„Mikołajek i inne chłopaki” to powieść dla dzieci, której autorem jest francuski pisarz René Goscinny. Opowiada ona o przygodach tytułowego bohatera, Mikołajka, który ma wielu kolegów, chodzi do szkoły i codziennie przeżywa wiele ciekawych przygód, które niekiedy martwią jego rodziców i nauczycieli.
Spis treści
Najsłabszy uczeń z klasy, Kleofas, przyszedł do szkoły w okularach, dzięki którym miał się lepiej uczyć. Jego koledzy chcieli je obejrzeć i nosić je w trakcie odpowiedzi, by także zacząć dostawać lepsze oceny. Wreszcie nauczycielka wyprosiła z klasy Alcesta w okularach Kleofasa, a ich właściciela wyrwała do odpowiedzi, przez co Kleofas bez okularów znowu dostał jedynkę.
Tata zabrał mamę i Mikołajka na wieś do domu swojego kolegi z pracy, ale zabłądzili po drodze i się spóźnili. Tam okazało się, że Kalasanty, syn kolegi, ma karę, a ze względu na kiepskie wyposażenie domu podany obiad był źle przygotowany i niedobry. Mikołajek bawił się z Kalasantym w ogrodzie, za co ten zarobił karę, a potem wrócił z rodzicami do domu.
Listonosz przyniósł Mikołajkowi paczkę od babci, w której były kredki. Chłopiec rozsypał je w domu, a potem zabrał do szkoły, gdzie koledzy je wzięli i zniszczyli, zginęła też żółta kredka. W domu znalazła się, gdy tata poślizgnął się na niej pod drzwiami jadalni.
Joachim był na campingu i zaproponował kolegom zabawę w niego. Zebrali się zatem na placu, gdzie stał samochód bez kół. Zabawa okazała się jednak męcząca, przez co chłopcy się pobili, ale ostatecznie wrócili do domu całkiem zadowoleni z siebie.
Do szkoły przybyła ekipa radiowa, a jej członkowie próbowali nauczyć uczniów, jak powinno się mówić do mikrofonu, co oczywiście sprawiło, że w klasie Mikołajka zapanował chaos. Uczniowie próbowali mówić do mikrofonu albo się tego wstydzili, co doprowadziło do kłótni. Potem, wieczorem, Mikołajek czekał, aż w radiu poleci nagrana w jego klasie audycja, ale puszczano jedynie muzykę.
Sąsiedzi Mikołajka, państwo Courteplaque, mieli córkę, Jadwinię, którą pewnego razu Mikołajek zaprosił na podwieczorek z jego kolegami. Wszyscy chłopcy próbowali zrobić na dziewczynce jak największe wrażenie, przykładowo fikając koziołki. Ona jednak tylko się im przyglądała, a potem poszła do domu, bo zawołała ją mama.
Rufus zaczął zbierać znaczki, co zapoczątkowało modę na to wśród jego kolegów. Tata dał Mikołajkowi znaczki, a potem w szkole zrobiła się awantura. Zaczął ją Euzebiusz, który wolał piłkę nożną od filatelistyki. Ostatecznie Mikołajek wymienił znaczki na dwie szklane kulki.
Maksencjusz zorganizował u siebie podwieczorek, by pokazać kolegom magiczną szkatułkę i sztuczki. Okazało się jednak, że Gotfryd ma podobną zabawkę, zatem wyjaśniał, na czym polegają czary. Doprowadziło to do bójki i końca podwieczorku, bo mama Maksencjusza kazała wszystkim iść do domu.
Z powodu deszczu uczniowie na przerwie musieli zostać w klasie. Chłopcy nudzili się, zatem próbowali grać w dwa ognie i otworzyli okna, przez co część ławek zmokła. Za karę na przerwie nie mogli wyjść na dwór, chociaż deszcz już przestał padać.
