Autorem streszczenia jest: Marcin Puzio.

„Mała apokalipsa” jest powieścią Tadeusza Konwickiego. Została wydana w 1979 w Warszawie przez Niezależną Oficynę Wydawniczą. W czasach PRL książka była popularna w podziemiu, zakazana przez cenzora. Książka opowiada o pisarzu, który ma dokonać aktu samospalenia podczas święta Polski Ludowej przez PKiN.

  • Mała apokalipsa - streszczenie krótkie 
  • Mała apokalipsa - streszczenie szczegółowe
  • Mała apokalipsa - streszczenie krótkie 

    Akcja rozgrywa się w Polsce w dobie PRL. Główny bohater otrzymuje propozycję, a wręcz rozkaz od kolegów z opozycji, aby podpalić się wieczorem pod Domem Partii. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę świata na sytuację w kraju. Ma być to protest przeciw przyłączeniu Polski do ZSRR. Mężczyzna, współczesny dekadent, zgadza się. Z jego przemyśleń wynika, że pragnie śmierci i jest z nią oswojony. Przeżywa ostatni dzień swojego życia, prezentując miniaturę rzeczywistości Polski Ludowej. 

    Mężczyzna jest literatem pochodzącym z Wileńszczyzny, byłym członkiem AK. Był członkiem partii przez krótki czas, jednak już do niej nie należy. W ciągu ostatniego dnia życia spotyka wielu ludzi. Towarzyszy mu Tadzio Skórko, który przedstawia się jako jego wielki fan. Okazuje się jednak działać dla Urzędu Bezpieczeństwa. Idzie na początek do baru mlecznego na śniadanie. Później udaje się pod wskazany przez Rysia u Huberta adres. Tam poznaje Halinę oraz Nadieżdę, która staje się jednodniową miłością życia. Później trafia do kina „Wołga”, gdzie spotyka umierającego Huberta. Po raz ostatni ma okazję z nim porozmawiać. Cały czas Bohater, nieznany z imienia, nie jest przekonany co do słuszności tego czynu. Nie boi się co prawda, ponieważ jest pogodzony ze śmiercią, a wręcz jej oczekuje, po prostu uważa, że są inni, których śmierć zrobiłaby na społeczeństwie większe wrażenie. 

    W kolejnym etapie dnia idzie na obiad do Restauracji „Paradyż”. Spotyka się tam z Cabanem, przywódcą opozycji. Ze względu na postawione przez Literata zarzuty wobec ruchu, zwalnia go z obowiązku wykonania akcji. Mimo to chce to zrobić, pokazać się w ten sposób i zostać zapamiętanym. W podziemiu restauracji zostaje przesłuchany przez SB. To oraz poprzedzające przesłuchanie spisania zbliżają go do myśli o samobójstwie. Żegna się z Nadieżdą, która chce wraz z nim popełnić samobójstwo. Odwiedza dalej umierającego Huberta, którego planują odłączyć od aparatury. Bohater prosi, aby zrobili to o 20, gdy sam będzie umierał. Spotyka się z kobietami, które kochał i również je żegna. Idzie do Jana, wieloletniego przyjaciela i także rozmawia z nim po raz ostatni. Przed Salą Kongresową spotyka część opozycjonistów, którzy dodają mu otuchy. Zakończenie nie jest pesymistyczne, ponieważ pokazuje sens jego poświęcenia. Jest także niejednoznaczne, ponieważ kończy się po wyjściu na plac z kanistrem i zapałkami z Pewexu. 

    Mała apokalipsa - streszczenie szczegółowe

    W domu narratora 

    Bohater budzi się brzydkiego poranka 22 lipca. Jest starzejącym się pisarzem, który od dawna niczego nie tworzy. Działa w ramach opozycji, jednak od kilku lat skupia się na sobie, tworzy swój testament. Jest myślicielem, który rozważa rolę człowieka we wszechświecie. Przerywa je dźwięk pękających butelek mleka, które spadają na ulicy roznosicielkom.

    Przed wstaniem odmawia modlitwę, która jest jednak automatyczna, bez wiary. Narrator o wiele prosi. Pokazana zostaje jego miłość do papierosów, których wypala dużo, aby jak najszybciej umrzeć. Szukając kolejnego, odnajduje stronę książki, którą zamierzał pisać wraz z mottem („Jeżeli interesy Rosji pozwalają, chętnie zwracam uczucia ku swojej pierwotnej ojczyźnie”). 

