Autor Albert Camus
Autorką streszczenia jest: Adrianna Strużyńska.

„Dżuma” to powieść Alberta Camusa wydana w 1947 roku. Przedstawia epidemię tytułowej dżumy, która wybuchła w algierskim mieście Oran. Przesłanie utworu jest jednak uniwersalne i ukazuje zróżnicowane postawy ludzi wobec szeroko pojętego zła.

  • Dżuma - streszczenie krótkie
  • Dżuma - streszczenie szczegółowe
  • Dżuma - streszczenie krótkie

    Akcja powieści rozgrywa się w mieście Oran w Algierii. Miasto znajdowało się wtedy pod francuskim protektoratem. Czas akcji to lata 40. XX wieku, chociaż autor nie podaje konkretnej daty. Ostatnią cyfrę roku zastępuje kropka (rok 194.).

    Oran był położony w pięknym miejscu nad morzem, ale samo miasto było dość brzydkie. Brakowało zieleni, jesienią ulice były pełne błota, a latem panowały upały. W mieście znajdowało się kino i kilka kawiarni, ale mieszkańcy z nich nie korzystali, ponieważ byli zajęci pracą. Większość z nich zajmowała się handlem. Życie w Oranie nie było proste. Pracoholizm mieszkańców sprawiał, że rozpadały się więzi międzyludzkie. Nie opiekowano się umierającymi, a związki powstawały przypadkowo i bez głębszych uczuć.

    W połowie kwietnia, w mieście rozpoczęła się plaga martwych szczurów. Przybywało ich z każdym dniem. Doktor Bernard Rieux początkowo nie zwracał na to uwagi, ponieważ jego chora żona wyjeżdżała do sanatorium. Niedługo po wyjeździe żony, do Rieux przyjechała jego matka, aby zająć się domem. Na ulicach Oranu znajdowano tysiące martwych szczurów. Prefektura przywiązywała większą wagę do usuwania ich ciał, niż poszukiwania przyczyny takiego stanu rzeczy.

    Niestety, niedługo po szczurach, zaczęli chorować i umierać też ludzie. Pierwszą z ofiar, którą opiekował się doktor Rieux, był dozorca Michel. Choroba objawiała się bólem szyi, pachwin i pach, gorączką, wymiotami i czarnymi plamami na ciele. Chorzy umierali w męczarniach. Doktor Rieux i inny lekarz - Castel doszli do wniosku, że w mieście rozpoczęła się epidemia dżumy. Władze Oranu początkowo nie traktowały ich słów poważnie i odmawiały podjęcia zdecydowanych kroków. Doktor Rieux apelował o wprowadzenie stanu wyjątkowego, zachowywanie higieny oraz wszelkich środków bezpieczeństwa. Liczba ofiar szybko rosła, dlatego prefektura musiała dopuścić do siebie myśl o epidemii śmiertelnej choroby. Zapadła decyzja o zamknięciu miasta.

    Izolacja znacząco zmieniła życie mieszkańców miasta. Handel zamarł, ponieważ zawieszono połączenia lotnicze, morskie i kolejowe. Zaczęło brakować towaru w sklepach. Mieszkańcy mieli więcej czasu wolnego, który często spędzali na zabawie w kawiarniach i restauracjach. Zamknięcie bram doprowadziło do rozdzielenia wielu rodzin i zakochanych par. Podobny los spotkał Raymonda Ramberta, paryskiego dziennikarza, który przybył do miasta, żeby przygotować artykuł o życiu algierskich Arabów. Robił wszystko, żeby opuścić Oran i wrócić do Paryża, gdzie czekała na niego żona. Z czasem postanowił jednak przyłączyć się do miejscowych i zaczął pracować w utworzonych do walki z epidemią formacji sanitarnych. Gdy nadarzyła się okazja ucieczki, zdecydował że zostanie w Oranie do końca.

    Doktor Rieux nie ustawał w nierównej walce z epidemią. Bolało go, że nie jest w stanie pomóc pacjentom, a jedynie stawia diagnozę i opiekuje się nimi w ostatnich dniach życia. Nie był osamotniony w swoich działaniach. W formacjach sanitarnych, oprócz Ramberta, udzielali się też Jean Tarrou i Joseph Grand. Grand był mężczyzną w podeszłym wieku, nisko postawionym pracownikiem merostwa. Nie potrafił skutecznie zwrócić się z prośbą o podwyżkę lub awans. Joseph miał żonę - Jeanne. Kobieta opuściła go po wielu latach, ponieważ przestał okazywać jej uczucia. Grand nie mógł się z tym pogodzić i chciał napisać do żony list, ale nie mógł dobrać odpowiednich słów. Grand od długiego czasu pracował nad książką. Chciał, żeby była idealna, dlatego nieustannie poprawiał pierwsze zdanie. Jean Tarrou był nowy w mieście. Nikt nie wiedział, dlaczego pojawił się w Oranie. Przebywał tam zaledwie od kilku tygodni. Tarrou chętnie obserwował życie mieszkańców miasta i opisywał je w swoich notatkach. Jean szczerze zaprzyjaźnił się z doktorem Rieux.

    Nie wszyscy byli przerażeni rozwojem epidemii. Wyjątkiem był tajemniczy sprzedawca win, Cottard. Mężczyzna cieszył się z rosnącej liczby ofiar. Miał za sobą próbę samobójczą, ponieważ był uwikłany w przestępstwa i obawiał się, że trafi do więzienia. Chaos wywołany epidemią dżumy był mu na rękę. Wiedział, że pracownicy wymiaru sprawiedliwości mają inne obowiązki, dlatego nie szukają przestępców. Cottard zarabiał też na szmuglowaniu towarów i ludzi przez bramy miasta. Odmówił dołączenia do oddziałów sanitarnych, ponieważ nie zależało mu na szybkim zakończeniu epidemii. 

