligatorski, cały dzień zajmuje się wyrównywaniem papieru, mieszaniem farb i klejów oraz oprawianiem książek. Mężczyzna nie ma poważnych problemów ze zdrowiem. Jest zgarbiony, ale wciąż silny. Czasem dokuczają mu duszności. Żyd siada wtedy z fajką i wspomina członków swojej rodziny, za którymi tęskni.

Mendel jest znany i lubiany w okolicy. Stary zegarmistrz, mieszkający naprzeciwko, zawsze się z nim wita i pyta o Otto Bismarcka. Straganiarka często daje Żydowi czarną rzodkiew, w zamian za kolorowy papier, z którego jej dzieci lepią latawce. W izbie Gdańskiego przesiaduje też syn gospodarza domu, który klei tam żołnierzyki z tektury. W najbliższej okolicy panuje swojska atmosfera. Na ulicy rzadko pojawia się ktoś obcy. Żyd czuje się w tym miejscu dobrze i bezpiecznie. Mendel może liczyć na pomoc sąsiadki, która codziennie przynosi mu obiad. W dniu, w którym rozpoczyna się akcja noweli, kobieta częstuje Mendla rosołem z bułką i mięsem z jarzynami. Mężczyzna jest jej wdzięczny i stawia garnek z jedzeniem na żelaznym piecyku. Czeka z obiadem, aż jego wnuk o godzinie drugiej wróci ze szkoły. Jakub uczęszcza do gimnazjum. Jest delikatnym chłopcem o drobnej posturze. Ma piwne oczy, ciemne włosy, długie rzęsy, orli nos i wysokie czoło. Mendel martwi się o zdrowie chłopca, ponieważ Jakub często choruje. Świadczy o tym jego przezroczysta cera.

Gdański podaje obiad wnukowi, a gdy ten skończy posiłek, może pobawić się na podwórku. Jakub rzadko spędza czas z innymi dziećmi. Zazwyczaj odrabia lekcje lub samotnie spaceruje po okolicy. Chłopiec rzadko jest wesoły, w jego oczach zawsze widać melancholię. Po obiedzie Mendel wraca do pracy w warsztacie introligatorskim. W piątek wieczorem mężczyzna obchodzi szabas. Sąsiadka przynosi wtedy rybę, makaron i pieczoną kaczkę. Mendel stawia na stole tradycyjny świecznik oraz zakłada czarny żupan, jarmułkę i buty z długimi cholewkami. Jakub również przygotowuje się do posiłku, ubierając czysty kołnierzyk i czyste mankiety. Mendel ubiera uroczystą szatę nakładaną przez Żydów podczas modlitwy - tałes. Otwiera modlitewnik i śpiewa pieśni. Ten moment wywołuje wielkie wzruszenie Jakuba. Po błogosławieństwie, dziadek i wnuk rozpoczynają posiłek. Latem, gdy okna były otwarte, zdarzało się, że okoliczni chłopcy wyśmiewali szabasowe modlitwy. Synowie ślusarza Kołodziejskiego i szewca Pocieszki zakradali się pod okno i szydzili z żydowskich obrzędów. Zawstydził ich przechodzący ksiądz, który widząc modlącego się Żyda, z szacunkiem uchylił kapelusza. Od tego czasu chłopcy nie mieli odwagi wyśmiewać się z sąsiada. Nikt więcej nie przeszkadzał Gdańskim w modlitwie.

