Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Berenika97

 

Nika.

 

to jest ostateczna ewidencja ubytków bytu.

 

gdzie podmiot niczym monada wyciśnięta z ontologicznego brudu  demaskuje kruchą granicę między istnieniem a rozpuszczeniem się w nocy bez brzegu !

 

genialna, duszna precyzja w chwytaniu tego, co nieuchronne .

 

uwielbiam Twoje wiersze pisane duchem poetyckiej ekspresji.

 

dudni to we mnie jakby wiosenna łąka pełna polnych kwiatów.........

 

dystopia.

 

Opublikowano

Bezradność, to ta migająca uliczna lampa (swoją drogą, wiem, jak jest upierdliwa), po przejściu przez próg pozbywanie się wszystkiego, co przydatne na zewnątrz, z maską na czele, pot i zmęczenie dnia wyżymane gdzieś tam,  okna odcinające to, co na zewnątrz.  Peel lekko nie ma, a nasz wspólny znajomy MG też lekko nie miał, zwłaszcza z tą maską, do tego z wojną w tle, a jednak dawał radę:). Dobry wiersz, pesymiści utwierdzą się, że nie tylko im lekko nie jest. Pozdrowionka 

Opublikowano

Witaj - Okna ryglowane ciszą. - zachwycający moment wiersza - 

            wiersz z wyższej półki - duży plus za całość - 

                                                                                               Pzdr.serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Dla mnie te wersy  są najmocniejsze. 

Ostrożnie- jakby pod maską nie było już niczego, co można zobaczyć.

Wymowne są również " okna ryglowane ciszą ".

Poruszający wiersz.

Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Migrena

 

Bardzo dziękuję!  

 

Dziękuję - to jeden z tych komentarzy, przy których nie wiem, czy bardziej się wzruszyć, czy roześmiać. :) 

Monada w ontologicznym brudzie i wiosenna łąka  - to mnie rozbraja. Bardzo się cieszę, że tak to ująłeś. :) 

"Dystopia" na końcu jest dla mnie osobną, małą poezją.

Serdecznie pozdrawiam. :))

@Alicja_Wysocka

 

Bardzo dziękuję! 

To pięknie powiedziane - i wzajemne.  :) 

Serdecznie pozdrawiam. 

@Czarek Płatak

 

Bardzo dziękuję! 

A wiesz, że najpierw tak miało być, aby zostawić niedopowiedzenie. :) Ale nie posłuchałam swojej intuicji, zwyciężyła moja druga natura - by tłumaczyć.  Cięgle się z tym zmagam. 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Łukasz Jurczyk

 

Bardzo dziękuję! 

 

Lubię takie czytanie, które samo się staje pisaniem. :) 

 

Serdecznie pozdrawiam. :))

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję  za przypomnienie M. Gara - rzeczywiście , świetnie grał z tą maską. Ale trzeba być racjonalnym optymistą, aby żadna lampa tak nie wnerwiała. :))) 

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@andrew

 

Bardzo dziękuję! 

 

Napisałeś koniec, którego w wierszu nie było - i który był potrzebny.

Nadzieja zawsze jest potrzebna. 

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

 

@Waldemar_Talar_Talar

 

Bardzo dziękuję! 

 

To miło wiedzieć, który moment zatrzymał. :)   Serdecznie pozdrawiam. 

@wiedźma

 

Bardzo dziękuję!

 

"Jakby pod maską nie było już niczego" - to czytałam pisząc, ale nie napisałam wprost. Cieszę się, że to tam jest. :) 

 

Serdecznie pozdrawiam. 

@Wiechu J. K.

 

Bardzo dziękuję! 

 

"W poszukiwaniu Arki Noego" - świetne! :)

 

Serdecznie pozdrawiam. :)

 

 

@Poet Ka

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję - beznadzieja codzienności to dobre imię dla tego wiersza. :)

 

Serdecznie pozdrawiam.:)

Opublikowano

Dostosowanie do częstotliwości i kolorytu zewnętrznego świata jest może jedynym sposobem na przetrwanie. Na progu zmienia barwy na własne? Trudne pytanie - jakie one są? Czy tonąc w nocnej ciszy i ciemności można odzyskać własną wrażliwość...?

Opublikowano

@lavlla nisu

 

Bardzo dziękuję! 

 

To pięknie postawione pytanie. Myślę, że nocna cisza nie tyle przywraca wrażliwość, co ujawnia, że ona nigdzie nie zniknęła -  tylko była zagłuszona.

Może własny kolor nie jest czymś stałym, ale czymś, co się odnajduje właśnie w takich momentach zatrzymania - na progu, między jednym światem a drugim.

 

Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97 podoba mi się metaforyka w tym wierszu. Wyraża ona dogłębnie  samotność podmiotu lirycznego, który po przekroczeniu "progu domu " wreszcie może zdjąć maskę i być sobą.... Tylko czy można czuć się komfortowo w " dusznej bliskości mebli" i w ciszy tak głębokiej , że przeszywa na wskroś? 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jestem w pracy. Lecę na Marsa. Misja wojskowa, kontrakt zawodowy. Eter w próżni gra mi w uszach melodię o czarnoksiężniku na Księżycu. W karczmie „Rzym” nie byłem już dawno. Pewnie z Marsa nie wrócę – bilet w jedną stronę. Powoli zarysowuje się Planeta Mars na mojej drodze. Mówili: „Kategoria A otwiera drzwi wszędzie”. A tak zwyczajnie się mnie pozbyli. I mam wakacje... Przez interkom możemy pogadać. Taki ze mnie bohater. zazdroszczę  Wam na Ziemi  problemów   
    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...