Mikołajek poszedł na podwieczorek do Alcesta, a jego tata nauczył grać chłopców w szachy. Kiedy zostali sami, zaczęli zbijać figury na różne, oryginalne sposoby, przez co zrobili bałagan w pokoju, Mikołajek uznał, że w szachy trzeba grać na dworze.
Do szkoły przyjechali lekarze, by zrobić uczniom badania, co wywołało histerię i zamieszanie. Okazało się jednak, że nie jest to takie straszne, ale zrobiło się zamieszanie. Ostatecznie ambulans pojechał bez jednego lekarza, za to przypadkiem zabrał Gotfryda.
Obok szkoły pojawiła się nowa księgarnia, którą chłopcy poszli odwiedzić. Tam robili zamieszanie, oglądali różne czasopisma, kłócili się o nie, a Alcest brudnymi palcami liczył kartki w zeszycie, którego nie kupił, Kleofas zaś przewrócił regał. Chłopcy ostatecznie pożegnali się i wyszli.
Na arytmetyce Rufus zgłosił się, że jest chory. Mama kazała mu iść wcześniej do szkoły, a on sam bał się iść do gabinetu lekarskiego. Potem jednak zaprowadzili go tam wychowawcy, których następnie Rufus zaraził odrą.
Kleofas wymyślił zabawę w zawody lekkoatletyczne na placu, bo widział je wcześniej w telewizji. Chłopcy zaczęli spierać się co do konkurencji, w których mieli brać udział. Wreszcie Kleofas rzucił młotem i ogłosił się zwycięzcą, ale wybił też witrynę sklepową.
Chłopcy nie mogli swobodnie rozmawiać na lekcji, zatem Gotfryd wymyślił szyfr, w którym litery odpowiadały gestom. Potem przez całą lekcję próbował przekazać wiadomość, za co dostał karę. Okazało się, że chciał przekazać kolegom, by przestali się na niego tak gapić.
Mikołajek dostał zaproszenie na urodziny swojej sąsiadki, Jadwini, gdzie okazał się jedynym zaproszonym chłopcem. Poznał koleżanki Jadwini, ale czuł się niezręcznie, gdy musiał się z nimi bawić. Został jednak pochwalony za to, że zachowywał się grzecznie. W domu tak się rozpłakał, że tata wziął go do kina na film o kowbojach.
Pewnego dnia Mikołajek i jego przyjaciele przyszli do szkoły i bardzo się zdziwili, ponieważ Kleofas, czyli najgorszy uczeń w klasie, przyszedł do szkoły z okularami na nosie. Chłopiec wyjaśnił kolegom, że to dlatego, że pan doktor zasugerował rodzicom, iż być może Kleofas jest najgorszy, bo niedowidzi. Doktor kazał czytać Kleofasowi masę liter, a potem zajrzał mu do oczu specjalnym aparatem, a następnie w sklepie z okularami chłopiec dostał jedną parę, zatem był przekonany, że teraz nie będzie już najgorszy. Chłopcy zastanowili się, że faktycznie Ananiasz, najlepszy uczeń w klasie, też nosi okulary. Ta sugestia zdenerwowała prymusa, gdyż obawiał się o swoją pozycję pupilka i pieszczoszka pani nauczycielki. Uznał zatem, że Kleofas nie ma prawa przychodzić do szkoły w okularach, i zaczął się z nim o to kłócić. Gotfryd za to oznajmił, że teraz wszyscy poproszą swoich tatusiów o to, by ci kupili im okulary, i wszyscy będą najlepsi. Kłótnia sprowadziła do chłopców opiekuna Rosoła, który kazał spojrzeć sobie w oczy. Polecił Ananiaszowi, by ten wyjaśnił mu, co się stało. Nie udało mu się tego jednak pojąć, zatem poszedł z chłopcem, by ten mógł opanować czkawkę, której dostał od płaczu.