    Do mieszkania przychodzą literaci, przyjaciele mężczyzny działający w podziemiu antykomunistycznym. Hubert i Rysio wymieniają z bohaterem uprzejmości, po czym przedstawiają mu propozycję samobójstwa przed domem Partii przez spalenie się. Początkowo bohater nie dowierza i odmawia. Widzi ich powagę, przez co proponuje innych kandydatów. Oni zapewniają, że jest najlepszy i starannie wybrany. Znany w kręgach, ale i na świecie, ale co najważniejsze jest człowiekiem, który żyje obsesją śmierci. Nie zgadza się, jednak planuje wykonać plan. Przedstawiają mu miejsce spotkania z techniczkami. Mężczyźni wychodzą, a do bohatera przychodzi technik, aby odciąć gaz. Jest mu wszystko jedno, wyjawia, że umrze. Oddaje mu także swój płaszcz, który już mu się nie przyda. Narrator bierze dowód osobisty i wychodzi z domu. 

    Na ulicy

    Po wyjściu z domu mężczyzna stara się kupić gazetę, te jednak już się skończyły. Widzi też dygnitarza państwowego, który również go zauważa, jednak nie kłaniają się sobie. Jest to nietypowy urzędnik, który mieszka w kamienicy, zamiast w dzielnicy rządowej. Bohater rozmawia też z rencistą z gazetą, który zauważa błąd w sloganie i dodanie lat do okrągłej rocznicy istnienia PRL na przyjazd sekretarza z Moskwy. Spotyka milicjantów, którzy spisują go w bramie. Pyta ich o datę, jednak nie wie dalej, jaki jest rok. Kontrolę przerywa Kolka Nachałow, przyjaciel mężczyzny. Próbuje wcisnąć mu różne towary, jednak on niczego nie potrzebuje. Idzie do baru mlecznego, gdzie śniadanie zamawia mu brat Ryśka. Rozmawiają chwilę o tytułach o aktualnej pracy naukowej mężczyzny. Filozof prezentuje mu teorię aluzji. Mówi też o bracie, którego krytykuje za działania opozycyjne, zakłamane i równie prymitywne, jak te propartyjne. Bohater wspomina młode lata mężczyzny, zaangażowanego w koło katolickie. Filozof wygłasza wywód krytykujący jego działania i wychodzi z baru. Po wyjściu narrator zostaje ponownie spisany.

    Na Wiślanej

    Bohater wsiada do autobusu i jedzie w stronę Powiśla, w umówione miejsce. Po drodze rozważa ponownie sposób przeprowadzenia rozmowy przez opozycjonistów. Dziwi się, że posłużyli się tak skutecznym szantażem. Szybko, czego żałował, odnalazł wskazany dom. Przed wejściem przeszedł przez pasy w niedozwolonym miejscu, przez co ponownie został spisany. Na miejscu otrzymał od kobiet broszury o swoich poprzednikach. Chwilę rozmawia z niepełnosprawnym starcem, który przekonuje go do rozkazu. Zostaje zaproszony przez kobiety do pokoju, gdzie informują go o zmianie miejsca zamachu na Salę Kongresową. Halina idzie po rozpuszczalnik i dobre, niezawodne zapałki.

    W tym czasie Nadieżda rozmawia z nim. Wyjawia miłość do bohatera, widzą różnice między swoimi kulturami. Zawiodła się PRL, pragnie wrócić do Rosji, co proponuje też bohaterowi. W końcu dochodzi między nimi do zbliżenia, przerwanego przez telefon Haliny, która zapytała go o preferowany kolor kanistra. Gdy wróciła, przekazały mu ostatnie instrukcje, po czym wyszedł. Na schodach spotkał Sachera, który przed laty wyrzucił go z Partii. Bohater nie ma jednak żalu, a wręcz dziękuje mu za zwrócenie wolności. Wspominają stare czasy przesłuchań i procedur partyjnych, po czym narrator wychodzi. Zaraz po opuszczeniu budynku widzi zawalający się most Poniatowskiego, co jest nowością nawet dla niego.