Spokój bohaterów ponownie zostaje zakłócony. Wystraszony Jakub wraca do domu bez czapki. Początkowo nie chce przyznać się, co się stało. W końcu jednak opowiada, że inny chłopiec wyszydzał jego żydowskie pochodzenie. Jakub uciekał tak szybko, że zgubił czapkę i nie miał odwagi po nią wrócić. Mendel początkowo wpada w gniew, po obiedzie nie jest w stanie wrócić do pracy. Próbuje wytłumaczyć wnukowi, że głupotą jest wstydzenie się własnej tożsamości. Starzec w końcu uspokaja się i przypomina Jakubowi, że jest takim samym mieszkańcem Warszawy, jak wszyscy inni. Żyje w tym mieście od urodzenia, kocha je, więc jest jego ojczyzną. Mendel zakazuje wnukowi ponownej ucieczki przed szydercą. Zapewnia, że bycie uczciwym Żydem jest powodem do dumy, a nie obelgą. Każe dziecku pilnie się uczyć, aby zyskało życiową mądrość. Obiecuje też, że odkupi chłopcu czapkę. Jakub całuje dziadka w rękę i zaczyna odrabiać lekcje. Kolejnego dnia Mendel niespokojnie oczekuje na powrót Jakuba ze szkoły. Cały dzień wygląda przez okno na znaną ulicę. Chłopiec wraca ze szkoły zadowolony, co uspokaja Mendla. Niedługo jednak odwiedza go dependent, pomocnik adwokata, który odbiera akta. Informuje, że w mieście mają bić Żydów. Mendel próbuje obrócić te wieści w żart, aby nie straszyć Jakuba. Stwierdza, że Żydów mogą dręczyć co najwyżej urzędy.

Wieczorem Gdańskiego odwiedza zegarmistrz. Przynosi tę samą wiadomość, co dependent. Mendel wchodzi z nim w dyskusję. Podkreśla, że złych Żydów należy karać. Zastanawia się jednak, dlaczego Polacy mają bić wszystkich Żydów. Zegarmistrz odpowiada, że są obcymi. Uważa, że nie wyrośli z tej ziemi, dlatego nie mają prawa żyć w Polsce. Ta odpowiedź rani Mendla. Czuje się Polakiem, urodził się w Warszawie, gdzie przez całe życie uczciwie pracuje. Oprawia książki, z których uczą się polskie dzieci i modlą się księża. Deklaruje, że nigdy nikogo nie skrzywdził ani nie okradł. Zegarmistrz nie ukrywa swojego poparcia dla pogromu. Z przekąsem stwierdza, że „Żyd zawsze będzie Żydem”. Zegarmistrz stwierdza, że Żydzi są chciwi i interesowni oraz nadmiernie się rozmnażają. Mendel próbuje mu udowodnić, że jest uczciwym człowiekiem i żyje, jak wszyscy inni. Rzetelnie pracuje, a wciąż ma puste kieszenie. Deklaruje, że jeśli ktoś rzuci w niego kamieniem, podniesie go bez strachu. Zegarmistrz nie podaje żadnych logicznych argumentów, wciąż powtarza jedynie, że Żydzi są obcy i na zawsze pozostaną Żydami. Mendel opowiada historię swojego imienia. Nazwano go tak, ponieważ był piętnastym dzieckiem swoich rodziców. Urodził się na Starym Mieście, w żółtej kamienicy, gdzie obecnie znajduje się apteka. On sam miał tylko siódemkę dzieci, a jego córka - jedno. Podkreśla, że nieważne ile ludzi się rodzi. Istotne jest wyłącznie, aby dobrze i uczciwie żyli. Mendel traktuje swoje nazwisko jako dowód polskiego pochodzenia. Nazywa się tak samo jak szafa gdańska czy kufer gdański. Jakub również nosi nazwisko Gdański, chodzi do warszawskiej szkoły, razem z polskimi dziećmi.

Żaden z tych argumentów nie przekonuje zegarmistrza. Jakub kładzie się spać, dlatego Mendel zmienia ton rozmowy z gościem. Wypytuje zegarmistrza, kto rozsiewa plotki o pogromie Żydów. Mężczyzna nie udziela jednak konkretnej odpowiedzi, mówi tylko, że słyszał to od ludzi. Mendel w to nie wierzy. Stwierdza, że takie wieści rozpowiadają wódka, złość, głupota i zły wiatr. Do ostatniej chwili ufa rozsądkowi warszawiaków. Zegarmistrz opuszcza izbę. Gdański tej nocy nie może spać. Długo rozmyśla i zagląda do Jakuba. Zmartwienia sprawiają, że czuje się, jakby przez noc przybyło mu dziesięć lat.

