Od czasu urodzin Bilba i jego odejścia, a także zapewnień Gandalfa minęło kilka lat. Frodo przez ten czas żył sobie spokojnie i często myślał o starym Bilbie oraz o tym, co ten akurat porabia. Tęsknił za nim – to oczywiste – ale z drugiej strony cieszył się też zaletami życia bogatego kawalera w Shire, który otrzymał w spadku prawdziwą posiadłość.
Gandalf zapowiedział, że wróci po pewnym czasie i wyjaśni wszelkie wątpliwości związane z pierścieniem, jaki Frodo odziedziczył po Bilbie. Był wówczas bardzo poruszony i hobbit spodziewał się, że czarodziej szybko wróci, by wyjaśnić tę sprawę. Sam był bardzo ciekawy, o co w niej chodzi; próbował nawet sprawdzać zapiski, jakie pozostawił mu Bilbo. Chociaż starszy hobbit szeroko opisywał swoje przygody u boku krasnoludów, to jednak o pierścieniu nigdy nic nie wspomniał. W tych notatkach wyglądało to tak, jakby nigdy żaden pierścień nie istniał. A jednak leżał tu, bezpiecznie ukryty w szufladzie biureczka – gładki, złoty i niespodziewanie ciężki.
Frodo niekiedy odczuwał pokusę spojrzenia na niego. Otwierał wówczas szufladę i wyciągał z niej grubą, kremową kopertę, w której przechowywał pierścień. Uchylał wówczas papier i patrzył na niego jak urzeczony. Pierścień lśnił, przyciągając wzrok, ale Frodo słuchał Gandalfa i nie dotykał złotego krążka. Nieodmiennie zmagał się jednak z potrzebą, by chociaż zerknąć na pierścień i upewnić się, że wciąż leży on na swoim miejscu.
Czasami też pierścień mu się śnił. W tych snach Frodo podchodził do biurka, otwierał szufladę, rozdzierał kopertę i wsuwał złotą obrączkę na palec. W tych snach odczuwał z tego powodu dziwną radość i lekkość, jakby zrobił nareszcie coś właściwego i odpowiedniego. Budził się potem i musiał powtarzać sobie znowu słowa Gandalfa, by powstrzymać się przed pójściem do biurka i zrealizowaniem swojego snu na jawie. Tłumaczył sobie, jak bardzo rozczarowałby czarodzieja, gdyby uległ podszeptom podświadomości, która prowadziła go prosto na manowce. Był o tym przekonany. Pierścień może wyglądał niewinnie, ale nie bez przyczyny wzbudzał obawy Gandalfa.
Frodo zastanawiał się też, co takiego kryje się w pierścieniu, że wyróżnia się on tak dużą mocą przyciągania. W domu Bilba leżało sporo innych klejnotów i ozdób, często przystrojonych wielkimi kamieniami, jednak żaden nie drażnił go tak, jak ten prosty, złoty i gładki krążek. Frodo nie mógł tego pojąć. Liczył zatem na wyjaśnienia ze strony Gandalfa.
Czarodziej jednak nie wracał, a Frodo z czasem przestał go wypatrywać każdego dnia. Stracił nadzieję, że Gandalf przybędzie do Shire i udzieli mu odpowiedzi na dręczące go pytania. Frodo starał się zatem dalej ignorować pierścień i walczyć z pokusą oglądania go. Wiedział, że musi to zrobić dla własnego dobra. W ten sposób upływały hobbitowi kolejne lata, w trakcie których ćwiczył swój charakter i coraz rzadziej zaglądał do szuflady biurka. Jego życie płynęło powoli i spokojnie, jak to zazwyczaj się działo w Shire.
Jednak po siedemnastu latach pewnego dnia do domu Froda wrócił Gandalf.
Aktualizacja: 2025-12-24 22:30:19.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.