    Jeszcze inne podejście do epidemii miał jezuita, ojciec Paneloux. Dżuma sprawiła, że mieszkańcy Oranu zainteresowali się duchowością. Frekwencja podczas kazań ojca Paneloux znacząco wzrosła. Jezuita miał kontrowersyjne poglądy - uważał, że mieszkańcy Oranu zasłużyli na dżumę, ponieważ odsunęli się od Boga.

    W sierpniu, epidemia osiągnęła apogeum. Zmarłych wciąż przybywało. W mieście zaczęły powstawać stacje kwarantanny, w których przebywały rodziny chorych. Prefektura zdecydowała, że strażnicy mogą strzelać do osób, próbujących przekroczyć bramę. W mieście szykował się bunt, ale stłumiła go rosnąca liczba zakażeń. Prefektura starała się też przyspieszyć pochówek zmarłych. Wszelkie formalności zostały ograniczone do minimum. W pogrzebach nie mogły uczestniczyć rodziny, a w końcu zaczęto grzebać zmarłych w masowych grobach. Grabarze i sanitariusze często chorowali, ale bezrobocie sprawiło, że nie brakowało chętnych. W końcu, prefektura wpadła na pomysł palenia zwłok w krematoriach.

    Doktor Castel pracował nad serum przeciwko dżumie. Pierwszym pacjentem, któremu je podano, był synek sędziego śledczego Othona. Niestety, mały Filip zmarł. Śmierć dziecka wstrząsnęła doktorem Rieux, ale też ojcem Paneloux, który również dołączył do formacji sanitarnych. Jezuita zmienił swoje poglądy na temat epidemii. Niedługo później, również zachorował i zmarł. Zachorował również Grand. Pozwolił na przeczytanie swojej książki. Okazało się, że wszystkie strony są zapisane tym samym zdaniem w różnych wersjach. Doktor Rieux podał choremu serum Castela. Ku zaskoczeniu wszystkich, Grand wyzdrowiał. Liczba ofiar zaczęła spadać. Jedną z ostatnich ofiar był sędzia Othon. Na ulicach ponownie pojawiły się szczury, tym razem zdrowe. W okolicach Bożego Narodzenia, można było już mówić o wygasaniu epidemii. Właśnie wtedy, zachorował Jean Tarrou. Ku rozpaczy doktora Rieux, Tarrou zmarł. Niedługo później, Rieux otrzymał telegram o śmierci żony. Strata dwóch bliskich osób bardzo nim wstrząsnęła.

    Koniec epidemii doprowadził Cottarda do szaleństwa. Mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu i zaczął strzelać do przechodniów. Został zatrzymany przez policję. Po otwarciu bram, do Oranu przybyła żona Ramberta. Grand wrócił do pracy nad książką. Doktor Rieux stwierdził, że bakcyl dżumy nigdy nie odchodzi, ale pozostaje uśpiony.

    Dżuma - streszczenie szczegółowe

    Rozdział I. Akcja rozgrywa się w 194. roku w algierskim mieście Oran, które znajdowało się wówczas pod protekturą francuską. Mieszkańcy miasta żyli głównie z handlu, a ich życie wypełniała praca. W Oranie brakowało zieleni, praktycznie przez cały rok panowała męcząca pogoda. Handlarzom brakowało czasu na rozrywki. Wychodzili głównie do kina, kawiarni i na plażę. Mieszkańcy Oranu pracowali od rana do nocy. Brakowało im czasu na uczucia, dlatego często tworzyli przypadkowe związki pozbawione miłości. Nikt nie opiekował się chorymi, którzy często umierali w nieludzkich warunkach. Oran był jednak położony na płaskowyżu nad zatoką, co zdecydowanie uprzyjemniało życie w mieście. O wydarzeniach opowiada anonimowy narrator. Nazywa siebie historykiem i opiera się na relacjach mieszkańców Oranu oraz własnych zapiskach.

    Akcja rozpoczyna się 16 kwietnia roku 194.. Doktor Bernard Rieux zauważył martwego szczura. Poinformował o tym dozorcę Michela. Ten jednak nie potraktował go poważnie, ponieważ był przekonany, że w domu nie ma szczurów. Tego samego dnia, Rieux zobaczył jednak kolejnego umierającego szczura. Żona lekarza kolejnego dnia miała wyjechać do uzdrowiska, ponieważ była ciężko chora. Następnego dnia, dozorca Michel skarżył się, że ktoś podrzuca martwe, zakrwawione szczury na korytarz. Doktor udał się do pacjentów, zamieszkujących ubogą dzielnicę. Widział kolejne martwe szczury. Jego pacjent, stary Hiszpan, potwierdził że martwe zwierzęta są wszędzie. Był przekonany, że przyczyną jest głód. Rieux otrzymał telegram od swojej matki, która miała się zająć się domem pod nieobecność jego żony. Doktor odwiózł żonę na dworzec i czule się z nią pożegnał. Kobieta odjechała z płaczem. Rieux spotkał sędziego Othona, który razem z synkiem czekał na powrót żony. Mężczyźni zobaczyli człowieka z klatką pełną martwych szczurów.

    Po południu, Rieux spotkał się z dziennikarzem Raymondem Rambertem. Był to wysłannik paryskiej gazety, który miał stworzyć reportaż na temat życia algierskich Arabów. Rieux nie chciał jednak udzielić żadnych informacji, ponieważ Rambert przyznał, że wydawca nie pozwala mu pisać całej prawdy. Doktor stwierdził, że lepszym tematem dla dziennikarza będą martwe szczury na ulicy. Po siedemnastej, Rieux udał się na kolejny obchód miasta. Spotkał Jeana Tarrou, który również był zaniepokojony obecnością umierających szczurów w całym mieście. Ta sytuacja zastanawiała również dozorcę Michela.

