„Opowiadania z Doliny Muminków” to zbiór tekstów, których autorką jest Tove Jansson. Przedstawia ona różne opowieści dotyczące rodziny Muminków, a także ich przyjaciół, takich jak Włóczykij, Ryjek czy Too-tiki. Każdy tekst przedstawia inną historię ukazującą świat niezwykłych trolli i innych stworzeń.
Spis treści
Włóczykij wędruje na północ wiosną i próbuje napisać piosenkę. W trakcie biwaku spotyka jednak pewne stworzonko, które wie, kim on jest, i zna też Muminka. Włóczykij jest zirytowany, ale nadaje mu imię. Odmienia w ten sposób całe życie stworzenia, a sam znowu może układać melodie.
Pewien Homek o bogatej wyobraźni bawi się z braciszkiem i wymyśla straszną historię. Ostatecznie sam w nią wierzy i mówi rodzicom, że braciszka zjadły węże, co denerwuje jego tatę. Zmyślania oducza go spotkanie z Małą Mi, która również straszy go wymyślonymi historiami.
Filifionka żyje nad brzegiem morza, dba o dom i walczy z poczuciem nadciągającej katastrofy, o czym mówi znajomej Gaspie. Potem nadchodzi sztorm i trąba powietrzna, które niszczą razem cały dom Filifionki i jej rzeczy.
Pewnego dnia Muminek przypadkowo wyławia ze stawu złotego smoka i pragnie go oswoić. Smok jednak woli Włóczykija od niego. Ten oddaje go pewnemu Paszczakowi, by nie smucić Muminka.
Pewien Paszczak pracował w lunaparku, ale kochał ciszę i marzył o przejściu na emeryturę oraz budowie domku dla lalek. Ostatecznie otwiera ogród, w którym mogą się bawić dzieci i nic tam nie hałasuje.
Pewnego dnia Too-tiki przyprowadza do domu Muminków niewidzialną dziewczynkę, Nini, którą wystraszyła jej ciotka. Starania Muminków sprawiają, że Nini stopniowo znów robi się widzialna. Nad morzem denerwuje się na Tatusia Muminka i pokazuje swoją twarz.
Tatuś Muminka pewnego razu wychodzi z domu i dołącza do wędrówki Hatifnatów. Razem z nimi dociera na pewną ogromną wyspę, ale decyduje się wrócić do domu.
Muminek namawia Ryjka do tego, by oddał on córce Gapsy swojego pluszaka, Cedryka. Ryjek żałuje tej decyzji, a Włóczykij opowiada mu historię swojej krewnej i jej rzeczy. Ryjek jednak ostatecznie odzyskuje Cedryka, chociaż już bez elementów z kamieni szlachetnych, takich jak topazy w oczach.
Rodzina Muminków przypadkiem budzi się przez Paszczaka z zimowego snu i obserwuje innych mieszkańców Doliny Muminków, którzy szykują się do nadejścia Wigilii. Sami także postanawiają się do tego przygotować, zdobywają zatem choinkę i przygotowują prezenty.
Włóczykij pewnego bezchmurnego i pogodnego wieczoru w kwietniu doszedł bardzo daleko na północ. Na stokach skał leżały tam jeszcze połacie śniegu. Wcześniej wędrował przez cały dzień i słuchał śpiewu ptaków, które też wracały na południe. Włóczykij nie odczuwał żadnych trosk. Uznał też, że to idealny wieczór, by ułożyć i zagrać piosenkę, którą od dawna w sobie nosił. Wyobrażał sobie, że zagra ją po powrocie do Doliny Muminków. Usiądą na moście, a Muminek zachwyci się melodią. Włóczykij myśli też o tym, jak Muminek za nim tęskni, kiedy on wyrusza w podróż. Włóczykij jednak odgania te myśli i postanawia się skupić na aktualnej chwili. Rozstawia namiot obok ogniska i zbiera chrust, by rozpalić ognisko. Postanawia, że jego melodia będzie melodią strumyka. Przygotowuje jedzenie i zastanawia się nad tymi, którzy potrzebują do tego stołu i krzeseł, jak Paszczak na przykład.
