Gdy po roku przyjeżdżam

Gdy po roku przyjeżdżam, nic się tu nie zmienia,
powoje piją słońce dzióbkiem rozchylonym,
w alei chłód mnie wita, jak w gotyckich sieniach,
tylko młodziutkim śliwkom stężały korony.

I tylko jakoś wyżej wystrzeliły grochy,
miedzę porosły bujniej niż zwykle rumiany,
i tylko tam, na końcu, pod niskim parkanem
jakoś się gęściej, szerzej rozkrzewiły chrzany.

I tylko mech zielony studnię obrósł trochę –
i wcześniej jako nieraz skwitły puchy tarnin
i tylko ja poczułam, wieczorem, na darni –
po raz pierwszy, że jestem szarym, marnym prochem.

Czytaj dalej: Niebo na przedwiośniu – Kazimiera Alberti

Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.