Podnoszę story. Znów słota siwa, błoto, kałuże,
martwy skrzyp mioteł: to mokre liście zmiatają stróże.
Deszcz z śniegiem bije o drzew szkielety, – o dachów kryzy,
ostry syk dzwonka: wyjeżdża tramwaj pierwszy z remizy.
Wieża naprzeciw – przecina piersi nieba rapierem,
naroża okien mokną pod białą nawłoczką pereł.
Niby robaki – suną wskazówki po rdzawej tarczy. –
W fabrykach – czujnym głosem psa – szósta godzina warczy.
U ciebie słota? Na gór żłobienia, fryzy, reliefy –
(pisałeś wczoraj) – mgła popielate rzuciła kwefy.
Miasto się budzi. Na dole w bramie dźwiękły zawiasy.
Myślałeś o tem?: Dzieli nas tylko kolejowy nasyp.
Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.