„Niezwyciężony” to powieść z gatunku fantastyki naukowej, której autorem jest Stanisław Lem. Opowiada ona o poszukiwaniu zaginionej załogi „Kondora” na nieznanej planecie i o odkryciach, jakich tam dokonano.
Spis treści
„Niezwyciężony”, czyli krążownik drugiej klasy, zmierza na planetę Regis III. Jest ona pustynna, ale załoga ma tam odszukać bliźniaczą jednostkę swojego statku, „Kondora”, który wcześniej tam poleciał, ale stracono z nim kontakt. Załoga musi zachować ostrożność, ale rozpoczyna poszukiwania. Naukowcy wykorzystują okazję, by zbadać nieznaną planetę i sprawdzają, jakie są na niej zagrożenia dla ludzi. Poszukiwania zaginionego statku przynoszą odkrycie nieznanych ludziom konstrukcji, które przypominają jednak miasta budowane na Ziemi. Część badaczy sprawdza i przeszukuje ruiny, które są jednak szczątkami urządzeń. Trzysta kilometrów dalej ludzie trafiają na „Kondora” i odkrywają, że jego załoga zginęła w dziwnych okolicznościach, a przed śmiercią ludzie dodatkowo stracili pamięć. Dochodzi też do odkrycia robotów o wielkości owadów, które wyniszczyły całe życie na lądzie, pozostało ono tylko w oceanach. Zostaje wymyślony termin nekrosfery, która określa roboty. Ludzie walczą z nimi silnym polem magnetycznym, co niszczy informacje w mózgach ludzkich i elektronowych. Roboty znalazły się na planecie zapewne po rozbiciu się tam statku obcych, a potem zaczęły ewoluować. Załoga opuszcza planetę Regis III.
Krążownik kosmiczny „Niezwyciężony”, jedna z największych jednostek w bazie w konstelacji Liry, leci w kierunku planety Regis III. Załoga pozostaje w stanie pogłębionego snu hibernacyjnego, a sterowanie statkiem odbywa się automatycznie. Po zakończeniu lotu przy prędkości zbliżonej do prędkości światła systemy zaczynają wybudzać statek i przygotowywać go do hamowania oraz wejścia w atmosferę planety.
Po przebudzeniu załogi rozpoczyna się manewr lądowania. Statek przechodzi przez atmosferę i wisi nad pustynną powierzchnią planety, pokrytą wydmami i kraterami. Lądowanie odbywa się z użyciem potężnych silników rakietowych, które topią piasek i skały pod statkiem. Po osadzeniu „Niezwyciężonego” na powierzchni zostaje uruchomiona procedura naziemna trzeciego stopnia, oznaczająca zwiększone środki ostrożności.
Powodem tego jest fakt, że na tej samej planecie zaginął wcześniej inny statek, „Kondor”. Ostatni jego meldunek informował o udanym lądowaniu, lecz później odebrano tylko niezrozumiałe sygnały przypominające chaotyczne impulsy.
Dowódca Horpach zarządza rozstawienie wokół statku robotów energetycznych tworzących pole siłowe oraz rozpoczęcie badań planety bez opuszczania osłony. Rohan, jeden z oficerów, wychodzi z robotem i dwoma ludźmi poza statek, aby przeprowadzić pierwsze pomiary. Atmosfera okazuje się zaskakująco bogata w tlen, a poziom radioaktywności jest bardzo niski. Wszystko wygląda na martwą pustynię, ale obecność tlenu sugeruje istnienie jakiejś formy życia.
Wkrótce pojawia się niepokojące odkrycie. W atmosferze znajduje się jednocześnie dużo tlenu i metanu, co powinno prowadzić do eksplozji, lecz tak się nie dzieje. Oznacza to, że skład gazów jest nietypowy i niezgodny z ziemską chemią. Załoga postanawia przeprowadzić dokładniejsze badania, zanim zacznie poszukiwania zaginionego „Kondora”.
Dowódca decyduje o wysłaniu ekspedycji badawczej w stronę oceanu oddalonego o około dwieście kilometrów od miejsca lądowania. Wyrusza konwój maszyn osłoniętych polem siłowym. W jego skład wchodzą energoboty, transportery, laboratoria polowe i pojazdy badawcze. Całości przewodzi Rohan.
Podróż przez pustynię jest trudna i powolna. Krajobraz planety jest monotonny, pełen skał, kraterów i wyschniętych dolin. W jednym miejscu badacze odkrywają niewielki strumień, a później ślady skał osadowych, co sugeruje, że kiedyś na planecie znajdowało się więcej wody.
Po dotarciu nad ocean ekspedycja rozpoczyna badania w obrębie pola siłowego. Woda okazuje się składem podobna do ziemskiej, choć mniej słona. Wkrótce sondy wykrywają życie. W oceanie kryją się organizmy przypominające ryby, które reagują na zmiany pola magnetycznego i uciekają przed sondami. Jeden schwytany okaz nie wyróżnia się jednak niczym szczególnym poza dodatkowym narządem zmysłowym.