Włóczykij siada z fajką i nagle po drugiej stronie strumienia widzi zalęknione, ale ciekawskie stworzenie. Początkowo chce je przepędzić, nie chce mu pomagać. Stworzonko jednak przechodzi przez strumień, ekscytuje się obecnością Włóczykija, słyszało bowiem o nim od innych zwierząt. Bohatera towarzystwo złości, gdyż nie ułoży przez to melodii, ale stworzonko tęskni za muzyką i prosi o nadanie mu imienia. Stworzenie opowiada też o plotkach, że Muminek stęsknił się za Włóczykijem i darzy go podziwem. Włóczykij uważa, że podziwiane osoby nie mogą być naprawdę wolne, i rozważa, czy wracać do Doliny Muminków. Konieczność dzielenia się z innymi opowieściami o swoich wyprawach budzi w nim frustrację. Stworzonko uznaje, że powinno odejść, widząc reakcję Włóczykija. Ten jednak postanawia nadać mu imię, które brzmi Ti-ti-uu, z wesołym początkiem i nieco smutnym końcem. Stworzenie jest z jednej strony smutne, ale też i zachwycone. Potem niespodziewanie ucieka. Włóczykij woła je, ale nie otrzymuje odpowiedzi, tłumaczy się też sam przed sobą, że przecież nie można zawsze być uprzejmym i towarzyskim, ale mimo to wszystko jest w porządku, bo nadał stworzeniu imię. Melodia opuszcza go zupełnie, co powoduje u niego złość, wciąż myśli o stworzeniu.
Kolejnego dnia jest zmęczony i zły, ale rusza w dalszą drogę. Cały czas myśli o napotkanym stworzeniu. Nie wie, co się z nim dzieje, podejrzewa, że jest chore. Wreszcie nie daje rady i zawraca, a potem małe melodie zaczynają mu wpadać do głowy, ale nie ma czasu, by coś z nimi zrobić. Wieczorem zaczyna wołać stworzonko w tym samym brzozowym lesie. Widzi, że jest nów, zatem wypowiada życzenie, by znowu zobaczyć stworzonko. Wtedy w krzakach pojawia się stworzonko i pokazuje Włóczykijowi, że samo zrobiło dla siebie tabliczkę ze swoim wyciętym imieniem, którą wszyscy podziwiali. Ma zamiar zawiesić ją na drzwiach, kiedy będzie miało już własne mieszkanie. Nadanie imienia sprawiło, że stworzonko zaczęło żyć na dobre, wszystko zyskało teraz dla niego znaczenie. Stało się prawdziwą, żyjącą istotą. Włóczykij słucha go, a potem oznajmia, że ma zamiar iść i odwiedzić Muminka. Mówi też stworzonku, że może mu zagrać na harmonijce i opowiedzieć jakąś historię, ale Ti-ti-uu odmawia, nie ma bowiem zbyt wiele wolnego czasu, bo spieszy mu się, by żyć. Prosi jeszcze Włóczykija, by ten pozdrowił Muminka, i znika, by zająć się swoimi ważnymi sprawami. Włóczykij wyciąga się na mchu i ogląda wiosenne niebo, a pod jego kapeluszem znowu zaczynają się gromadzić melodie. Jedna ma składać się z nadziei, wiosennej tęsknoty i niewypowiedzianego zachwytu nad samotnością.
Średni Homek pełzł po ziemi wzdłuż płotu. Niekiedy nieruchomiał i wypatrywał wroga, a za nim podążał młodszy braciszek. Dotarli w ten sposób do warzywniaka, między główki sałaty. Jego młodszy brat narzeka, że jest cały czarny i że wcale nie czołgają się przez tropikalne błota, tylko przez sałatę. Homek komentuje, że braciszek szybko dorośnie z takim nastawieniem. Mówi mu, że będzie taki jak ich rodzice – będzie widział i słyszał w zupełnie zwyczajny sposób, co znaczy, że nic nie będzie widział i słyszał. Braciszek nie przejmuje się tym i zaczyna jeść ziemię. Homek ostrzega go jednak, że w tym kraju ziemia i owoce są zatrute. Dostrzegają ich zwiadowcy, a Homek się ich szybko pozbywa. Jego braciszek chce wracać do domu, ale Homek wyjaśnia mu, że są na prerii i nigdy już nie spotkają swoich rodziców. Na te słowa jego braciszek zaczyna krzyczeć, a Homek uznaje, że potrwa to pewnie długo, i dalej pełznie rowem. Traci z oczu pozycję wroga i czuje się zdradzony przez brata. Myśli o tym, że braciszków powinno się trzymać w szufladach, aż zrozumieją cokolwiek.