    Spotkanie z Hubertem

    Dziecko to obserwowało go już wcześniej, gdy wchodził na Wiślaną. Teraz zaczepił go cytatami z jego tekstów. Jest fanem jego literatury i prosi, aby mógł mu towarzyszyć w spacerach tego dnia, zanim wyjedzie do Starogardu. Do mężczyzny zbiega Halina, mówiąc, że Hubert ponownie zasłabł i jest umierający. Biegiem ruszają, aby go pożegnać. Tadzio pomaga mężczyźnie dźwigać kanister. Dobiegają do kina „Wołga”, a bohater dzieli się z odbiorcami sposobami na nieprzyjemne dolegliwości. Szukają Huberta, po dłuższej chwili drogę wskazuje im bileter. Chory pyta bohatera, czy wykona polecenie, na co on przytakuje. Wołają Bułata, aby także spotkał się z Hubertem. Po chwili przychodzi pogotowie i zabiera go do szpitala. Rozmawia z reżyserem o jego sukcesie, z którego Bułat wcale nie jest dumny. Przez lata współpracowali, co wspominają. 

    Przesłuchanie

    Spod kina Halina, Tadzio i narrator wraz z psem przybłędą ruszają do sklepu dewizowego po zapałki. Muszą być porządne, zagraniczne, ponieważ krajowe często się nie palą. Po drodze rozmawiają, bohater próbuje bajerować kobietę. W czasie jej pobytu w sklepie chłopiec cytuje bohatera, a ten zaprasza go na obiad. Po przekazaniu zapałek Halina opuszcza ich. Po wejściu do „Paradyżu” zostaje zawołany i przeszukany przez SB, które nie chce go puścić. Każą mu po kolei opowiadać swój dzień. Pomija wizytę Huberta oraz wyjście na ulicę Wiślaną. Dają mu zastrzyk, przez który bardziej odczuwa ból. Wtedy zaczyna mówić prawdę, wspomina wizytę kolegów.

    Przesłuchanie i tortury są formą pokazania siły władzy, po czym go puszczają. Przed wyjściem bohater zostaje jeszcze skopany przez Zenka. Nie może jednak wyjść z korytarza. Rozmawia z innym, wcześniej przesłuchiwanym o technikach stosowanych przez bezpiekę. Nikt nie wie nawet, jaka jest prawdziwa data, ponieważ pogoda wskazuje na głęboką jesień. Zostają wypuszczeni do restauracji. Zwracają mu też resztę zapałek. Wszystko dzieje się blisko toalety, przez co babcia klozetowa krzyczy, aby zapłacił za skorzystanie. Bohater flirtuje z nią, po czym wychodzi do Paradyżu. 

    W Paradyżu

    Spotyka Nachałowa, który proponuje mu miejsce przy stole. Narrator zamawia ragout i pije z przyjacielem wódkę. Rozmawia też z panią Gosią, która opowiada o pracy w kinematografii. Do stolika przychodzi Rysio, który informuje go o nadchodzącej śmierci Huberta. Na jego prośbę idzie też porozmawiać z Cabanem, który pragnął go poznać. Pyta go, dlaczego już nie pisze i czego się w takim razie boi. Bohater tłumaczy mu, że po prostu nie chce, bo jako osoba innego pokolenia (walka w wojnie) nie ma chęci pisać dla takiej, nowej konspiracji. Caban ubliża mu, przez co odchodzi. Rozmawia z Rysiem, chce zrezygnować z akcji i wrócić do domu. Plan psuje jednak Kolka, który woła wszystkich do kuchni na darmową biesiadę alkoholową. Historia zostaje przerwana przez fragment osobisty, rachunek sumienia narratora. 

    Impreza w podziemiach

    Na rachunek Gosi, współpracującej przy filmie „Transfuzja”, wszyscy ruszają do podziemi. Bohater prosi Kolkę o wypuszczenie, jednak on zapewnia, że zdąży na umówione spotkanie o 20. Wchodzą do pięknej, marmurowej sali. Na stołach znajduje się mnóstwo pysznych dań, które czekają na dygnitarzy partii. Grupa bawi się i pije. Ktoś chce wyjść na zewnątrz, jednak nie wiedzą, gdzie znajduje się wyjście. Rysio z bratem Edwardem rozmawiają, całkowicie pijani. Bohater postanawia opuścić imprezę. Przed wyjściem próbuje wygłosić kilka słów, ale nikt, poza bratem Rysia go nie słucha. Obserwuje chwilę maskaradę pijanych postaci. Rysio uderza Nachałowa, a Bohater próbuje opanować sytuację. Uspokaja przyjaciół i wychodzi, zabierając kanister oraz psa ze sobą. Pijany wychodzi, po czym spotyka Nadieżdę. 