    Osiemnastego kwietnia, Rieux odebrał z dworca swoją matkę. Michel żalił się na coraz większą liczbę martwych szczurów, ale matka lekarza się tym nie przejęła. Rieux skontaktował się z panem Mercierem, dyrektorem miejskiej służby odszczurzania miasta. Mężczyzna obiecał, że zajmie się sprawą. W mieście pojawiały się tysiące martwych szczurów, czym zainteresowała się prasa wieczorna. Zarząd miejski palił martwe zwierzęta, ale pojawiało się ich coraz więcej. Tylko dwudziestego piątego kwietnia spalono sześć tysięcy dwieście trzydzieści jeden szczurów. Ta liczba zwiększała się z każdym dniem. W mieście zapanował strach. W końcu jednak liczba umierających szczurów drastycznie spadła.

    Dwudziestego ósmego kwietnia, Rieux spotkał dozorcę Michela. Prowadził go jezuita ojciec Paneloux. Dozorca był chory, narzekał się na ból szyi, pach i pachwin. Rieux został wezwany do ubogiego pracownika merostwa, Josepha Granda. Mężczyzna wezwał lekarza, ponieważ jeden z mieszkańców jego kamienicy, Cottard, próbował się powiesić. Samobójca był przedstawicielem winnicy i podziękował doktorowi za pomoc. Następnie, Rieux udał się do Michela. Mężczyzna miał gorączkę, wymiotował żółcią, a na jego ciele pojawiły się czarne plamy. Rieux nie potrafił zdiagnozować choroby, dlatego zalecił choremu spożywanie dużej ilości płynów. Lekarz zadzwonił do swojego znajomego, doktora Richarda. Okazało się, że w szpitalu znajdują się pacjenci z podobnymi objawami. Następnego dnia u Michela wystąpiła poprawa. Niestety, po południu objawy ponownie się nasiliły i Michel zmarł w karetce.

    Narrator przedstawił historię Jeana Tarrou. Mężczyzna przebywał w Oranie zaledwie od kilku tygodni. Prowadził szczegółową kronikę. Opisywał różne ciekawe zdarzenia np. zachowanie staruszka, który codziennie wabił koty, a następnie pluł na nie z balkonu. Koty przestały się jednak pojawiać, zajęte martwymi szczurami.

    Kolejni pacjenci zaczęli umierać na tajemniczą gorączkę. Powietrze w mieście stało się ciepłe i wilgotne. Sekretarz syndykatu lekarzy w Oranie, Richard, twierdził że nie trzeba izolować chorych, ponieważ gorączka nie jest zakaźna. W kamienicy Cottarda miało miejsce dochodzenie w sprawie jego próby samobójczej. Cottard bardzo bał się policji.

    Chorowało coraz więcej osób, dlatego lekarze stwierdzili, że rozpoczęła się epidemia. Doktora Rieux odwiedził inny lekarz - Castel. Mężczyźni stwierdzili, że tajemnicza choroba to dżuma, której od lat nie stwierdzano w klimacie umiarkowanym. Mieszkańcy starali się ignorować zagrożenie i skupiać na pracy. Grand na polecenie urzędu statystycznego zajął się liczeniem zgonów. Towarzyszył mu dochodzący do siebie Cottard. Grand udał się do domu, aby zająć się swoimi sprawami, ale nie chciał zdradzić, czym się zajmuje. Rieux podejrzewał, że Grand pisze książkę. Urzędnik był bardzo skromny, pracował na niskim stanowisku i nawet nie miał odwagi prosić o awans.

    Następnego dnia, zebrała się miejska komisja sanitarna. Lekarze i prefekt miasta byli przekonani, że nie mają do czynienia z dżumą. Rieux przekonał jednak zgromadzonych, że nie powinni skupiać się na nazewnictwie, ale pomocy. Prefekt zgodził się na wprowadzenie profilaktyki. W drodze powrotnej Rieux zobaczył umierającą kobietę. Na afiszach pojawiły się informacje o konieczności zachowania wzmożonej higieny oraz zgłaszania objawów choroby. Grand powiedział doktorowi, że Cottard bardzo się zmienił i robi wszystko, żeby przypodobać się mieszkańcom Oranu. Rieux myślał, że Cottard boi się samotności w chorobie, ale Cottard uważał, że mężczyzna ma coś na sumieniu. Rieux zamówił serum z Paryża, ale miał obawy, że nie sprawdzi się w walce z mutacją dżumy, która pojawiła się w Oranie. Rieux spotkał się z Cottardem w hotelowej restauracji. Mężczyzna wyraźnie obawiał się, że ktoś go skrzywdzi. Cottard miał nadzieję, że jeśli zachoruje i trafi do szpitala, nie znajdzie go tam policja. Twierdził też, że miastu potrzebna jest epidemia.

    Kolejnego dnia, pacjenci podchodzili do doktora z niechęcią. W szpitalu pojawiło się trzydziestu chorych. Ta liczba rosła z dnia na dzień, dlatego szkołę zmieniono w szpital. Rieux mógł tylko przecinać powiększone gruczoły, nie był w stanie pomóc chorym. Castel był przekonany, że żerujące na szczurach pchły roznoszą chorobę. Nadchodziła wiosna, chorych i zmarłych było coraz więcej. Szpital pomocniczy urządzono również w przedszkolu. Prefekt miasta odmawiał zdecydowanego działania, ponieważ nie miał zgody gubernatora. W końcu, prefekt w końcu wprowadził izolację chorych, dezynfekcję mieszkań i kwarantannę ich rodzin. Serum dotarło drogą lotniczą. Liczba zakażeń zaczęła spadać. Niestety, dżuma szybko wróciła. Gubernator nakazał zamknięcie miasta.