Mikołajek pyta Kleofasa, czy też pożyczy mu okulary na czas odpytywania. Kleofas jest zmartwiony, bo wie, że jeśli nie będzie najlepszy, to jego ojciec zorientuje się, że nie nosił okularów. Zgadza się jednak dać je Mikołajkowi na czas odpytywania. Mikołajek źle widzi przez pożyczone szkła, jakby wszystko było na odwrót. Potem dał okulary pozostałym kolegom: Gotfrydowi, Rufusowi i innym, a oni przekazywali je sobie nawzajem. W ten sposób trafiły one wreszcie do Alcesta, jednak Kleofas wtedy zaprotestował. Wiedział, że Alcest dużo je, zatem zawsze ma ręce tłuste od masła. To zdenerwowało Alcesta do tego stopnia, że chciał wdać się w bójkę z Kleofasem, ale ten powiedział, że Alcest nie może go bić, bo Kleofas nosi okulary. Alcest kazał mu zdjąć okulary, ale ten odmówił i znów pojawił się Rosół, który próbował zrozumieć sytuację. Zdenerwował się i kazał chłopcom odmieniać trudne zdania. Jednak potem, na lekcji geografii, Kleofas pożyczył jednak Alcestowi szkła, a on z tego powodu nie zauważył nauczycielki. Ta kazała mu przestać błaznować i robić zeza, a potem kazała mu wyjść za drzwi. Następnie do odpowiedzi poszedł Kleofas bez okularów i dostał znów jedynkę.
Na niedzielę Mikołajek i jego rodzice zostali zaproszeni do nowego domku na wsi pana Bongrain, czyli księgowego z biura, w którym pracował tata chłopca. Pan Bongrain miał syna w wieku Mikołajka, Kalasantego. Gospodarz wytłumaczył koledze dokładną trasę do domku, ale tata Mikołajka w międzyczasie zdenerwował się korkami i zgubił drogę, co z kolei doprowadziło do jego kłótni z mamą chłopca. Według niego źle czytała wskazówki, jakie mieli zapisane na kartce. Do domku dojechali dopiero w porze obiadowej, czym zdziwili pana Bongrain, który uznał, że droga była przecież prosta. Potem pojawiła się żona pana Bongrain, Klara, która była cała brudna od węgla, którym próbowała rozpalić pod kuchnią. Pan Bongrain tłumaczył, że życie na wsi bywa trochę prymitywne.
Okazuje się, że Kalasanty siedzi za karę w swoim pokoju, gdyż rano wchodził na drzewo, by zrywać śliwki, jednak zszedł, by grzecznie powitać gości. Chciał się pobawić z Mikołajkiem w ogrodzie, ale pan Bongrain uznał, że niedługo będzie obiad, a poza tym chłopcy nanieśliby błota do domu. Wreszcie pani Bongrain podała przystawki, a potem obiad, ale były to zielone pomidory z ogrodu. Pieczeń natomiast spaliła się z zewnątrz, a w środku pozostała surowa, ziemniaki zaś były twarde. Potem dorośli zajęli się rozmową, a chłopcy poszli do ogrodu, by grać w kule. Jedna z nich jednak wpadła za trawnik, za co Kalasanty znowu zarobił karę w swoim pokoju. Tata Mikołajka chciał uniknąć korków, zatem zaczął zbierać się do wyjazdu. Pan Bongrain zachwalał jeszcze domek na wsi, gdyż oznaczał on odpoczynek i łyk świeżego powietrza.
Zanim Mikołajek wyszedł rano do szkoły, listonosz dostarczył mu prezent od Buni, o który pokłócili się jego rodzice. Tata uznał bowiem, że na pewno skończy się to katastrofą. W paczce były kredki, które chłopiec od razu rozsypał. Tata uznał, że na pewno będzie z tego awantura, ale mama pozwoliła chłopcu zabrać nowe kredki do szkoły.
