Jednymi z najbardziej enigmatycznych postaci występujących w dramacie Williama Szekspira „Makbet” są trzy wiedźmy. Pojawiają się już w pierwszej scenie utworu, wśród grzmotów, błyskawic i atmosfery niepokoju. Od początku zostają więc powiązane z ciemnością, chaosem, burzą oraz siłami nadprzyrodzonymi. Ich słowa: „Brzydnieje uroda, brzydota pięknieje” zapowiadają świat odwróconych wartości, w którym dobro będzie mylone ze złem, a pozory okażą się zwodnicze. Wiedźmy pełnią w dramacie funkcję uosobienia zła, pokusy i niejasnego przeznaczenia, ale nie odbierają człowiekowi wolnej woli. Ich rola polega przede wszystkim na tym, że wydobywają z Makbeta ukrytą ambicję i kierują go ku moralnemu upadkowi.
Wiedźmy pojawiają się po raz pierwszy jeszcze zanim na scenę wchodzą najważniejsi bohaterowie dramatu. Dzięki temu Szekspir już na początku sugeruje, że świat utworu będzie rządzony nie tylko przez politykę i ludzkie decyzje, ale także przez tajemnicze, mroczne i trudne do zrozumienia siły. Ich spotkanie odbywa się wśród grzmotów, błyskawic i zapowiedzi bitwy. Mówią krótko, zagadkowo i rytmicznie, jakby wypowiadały zaklęcia. Nie wyjaśniają swoich planów wprost, ale od razu wskazują, że chcą spotkać Makbeta. To sprawia, że tytułowy bohater zostaje od początku wpisany w przestrzeń pokusy i niepokoju.
Wiedźmy są istotami zawieszonymi między światem realnym a nadprzyrodzonym. Nie wiadomo dokładnie, kim są: czarownicami, demonami, wysłanniczkami piekielnych mocy czy personifikacją zła obecnego w świecie. Banko, widząc je po raz pierwszy, nie potrafi określić, czy są rzeczywiste, czy tylko stanowią złudzenie zmysłów. Zauważa, że przypominają kobiety, ale ich wygląd jest nienaturalny i odpychający. Ta niejednoznaczność ma ogromne znaczenie. Wiedźmy nie należą w pełni do ludzkiego porządku, dlatego budzą lęk, ciekawość i poczucie obcowania z czymś zakazanym. Ich wygląd i zachowanie podkreślają związek z chaosem. Są szpetne, tajemnicze, złośliwe i obojętne na ludzkie cierpienie. Rozmawiają o wyrządzaniu szkód, o dręczeniu ludzi i panowaniu nad żywiołami. Potrafią wpływać na wiatr, burzę, sen i ludzką wyobraźnię. Nie przedstawiają dobra ani sprawiedliwości, lecz ciemną stronę świata, w której rządzą podstęp, dwuznaczność i pragnienie zniszczenia. Dlatego można je uznać za personifikację zła, choć ich działanie jest bardziej subtelne niż zwykłe użycie przemocy.
Najważniejszym momentem związanym z wiedźmami jest spotkanie Makbeta i Banka na wrzosowisku. Czarownice witają Makbeta jako tana Glamis, tana Kawdoru i przyszłego króla. Bankowi przepowiadają natomiast, że będzie „mniejszy, a przecie większy od Makbeta” oraz że spłodzi królów, choć sam królem nie zostanie. Przepowiednia jest sformułowana w sposób zagadkowy i pozornie sprzeczny. Właśnie na tym polega jej siła. Wiedźmy nie dają jasnych wyjaśnień, lecz rzucają słowa, które zaczynają pracować w wyobraźni bohaterów. Proroctwo dotyczące Makbeta zostaje skonstruowane jak pułapka. Pierwsza część jest prawdziwa od razu, ponieważ bohater rzeczywiście jest tanem Glamis. Druga spełnia się niemal natychmiast, gdy posłańcy króla ogłaszają, że Makbet otrzymał tytuł tana Kawdoru. Dzięki temu trzecia część, czyli zapowiedź korony, wydaje się wiarygodna. Wiedźmy nie mówią jednak, w jaki sposób Makbet miałby zostać królem. Nie nakazują mu zabójstwa Dunkana, ale rozbudzają w nim myśl o władzy. Ich przepowiednia działa jak iskra rzucona na ukrytą ambicję bohatera.