    Rozdział II. Mieszkańcy miasta zostali rozdzieleni od swoich bliskich, którzy przebywali poza Oranem. Zabroniono nawet wysyłania listów. Linie telefoniczne były przeciążone, dlatego dzwonić można było tylko w nagłych przypadkach. Mieszkańcy korzystali głównie z krótkich depesz. Prefekt zezwolił na powrót mieszkańców, którzy przebywali poza miastem, ale większość z tego zrezygnowała. Wróciła za to żona doktora Castela, która bardziej bała się rozdzielenia z mężem niż dżumy. Trudna sytuacja sprawiła, że mieszkańcy Oranu zaczęli doceniać więzi międzyludzkie. W mieście zamarł handel, dostarczano wyłącznie produkty pierwszej potrzeby. Liczba zmarłych coraz bardziej rosła. Trzeba było oszczędzać paliwo, prąd i żywność, dlatego Oran stopniowo zamierał. Zamykano sklepy, a przed działającymi ustawiały się długie kolejki. Wiele zakładów pracy przestało działać. Mieszkańcy Oranu umilali sobie czas głównie piciem alkoholu.

    Cottard zdawał się cieszyć z wybuchu epidemii. Żona doktora Rieux nie wróciła do miasta. Narrator przytacza historię Granda, który po wielu latach małżeństwa został porzucony przez żonę, Jeanie, która uważała, że nie okazuje jej miłości. Rambert był oburzony faktem, że nie może opuścić miasta. W Paryżu czekała na niego ukochana. Rambert poprosił Rieux o wydanie zaświadczenia, że nie jest chory, dzięki któremu prefektura pozwoli mu opuścić Oran. Rieux nie miał jednak gwarancji, że Rambert nie jest zarażony. Rambert upierał się jednak, że i tak opuści miasto. Rieux prowadził jeden ze szpitali pomocniczych. Z czasem zaczął uodparniać się na ludzkie cierpienie i śmierć.

    Epidemia trwała już od miesiąca. Ojciec Paneloux wygłosił płomienne kazanie. Nakłaniał do walki z epidemią za pomocą modlitwy, a zwłaszcza mszy do św. Rocha - patrona zadżumionych. Ojciec Paneloux był przekonany, że dżuma jest karą boską, ponieważ mieszkańcy Oranu odwrócili się od Boga. Uważał, że zaraza przyczyni się do nawrócenia. Niektórzy mieszkańcy nie zgadzali się z jezuitą i planowali ucieczkę z miasta. W Oranie zapanował strach. Grand opowiedział Rieux o książce, którą pisze. Miał nadzieję, że stworzy prawdziwe arcydzieło. Grand pokazał lekarzowi tylko pierwsze zdanie, ponieważ musiał dopracować każde słowo powieści. Rieux widział, jak ludzie próbują uciekać przez bramę miasta. Rambert wciąż starał się o pozwolenie na wyjazd. Kolejne nieudane próby sprawiły, że popadł w apatię. Włóczył się po kawiarniach i dworcu, chociaż pociągi nie kursowały.

    Nadeszły upały, a z nimi wzrost liczby zgonów. Strażnicy używali broni wobec osób, próbujących ucieczki. Żandarmeria strzelała do psów i kotów, ponieważ zwierzęta roznosiły pchły. Władze przygotowywały się na bunt mieszkańców. Zabroniono kąpieli w morzu. Tarrou opisał w swoim dzienniku liczne manipulacje prefektury. Z aptek zniknęły pastylki miętowe, uważane przez mieszkańców za ochronę przed chorobą. Dziwny staruszek nie mógł już pluć z balkonu na koty, które w większości zostały odstrzelone. Opustoszał hotel, w którym zatrzymał się Tarrou. Wspomniał też o wizycie u starego pacjenta doktora Rieux. Mężczyzna chorował na astmę i od wielu lat leżał w łóżku. Nie korzystał z zegara, ale przekładał ziarnka grochu między garnkami, odliczając w ten sposób czas.

    Życie w mieście opanowanym przez epidemię było dość przygnębiające. Większość sklepów zamknięto, a w gazetach pisano głównie o dżumie. Powstał nawet nowy dziennik - „Kurier Epidemii”. Tramwaje stały się jedynym środkiem komunikacji, dlatego pasażerowie stawali do siebie plecami, żeby ograniczyć kontakt. Otwarte były kawiarnie, ale często brakowało kawy lub cukru. Mimo zagrożenia, mieszkańcy Oranu tłumnie gromadzili się w restauracjach. Ludzie z jednej strony stawali się bardziej religijni, a z drugiej - nie stronili od romansów.

    Matka doktora Rieux martwiła się, że syn jest przepracowany. Lekarz nie mówił jej o problemach, ale okazało się, że paryskie serum jest nieskuteczne na dżumę płucną, panującą w mieście. Tarrou wpadł na pomysł organizacji cywilnych oddziałów sanitarnych, ale prefektura działała bardzo opieszale. Rieux wyznał Tarrou, że nie wierzy w Boga. Nie poświęcał się dla chorych z powodu wiary, ale dla idei. Był synem robotnika, dlatego został lekarzem, żeby coś osiągnąć. Przyjaciel matki doktora Rieux wspomniał o obowiązku szczepienia przeciwko dżumie.

