Krzywda

Jakże mi spać po nocach. Cisza w okna krzyczy
I dzwoni mi przez szyby jęk ciemnego miasta.
Z nieba spływają gwiazdy kroplami goryczy,
U progu płacze krzywda. W akordy urasta.

Posłuchaj. Słuchaj sercem. Dokładnie usłyszysz.
Rytmicznie dźwięczą bruki werblem głuchych kroków
Asfalt krzyczy bezgłośnie czerwonym afiszem.
Bezmiarem niepokoju dyszy miejski spokój.

Gdzieś zawył pies bezpański. Wlecze nagie żebra.
Kaprawe oczy księżyc przykuwa hypnozą.
Wezbrał przeciągłą skargą. Naraz martwa przerwa.
To cisza jak pies wyje. Szaleństwem i grozą.

Słyszysz szmer? To są cienie. Z bram i z wnęk kamienic
Odrywają się zcicha. I zcicha się snują.
Nagle w wąwozie ulic kamienne dudnienie.
I krzyk, co zimnym nożem sny najgłębsze pruje.

Czy wiesz, że w takiej chwili ktoś rodzi na bruku?
Pęcznieją ludzkie głosy, to bliżej, to dalej.
Wiążą się w krzyk bez echa i w mózgu się tłuką —
A noc się wielkomiejska jak w malignie pali.

Jakże mi spać po nocach. Wiem, że w takiej chwili
Umiera ktoś samotnie twardym, trudnym zgonem.
Szuka ludzi. A nikt się nad nim nie pochyli.
Szuka gwiazd. A już gwiazdy wszystkie pogaszone.

Czytaj dalej: Lipiec - Lola Szereszewska

Źródło: Sygnały, r. 1937, nr 34.