Ważne jest, że wiedźmy inaczej wpływają na Makbeta, a inaczej na Banka. Obaj słyszą przepowiednię i obaj mogliby zacząć marzyć o wielkości. Banko zachowuje jednak ostrożność. Ostrzega, że „ciemności narzędzia” mogą mówić prawdę po to, aby później popchnąć człowieka ku zgubie. Makbet reaguje inaczej: zaczyna rozważać możliwość zdobycia korony i już wtedy pojawia się w nim myśl o morderstwie. Ten kontrast pokazuje, że wiedźmy nie zmuszają człowieka do zła, lecz sprawdzają jego podatność na pokusę. Banko potrafi zachować dystans, Makbet zaś pozwala, aby proroctwo zawładnęło jego wyobraźnią.
Rola wiedźm polega więc nie tyle na przepowiadaniu przyszłości, ile na manipulowaniu ludzkimi pragnieniami. Ich słowa są prawdziwe tylko częściowo i zawsze pozostają dwuznaczne. Dają Makbetowi poczucie, że los sprzyja jego ambicji, ale nie wyjaśniają, jaką cenę trzeba zapłacić za spełnienie przepowiedni. Właśnie dlatego są tak niebezpieczne. Zło w dramacie Szekspira nie działa przez otwarty rozkaz, lecz przez sugestię, półprawdę i obietnicę wielkości. Wiedźmy podsuwają bohaterowi wizję przyszłości, a on sam dopowiada do niej zbrodniczą drogę.
Wiedźmy pełnią także funkcję dramaturgiczną. To one uruchamiają akcję dramatu, ponieważ bez ich przepowiedni Makbet prawdopodobnie nie zacząłby tak szybko myśleć o koronie. Po ich pojawieniu się wydarzenia nabierają tempa: Makbet otrzymuje nowy tytuł, pisze list do Lady Makbet, a następnie decyduje się na zabójstwo Dunkana. Czarownice są więc katalizatorem tragedii. Nie popełniają zbrodni własnymi rękami, lecz tworzą sytuację, w której ukryte cechy bohatera – ambicja, pycha i pragnienie władzy – mogą się ujawnić.
Szczególne znaczenie ma scena z Hekate. Hekate, przedstawiona jako zwierzchniczka wiedźm, gniewa się, że czarownice działały bez niej, ale jednocześnie zapowiada dalszą manipulację Makbetem. Jej słowa jasno pokazują mechanizm działania zła: bohater ma zobaczyć takie mary, które doprowadzą go do zguby, ponieważ „zbytnia ufność” stanie się jego największym wrogiem. Ta scena wyjaśnia, że wiedźmy chcą nie tyle natychmiast zniszczyć Makbeta, ile sprawić, aby sam stał się sprawcą własnej zagłady. Ich najważniejszą bronią jest złudne poczucie bezpieczeństwa.
Drugie spotkanie Makbeta z wiedźmami jeszcze mocniej ukazuje ich przewrotną rolę. Bohater przychodzi do nich już jako król-zbrodniarz, pełen lęku i podejrzliwości. Chce poznać przyszłość, ponieważ nie ufa ludziom i pragnie utrzymać władzę za wszelką cenę. Wiedźmy pokazują mu widziadła i przekazują kolejne przepowiednie: ma strzec się Makdufa, nie zginie z ręki nikogo „z kobiety zrodzonego” i będzie bezpieczny, dopóki las Birnamski nie podejdzie pod Dunsinane. Na pozór brzmi to jak obietnica nietykalności. W rzeczywistości jest to kolejna pułapka oparta na dwuznaczności słów. Druga przepowiednia wzmacnia pychę Makbeta. Bohater zaczyna wierzyć, że jest niemal niezwyciężony. Skoro każdy człowiek rodzi się z kobiety, a las nie może sam ruszyć z miejsca, Makbet uznaje, że nie musi obawiać się klęski. Nie rozumie jednak, że wiedźmy celowo mówią w sposób przewrotny. Las Birnamski „podejdzie” pod Dunsinane, gdy żołnierze Malkolma ukryją się za gałęziami, a Makduf okaże się człowiekiem wydobytym przed czasem z łona matki. Wiedźmy nie kłamią wprost, ale tak układają prawdę, aby Makbet sam ją źle odczytał.
W finale dramatu okazuje się, że wiedźmy doprowadziły Makbeta do całkowitego złudzenia. Kiedy las Birnamski rzeczywiście „rusza” pod Dunsinane, a Makduf wyjawia, że nie został zwyczajnie zrodzony z kobiety, Makbet rozumie, że zaufał zwodniczym słowom. Nazywa przepowiednie „piekła szalbierstwami”, ponieważ widzi, że dwuznaczna obietnica bezpieczeństwa była w istocie narzędziem zguby. Mimo to odpowiedzialność za zbrodnie pozostaje po jego stronie. Wiedźmy oszukały go sposobem mówienia, ale nie popełniły za niego żadnego morderstwa.
Aktualizacja: 2026-06-24 18:45:12.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.