Zawieszam dzisiaj Sykstyńską Madonnę
Na ścianie. Chciałbym tylko mieć na stole
Jaki portrecik Pani, i w półkole
Stawić z różami hyacynty wonne,
By zapach, w górę płynąc, szedł i do mnie,
Upajająco raz, a raz tak skromnie...
I obraz Pani, niby miesiąc cichy,
Wstawałby świecąc nad kwiatów kielichy
I nad marzenia, co się w duszy roją...
I jabym, wsparłszy głowę, śnił, że w górze
Oczy Madonny, a tutaj dwie duże,
Czarne źrenice wiodą przyszłość moją.
Widzę oknem same śnieżne dachy,
Lecz na oknie hyacynty rosną,
I dokoła wstają mi zapachy –
Jakby wiosną.
Dawno mię już odbiegły piosenki,
Aż tu w piersiach, nagle, bez powodu,
Rozbudziły mi się jakieś dźwięki –
Jak za młodu.
Zawsze patrzeć na kwiatów kielichy,
Zawsze takie dźwięki słyszeć w sobie
I być światu tak obcy i cichy –
Już jak w grobie.
Źródło: Wierszem, Konstanty Maria Górski, 1904.