    Tarrou zebrał pierwszą grupę ochotników do opieki nad chorymi. Niektórzy dołączali z powodu nudy lub chęci lepszego poznania choroby. Tarrou i Rieux byli zdeterminowani, żeby walczyć do samego końca. Castel przygotował surowicę i miał nadzieję na jej skuteczność. Joseph Grand został sekretarzem formacji sanitarnych. Formacje zajmowały się głównie wprowadzaniem higieny w ubogich dzielnicach. Ochotnicy towarzyszyli też lekarzom, pomagali w transporcie chorych i zmarłych. Wieczorami, Grand wciąż pracował nad swoją książką, bez przerwy zmieniając pierwsze zdanie. W pracy sanitariusza radził sobie zdecydowanie lepiej, niż w merostwie. Do miasta docierały wyrazy współczucia i pomoc humanitarna.

    Rambert wciąż robił wszystko, żeby opuścić Oran. Pewnego dnia, spotkał Cottarda. Mężczyzna zadeklarował, że zna kogoś, kto zajmuje się organizacją ucieczek z miasta. Cottard nie chciał wyjechać, ponieważ epidemia była mu na rękę i dorobił się na sprzedaży towarów z zewnątrz. Cottard zaprowadził Ramberta do pana Garcii. Ten obiecał go umówić z Raoulem, ale ostrzegł, że cena będzie wysoka. Dwa dni później, Rambert i Cottard spotkali doktora Rieux i Cottarda. Mężczyźni natknęli się też na sędziego Othona. Cottard uważał go za swojego największego wroga. Raoul zażądał od Ramberta dziesięciu tysięcy franków. Następnego dnia, mężczyźni spotkali się w restauracji. Rambert poznał tam mężczyzn, z którymi umówił się za dwa dni pod katedrą. Był wśród nich Gonzales. Rambert pochwalił się Rieux, że wyjeżdża. W mieście brakowało środków medycznych. Dotarł personel medyczny z zewnątrz, ale to wciąż było niewystarczające. Rambert obawiał się, że ukochana o nim zapomniała. Tarrou ucieszył się, że ojciec Paneloux dołącza do formacji sanitarnych.

    W czwartek Rambert spotkał się z Gonzalesem w katedrze. Mężczyźni umówili się na kolejny dzień pod pomnikiem poległych. Na miejscu pojawili się Gonzales, Marcel i Louis. Pełnili rolę strażników, dlatego mogli pomóc w ucieczce. Kolejnego dnia, Rambert ponownie udał się na spotkanie do restauracji, ale nikt się nie pojawił.

    Cottard i Tarrou rozmawiali o niespodziewanym ozdrowieniu jednego z pacjentów. Cottard odmówił przyłączenia się do formacji sanitarnych. Tarrou zdał sobie sprawę, że gdy skończy się epidemia, Cottard zostanie aresztowany. Cottard przyznał, że grozi mu więzienie. Rambert nalegał na zaaranżowanie kolejnego spotkania z Garcią. Cottard spełnił prośbę. Garcia zaproponował, że ponownie spotkają się z Raolem. Rambert ponownie przeszedł całą procedurę. Gonzales wyznał, że został zatrzymany razem ze strażnikami. Ucieczka ponownie zostaje przełożona. Rambert zaczął tracić nadzieję na wyjazd. Wyznał, że walczył w hiszpańskiej wojnie domowej. Nie chciał jednak powiedzieć, po której ze stron. Rambert niesłusznie założył, że Rieux i Tarrou mogą ryzykować życiem, ponieważ są samotni. Następnego dnia zdecydował się przystąpić do formacji sanitarnych, dopóki nie uda mu się wyjechać.

    Rozdział III. Nadeszła połowa sierpnia, a razem z nią upały i silny wiatr. Był to szczytowy punkt epidemii. Choroba zaczęła zbliżać się do centrum, dlatego władze zabroniły jego opuszczania, tworząc pewnego rodzaju getto. Mieszkańcy podpalali swoje domy, żeby zabić zarazki, a ogień roznosił się przez wiatr. W mieście zapanował chaos, orańczycy szturmowali bramy. Dochodziło też do licznych kradzieży i zamieszek. Złodziei czekała kara śmierci, ale w obliczu epidemii nikt zbytnio się jej nie obawiał. Od godziny jedenastej w mieście panowała ciemność, a władze zaprzestały prób zaprowadzania porządku.

    Zniesiono wszelkie ceremonie pogrzebowe. Po szybkim pokropieniu wodą święconą, trumnę natychmiast wrzucano do dołu i zakopywano. W końcu zaczęło brakować trumien, zastąpiono je skrzyniami wielokrotnego użytku. Ciała składowano w szopach. W końcu zabroniono obecności rodziny na pogrzebach. Na krańcu cmentarza wykopano dwa masowe groby: jeden dla kobiet i jeden dla mężczyzn. W końcu porzucono nawet taki podział i zmarłych grzebano całkowicie przypadkowo. Zwłoki zasypywano wapnem, ale sanitariusze i tak często chorowali. W mieście panowało jednak takie bezrobocie, że chętnych do pracy grabarza nie brakowało.

    Narrator opowiada o ostatnich tygodniach dżumy. Ciał było tyle, że zabrakło miejsca na cmentarzu. Pochówki odbywały się nocą, bez jakiegokolwiek poszanowania dla zwłok. W końcu prefekt postanowił otworzyć krematorium. Zwłoki były tam dowożone starymi tramwajami. Gdy orańczycy się o tym dowiedzieli, wrzucali do pojazdów kwiaty. Nad miastem unosił się dym o przykrym zapachu. Narrator cofa się do wydarzeń z początku sierpnia. Mieszkańcy cierpieli tak bardzo, że wręcz odchodzili od zmysłów. Tęsknota za bliskimi stopniowo ustępowała miejsca obsesyjnej walce o przetrwanie.

