Gdy noc

Autor:

Jak okręt wiatru na blaszanem morzu
noc tonie między ludźmi, którzy tłuką szyby.
Wśród gwiazd zerwanych z szyldu, na zranionych trotuarach
głuchy taniec obcasów, szczęk łamanych noży,
pięść o pięść, drze się serce, jedwabne skrzela ryby,
drze się serce, nieżywe serce, szmata szara.

W strzępach oplutych krwią milknie ulica.
Pikietujący człowiek, którego twarz światło omija,
prosty jak laska, zwiesił swe czoło niżej nóg,
upuścił je w błoto, i kroki swe zlicza.
Jeśli doliczy się trzech, wie, że żyje.
Są kroki głośne jak trzy złote rzucone o próg.

Progu nie strzeże żadna przesądna podkowa.
Świat — nie snem, kijem się świat mierzy:
Otwórz głowę: pusta! I serce, serce podarte na strzępy!
Lecz nie jak zwycięska chorągiew pułkowa,
która choć zdarta bagnetem, wiejc we krwi żołnierzy.
Wszystko podarte i brudne. Każdy człowiek jak latarnia gaśnie za zakrętem.

Wypowiedzmy sobie wielką bitwę na słonecznem polu!
Niech nas wwiedzie wiatr wojny w ostre prądy życia!
Bijmy falą, która zalewa obfitością uczuć!
Są przecież rany, które się kocha, chociaż najbardziej bolą,
są klęski, które dają siłę, aby dalej bić się.
Lecz tu, tu są tylko ręce, które w walce marzą o złodziejskim kluczu.

Opadają z dachów kęsy ziarnistego nieba.
Żreć ten proch, wybuchnąć, blaszanem morzem śpiących dachów zatargać!
Niech wszystko będzie inne, niech wszystko będzie młode!
Lecz tu tonie noc wśród serc, którym sobie siebie wzajemnie nie trzeba,
a nad nocą księżyc blady jak warga,
blady jak warga człowieka otrutego głodem.

Czytaj dalej: Niedziela - Lech Piwowar

Źródło: Sygnały, r. 1938, nr 46.