Biolodzy odkrywają także glony, które mogą tłumaczyć obecność tlenu w atmosferze. Ewolucja na planecie trwała bardzo długo, ale wygląda na to, że życie rozwinęło się tylko w oceanie, a nie na lądzie.
Podczas badań przychodzi rozkaz powrotu. Na statku pojawiła się nowa informacja – zdjęcia z sond mogą wskazywać miejsce lądowania „Kondora”. Ekspedycja wraca w nocy na „Niezwyciężonego”. Na miejscu okazuje się jednak, że przypuszczenie było błędne, gdyż obiekt na zdjęciach okazał się formacją skalną.
Załoga analizuje tysiące zdjęć wykonanych przez sondy orbitalne, próbując odnaleźć ślady zaginionego statku. Do pracy angażuje się wielu ludzi, ponieważ obszar planety jest ogromny, a „Kondor” może być ukryty pod piaskiem, skałami albo zniszczony.
W czasie analiz pojawia się nowe odkrycie, które nie jest statkiem, ale wygląda na coś znacznie większego i bardziej niezwykłego. Informacja jest na tyle ważna, że Rohan zostaje natychmiast wezwany przez dowódcę. Na tym etapie staje się jasne, że poszukiwania nie będą polegały tylko na odnalezieniu wraku. Planeta kryje coś, czego nie potrafią jeszcze zrozumieć, a zaginięcie „Kondora” może mieć związek z nieznanym zjawiskiem lub formą życia.
Analiza zdjęć z orbity przynosi w końcu rezultat. Na jednym z obszarów pustyni zauważono coś, co nie przypomina naturalnej formacji. Ekipa kartografów i planetologów podejrzewa, że mogą to być ślady działalności „Kondora” albo pozostałości po jego lądowaniu. Dowódca, Horpach, decyduje o wysłaniu wyprawy naziemnej, aby sprawdzić to miejsce z bliska.
Ekspedycja wyrusza z energobotami tworzącymi pole siłowe i transporterami badawczymi. Podróż przez pustynię trwa długo, a teren staje się coraz bardziej skalisty i nierówny. W końcu docierają do obszaru, który z daleka wygląda jak pole ruin. Znajdują tam fragmenty metalu, ślady stopionych skał i rozrzucone elementy konstrukcji. Wszystko wskazuje na to, że w tym miejscu rzeczywiście znajdował się „Kondor”.
Nie widać jednak samego statku. Teren wygląda tak, jakby został zniszczony przez potężną, ale bardzo dziwną siłę. Nie widać śladów eksplozji ani walki. Elementy konstrukcji są starte, jakby coś je rozłożyło na drobne części. Niektóre fragmenty są tak niewielkie, że przypominają proszek metaliczny. Badacze zaczynają podejrzewać, że nie doszło do zwykłej katastrofy, lecz do działania nieznanego zjawiska. Nie znajdują żadnych ciał ani śladów załogi. Cały obszar sprawia wrażenie opuszczonego od bardzo dawna.
W czasie oględzin aparatura zaczyna rejestrować dziwne zakłócenia. Pojawiają się wahania pola magnetycznego, których nie potrafią wyjaśnić. Instrumenty działają niestabilnie, a część urządzeń przestaje reagować. Dowódca nakazuje zachować ostrożność i nie opuszczać osłony pola siłowego. Ekspedycja zbiera próbki i wraca na statek.
Po powrocie z wyprawy naukowcy analizują zebrane próbki i dane. Wnioskują, że metaliczne resztki znalezione na miejscu katastrofy nie zostały zniszczone w zwykły sposób. Wygląda to tak, jakby materiał został rozdrobniony przez ogromną ilość bardzo drobnych cząstek działających jednocześnie. Pojawia się hipoteza, że na planecie istnieją mikroskopijne organizmy lub struktury, które mogą łączyć się w większe skupiska i oddziaływać na materię. Nikt nie potrafi jednak powiedzieć, czy są to formy życia, czy tylko zjawisko fizyczne.
Dowódca decyduje się wysłać niewielki oddział zwiadowczy w okolice ruin. W skład grupy wchodzi kilka osób i roboty, a całość porusza się w obrębie pola siłowego. Wyprawa ma sprawdzić teren dokładniej i ustalić, czy istnieje jakieś zagrożenie. Podczas badań pojawia się pierwsze bezpośrednie zetknięcie z nieznanym zjawiskiem. Nad pustynią zaczyna unosić się chmura drobnych, czarnych punktów. Na początku wygląda jak kurz niesiony przez wiatr, ale szybko okazuje się, że porusza się w sposób zorganizowany. Chmura zbliża się do maszyn i zaczyna zakłócać ich działanie. Pole siłowe chroni ludzi, ale instrumenty reagują coraz gorzej. Urządzenia magnetyczne przestają działać, a część robotów traci sterowanie.