Mikołajek cieszył się, że pochwali się przed kolegami, zatem pokazał kredki Alcestowi, a ten dalej innym kolegom. Mikołajek chciał odzyskać prezent z powrotem, ale pani powiedziała, że błaznuje. Mikołajek rozpłakał się, a wtedy pani nakazała zwrócić mu pudełko, ale brakowało w nim wielu kredek. Chłopcy chcieli pomóc mu je odzyskać, ale dostali uwagi. Na przerwie zorientowano się, że nie ma żółtej kredki, a Mikołajek miał zamiar naskarżyć pani. Rufus powiedział, że kredkę ma Euzebiusz, za co zarobił od niego fangę w nos. Potem dostał jeszcze Gotfryd, bo się z nich śmiał, za co z kolei uderzył Mikołajka. Wtedy wbiegł opiekun Rosół i próbował uspokoić chłopców, ale w międzyczasie Joachim zaczął się bić z Alcestem. Mikołajek wrócił do domu i odkrył, że kredki się zniszczyły. Tata tymczasem wrócił z pracy i poślizgnął się na żółtej kredce, która leżała pod drzwiami jadalni.
Joachim był w niedzielę z rodzicami na campingu, gdzie rozbijał namiot nad rzeką i łowił w niej ryby, zatem zaproponował kolegom, by pobawili się w coś takiego. Wyjaśnił, że ma namiot, zatem w czwartek chłopcy poszli zebrać się na swoim placu. Leżało tam wiele rupieci i był też samochód bez kół. Joachim jednak nie zabrał ze sobą namiotu, tylko stary koc. Uznał, że na camping trzeba jechać samochodem, i chciał usiąść za kierownicą, ale Gotfryd się nie zgodził. Pojechali jednak, naśladując odgłosy silnika.
Po dojechaniu na miejsce zaczęli udawać, że rozbijają namiot, szykują ognisko i przygotowują posiłek. Tylko Alcest faktycznie zabrał ze sobą kanapki. Po jedzeniu chłopcy dalej udawali sprzątanie oraz sen, jednak szybko się tym znudzili. Doprowadziło to do kłótni, w trakcie której Euzebiusz uderzył Joachima, a namiot się zawalił, zatem Joachim postanowił, że pobawi się sam. Jednak wszyscy zostali, zrobiło się późno, a ich rodzice byli źli.
Pani zapowiedziała uczniom, że do szkoły mają przyjść reporterzy, ale tylko Ananiasz wiedział, co to znaczy. Chłopcy jednak podekscytowali się wizją, że mają mówić przez radio. Dyrektor wszedł do klasy z dwoma panami i kazał chłopcom zachowywać się grzecznie. Reporter wyjaśnił, jak wygląda nagranie, a panowie Kiki i Piotruś zajęli się sprzętem. Do mówienia pani wybrała Ananiasza, ale on zaczął płakać i musiał wyjść z klasy, bo było mu niedobrze.
Mówić chcieli wszyscy, ale Kiki wybrał Alcesta. Ten jadł rogala, zatem mówił niewyraźnie i poszedł do kąta. Euzebiusz krzyknął do mikrofonu, a Gotfryd śmiał się z niego, za co wyleciał z klasy. Euzebiusz wyjaśnił, że lubi piłkę nożną i jest w nią najlepszy, ale Mikołajek się nie zgodził, co doprowadziło do kłótni. Euzebiusz dostał karę za pytanie, czy Maksencjusz chce dostać w nos, i nagranie dobiegło końca. Potem wszyscy czekali na nagranie w radiu, ale puszczono tylko muzykę.
Mikołajek zaprosił kolegów i Jadwinię, córkę sąsiadów, na podwieczorek. Chłopcy początkowo nie chcieli bawić się z dziewczyną, co zdenerwowało Mikołajka. Jadwinia przedstawiła im swoją lalkę, Klementynę. Podczas podwieczorku nikt się nie odzywał, a Jadwinia dziwiła się, jak szybko je Alcest, co doprowadziło do rywalizacji między chłopcami o szybkie jedzenie ciasta. Mama potem zdziwiła się, że tak szybko się ono skończyło.
