Czy w świecie sowieckich łagrów możliwe jest zachowanie człowieczeństwa? Odpowiedz odwołując się do Innego świata

Autor opracowania: Piotr Kostrzewski.

Łagrem nazywa historia obóz pracy przymusowej, będący zarazem obozem koncentracyjnym, wchodzącym na terenie Związku Radzieckiego w system Gułagu. Miejsca te stały się terenem kaźni wielu milionów ludzi, których system komunistyczny dosłownie mielił w swoich bezdusznych trybach. Nastawiony był nie tylne na "resocjalizację" więźniów, co totalną eksploatację i przebudowanie psychiki osadzonych. Odbywało się to poprzez niszczenie go do momentu, aż zacierała się w nim pewność co do wcześniejszego życia i był w stanie uwierzyć we własną winę. Straszliwe warunki łagrów powodowały odrzucenie zasad moralnych panujących poza obozami, doprowadzając do powstania swoistego "odwróconego dekalogu". Kierował się nim tak zwany "człowiek zlagrowany" - jednostka całkowicie zniszczona przez system i warunki obozowe zarówno psychicznie jak fizycznie. Człowieczeństwo można było jednak uratować nawet w takich warunkach. Udowadniają to wspomnienia jednego z osadzonych, Gustawa Herling-Grudzińskiego. Opisał on to w dziele pod tytułem Inny świat.

Problem odczłowieczenia w łagrze opierał się wedle Grudzińskiego na warunkach tam panujących. Autor Innego świata podkreślał, że człowiek nie może być ludzki w warunkach nieludzkich. Nie negował tym samym zasad moralnych panujących w kulturze łacińskiej czy nawet w jakiejkolwiek cywilizacji na przestrzeni tysiącleci. Podkreślał jedynie, jak potworne trudności w podtrzymaniu życia mają wpływ na przesuwanie się granic moralnych.

Człowiek poddany rzeczywistości obozowej ciągle cierpiał głód, był wyniszczany przez pracę oraz okaleczany psychicznie podczas wcześniejszego przesłuchania. Był przy tym poddany presji innych osadzonych, w szczególności tak zwanych urków - recydywistów o kryminalnej przeszłości. Niszczony ze wszystkich stron "człowiek zlagrowany" starał się jednak uchronić chociaż kawałek swojego człowieczeństwa.

Pierwsze co przychodziło mu na myśl podczas leżenia na obozowej pryczy nocą to litość. Myśl o niej dominowała przez pewien czas, ponieważ to uczucie zdaje się podtrzymywać samo życie. Na wolności powstaje wrażenie braku możliwości egzystencji bez współczucia, toteż część więźniów okazywała pewne jej oznaki. Dzielili się chlebem, oddawali resztki osobom w "trupiarni" czy zawyżali urobek podczas pracy leśnej. Niemniej wkrótce ilość wszechogarniającego cierpienia przytłaczała litościwych. Okazywało się, że do ludzkiego nieszczęścia również można przywyknąć.

Wtedy też ci, którzy chcieli ocalić godność istoty ludzkiej, zaczynali rozumieć, iż ich zachowanie nie było prawdziwym współczuciem. W rzeczywistości raczej ratowali siebie, choć paradoksalnie zmniejszali też szansę na przeżycie. Grudziński twierdził, że wtedy orientowali się oni w swoim położeniu. Zaczynali wtedy milczące męczeństwo. Współcierpieli bez praktycznych oznak cierpienia, zachowywali przy tym jednak świadomość swojego położenia. Najgorzej było bowiem wedle autora popaść w tak mocne odrealnienie, w którym system zwyczajnie wpierał człowiekowi jego winę. Wtedy zaczynało się wierzyć w słuszność przebywania w obozie lub zachowywało niczym narzędzie - własność komunistycznego reżimu.

Człowiek istotnie mógł przez to zostać częścią "innego świata", stracić resztki godności. Jeżeli jednak cicho nie akceptował sytuacji, nawet jeżeli nic nie mógł z tym zrobić, pozostawał cierpiącym, ale jednak człowiekiem. Wiązała się z tym również postawa buntownika, ukazana przy historii Kostylewa. Potrafił się on nawet posunąć do samookaleczenia, byle tylko nie pracować na rzecz zdradzieckiego systemu. Grudziński sam ostatecznie zdecydował się na bunt, gdy z jakiegoś powodu nie zwolniono go do powstającej armii gen. Andersa. Prawie przypłacił to życiem, ostatecznie jednak udowodnił, że nie dał się do końca złamać.

Bunt wiązał się z wolnością. Najsmutniejszym elementem ratowania człowieczeństwa poprzez wolność była myśl o niezbywalnym prawu do śmierci. Taki pogląd głosiła Natalia Lwowna, zafascynowana książką Dostojewskiego "Zapiski z martwego domu". Człowiek miał prawo do śmierci, ponieważ nie był przedmiotem. Ten ponury sposób rozumowania stanowił ostatnią formę ucieczki, niejako połączoną z buntem wobec bestialskiego wyzysku. Wywołał on u autora nawet myśli samobójcze, sama Lwowna zaś targnęła się na własne życie. Myśl ta pozwalała jednak zachować, chociaż najbardziej ponury cień człowieczeństwa. Tyle wystarczyło, by nie stać się bezwolnym przedmiotem.

Gustawa Herling-Grudziński stwierdził na łamach Innego świata, że człowiek nie może być ludzki w nieludzkich warunkach. Wszelkie formy moralności zostały bowiem wytworzone wobec potrzeb społeczeństwa zdrowego, posiadającego zawsze pewną formę wolności. Łagry były pod tym względem rzeczywistością wykolejoną, dlatego też powodowały u człowieka zaprzestanie zachowań ludzkich. Prawdą jest, że człowiek całkowicie moralny nie przetrwałby tam długo. Jednak Grudziński, szczególnie na końcu swojego dzieła, podkreśla jak ważne były próby ratowania, chociaż resztek godności. Dlatego nie potrafił powiedzieć "rozumiem" dla swojego przyjaciela wiele lat po obozie. On bowiem przekroczył tę granicę i stał się "człowiekiem zlagrowanym".


Przeczytaj także: Inny świat jako utwór o sile i słabości człowieka

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.