Aptekarz majowy

Autor:

Z jed­nej brzo­zy w gaju,
Z brzo­zy po­chy­lo­nej,
Jak ją na­ciąć świ­tem w maju,
Ciek­nie sok zie­lo­ny.

Szma­rag­do­wa woda,
Zim­na jak źró­dla­na,
Pach­nie świe­żo ko­rze­nia­mi
W sło­iki od­la­na.

We dnie pro­mie­nia­mi
Nie­chaj się prze­poi,
A wie­czo­rem niech za oknem
Pod księ­ży­cem stoi.

Gdy się upro­mie­ni,
Bar­dziej się zzie­le­ni,
Na noc za­kop ją w ogro­dzie
W chłod­nej, wil­gnej zie­mi.

Rano bę­dzie won­ne
Sma­ro­wi­dło zło­te,
Maść ży­wicz­na - nie na rany,
Ani na tę­sk­no­tę.

Nie na gu­sła sta­re
Ani mło­dość wiecz­ną,
Nie na uraz, nie na skar­by
Ni mękę ser­decz­ną.

Nie prze­mo­że smut­ku,
Nie za­goi rany,
Tyle tyl­ko, że mieć bę­dzie
Gorz­ki smak wio­śnia­ny.

Że w niej bę­dzie świt brzo­zo­wy,
Zło­ty dzień, noc srebr­na,
Że zie­lo­na, że ma­jo­wa
I że nie­po­trzeb­na.

Z to­mi­ku Rzecz czar­no­le­ska (1929)

Czy­taj da­lej: Do krytyków – Julian Tuwim