Spotkanie przeniosło się na podwórko, gdzie dzieci fikały koziołki, a Alcest jadł drożdżówkę. Jadwinię zachwycił Kleofas chodzący na rękach, a Rufus chciał wspinać się na drzewo. Wszedł tam z Kleofasem i Gotfrydem, a Mikołajek i Euzebiusz dalej fikali koziołki. Jadwinia poszła, bo mama zawołała ją z ogrodu. Potem poszli inni, a Mikołajek rozmyślał nad tym, czy dziewczynka się dobrze bawiła.
Rufus powiedział, że zaczął zbierać znaczki, i pokazał pierwszy okaz wklejony do zeszytu. Wyjaśnił, czym jest filatelistyka, i namawiał do niej kolegów. Opowiedział o królu z drogocenną kolekcją. Mikołajek powiedział rodzicom, że będzie filatelistą, co spodobało się jego tacie, zatem dał mu trzy znaczki. W szkole inni pokazali, że też już mają założone kolekcje, tylko Euzebiusz wolał piłkę nożną. Na przerwie chłopcy wymieniali się znaczkami, co zauważył i pochwalił Rosół.
Euzebiusz zabrał znaczek Kleofasa i przykleił go sobie na czoło, gdyż powiedział, że jest listem. Doprowadziło to do bójki i chłopcy poszli do kąta, gdyż tak kazał Rosół. Gotfryd, Mikołajek i Alcest wymieniali się znaczkami dalej, a Mikołajek za swoje dostał trzy kulki.
Chłopcy poszli na podwieczorek do Maksencjusza, gdyż ten dostał od wujka marynarza specjalną szkatułkę, którą chciał im pokazać. Podwieczorek nie był zbyt smaczny, a Alcest zabrał słodycze, którymi nie dzielił się z innymi. Potem Maksencjusz zabrał kolegów do drugiego pokoju na pokaz, wyjął dużą kostkę oraz różdżkę. Gotfryd miał podobną zabawkę w domu i wyjaśnił, na czym to polega, ale Maksencjusz zaprzeczył, i zaczęli się bić. Mikołajek i Rufus oglądali kostkę z bliska, a mama Maksencjusza tylko wynosiła z pokoju cenne przedmioty.
Maksencjusz wziął coś, co wyglądało jak garnek, a Joachim uznał, że wyleci z niego gołąb, ale Maksencjusz powiedział, że w domu nie może trzymać zwierząt. Wybuchła kłótnia, a mama Maksencjusza poprosiła o spokój. Gotfryd powiedział, że w garnku jest podwójne dno, przez co Maksencjusz się obraził, i zrobiło się tak cicho, że jego mama się zaniepokoiła. Maksencjusz wziął kulkę i zapowiedział jej zniknięcie, ale Gotfryd znowu zaczął tłumaczyć jego sztuczkę. Maksencjusz pobił się z nim, a Gotfryd zrzucił szkatułkę, zatem mama Maksencjusza kazała wszystkim iść do domu. Kolejnego dnia Maksencjusz był obrażony, bo biała kulka naprawdę zniknęła.
Mikołajek lubił, kiedy bardzo padało, bo nie chodził wtedy do szkoły. Tego dnia jednak musiał iść mimo deszczu, a na dodatek na przerwie nie wypuszczono chłopców na dwór. Wszyscy mówili jednocześnie i zrobił się duży hałas, a pani sobie poszła. Euzebiusz chciał grać w dwa ognie, zatem otwarto okna w celu uniknięcia wybicia szyb piłką. Pani się zdenerwowała, a część ławek zrobiła się mokra, zatem w tych suchych było ciasno. Tylko Ananiasz siedział sam.
Na tablicy Gotfryd narysował ludzika i napisał, że Maksencjusz jest głupi, co doprowadziło do bójki. Ananiasz naskarżył rozgniewanej pani na Gotfryda, a on oznajmił, że uderzy Ananiasza. Ten płakał i wołał, że wszystko powie rodzicom. Przyszedł dyrektor, gdyż klasę było słychać w całej szkole, i zobaczył mokre ławki. Spytał też o ludzika z tablicy. Gotfryd przyznał się i dostał przepisywanie jako karę. Deszcz przestał padać, ale dyrektor i tak zabronił chłopcom opuszczania klasy.