    Spotkanie z Nadieżdą

    Dziewczyna beszta go, że jest pijany i są z nim same kłopoty. Idą wspólnie przez miasto, po czym na prośbę bohatera siadają na ławce. Bohater wyznaje dziewczynie objawienie, jakiego doznał w nocy. Ona również mówi mu, że je dostała. Ucinają miłosną pogawędkę. Mówi jej o swoich obawach. Chwilę się obściskują i całują, po czym podchodzi do nich funkcjonariusz, wlepiając karę za „zbliżenie miłosne w gmachu publicznym”. Bohater płaci i cuci oniemiałą Nadieżdę. Ona wyznaje mu miłość i pragnie wraz z nim spalić się pod PKiN. On jednak odmawia, nie chce, by umierała tak młodo wraz z nim. Żegnają się i obiecują spotkanie w niebie. 

    Prawdziwa twarz Tadzia

    Tadzio przynosi mu kanister, zostawiony na ulicy. Bohater uderza go, ponieważ orientuje się, że pracuje dla partyjnych, a w rzeczywistości miał pilnować mężczyznę. On skierował go na przesłuchanie. Tadzio płacze, wyjawia prawdę, jednak zarzeka się, że naprawdę kocha jego twórczość. Dzięki niemu zwolnił się też z departamentu. Razem ruszają w stronę Nowego Światu. Młodszy nie chce oddać kanistra, przez co bohater wrzeszczy na niego i wyrywa mu go. 

    Załatwienie ostatnich spraw

    Narrator widzi stojący na rondzie tramwaj. Motorniczy nie chce jechać, a podróżni proszą, żeby ruszył. Próbują przekupić go szynką. Ktoś zarzuca mu, że nie jest Polakiem, dlatego postanawia zawieźć ich do placu Narutowicza. Tadeusz dalej denerwuje bohatera, który jedynie przez wzgląd na miejsce publiczne nie próbuje go udusić. Postanawia zawieźć pieska, Pimpusia do właścicieli na plac Zbawiciela. Poznał w przybłędzie ukochane zwierzę znajomych. Tramwaj nagle zatrzymał się przez brak prądu, przez co podróżni ruszyli piechotą. Po drodze wstępuje do szpitala, pożegnać się z Hubertem, podłączonym do skomplikowanej aparatury. Przychodzi lekarz, który krzyczy na niego, że wszedł do sali reanimacyjnej. Planują odłączyć go od aparatury podtrzymującej o 19, jednak na prośbę bohatera zrobią to o 20.

    Po wyjściu spotkał mężczyznę, którego podobno wyrzucał z partii. Chwilę rozmawiali, po czym narrator poszedł dalej. Został zatrzymany przez milicję, jednak tym razem szybko go wypuścili. Spotyka Ulę, która zaprasza go na kolację. Ma jeszcze trochę czasu do ósmej, dlatego wpada na moment. Zgromadzone wokół ogniska kobiety bawią się i piją. Jedna z nich wyznaje mu miłość, on jednak jej nie pamięta. Żegnają się tylko, ponieważ musi iść załatwić swoje sprawy. Bohater chce pozbyć się Tadzia, ten jednak chce koniecznie towarzyszyć mu w jego ostatniej drodze. Spotykają pijanego Kolkę, który prowadzi ze sobą świtę. Żegnają się, a narrator rusza dalej. Idzie do domu przyjaciela, Jana. Żegna się z umierającym druhem. Wyjawia mu swoje plany, ale on nie odpowiada. Pozostawia go i rusza pod PKiN.

    Pod PKiN-em

    Mężczyzna rusza w swoją ostatnią drogę pod Salę Kongresową. Pies w końcu pozostaje z nim i Tadziem. Bohater rozważa jeszcze sens swojego działania. Widzi jednak zgromadzonych bliskich, stojących wraz z tłumem przed salą. Niedługo ma pojawić się tam Sekretarz. Narrator ma dokonać samospalenia przed nim. Podchodzi do nich, otrzymuje od zastępcy Haliny środek przeciwbólowy w ramię. Nadieżda patrzy na niego, a on zostawia jej pieska. Rusza na kamienny podest. Akcja urywa się, a autor prosi, aby ludzie dodali mu sił w tej ofierze całopalnej. 


    Przeczytaj także: Mała apokalipsa - problematyka

    Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem. Bardzo dziękujemy.