Oddział wycofuje się do statku. Nikt nie zostaje ranny, lecz wszyscy są przekonani, że to właśnie to zjawisko mogło zniszczyć „Kondora”. Załoga zaczyna rozumieć, że planeta nie jest martwa. Istnieje tu coś, co potrafi reagować na obecność ludzi i maszyn.
Naukowcy próbują ustalić naturę tajemniczej chmury. Analiza zapisów pokazuje, że składa się ona z ogromnej liczby mikroskopijnych elementów, które zachowują się jak jeden organizm albo jak system sterowany wspólnym polem. Nie wiadomo, czy są to żywe istoty, czy automatyczna struktura powstała w wyniku ewolucji. Chmura reaguje szczególnie mocno na urządzenia wytwarzające pole magnetyczne i na energię elektryczną. To tłumaczy, dlaczego zniszczony został „Kondor”, który podczas lądowania i pracy używał takiej energii.
Dowódca zarządza kolejne eksperymenty, ale w bardzo ograniczonym zakresie. W czasie jednego z testów chmura pojawia się ponownie. Tym razem zbliża się do robotów stojących poza polem ochronnym. Maszyny przestają działać, a ich powierzchnia zostaje pokryta drobnym, czarnym nalotem. Po chwili konstrukcja rozpada się, jakby została starta na pył.
To potwierdza, że chmura może niszczyć metal i elektronikę bez użycia dużej energii, a jedynie przez działanie ogromnej liczby drobnych elementów. Załoga zaczyna podejrzewać, że na planecie istnieje cała cywilizacja takich struktur, rozwinięta nie biologicznie, lecz mechanicznie lub półmechanicznie.
Po wydarzeniach związanych z pojawieniem się chmury dowództwo „Niezwyciężonego” zwołuje naradę naukową. W spotkaniu biorą udział fizycy, biolodzy, cybernetycy i oficerowie. Celem jest wyjaśnienie, czym są czarne chmury i czy można z nimi walczyć. Najbardziej rozbudowaną teorię przedstawia Lauda. Według jego hipotezy na planecie Regis III doszło w bardzo odległej przeszłości do rozwoju automatycznych systemów. Mogły to być maszyny stworzone przez obcą cywilizację albo powstałe w wyniku naturalnej ewolucji układów mechanicznych. Z czasem przetrwały tylko najprostsze struktury, zdolne do samodzielnego działania i odporne na zniszczenie. Lauda uważa, że obecne chmury są zbiorem mikroskopijnych elementów przypominających maszyny. Każdy z nich jest bardzo prosty, ale razem tworzą ogromne skupiska zdolne do reagowania na bodźce. Nie mają świadomości ani inteligencji w ludzkim znaczeniu, a za to działają jak rój owadów albo jak pole fizyczne, które reaguje na energię.
W toku ewolucji te struktury mogły wyeliminować wszystkie bardziej skomplikowane formy życia lub techniki, ponieważ były trwalsze i łatwiej się rozmnażały. W rezultacie planeta została opanowana przez „martwą ewolucję”, czyli nekrosferę, przeciwieństwo biosfery, rozwój nieorganicznych układów, które nie są ani żywe, ani martwe w zwykłym sensie. Hipoteza tłumaczy, dlaczego chmury reagują szczególnie na urządzenia elektryczne i magnetyczne. Dla nich są one bodźcem, który należy zniszczyć, a to zaś mogło doprowadzić do zagłady „Kondora”.
Mimo wątpliwości dowództwo decyduje się na kolejną wyprawę w okolice ruin „Kondora”. Tym razem ma ona charakter bardziej siłowy niż naukowy. Wyrusza uzbrojona grupa pod dowództwem Rohana. Towarzyszą jej energoboty, pojazdy terenowe i urządzenia emitujące silne pole ochronne. Celem wyprawy jest sprawdzenie, czy chmury reagują na różne rodzaje energii i czy można je odstraszyć. Plan zakłada użycie impulsów elektromagnetycznych oraz promieniowania, ale tylko w ograniczonym zakresie.
Początkowo wszystko przebiega spokojnie. Oddział dociera w okolice ruin i rozpoczyna pomiary. Instrumenty rejestrują słabe zakłócenia, które stopniowo rosną. Wkrótce na horyzoncie pojawia się czarna chmura. Pole siłowe chroni ludzi, lecz roboty znajdujące się dalej zaczynają działać w sposób chaotyczny. Chmura porusza się szybko i w sposób uporządkowany, jakby reagowała na obecność sprzętu. Próba użycia silniejszego pola magnetycznego przynosi odwrotny skutek, ponieważ skupisko jeszcze bardziej się zagęszcza. Jeden z pojazdów zostaje uszkodzony, a część aparatury przestaje działać. Rohan decyduje o wycofaniu się, ale w czasie odwrotu oddział zostaje częściowo rozdzielony.