Homek postanawia odkryć biegun południowy i zostaje pogryziony przez niedźwiedzia polarnego. Następnie udaje się na bagnisko, gdzie nie wolno wchodzić małym Homkom i gdzie jeździ wóz widmo. Myśli o tym tak długo, że aż zaczyna się bać. Postanawia, że stanie się Homkiem, który ma odnaleźć dom poszukiwany od dziesięciu lat, wyobraża sobie ukryte w mule węże i żywe grzyby, które mogły zjeść jego małego braciszka. Boi się tego tak bardzo, że płacze i biegnie do rodziców, wołając, że braciszek został zjedzony. Mama Homka jest duża i zawsze wydaje się zatroskana, zatem wierzy w to, co mówi jej syn. Homek opowiada o wężu, ale jego tata uspokaja mamę, bo wie, że syn zmyśla. Braciszek tak naprawdę siedzi na podwórku i je piasek, nieświadomy tego, co zrobiły z nim węże. Tata denerwuje się, że syn znowu zmyśla, a mama rozważa, czy Homek nie powinien dostać w skórę. Tata jednak nie ma na to czasu, zatem Homek zostaje pozbawiony obiadu oraz leguminy, co ma nauczyć Homka, że nie wolno kłamać. Homek był z tego powodu niezwykle rozżalony i postanowił pójść, gdzie go oczy poniosą, na bagno. Wyobrażał sobie, jakby to było, gdyby rodzice spotkali węża lub Hotomombę. Homek głęboko wierzy w istnienie takich potworów, wyobraża sobie kolejne węże i wóz widmo, przez co ucieka. Myśli, że chciałby być gruby jak braciszek, który je piasek i ziemię, i próbował zjeść raz balonik, bo myśli brzuszkiem.
Na mokradłach Homek widzi światła bijące z okrągłego domu, w którym mieszkała Mimbla. Homek biegnie tam, a potem puka, lecz nikt mu nie otwiera, ale Homek i tak tam wchodzi. Dom jest w środku ciepły i przytulny. Mała Mimbla leży na szafie i patrzy na Homka. Ma ona na imię Mi i wyjaśnia, że widziała go już kiedyś w towarzystwie małego, grubego Homka. Mi wydawało się głupie, że Homek mówił sam do siebie i machał rękami. Homek z kolei sądzi, że siedzenie na szafie jest niedorzeczne. Wyjaśnia Mimbli, że uciekał przed wężami i grzybami, natomiast Mi twierdzi, że siedzi na szafie, by nie dopadły jej żywe grzyby, które dotarły już do domu. Proponuje Homkowi, by wziął dywan i zatkał nim szpary. Babcia Mi ma już być cała pokryta grzybami. Wszystko to sprawia, że Homek jest przerażony, chociaż to on wymyślił żywe grzyby. Pragnie wejść na szafę, ale według Mi nie ma tam dla niego miejsca. Rozlega się pukanie, a Homek ukrywa się za kanapą. Zjawia się babcia Mi, stara, ubrana w białą koszulę, i otwiera drzwi. Stoi za nimi tata Homka, który wyruszył na jego poszukiwania. Nie jest już zły na syna i chce, by ten wrócił do domu. Babcia Mi mówi, by dzieci bawiły się raczej w dzień. Homek chce się rozpłakać, jest zły na Mi za to, że zmyślała, i uznaje, że to coś okropnego. Tatuś się zgadza, idą razem zjeść leguminę.
Pewnego letniego, bezwietrznego dnia Filifionka zajmuje się praniem chodnika w morzu. Trze go mydłem i szczotkuje go do niebieskiego pasa, a co siódma fala opłukuje materiał. Filifionka ma chude nogi i nosi czerwoną czapkę. Przylatują do niej trzmiele, bo sądzą, że jest ona kwiatkiem. Filifionka czyści ostatni niebieski pasek, rozkłada chodnik i chodzi po nim, by wycisnąć z niego wodę. Rozmyśla o tym, że mogłaby sobie sprawić nową, pomarańczową czapkę i wyhaftować na niej promienie słoneczne. Jednak rezygnuje z tego pomysłu, bowiem uważa, że nie ma on sensu w obliczu nadciągającej katastrofy. Czapka natomiast nikogo nie uchroni przed niebezpieczeństwem. Ogarnięta paniką Filifionka ucieka do domu. Koło godziny piątej ma przyjść do niej Gapsa.
