Wstąpię ja tutaj i siądę na górze,
Gdzie się tak śmiało wdarły owe mury.
Po świecie nocne osiadają chmury,
Padół zalega podnóże,
Na przodzie Dniepr, a w koło Kijów, jar i góry.
Witam cię, witam czarodziejska ciszo!
Ludzie światową wrzawą ogłuszeni,
W twojej niemocy, pod kirem twych cieni,
Nic nie widzą, nic nie słyszą,
Bo ich oczom niebiańskie światło nie promieni.
Noc dla nich grobem a śmiercią jej dziwa;
A przecież komuś grają te zegary,
Kogoś ten wicher ugania przez jary,
Komuś ten ptak mogił śpiewa
I tej cerkwi nie same trzęsą się filary.
Przybądź, tajemnic odwiecznych ciekawy,
Jeślić sen gnuśny ciężkich ócz nie skleja,
I wieszczych plonów zwabia cię nadzieja,
I ośmiela umysł prawy;
Przybądź skrycie, samotnie, pod cerkiew Andrzeja.
Przybądź, ktokolwiek, niech z tobą podzielę
Wszystko co ujrzę, wszystko co mię zdumi,
Zegar uderzył, wicher jarem szumi,
Puszczyk hukał na kościele,
I puszczyk i dzwon ucichł i wicher się tłumi,
I duch się podniósł wielkości olbrzyma.
Omgłony płaszczem ze śnieżnej zamieci,
Ciemny jak chmura, jak cień chmury leci;
Słup żelazny w ręku trzyma;
Jako księżyc na lodach, tak wzrok jego świeci.
Znam, znam mieszkańca nieludzkiej krainy;
To Duch Lechitów, strażnik ich granicy;
Słupiec Chrobrego piastuje w prawicy;
Wybrnął z Dnieprowej głębiny,
By mojej narodowej zjawić się tęsknicy.
Przybywa natchnąć narodowe pienia.
Coraz się szybciej wiatrami pogania, . .
O pośpiesz Duchu! rozwiąż me dumania!
Co? on daje znak milczenia!
Kładzie palec na ustach, śpiewać mi zabrania.
I mróz przestrachu ściął wieszcze zapały,
I Duch uleciał skrzydłami powiewu, . . .
Powiedzcież, bracia, powiedzcie bez gniewu:
Czy śpiewy słabe być miały?
Czy my jeszcze niegodni ojczystego śpiewu?
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.