Mikołajek poszedł na podwieczorek do Alcesta, a mama kolegi przygotowała dużo jedzenia. Potem kazała chłopcom bawić się grzecznie, ale nie mogli brać zbyt wielu zabawek. Tata Alcesta uznał, że nauczy ich grać w szachy, ustawiać figury i wykonywać nimi ruchy. W czasie pierwszej gry im pomagał, a potem chłopcy zostali sami.
Mikołajek i Alcest zaczęli grać, ale szybko szachy zmieniły się w starcie dwóch wymyślonych armii. Strzelali palcami, by zbić figury, więc porozrzucali je po pokoju. Potem postanowili rzucać w nie kulkami, a z szafy wypadły zabawki. Chłopcy zaczęli bawić się w bombardowanie czołgów piłkami i przewrócili kałamarz, przez co mama Alcesta kazała Mikołajkowi iść do domu, a Alcest nie dostał deseru. Mikołajek uznał, że w szachy powinno się grać na podwórku.
Do szkoły mieli przyjść lekarze, co zaniepokoiło uczniów. Bali się prześwietleń, szczepień i operacji. Na lekcji pani powiedziała o nadchodzącej wizycie, na co Ananiasz zaczął histeryzować. Pani powiedziała, że będą prześwietlenia, co zdenerwowało Alcesta, a Ananiasz upadł na podłogę. Pani próbowała ich uspokoić i wyjaśnić, na czym polegają badania. Przyszedł Rosół, a Ananiasz dalej histeryzował, mimo przekonywania go, że nic mu się nie stanie. Pani obiecała, że go przepyta z arytmetyki.
Starsi chłopcy z innych klas straszyli badaniami młodszych uczniów, przez co Ananiaszowi zrobiło się niedobrze i poszedł do pielęgniarki. Autobus lekarski zaparkował na podwórzu. Ananiasz poszedł pierwszy i wyszedł, uśmiechając się. Potem miało wejść kolejnych pięciu chłopców, ale nie mogli się zorganizować: wchodzili przednimi drzwiami, a kierowca poganiał wszystkich ze względu na spóźnienie. Potem okazało się, że jeden lekarz został w szkole, a autobus zabrał Gotfryda.
Nowa księgarnia otworzyła się obok szkoły Mikołajka, gdzie sprzedawał pan Escarbille. Chłopcy poszli tam i widzieli pana pytającego o specjalistyczne czasopismo. Alcest pytał o zeszyty i mówił, że te w szkole są tańsze, tylko mają mniej kartek. Chciał obejrzeć zeszyty, co zdenerwowało sprzedawcę, a klient od czasopisma zrezygnował. Rufus zobaczył czasopismo, które czyta jego mama, ale bierze je od sąsiadki. Mikołajek i Gotfryd oglądali gazety o lotnikach, a Mikołajek opowiadał o kowbojach, co doprowadziło do sprzeczki, Kleofas przewrócił regał, a Alcest brudnymi palcami liczył kartki w zeszytach, ale nie miał pieniędzy, by za nie zapłacić. Chłopcy pożegnali się i wyszli.