Filifionka mieszka w dużym domu wynajętym od Paszczaka, który twierdził, że jej babcia mieszkała w nim w młodości. Dom był brzydki, utrzymany w kolorach szarym i brązowym. Wybrzeże morza z kolei wydawało się Filifionce idealnym krajobrazem do katastrofy, ale Filifionka nie wyprowadzała się, by rodzina uznała, że zwariowała i za często się przeprowadza. Próbuje za to uczynić wnętrze przytulnym i zapełnia je różnymi bibelotami. Czuje się spokojna, gdy nakrywa stół do herbaty. Nie wie, czy wyglądać Gapsy, bo nie lubi tego, co nieuchronne, spokojnie na nią czekać, czy raczej przywitać ją w drzwiach. Gapsa wreszcie się zjawia, a Filifionka nie może przestać mówić. Gapsa uznaje, że bredzi ona jeszcze bardziej niż zwykle. Filifionka nie lubi Gapsy, ale nie ma innych znajomych, z przejęcia wylewa też herbatę. Gapsa chwali ciastka i cukierniczkę, ale nie mówi nic o kwiatach z wazonu, bo były brzydkie i kolczaste. Gapsa i Filifionka dyskutują o chodniku i ciastkach, aż wreszcie ta druga mówi o tym, że ten spokój wydaje się jej nienaturalny i zwiastuje coś okropnego. Gapsa jest zażenowana i żałuje, że przyszła na herbatę. Stara się zatem zmienić temat i mówi o letnich burzach, co sprawia, że Filifionka czuje się urażona i niezrozumiana.
Gapsa chce wracać do siebie, ale Filifionka jej nie odprowadza, tylko mówi o swoich lękach. Gapsa radzi jej, by plamy z dywanu spierała octem, co powoduje rzadką wściekłość Filifionki. Prowokuje Gapsę, chwaląc się kwiatami z wazonu, co denerwuje gościa. Filifionka czuje żal, ma wrażenie, że serwis do herbaty do niczego nie pasuje. Wieje wiatr i dzwoni telefon. To Gapsa, która próbuje się dowiedzieć czegoś więcej o samopoczuciu Filifionki. Ta mówi, że to tylko takie przeczucia. Zastanawia się też, czy nie zasłonić okien kocem, słyszy sieć Paszczaka obijającą się o ścianę oraz dachówkę spadającą z dachu. Filifionka chowa się pod kołdrą, a sztorm się nasila, spada też komin i robi się dziura w dachu. Wiatr wieje w domu, a Filifionka wie, że nadeszło najgorsze. Myśli nad telefonem do Gapsy, ale kable są zerwane, a Filifionka łapie porcelanowego kotka i wyskakuje z domu prosto w noc i sztorm. Rano jest już po wszystkim, a dom Filifionki jest zrujnowany. Myśli ona o tym, że powinna uporządkować swoje rzeczy, ale wtedy nadchodzi trąba powietrzna, najpiękniejsza katastrofa Filifionki. Trąba uwalnia Filifionkę od wszystkich jej rzeczy. Przychodzi wystraszona Gapsa, ale Filifionka już się nie martwi, tylko się śmieje.
Pewnego czwartku, w trakcie panujących upałów, Muminek łowi w stawie z brązową wodą małe zwierzątka. Chce się bowiem przekonać, czy któreś pływa do tyłu. Do słoika wpada jednak mały, złoty smok z białymi zębami i zielonymi łapami. Jest wielkości pudełka zapałek. Muminek planuje zabrać go do domu i oswoić, ale przychodzi Mała Mi i chce dowiedzieć się, co Muminek chowa. Ucieka on do swojego pokoju. Tam próbuje głaskać smoka, ale ten zieje ogniem i parzy Muminka. Ten z kolei chce go nakarmić swoim jedzeniem, ale zamiast tego smok łapie tłustą muchę na parapecie i ją zjada. Podczas śniadania Mała Mi mówi wszystkim, że Muminek ma coś w słoiku. Mama Muminka domyśla się, co to jest, i mówi Tatusiowi, że to pewnie nowe zwierzątko. Muminek planuje oswojenie smoka i niespodziankę. Nie chce, by ktokolwiek wchodził do jego pokoju, gdy jego tam nie ma. Idzie do Włóczykija, by powiedzieć mu, że złapał ostatniego smoka na świecie. Idą do pokoju Muminka, gdzie smok siedzi na firance. Muminek próbuje go złapać siatką na motyle, ale smok ląduje na ramieniu Włóczykija. Po południu Panna Migotka idzie do babci Małej Mi i tam dowiaduje się o smoku. Mała Mi sądzi, że dorosły smok spali dom i że lubi on tylko Włóczykija, a ten każe mu lecieć do Muminka. Zwierzątko trzyma się ze wszystkich sił Włóczykija. Włóczykij wsadza go w kapturek na imbryk i idzie sobie.
