Realia obozu sowieckiego przedstawione w Innym świecie

Autor opracowania: Piotr Kostrzewski.

Przedstawione w Innym świecie realia sowieckiego obozu były przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego znane z autopsji. Autor spędził prawie dwa lata w łagrze w Jarcewie, zapoznając się zarazem z elementami samego systemu, jak również egzystującymi w nim ludźmi.

Sowiecki obóz pracy był instytucją która, wedle słów Grudzińskiego, nastawiona była raczej na eksploatację oraz "przebudowę" mentalności więźniów. Była to swoista forma masowej eksterminacji poprzez pracę, dlatego łagry zwano czasami "białymi krematoriami". Najbardziej surrealistycznym elementem tego założenia stawała się więc opieka zdrowotna więźniów, których system traktował jako swoiste "ludzkie narzędzia", chociaż planował je pośrednio zgładzić.

Podejście takie wiązało się ze zminimalizowaniem wydatków na utrzymanie osadzonych, przy maksymalizacji ich pracy. Lokowano ich więc w prymitywnych barakach z drewnianymi pryczami i jednym blaszanym piecykiem. Zmiana ubrań dostępna była jedynie dla grup pracujących poza terenem obozu, dlatego większość osadzonych chodziła w powiązanych łachmanach. Każdy więzień przypisany był do grupy zadaniowej, wykonującej niewolniczą pracę na rzecz ZSRR. Byli więc nosiwodowie, wyładowujący konwoje z jedzeniem dla łagpunktów oraz "lesoruby" - pracujący przy wycince drzew. Ta ostatnia praca uważana była za najbardziej uciążliwą, zdolną bardzo szybko zabić człowieka.

Na domiar złego każda aktywność miała wyznaczone odgórne normy wykonania dziennej pracy, od których zależało wyżywienie. Obliczano więc dniówki każdej brygadzie, co nie obchodziło się bez dużych przekłamań. Każda grupa zadaniowa chciała mieć jak najlepsze wyniki, by dostać większą porcję żywnościową. Same normy zostały wyśrubowane do nieosiągalnych wręcz poziomów, nagroda zaś była niewielka. System tak zwanych "kotłów" nie tylko miał motywować do cięższej pracy, łamał też solidarność między więźniami. Polegał na trzech racjach żywnościowych, zależnych od wyrobionej normy. Na pierwszy rzut oka widać, że całe założenie było niezwykle niewydolne. Borowski podkreślał przy tym potworną biurokrację obozową, która ze swoimi rozliczeniami rozrośnięta była do niewyobrażalnego poziomu.

Ciężar pracy prowadził do wielu zgonów, zaś złe odżywianie z czasem powodowało kurzą ślepotę. Dla nierokujących już nadziei na wyzdrowienie więźniów była Trupiarnia - kiedyś zapewne rodzaj lazaretu, za czasów Grudzińskiego barak gdzie zostawiało się ludzi na śmierć. Wielu osadzonych decydowało się na okaleczenia, żeby tylko dostać możliwość położenia w obozowym szpitalu. Były tam normalne łóżka oraz opieka, chociaż bardzo niskiego standardu. Za podstawową kurację uważano dokarmianie kiszonką.

Na terenie obozu nie tylko jego chore zasady stanowiły niebezpieczeństwo. Sami więźniowie poddawali się takim warunkom, powoli staczając ku dehumanizacji. Na porządku dziennym były donosy oraz kradzieże jedzenia. Przemoc wyznaczała hierarchię, zaś popęd stanowił wyznacznik działania.

Prym wśród skazanych wiedli urkowie. Ta grupa niejako "zawodowych” przestępców praktycznie nigdy nie opuszczała obozu. Rządzili wśród skazanych żelazną ręką, wymierzając kary i ciesząc się pewnymi przywilejami. Rządzili również pośród baraków od zmierzchu do świtu, organizując polowania na obozowe kobiety. Wśród więźniów wyróżnić można było jeszcze pochodzących ze wschodnich republik ZSRR min. Turków czy Krygizów zwanych nacmanami, Iteerowców - pracujących a obozowej administracji, przestępców politycznych i bytowników - pospolitych kryminalistów. Wszyscy oni stanowi dla siebie równie wielkie zagrożenie co sam system łagru.


Przeczytaj także: Okrucieństwo więźniów w Innym świecie

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.