Wiatr – jak na żywych strunach – zagra mi we włosach,
spękane nogi zleczy na polanie rosa.
Pójdę drogą, pozbieram wszystkie stratowane bąki
zduszone boże krówki na dywanie łąki.
Porozmawiam z chudemi, głodnemi psiakami,
zaświstam z kosami.
W ziemię zoraną, czarną –
rzucę na przaśny chleb ziarno.
Wiotkie trzciny sprostuję nad rzeką, po burzy –
i przed zimą w chochoły poubieram róże.
A gdy przejdę tą ścieżką wąziutką, ubogą –
ktoś może powie: „szła tędy, tą drogą – –“.
Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.