Smok leci do okna i wali łapkami w nie, kwili i robi się szary. Tatuś Muminka odkrywa, że smoki wyginęły siedemdziesiąt lat wcześniej i przetrwała tylko ich odmiana emocjonalna, cechująca się dużym uporem. Muminek pozwala smokowi wylecieć z domu, a ten odnajduje Włóczykija, który łowi ryby i zasypia na jego kapeluszu. Nie udaje się go odgonić, zatem Włóczykij prosi przepływającego obok Paszczaka, by za kilka ryb wywiózł smoka gdzieś daleko do miejsca, gdzie jest wiele much. Potem przychodzi do niego Muminek, a Włóczykij oznajmia, że nie widział nigdzie smoka, który pewnie gdzieś odleciał. Kolejnego dnia mają razem łowić ryby.
Paszczak całe życie pracuje w lunaparku, co powoduje, że jest nieszczęśliwy, marzy o emeryturze. Ma już na nią plany, chce robić to, na co ma ochotę. Lunapark to własność całej rodziny Paszczaków, a ten jeden Paszczak to krewny z bocznej linii wykorzystywany do takich prac jak opieka nad dziećmi, sprzedaż biletów czy kręcenie karuzelą. Krewni uważają, że to dla niego dobre, bo się nie nudzi. On jednak chciałby trochę pobyć w samotności. W lunaparku jest dla niego zawsze za głośno, a noce spędza w pokoju dzieci, by je uspokajać, gdy się obudzą w nocy. Rutynę Paszczaka przerywa deszcz, który zaczyna padać w lipcu i pada nieustannie przez osiem tygodni. Ma to negatywny wpływ na lunapark, ale rodzina Paszczaków się nie przejmuje. Dzieci jednak zostają pozbawione zajęcia i płaczą za lunaparkiem, ale powstają plany, by po zamarznięciu wody uruchomić ślizgawkę. Paszczak się buntuje, mówi, że żąda przejścia na emeryturę, zbiera się na odwagę. Paszczaki śmieją się z tego, że całe życie robił coś, czego nie lubi, bo bał się o tym powiedzieć. Rodzina chce wiedzieć, o czym Paszczak marzy. On zaś chce zbudować dom dla lalek o pokojach pustych i cichych. Krewni śmieją się jeszcze bardziej, ale obiecują, że dostanie do swojej dyspozycji stary park.
Paszczak jednak rezygnuje z marzenia, które inni wyśmiali. Idzie do pustego parku, opuszczonego od chwili, kiedy babcia Paszczaka go przypadkiem podpaliła. Przestaje padać deszcz, ale Paszczak tak skupia się na utraconym marzeniu, że tego nie zauważa. Widzi jednak wśród drzew mur i otwiera furtkę. Odczuwa szczęście, zapomina o domku dla lalek, bo podoba mu się zarośnięty ogród. Zachwyca się ciszą i czuje się znów młody. Cieszy go emerytura i kocha krewnych, bo wreszcie nie musi o nich pamiętać i się nimi przejmować. Wreszcie Paszczak zasypia na polance w miejscu, gdzie wcześniej stał dom jego babci. Potem wędruje po ogrodzie, zakochuje się w nim, odkrywa owocowy sad pełen jabłek i gruszek. Domyśla się, że sam nie zje tego wszystkiego. Rano do furtki podchodzi mały Homek, ma dla Paszczaka obiad od rodziny. Homek wspomina o zamkniętym lunaparku, a także o tym, jak Paszczak pozwalał małym stworzeniom wchodzić kilka razy do lunaparku na tym samym bilecie. Paszczak tłumaczy się tym, że niedowidzi. Chce wrócić do ogrodu, ale dalej słucha Homka, który mówi, że dzieci uratowały sprzęty z lunaparku. Kolejnego dnia mówi, że w miejscu lunaparku ostatecznie powstanie ślizgawka, co przynosi Paszczakowi ulgę. Rano zaczyna też budować szałas pustelnika, a Homek jak zwykle zjawia się z obiadem. Wraz z koszykiem przekazuje mu list od dzieci, które, jak się okazuje, przyniosły Paszczakowi wyposażenie uratowane z lunaparku. Stoją też przed wejściem i proszą o możliwość pobawienia się w ogrodzie. Paszczak jest przerażony, odmawia im podniesionym tonem. Potem jednak podchodzi do furtki i ogląda sprzęty wyniesione z lunaparku. Dzieci obserwują go w skupieniu i w ciszy. Wiedzą, że Paszczak nie ma ochoty na rozmowę z nimi. Tymczasem on posyła dzieci po gwoździe i narzędzia niezbędne do naprawy sprzętów. Dzieci przynoszą mu wszystkiego dwa razy więcej, niż jest to potrzebne.
