Ścichła jesień, świat już biały. Złoto, krew
i purpurę przysypały – pióra mew.
Lecą, świecą wieczorami zwiłki wiór,
masz serduszka pod stopami mewich piór.
Białe muszki srebrem zmotał ostry szron –
za oknami zastukotał – jakby dzwon.
Kaptur zagubiła złoty wirchów miedź –
ścieg tęsknoty przysypała – biała sieć.
Nic już nie wiem – nocną ciszą, brylant arabeski rżnie –
kryształowe palce piszą – list na szkle.
Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.