Za cerkwią

Za cerkwią, co się skryła
pochylona – w klonach,
za mostem,
popod którym ciągnie rzeki żyła,
strzela w niebo las gonny, szpilkoskrzydły, prosty,
podszyty mchów wilgotnych mięsistym zarostem.

Złotogłów tu wykwita błyszczącym lancetem,
drozdy siedzą na żółtych widełkach jemioły,
górą przelata wiatr nad lasu śmigłem czołem,
poziomki piją światło przez cieniów rolety.

Gdyby tak można ramion mieć – jak las – tysiące,
z serca puścić korzenie w najgłębszą głąb prące,
gdybyż tak można iść do ciebie każdym krokiem,
czarną, pachnącą ziemio, i pić twoje soki.

Czytaj dalej: Niebo na przedwiośniu – Kazimiera Alberti

Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.