Paszczaki dochodzą do wniosku, że ich krewny tęskni za dawnym miejscem pracy. Paszczak nie chce jednak otrzymanej pozytywki, bo nie ma zamiaru trzymać w ogrodzie rzeczy, które hałasują. Praca jednak przynosi Paszczakowi spokój i radość. Prosi on dzieci o to, by mu pomogły. Od tego momentu każdego dnia czekają one rano przy furtce, a razem z nimi czeka tam nawet krokodyl i wąż. Paszczak dostaje też od nich dużo prezentów, a on wybiera te, które nie hałasują. W ogrodzie stoi domek Paszczaka z huśtawki, a także strzelnica, sadzawki, tunele z łodziami i inne huśtawki. Paszczak przygotowuje lampiony i ogłasza otwarcie Ogrodu Ciszy. Homek zastanawia się, czy Paszczakowi nie będzie smutno, że nie dziurkuje już biletów, a ten wyjaśnia, że i tak robiłby to tylko w powietrzu. Kładzie się potem na hamaku, a potem jednak niepokoi się panującą ciszą. Nie słyszy bowiem odgłosów bawiących się dzieci. Odkrywa jednak, zdziwiony, że dzieci wszędzie są, a ogród cały szeleści się i roi od tajemniczego życia. Paszczak mówi zatem dzieciom, że przecież mogą się śmiać i nucić w ogrodzie. Paszczak idzie spać, a wtedy przychodzi jego stryj. Uznaje, że dzieci źle się bawią, bo w ogrodzie panuje cisza. Zabiera pozytywkę, bo darzy muzykę szczerym uczuciem, i idzie sobie.
Pewnego ciemnego, deszczowego wieczoru rodzina Muminków przy stole przebierała zebrane grzyby. Wszystko oświetlała jedynie lampa naftowa. W domu niespodziewanie zjawia się Too-tiki. Przytrzymuje ona drzwi do werandy, ale nikt się nie pojawia. Uznaje ona więc, że Nini woli czekać na zewnątrz, a Mama Muminka jest zmartwiona tym, że dziecko będzie przemoczone. Too-tiki uznaje jednak, że to pewnie nie ma znaczenia, gdy ktoś jest niewidzialny. Wyjaśnia innym, że stanie się niewidzialnym jest bardzo proste, kiedy ktoś się mocno przestraszy, a Nini tak wystraszyła ironiczna i zimna ciotka. Z tego powodu kontury dziecka wyblakły, a w piątek dziewczynka całkiem zniknęła. Too-tiki wyjaśnia też, że ciotka doszła do wniosku, że nie ma zamiaru zajmować się kimś, kogo nie widzi. Oddała zatem dziecko w ręce Too-tiki. Ta zaś zaprowadziła niewidzialną dziewczynkę do Muminków, by u nich szukać pomocy. Nini się nie odzywa, a na jej szyi wisi srebrny dzwoneczek zawieszony tam przez ciotkę. Ma on wskazywać, gdzie jest Nini. Dziewczynka nieśmiało wchodzi do domu, co sygnalizuje właśnie dzwoneczek. Too-tiki przedstawia jej rodzinę Muminków i wychodzi, a Nini nieśmiało dołącza do przebierania grzybów. Potem otrzymuje wschodnią izbę na poddaszu. Mama Muminka dochodzi do wniosku, że tylko czas pozwoli dziecku wrócić do jego widzialnej postaci. Na dobranoc daje dziewczynce sok, trzy pasiaste cukierki oraz jabłko. W babcinych zapisach z kolei odkrywa receptę na niewidzialność.
Nini schodzi rankiem na parter, a jej łapki są już widoczne. Wspomnienie ciotki i jej złośliwości zaczyna jednak blednąć. Potem jednak widać już nóżki i rąbek brzydkiej, brązowej sukienki. Mama Muminka postanawia, że uszyje dla dziecka z szala różową sukienkę i wstążkę. Po pewnym czasie Nini zaczyna się odzywać i dziękuje za otrzymany prezent. Mała Mi planuje, że nauczy Nini, jak się bić, a Muminek chce jej pokazać różne gry. Wszyscy mają jednak wrażenie, że Nini zgadza się na to wszystko z grzeczności. Nadal nie widać też jej twarzy.
Muminki planują wybrać się nad morze, by przed zimą schować łódź, zabiera się z nimi Too-tiki. Nini po raz pierwszy w życiu widzi morze. Mama Muminka z ziewnięciem stwierdza, że ostatnio nie spotyka ją nic ekscytującego, zatem Tata Muminka wymyśla, że ją przestraszy. Powstrzymuje go Nini i gryzie Tatusia w ogon. Wtedy też pojawia się ruda grzywka i zagniewana twarz ozdobiona zadartym nosem. Mała Mi jest zachwycona i piszczy, a Tatuś Muminka próbuje chwycić swój kapelusz, przez co wpada do morza. Nini zaczyna się śmiać, a Too-tiki oznajmia, że dziewczynka tego nigdy wcześniej nie robiła. Mama Muminka wyjaśnia, że to niezawodna kuracja babci zadziałała na Nini.
