Budzę się rano, ostro świszczą kosy.
Ukośnie
płat za płatem
chylą się żyta, mietlice, bławat
w pokosy.
Pada dojrzały, gruby kłos za kłosem.
Wał, niby długi grzebień złotowłosy –
pod stalą błyszczącą, świszczącą
rośnie.
Tak i nam po słodkiej męce
rozkwitania, dojrzewania –
opadają ręce,
cichną serca, rwą się głosy,
gubią słowa.
Sieczesz nas, Panie, tniesz i kosisz –
ale jak zboże – rośniemy znowu.
Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.