    Rozdział IV. Nadeszła jesień. Rieux zauważył, że członkowie formacji sanitarnych zaczynają być przemęczeni i obojętni. Rambert został zarządcą stacji kwarantanny, którą otwarto w jego hotelu. Przykładał się do swoich obowiązków, ale nie tracił nadziei, że uda mu się wydostać z miasta. Grand starał się obliczyć liczbę ofiar śmiertelnych, ale nie udało mu się jej ustalić. Tarrou, Rambert i Rieux dawali sobie radę zdecydowanie lepiej od Granda, który wciąż łączył nowe obowiązki z pracą urzędnika. Rieux otrzymywał telegramy od żony, utrzymane w optymistycznym tonie, ale nie wiedział, czy może im wierzyć. Napisał do naczelnego lekarza sanatorium i dowiedział się, że stan zdrowia jego żony się pogorszył. Rieux nie dzielił się z nikim swoimi problemami. Okłamał Granda, że jego przygnębienie wynika ze zmęczenia. Tarrou zamieszkał z Rieux, ponieważ jego hotel stał się stacją kwarantanny. Wciąż spisywał relacje z miasta opanowanego przez dżumę.

    Castel opracował serum, nad którym bardzo długo pracował. Rieux stwierdził, że należy podać je synkowi sędziego Othona. Lekarz zauważył ogromne zmęczenie Castela, co jeszcze bardziej zmotywowało go do wytężonej pracy. Rieux był jednak przygnębiony własną niemocą. Pacjenci zarzucali mu bezduszność, ale wewnętrzna siła umożliwiała mu wykonywanie swoich obowiązków. Rodziny nie chciały oddawać chorych do szpitala, dlatego Rieux musiał poruszać się w towarzystwie żołnierzy. Rieux był zaniepokojony brakiem higieny w formacjach sanitarnych, tak bardzo narażonych na zarażenie.

    Jedyną szczęśliwą osobą w całym mieście był Cottard. Starał się jednak ukrywać swoje emocje, trzymając się na uboczu. Spotykał się wyłącznie z Tarrou, któremu również udawało się zachować pogodę ducha. Tarrou poświęcił dużą część swoich notatek osobie Cottarda, którego nazywał rentierem. Cottard był przekonany, że nie zachoruje na dżumę, ponieważ ciążący na sobie wyrok uważał za śmiertelną chorobę. Bał się jedynie, że zostanie odizolowany od innych i trafi do więzienia. Cottard obawiał się aresztowania, podobnie jak pozostali śmierci na dżumę.

    Wieczorami w mieście wciąż odbywały się zabawy. Ceny były coraz wyższe, ale ludzie pragnęli chociaż chwili zapomnienia. Na zabawach często pojawiał się również Cottard. Tłum pijanych ludzi dawał mu poczucie, że nie jest całkiem sam. Cottard zaprosił Tarrou do Opery Miejskiej na Orfeusza i Eurydykę. Trupa teatralna przyjechała do miasta wiosną i została uwięziona przez dżumę. Co tydzień grali więc to samo przedstawienie. Sztuka wciąż cieszyła się popularnością. Podczas trzeciego aktu, zauważono, że aktor ma obrzęknięte uda i po chwili runął na scenie. Oburzona publiczność opuściła operę, ale Cottard i Tarrou zostali na swoich miejscach.

    Na początku września, Rambert wciąż ciężko pracował. Zwolnił się tylko na jeden dzień, żeby spotkać się z Gonzalesem i jego towarzyszami. Okazało się, że strażnicy mają służbę dopiero w przyszłym tygodniu. Cała procedura zaczęła się od nowa. Rambert zamieszkał u Marcela i Louisa. W ich domu była dostępna żywność spoza miasta. Gdy minął tydzień, okazało się, że trzeba czekać kolejny. Rambert rzucił się w wir pracy. Pewnego dnia, pod wpływem alkoholu, wyznał Rieux, że puchną mu węzły chłonne. Okazało się jednak, że Rambert nie jest zarażony i jego histeria była niepotrzebna.

    Sędzia Othon ostrzegł Ramberta przed kontaktami z przestępcami i przemytnikami. Rieux doradził Rambertowi, żeby starał się opuścić miasto jak najszybciej. Nie zamierzał go zatrzymywać i odmawiać mu szczęścia. W środę Marcel i Louis powiedzieli mu, że jeden ze strażników zachorował, a drugi trafił na kwarantannę. Pojawiła się doskonała okazja do ucieczki. Rambert postanowił spotkać się z Rieux. Spotkał go, gdy przecinał pachwiny choremu. Okazało się, że ojciec Paneloux jest gotowy zastąpić Ramberta w jego obowiązkach. Dowiedział się też, że serum Castela było przygotowane do użycia. Rambert oznajmił, że nie zamierza wyjeżdżać. Nie potrafiłby przyznać się żonie, że uciekł z miasta opanowanego przez epidemię. Rieux próbował nakłonić go do zmiany decyzji. Rambert twierdził jednak, że przestał być obcy w mieście, dlatego powinien zostać.

    Pod koniec października, synowi sędziego Othona podano serum. Cała rodzina przebywała na kwarantannie, sędzia nie starał się omijać przepisów. Dziecko było w stanie krytycznym. Dookoła jego łóżka zebrali się doktor Rieux, Castel, Tarrou, ojciec Paneloux, Grand i Rambert. Chłopiec wił się w konwulsjach, a w końcu zmarł. Rieux był załamany porażką.