Pewnego razu Tatuś Muminka opuszcza dom i nikomu nie mówi, dokąd idzie. Sam nie wie właściwie, dlaczego tak postępuje. Mama Muminka ma pewność, że jej mąż wróci, a Muminki nigdy się nie martwią o siebie. Wszyscy mają bowiem czyste sumienia i zostawiają sobie wiele swobody w działaniu. Tatuś Muminka wyszedł z domu, by poznać tajemnicę Hatifnatów. Pierwszy raz spotkał je w trakcie jednej ze swoich wypraw, pływały one białymi łódkami. Paszczaki uznają je za obce i tajemnicze stworzenia z innego świata, ale Tatuś Muminka się nimi fascynuje. Przeczucie i pragnienie prowadzą go na brzeg, gdzie w łódce widzi trzech Hatifnatów. Postanawia, że będzie im towarzyszył. Wsiada do łodzi, ale stworzenia wciąż są cicho. Tatuś Muminka za to czuje potrzebę mówienia, próbuje się tłumaczyć, a Hatifnatowie machają do rytmu łapkami. Są oni biali i mają białe oczy, te jednak stają się po chwili żółte. Po przybiciu do brzegu Hatifnatowie kierują się w stronę niedużego wzniesienia.
Tatuś Muminka obserwuje, że wyspę zamieszkują małe, czerwone pająki. Uciekają one na sam widok Hatifnatów. Stworzenia zabierają z wyspy zwinięty kawałek kory brzozowej i ją opuszczają. Tatuś Muminka, zaciekawiony, bada ten rulon, ale jest on w środku zupełnie pusty. Sytuacja powtarza się na każdej kolejnej wyspie, na którą trafiają. Napotykają również węże morskie, ale one boją się żeglujących stworzeń. Czas sprawia, że Tatuś Muminka zaczyna przypominać swoich towarzyszy. Najczęściej milczy i powoli zapomina, jak wyglądał jego dom. Po pewnym czasie wędrowcy dostrzegają łodzie innych Hatifnatów i postanawiają do nich dołączyć, a potem razem docierają na ogromną wyspę, gdzie wszyscy się witają oraz pozdrawiają. Tam Tatuś Muminka przeżywa pewien niepokój, a Hatifnatowie witają w swoim gronie także i jego. Po jakimś czasie nadciąga burza, co sprawia wyraźną radość Hatifnatom. Z jej powodu zaczynają tańczyć i machać łapkami, a Tatuś Muminka myśli o dołączeniu do nich. Coś go jednak zatrzymuje i wraca do niego świadomość, że nie jest Hatifnatem, zatem postanawia, że powinien wrócić do domu.
Pewnego razu Ryjek oddał swoją ulubioną maskotkę córce Gapsy. Był to pluszowy, nieco wyliniały piesek o oczach z topazów i z kamieniem księżycowym przypiętym do obroży. Ryjek nadał mu imię Cedryk i bardzo kochał swojego pluszaka, zatem szybko pożałował, że go oddał. Mama Muminka stwierdza, że jeśli Ryjek tak bardzo kocha Cedryka, to powinien przynajmniej oddać go w ręce kogoś, kogo lubi, nie zaś córce Gapsy. Ryjek jednak uległ stwierdzeniu Muminka, który uznał, że jeśli oddaje się coś, co się lubi, to ten czyn ma się potem zwrócić dziesięciokrotnie i niesie ze sobą miłe uczucia. Ryjek jednak nie czuje się dobrze, a za to płacze i nie może spać w nocy. Idzie zatem do ogrodu, gdzie spotyka Włóczykija grającego na harmonijce.