Rufus zwolnił się na arytmetyce, bo czuł się chory, a pani kazała mu iść do gabinetu lekarskiego. Nie zrobił tego, bo bał się badania. Gotfryd spytał go o jego chorobę, a potem zaczęli się bić; tylko Alcest i Ananiasz nie włączyli się do bójki. Przybiegł pomocnik, pan Mouchabière. Rufus rzekł, że jest chory, i wyjaśnił, dlaczego mama wysłała go do szkoły. Pomocnik chciał go zabrać do lekarza, ale Rufus zaczął płakać, a Alcest wstawił się za kolegą. Przybiegł Rosół, a pan Mouchabière naskarżył na chłopców, że są nieznośni. Nauczyciele naradzili się, a Rosół chciał wysłać Rufusa do lekarza, na co ten zaczął histeryzować. Joachim powiedział, że nie wolno go do niczego zmuszać, na co Rosół zaczął wlepiać kary. Ostatecznie Rufus dał się przekonać, że lekarz nie posmaruje mu kolana jodyną, i poszedł tam z panem Mouchabière. Okazało się, że choruje na odrę, a opiekun zaraził się od niego.
Chłopcy siedzieli na placu i zastanawiali się, w co powinni się bawić. Kleofas wymyślił zawody lekkoatletyczne, gdyż widział takie w telewizji. Alcest zdecydował, że nie będzie skakać wzwyż, gdyż od tego robi mu się niedobrze. Chłopcy odkryli, że nie mają sznurka, zatem Gotfryd wymyślił, by zrobili zawody w chodzeniu na rękach. Kleofas zwrócił uwagę, że taka konkurencja nie istnieje, co doprowadziło do bójki.
Chłopcy zaczęli się zatem bawić w kowbojów, a potem Kleofas chciał biegać na sto metrów, ale Euzebiusz chciał wiedzieć, jak odmierzą taką odległość. Maksencjusz uznał, że na mecie nie znajdzie się sznurek, a Kleofas powiedział, że jest nudny, i znowu doszło do bójki. Joachim trafił na kawałek drutu, a Kleofas chciał rzucać młotem, zaczął zatem to robić i oświadczył innym, że zwyciężył. Jego ciężarek trafił aż do wystawy sklepu pana Compagniego.
Według Mikołajka rozmawianie z kolegami na lekcji było trudne, gdyż pani za to wołała do tablicy, a za pisanie do siebie karteczek trafiało się do dyrektora. Z tego powodu Gotfryd wymyślił szyfr i każdej literze przypisał jeden gest. Dla Kleofasa już zwykły alfabet był trudny, a Ananiasz nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Gotfryd jednak pokazywał kolegom znaki, a pan Mouchabière ostrzegł uczniów, że za głupie miny będą ukarani. Joachimowi prawa i lewa strona zawsze się myliły, a po dzwonku pan Mouchabière wlepił wszystkim kary za rozmawianie.
Na arytmetyce Gotfryd próbował wysłać kolegom wiadomość, ale oni nie mogli za nim nadążyć. Pani zauważyła to i wysłała go do kąta. Potem, po lekcji, każdy chciał się dowiedzieć, co Gotfryd chciał przekazać. Okazało się, że mówił, żeby koledzy przestali się tak na niego gapić, bo pani to zauważy, a on wpadnie.
Jadwinia, córka sąsiadów, zaprosiła Mikołajka na swoje urodziny, zatem jego mama na prezent kupiła jej zestaw kuchenny. Potem ładnie ubrała chłopca i zaprowadziła go na spotkanie. Były tam już przyjaciółki Jadwini, czyli Melania i Eudoksja. Kłóciły się o to, która ma fajniejsze zabawki. Potem przyszły inne dziewczynki w sukienkach z zakładkami. Mikołajek był jedynym chłopcem wśród gości. Był skrępowany, a dodatkowo dziewczynki śmiały się z tego, że nie jadł zbyt dużo i nosił urodzinową czapkę.
Po jedzeniu nastąpiła deklamacja wierszyków, a pani Courteplaque nie udało się namówić na to Mikołajka. Berta grała na pianinie, a dziewczynki bawiły się prezentami. Mama Jadwini zaproponowała taniec w kółku, co zawstydziło Mikołajka. Przyszła po niego mama, a pani Courteplaque pochwaliła go, że był grzeczny. W domu chłopiec rozpłakał się, a tata zabrał go na film o kowbojach.
Aktualizacja: 2026-04-07 15:48:06.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.