Następnego dnia, Mendel jak zwykle rankiem zaczyna pracę. Jest jednak zmęczony po nieprzespanej nocy. Sąsiadka przynosi mu kawę, a starzec budzi wnuka. Chłopiec szybko je śniadanie, ponieważ boi się, że nie dotrze na czas do szkoły. W drzwiach spotyka studenta, który krzyczy, że w mieście biją Żydów. Prosi, żeby Gdańscy uciekali. Mendel stwierdza jednak, że nie mają gdzie się udać, są u siebie w domu. Student zabrania też Jakubowi wychodzić, co wywołuje gniew Mendla. Mężczyzna denerwuje się, dlaczego jego wnuk nie ma prawa chodzić po ulicy, skoro jest niewinnym dzieckiem. Jakub stoi obok, wystraszony całą sytuacją. Gdy na zewnątrz słychać wrzawę, student wybiega, nie udzielając odpowiedzi.

Wściekły tłum demoluje domy i wybija okna. Słychać dźwięk łamanych okiennic, krzyki, piski i łomot rzucanych kamieni. Mendel stoi jak zahipnotyzowany i nie wierzy w to, co się dzieje. Do rzeczywistości przywraca go dopiero płacz Jakuba. Przestraszony chłopiec przytula się do dziadka. Do izby wpadają sąsiadki, które chcą pomóc Gdańskiemu. Jedna z nich proponuje, aby w oknie postawić obraz Matki Boskiej lub krzyż, a wtedy tłum ominie dom. Inna kobieta chce ukryć Gdańskich w sypialni. Mendel jest wzruszony postawą sąsiadek, które dowodzi, że uważają go za dobrego i uczciwego człowieka. Nie chce jednak wypierać się swojej wiary. Stwierdza, że jeśli warszawiacy są prawdziwymi chrześcijanami, nie napadną na starca i małego chłopca.

Mendel bierze Jakuba za rękę i staje z nim w oknie. Tłum wpada w jeszcze większą wściekłość, widząc odwagę Żyda. Ktoś rzuca kamieniem i trafia Jakuba w głowę. Dzieckiem zajmują się kobiety, a Mendel dalej stoi w oknie, płacząc i modląc się. Niespodziewanie pod oknem Gdańskich pojawia się student. Przeciwstawia się tłumowi, krzyczy że mają trzymać się z daleka od tego Żyda. Jego zdecydowana postawa na chwilę rozprasza antysemitów. Student wykorzystuje ten moment i wskakuje przez okno do izby. Zasłania Mendla własnym ciałem. Jego postawa odstrasza tłum, który decyduje się odejść, nie krzywdząc nikogo więcej. Zgromadzeni wciąż wykrzykują jednak oszczerstwa i pogróżki pod adresem Żydów.

W izbie Gdańskich nastaje smutny wieczór. Mendel nie pracuje, a Jakub nie odrabia lekcji. Chłopiec ma obandażowaną głowę. Odwiedza ich mieszkający na strychu student. Gość trzyma chłopca za rękę i zapewnia jego dziadka, że obrażenia nie są poważne, a dziecko dojdzie do siebie. Mendel siedzi w kącie izby i milczy. Student staje się zniecierpliwiony, ponieważ Jakub nie jest poważnie ranny, nie ma więc powodów do rozpaczy. Pyta Gdańskiego, czy odprawia Bosiny - żydowski obrzęd żałobny, chociaż nie umarł żaden z członków rodziny. Mendel odpowiada, że faktycznie odprawia modły żałobne. Umarło w nim serce do tego miasta. Pielęgnowana przez ponad sześćdziesiąt lat miłość tego dnia się skończyła.


Czytaj dalej: A jak poszedł król na wojnę interpretacja

Komentarze