Drogi Piotrze,
chcę Ci opowiedzieć o książce, po którą sięgnęłam z dużym sceptycyzmem. Kolejna powieść fantasy dla młodzieży o wybranym chłopcu z magicznymi mocami? Myślałam, że czytałam już takie książki wystarczająco wiele razy. A jednak „Złodziej Pioruna” Ricka Riordana okazał się czymś zupełnie innym i mam wrażenie, że powinieneś dać mu szansę, zanim wyrobisz sobie opinię na podstawie okładki.
Zacznę od bohatera, bo to właśnie Percy Jackson jest największą siłą tej książki. Percy to dwunastolatek z dysleksją i ADHD, wyrzucany z kolejnych szkół, wychowywany przez samotną matkę i znienawidzonego ojczyma. Brzmi znajomo? Wiem, że możesz coś z tego wyczytać, bo też ostatnio masz problemy w szkole i w domu. Kiedy okazuje się, że problemy Percy’ego wynikają z tego, iż jego mózg jest stworzony do odczytywania greki, a nadmierna ruchliwość to efekt wrodzonych odruchów bojowych, wszystko nabiera zupełnie nowego sensu. Riordan bardzo zręcznie zamienił to, co mogłoby być słabością bohatera, w dowód jego wyjątkowości. I robi to bez cukierkowego moralizowania.
Fabuła kręci się wokół zaskakującego pomysłu: greccy bogowie są prawdziwi i mieszkają w Ameryce, bo jak tłumaczy centaur Chejron, zawsze podążali za „sercem Zachodu”. Olimp mieści się na 600. piętrze Empire State Building, a Podziemie ma wejście przez studio nagraniowe w Los Angeles. Kiedy znika główny piorun Zeusa, podejrzenie pada na Posejdona i jego syna – Percy’ego. Chłopak ma zaledwie kilka dni, by dotrzeć do Podziemia, odzyskać skradzioną broń i zapobiec wojnie między bogami.
To, co mnie wciągnęło, to przede wszystkim tempo. Akcja nie daje oddechu: atak Erynii, starcie z Meduzą, walka z Chimerą, ucieczka z kasyna w Las Vegas. Riordan nie pozwala się nudzić ani przez chwilę, a jednocześnie przemyca całą masę mitologii i to w sposób, który sprawia, że człowiek zaczyna sprawdzać, czy naprawdę tak było w oryginalnych mitach (świetna okazja, żebyś je sobie przypomniał!).
Książka działa też dlatego, że postacie drugoplanowe są napisane z głową. Annabeth, córka Ateny, która marzy o projektowaniu wielkich budowli, nie jest tylko tłem dla bohatera. Grover, satyr udający ucznia szkolnego na kopytach ukrytych pod tenisówkami, wnosi humor bez bycia błaznem. Nawet bogowie są tutaj rozbrajająco ludzcy: Dionizos odsiaduje karę w obozie herosów, zamieniając wino w colę i narzekając na swój los, a Ares w skórzanej kurtce na motocyklu brzmi jak ktoś, kogo lepiej nie zaczepiać na parkingu.
Warto też wspomnieć, że ta powieść to dopiero początek pięciotomowego cyklu, dlatego czeka mnie jeszcze długa czytelnicza przygoda. Riordan nie zostawia czytelnika z uczuciem „urwania w połowie zdania”, ale jednocześnie od razu ma się ochotę sięgnąć po kolejny tom. Ostatnie rozdziały szczególnie mnie zaskoczyły, ale oczywiście nie zdradzę Ci, co się dzieje, żeby nie psuć zabawy.
Jeśli lubisz akcję, błyskotliwe dialogi i świat, który wygląda jak nasz, ale z mitologią pod spodem, sięgnij po tę książkę. A potem pewnie po kolejne cztery tomy. Czekam na Twoją odpowiedź, daj mi znać, czy zamierzasz przeczytać powieść Riordana.
Pozdrawiam,
Adrianna
Aktualizacja: 2026-03-03 00:05:42.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.