    To wydarzenie zmieniło poglądy ojca Paneloux na temat epidemii. Zaprosił Rieux na swoje kolejne kazanie. Pojawiło się znacznie mniej osób. Mieszkańcy Oranu zwrócili się w stronę proroków i przesądów, a zwłaszcza Nostradamusa i świętej Otylii. Ojciec Paneloux mówił znacznie spokojniejszym tonem. Stwierdził, że epidemia jest czasem próby dla chrześcijan. Stwierdził, że należy wyciągnąć z niej naukę, ale tylko Bóg wie, dlaczego zesłał dżumę na Oran. Mieszkańcy miasta powinni więc zaakceptować wyroki boskie i przyjąć cierpienie z pokorą. Jezuita opowiedział też o dżumie w Marsylii. Przeżyło ją tylko czterech z osiemdziesięciu jeden braci zakonnych, z czego trzech w porę uciekło z klasztoru. Ojciec Paneloux oznajmił, że trzeba naśladować tego zakonnika, który został na miejscu. Stwierdził też, że miłość Boga jest trudna i wymaga wyrzeczenia się egoizmu. Po kazaniu, ojciec Paneloux usłyszał, jak krytykuje go dwójka duchownych.

    Paneloux musiał opuścić zakon, dlatego zamieszkał u pewnej starej kobiety. Traktował ją z obojętnością, ponieważ wierzyła w proroctwa. Pewnego wieczoru, ojciec Paneloux odczuwał gorączkę i ból głowy. Nie zgodził się na wezwanie lekarza i tłumaczył wszystko przemęczeniem. Gospodyni troskliwie się nim opiekowała. Chorego dręczył niepokój. Rankiem, ojciec Paneloux był całkowicie siny na twarzy. W końcu trafił pod opiekę doktora Rieux, który o dziwo nie stwierdził typowych objawów dżumy. Ojciec Paneloux zmarł z krzyżem w ręku.

    Nadszedł listopad, temperatura spadła. Sklepy sprzedawały błyszczące ubrania, które rzekomo miały chronić przed dżumą. Nie obchodzono dnia Wszystkich Świętych, nikt nie chciał myśleć o zmarłych. Liczba zgonów pozostawała na stałym poziomie. Serum Castela wyleczyło kilka osób, ale jego działanie było dość niepewne. Wszystkie budynki publiczne, oprócz prefektury, zostały zmienione na szpitale i lazarety. Szerzyła się dżuma płucna, która powodowała szybszą śmierć niż dżuma dymienicza. Ceny były tak wysokie, że Orańczyków nie było stać praktycznie na nic. Rozpoczęły się manifestacje ludzi, którzy żądali zapewnienia im miejsca we wsiach poza miastem. Dzienniki szerzyły optymistyczne wieści.

    Tarrou opisał wizytę w obozie kwarantanny na stadionie miejskim. Był otoczony wysokim murem. Towarzyszyli mu Rambert i Gonzales, który został nadzorcą obozu na stadionie. Był piłkarzem, ale zawieszono rozgrywki, dlatego musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Na stadionie znajdowały się setki czerwonych namiotów. W szatniach znajdowały się biura i gabinety lekarskie. W obozie panowała cisza, ludzie byli pogrążeni w apatii. Administrator stadionu zaprosił mężczyzn na spotkanie z sędzią Othonem. Podziękował im za opiekę nad swoim synem - Filipem. Bohaterowie zapewnili go, że chłopiec nie cierpiał przed śmiercią. Mieszkańców obozu wezwano na wieczorny posiłek. Tarrou chciał pomóc w jakiś sposób Othonowi. Liczne obozy wywoływały strach i niechęć pozostałych mieszkańców.

    Tarrou spotkał się z Rieux, żeby opowiedzieć mu o sobie. Stwierdził, że chorował na dżumę, zanim zapanowała w Oranie. Tarrou był synem zamożnego prokuratora generalnego. Jego ojciec był poczciwym człowiekiem. Znał na pamięć wielki rozkład jazdy Chaixa. Matka pozostawała w cieniu. Gdy Tarrou miał siedemnaście lat, ojciec zaprosił go do sądu. Jean zobaczył, że w pracy jego ojciec jest surowy i stanowczy. Zażądał kary śmierci dla przerażonego oskarżonego. Tarrou sympatyzował z przestępcą, a nie z prokuratorem. Zaczął nienawidzić ojca, który skazał tysiące ludzi na śmierć. Zrozumiał, że matka wyszła za ojca wyłącznie dla pieniędzy i nigdy go nie kochała.

    Po niecałym roku, Tarrou wyjechał z domu. Ojciec zaczął go szukać, ale Jean wrócił tylko po to, żeby oznajmić, że popełni samobójstwo, jeśli rodzice nie pozwolą mu odejść. Tarrou odwiedzał matkę, ale unikał ojca. W końcu ojciec zmarł, a kilka lat później matka. Po opuszczeniu domu rodzinnego, Tarrou żył w biedzie. Jego celem było odkupienie wyroku śmierci, który wydał jego ojciec. Jean błąkał się po Europie. Wszystkich, którzy przyczynili się do cudzej śmierci, nazywał zadżumionymi. Zawsze stał po stronie ofiar, dlatego zaangażował się w pomoc orańczykom. Jego jedynym marzeniem było zostanie świętym. Nie wierzył w Boga, dlatego zastanawiał się, czy jest to możliwe. Mężczyźni usłyszeli strzały, zwiastujące kolejne zamieszki. Wybrali się na wspólną kąpiel w morzu.

    Nadszedł grudzień. Mimo chłodu, choroba nie zwalniała. Otwarto kolejny szpital. Sędzia Othon poprosił Rieux, aby się za nim wstawił, ponieważ wciąż przebywał w obozie, chociaż jego żona dawno wyszła na wolność. Rambert zajął się tą sprawą i Othon opuścił obóz. Othon stwierdził jednak, że chce wrócić do obozu, jako pracownik administracji.

