Wczoraj szedłem przez błonia po nieznaną snów spowiedź
i – po spokój w dnie konań – – –
Dziś?? – Rozgrałem się życiem w bez-końce,
niby mikron w krwi, niby człek we słońcu!! –
Wczoraj w lasach i polach szemrało:
„nigdy myśl nie dogoni
szmerów tajni wśród chleba, co nie ściera fal z powiek – – –“
Szedłem – – –
Czas mierzony na życie
marł we mnie, a ja – znowu w czasie – – –
(Istność wciąż żyje – formą ino jest ciało!!)
Rzym rozpalił czas kazań i – przeklina dzwonami –
gdy człek rękę wyciąga
błagając, by znikąd bóg przyszedł – – –
Wciąż łka ktoś – – – w górze dosyt i cisza
szkarłatami urąga
i żelazem się pyszni, niby – oni – władzami – – –
– juści – !! – –
kiedy forma się zniszczy – pokażą Ci – – – niebo – – –!
Szedłem – – –
poprzez szumy i gwary wciąż górami, górami,
aż w obrzękłej chmur myśli
świat mi nowy się wyśnił
i – na zieleń upadłem deszczów ciepłych kroplami
szemrząc prawdę, że wszystko się zmienia.
i – że śmierci niema!
że mikronem w wszechświecie jest ziemia
kropla krwi mej mikronom znów – ziemią –.
(Wiem: grzmi pełnią światową
w niej symfonia form, treści i ładu –
– to jest BÓG MÓJ – – –)
– hej Boże! – – –
w dole pastuch już śpiewa,
że rozumie pół słowa
i – że boskość spożywa, jak razowy krom chleba – – –
Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.