Po deszczu

Mokro. Świeżo. Deszcz nacichł. Pachnie w leśnej zboczy.
Tak wszystko w górę strzela, w oczach rośnie, pęka,
Kwiaty mądre i pełne otwierają oczy,
A ciepłe krople wolno płyną mi po rękach.

Słyszę jak sok w gałązkach głośno tętni, wzbiera,
Jak nerw rozrodczy płynie i pulsuje w drzewach,
Jak płuca ziemi w równych się podnoszą szmerach
I lepki płyn w wierzchołkach bije i dojrzewa.

Zmieszana z kruchym piargiem, z góry woda ścieka,
Sączy się białą nicią, po leśnym mchu bladym,
Kto tutaj był? Kto na mnie długo w deszczu czekał?
W rozmiękłej ziemi widzę jakieś znane ślady.

Woda piargiem zalewa, zaciera odciski,
Jedną chodzimy drogą, wcale się nie znamy,
Nie wiem, czy mi daleki jesteś, czy też bliski,
Nie wiem nic, nic. Deszcz nacichł. Kiedy się spotkamy?

Czytaj dalej: Parasol – Maria Konopnicka

Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.