    Nadeszło Boże Narodzenie. Z pomocą strażników, Rambert zaczął korespondować ze swoją żoną. Rieux również wysłał list do swojej małżonki, ale nie otrzymał odpowiedzi. Cottard zarabiał na drobnych spekulacjach. Święta były posępne, w sklepach brakowało towaru. Grand nie pojawił się na umówionym spotkaniu z Rieux. Rambert doniósł, że widział Granda błąkającego się po mieście. Mężczyźni znaleźli go, płaczącego przed wystawą sklepu z zabawkami. Rieux przypomniał sobie, że Grand oświadczył się swojej żonie w Boże Narodzenie. Urzędnik nie radził sobie z tęsknotą za ukochaną. Rieux musiał siłą odwieźć go do domu.

    Lekarz usłyszał u Granda niepokojący szum w płucach. Choroba szybko postępowała. Grand wreszcie pokazał Rieux swój notatnik. Okazało się, że cały czas pracował nad pierwszym zdaniem powieści. Na ostatniej stronie znajdowała się ostateczna wersja, wraz ze zwrotem do żony. Grand poprosił Rieux, żeby spalił notatnik. Rieux wstrzyknął urzędnikowi serum Castela. Następnego ranka, zaskoczony Rieux zobaczył, jak Grand rozmawia z Tarrou. Był przekonany, że urzędnik nie przeżyje nocy. Niedługo później, wyzdrowiała kobieta, znajdująca się w ostatnim stadium choroby. Stary pacjent doktora powiedział, że w mieście ponownie zaczynają biegać szczury. W następnym tygodniu, statystyki wskazywały na spadek zakażeń.

    Rozdział V. Mieszkańcy Oranu podchodzili sceptycznie do wieści o cofaniu się dżumy. Ostrożnie zaczęli jednak snuć plany na przyszłość. W styczniu, zakażeń było jeszcze mniej. Serum Castela zaczęło przynosić efekty. Umierały już tylko pojedyncze osoby. Jedną z nich był sędzia Othon. Ceny towarów zaczęły wracać do normy. Żołnierze wrócili do koszar, a zakonnicy do klasztorów. Prefektura ogłosiła zahamowanie rozwoju epidemii. Bramy miasta miały pozostać zamknięte na dwa tygodnie. Mieszkańcy świętowali koniec zarazy na ulicach. Rodziny nielicznych chorych były przygnębione ogólną wesołością. W wiwatującym tłumie znajdowali się Rieux, Tarrou i Rambert. Tarrou ucieszył się, widząc kota.

    Z końca epidemii nie cieszył się Cottard. Zapiski Tarrou stawały się coraz bardziej chaotyczne i niestaranne. Grand wyzdrowiał i wrócił do pracy nad książką. Cottard często pytał Rieux, czy jest szansa, że epidemia wróci. Obawiał się, że gdy dżuma minie, zostanie całkiem sam. Cottard odwrócił się od wszystkich znajomych, a pod koniec stycznia zniknął. Tarrou spotkał go przypadkiem. Rozmawiali na temat pracy administracji po zakończeniu epidemii. Cottard miał nadzieję, że przeszłość zostanie przekreślona. Nagle podeszło do niego dwoje policjantów. Cottard rzucił się do ucieczki, a policjanci rozpoczęli pościg. Tarrou stwierdził, że każdemu zdarzają się chwile tchórzostwa.

    Rieux otrzymał telegram od żony. Okazało się, że Tarrou ma pierwsze objawy dżumy. Zajęła się nim matka doktora Rieux. Doktor podał choremu serum Castela. Tarrou miał objawy dżumy dymieniczej i płucnej. Rieux i jego matka czuwali nad Tarrou przez całą noc. W południe przyszło pogorszenie, a wieczorem Tarrou zmarł. Rieux zdał sobie sprawę, że Jean był jego najlepszym przyjacielem. Doktor słyszał za oknem odgłosy miasta, powracającego do normalnego życia. Zdał sobie sprawę, że dżuma uświadomiła mu, czym jest przyjaźń. Rieux otrzymał telegram z informacją o śmierci żony. Przyjął tę wiadomość ze spokojem, którego nauczył się podczas epidemii.

    W lutym, bramy miasta zostały otwarte. Przywrócono też połączenia kolejowe i morskie. W mieście trwały festyny. Do Oranu wrócili mieszkańcy, którzy utknęli poza miastem. Do Ramberta przyjechała żona. Dziennikarz nie był w stanie się tym cieszyć, ale na widok ukochanej uronił łzę. W mieście odprawiano msze dziękczynne. Rieux obserwował pary zakochanych. Przypomniał sobie słowa Tarrou, który odnalazł spokój na łożu śmierci.

    Narrator ujawnia swoją tożsamość - jest to doktor Rieux. Wypowiadał się anonimowo, żeby zachować obiektywność. Mówił głosem wszystkich mieszkańców, z wyjątkiem Cottarda. Doktor Rieux udał się w stronę ulicy, na której mieszkali Grand i Cottard. Zatrzymała go policja, ponieważ jakiś mężczyzna strzelał do tłumu. Grand powiedział, że strzały padają z okna kamienicy.

    Okazało się, że Cottard zabarykadował się w mieszkaniu i zaczął strzelać do ludzi i zwierząt. W końcu mężczyznę aresztowano. Grand powiedział, że skontaktował się z żoną i dalej pracuje nad książką. Rieux odwiedził swojego pacjenta - starego astmatyka. Mężczyzna powiedział mu, że w Oranie ma powstać pomnik ofiar dżumy. Rieux wspominał swoich bliskich, którzy odeszli. Postanowił napisać opowiadanie. Stwierdził, że dżuma nigdy naprawdę nie odchodzi. Rieux uważał, że bakcyl dżumy został uśpiony, ale zawsze może powrócić.


    Przeczytaj także: Othon - charakterystyka

    Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem. Bardzo dziękujemy.