Patrzę

Patrzę na zakwitnięte mieczyki i rdesty,
na łąkę zaścieloną miękkiem trawy pierzem,
na długie rowy gęsto zarośnięte perzem,
ręce wyciągam w górę: oto znowu jestem.

Patrzę oczami dziecka. I to mi wystarczy.
Widzę: na mym zegarze już nie tak najwcześniej,
Słyszę: cykanie minut, stuk godzin jak we śnie.
Boże! Kto? kto wskazówki posuwa na tarczy?

Czytaj dalej: Niebo na przedwiośniu – Kazimiera Alberti

Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.