Włóczykij opowiada Ryjkowi historię o ciotce jego matki. Była to opowieść o pani, która kochała swoje rzeczy. Nie miała dzieci, zatem nie gotowała dla nikogo i nie obchodziło jej, co na jej temat sądzą inni. Odczuwała ona jednak pewną nudę. Któregoś razu w ciemnej spiżarni jadła kotlet i przypadkiem połknęła dużą kość. Lekarz wyjaśnił jej, że stanęła ona w poprzek i nie mógł jej wyciągnąć. Uważał też, że kość doprowadzi do śmierci pacjentki. Nie wiedział jednak, jak jej to powiedzieć, ale ona domyśliła się tego i wprost zapytała doktora, ile czasu jej zostało. Kilka tygodni życia to nie było zbyt wiele i przypomniało jej się o tych wszystkich rzeczach, które chciała w życiu zrobić, przykładowo zbadać rzekę Amazonkę, nurkować w morzu i postawić duży dom dla samotnych dzieci. Chciała też podróżować do góry, która ziała ogniem, i zaplanować przyjęcie dla wszystkich swoich przyjaciół. Na to wszystko zrobiło się już za późno, a przyjaciół nie miała, bo w życiu zajmowała się tylko gromadzeniem pięknych rzeczy, co całkowicie ją pochłonęło. Tych z kolei nie mogła zabrać ze sobą po śmierci.
Poczuła duszności i uznała, że musi rozdać wszystkie swoje rzeczy innym. Miała mieć wokół siebie dzięki temu więcej przestrzeni. Jej rodzina była duża, a planowanie, co kto dostanie, sprawiło jej wiele radości. Włóczykij dostał wtedy złotą harmonijkę. Robiła ludziom niespodzianki, a nocami czytała książki o Amazonce. Gromadziło się wokół niej coraz więcej przyjaciół, oni zaś opowiadali śmieszne historie. Ciotka śmiała się tak mocno, że wypluła kość, która blokowała jej gardło. Dzięki temu spełniła wszystkie swoje marzenia, zrezygnowała tylko z nurkowania, bo była już za stara. Miała na to wszystko pieniądze, bo spała na łóżku wykonanym. Włóczykij wreszcie kończy opowieść, bo Ryjek ciągle mu przerywa i sądzi, że bohaterka historii głupio postępowała. Po pewnym czasie Ryjek znajduje Cedryka. Pluszak stracił kamień księżycowy i topazy, bo Gapsa zrobiła z nich kolczyki dla córki. Ryjek jednak ucieszył się i kochał pluszaka tak samo mocno jak wcześniej.
Zimę Muminki spędzają na śnie zimowym i budzą się dopiero wiosną. Paszczak ma na sobie mokre, żółte rękawiczki i odkopuje ze śniegu dach domu Muminków. Ze złości tupie w klapę, bowiem denerwuje go to, że inni śpią, a on pracuje, gdy zbliża się Wigilia. Paszczak krzyczy jeszcze, przez co Muminki budzą się, sądząc, że nadeszła wiosna. Potem zaś Muminek podejrzewa, że Wigilia to coś strasznego, wszyscy bowiem biegają jak szaleni, próbując się do niej przygotować. Mama Muminka, Tatuś Muminka i Panna Migotka budzą się, a Tata nakręca zegar, który nie działa od października. Śnieg to według niego mokra wata, rozmyśla nad tym, czy nadeszła już Wigilia. Muminek wyjaśnia mu, czym jest śnieg. Wchodzi na dach, podążając za śladami Paszczaka, który ciągnie ze sobą świerk. Paszczak zachęca Tatę, by zrobił to samo, bo niedługo się ściemni. Tata i Muminek idą zatem po choinkę do ogrodu sąsiadki, Mama Muminka wyposaża ich zaś w strzelbę, ciepłe kompresy i pasy ratunkowe. Muminki sądzą, że drzewko trzeba ubrać, by wszystko to jakoś się udało w tych warunkach, sądzą też, że chodzi o prawdziwe ubrania, nie mają jednak w domu tak dużych strojów. Na herbatę przychodzi do domu Muminków leśne stworzenie i wyjaśnia im, że chodzi o ładne rzeczy, a nie ubrania.
Muminki stawiają zatem drzewko przed domem i wieszają na nim muszelki, wisiorki z żyrandola, a nawet dawny prezent Taty Muminka dla Mamy Muminka, czyli jedwabną różę. Ciotka Paszczaka mówi coś o potrawach wigilijnych, a Muminka dziwi to, że Wigilia „je”. Mama Muminka przystępuje jednak do gotowania. Paszczak mówi też Muminkom, że Wigilia wiąże się z prezentami, zatem przygotowują one kilka upominków dla Wigilii i czekają na nadejście katastrofy. Zamiast tego nadchodzi leśne zwierzątko z rodziną i chce zobaczyć piękną choinkę. Muminki dają im jeszcze prezenty przygotowane dla Wigilii, a sami chowają się na werandzie. Leśne stworzonka są radosne. To z kolei uszczęśliwia także Muminki, które po wszystkim ponownie zapadają w sen zimowy.
Aktualizacja: 2026-04-22 16:43:13.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.