Na krótko Rohan traci łączność z jednym z ludzi, który znajdował się poza głównym polem ochronnym. Po chwili zostaje odnaleziony, lecz jest w stanie silnego wstrząsu i niczego nie pamięta. Nie ma obrażeń, ale wygląda tak, jakby jego pamięć została wymazana, co powoduje u załogi wstrząs i zdumienie – okazuje się bowiem, że chmura jest zdolna do wyrządzenia krzywdy ich umysłom.
Po powrocie Rohana lekarze badają odnalezionego człowieka. Okazuje się, że jego mózg nie jest uszkodzony fizycznie, ale zniknęła z niego większość wspomnień. Zachowały się tylko najprostsze odruchy i umiejętności. Wygląda to tak, jakby ktoś wyłączył wyższe funkcje nerwowe. Lauda uważa, że chmura działa jak potężne pole elektromagnetyczne, które niszczy delikatne struktury w mózgu. Człowiek nie ginie, ale traci pamięć i osobowość. To samo mogło według niego spotkać załogę „Kondora”.
Dowódca zaczyna poważnie rozważać zakończenie misji. Decyzja jednak nie zapada, gdyż ma miejsce kolejny wypadek. Podczas prób zdalnego badania pustyni wysłany zostaje robot zwiadowczy wyposażony w silne źródła energii. Po pewnym czasie kontakt z nim zostaje urwany. Na ekranach pojawia się ogromna chmura, znacznie większa niż poprzednie. Skupisko zbliża się w stronę statku, reagując na jego działania. Podjęta zostaje decyzja o użyciu ciężkiej broni. „Niezwyciężony” odpala zatem potężne działa energetyczne, które rozbijają chmurę. Przez chwilę wydaje się, że zagrożenie zostało zlikwidowane, ale aparatura pokazuje, że czarne punkty nie zniknęły, a jedynie się rozproszyły i po pewnym czasie zaczynają znowu się łączyć. Załoga uświadamia sobie, że znajduje się na planecie, gdzie obowiązują inne prawa niż te, do których są przyzwyczajeni, i że przewaga technologiczna ludzi nie ma tu znaczenia.
Po starciu z wielką chmurą na statku panuje napięta atmosfera. Załoga zdaje sobie sprawę, że dalsze działania mogą doprowadzić do całkowitej katastrofy. Horpach zarządza stan podwyższonej gotowości i ograniczenie wszystkich prac na zewnątrz. „Niezwyciężony” pozostaje na powierzchni planety, ale większość systemów zostaje przełączona na tryb obronny. Noc na Regis III jest bardzo długa, ponieważ planeta obraca się wolno. W czasie ciemności obserwacje są utrudnione, a aparatura rejestruje liczne zakłócenia. Czujniki magnetyczne i radiowe wskazują obecność wielu rozproszonych skupisk drobnych elementów, które przemieszczają się nad pustynią.
Podróżnicy zaczynają rozumieć, że czarne chmury nie są pojedynczym zjawiskiem, lecz czymś powszechnym na całej planecie. Mogą pojawiać się i znikać, łączyć się w większe grupy albo rozpadać na mniejsze. Ich zachowanie przypomina proces naturalny, a nie działanie świadomego przeciwnika.
W czasie narady omawia się możliwość użycia najpotężniejszej broni statku. „Niezwyciężony” posiada środki zdolne zniszczyć całe obszary planety, ale ich użycie mogłoby doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków. Lauda ostrzega pozostałych, że jeśli chmury są wynikiem długiej ewolucji, to ich zniszczenie może być niemożliwe albo spowoduje powstanie jeszcze bardziej niebezpiecznych form. Rozważana jest też możliwość natychmiastowego odwrotu. Część oficerów uważa, że misja ratunkowa została wykonana, gdyż znaleziono miejsce katastrofy „Kondora” i ustalono przyczynę jego zaginięcia. Inni twierdzą, że opuszczenie planety bez pełnego zrozumienia zjawiska byłoby porażką naukową.
W czasie tej długiej nocy Rohan rozmyśla nad tym, co zobaczył na pustyni. Coraz bardziej przekonuje się, że ludzie nie mają do czynienia z wrogiem, lecz z czymś, co w ogóle nie zwraca na nich uwagi. Chmury reagują na energię tak, jak burza reaguje na różnicę temperatur, ale nie dlatego, że chce, lecz dlatego, że taka jest jej natura.
Rohan spotyka się z Laudą, aby porozmawiać o sytuacji. Rozmowa staje się dość osobista. Obaj zastanawiają się nad sensem dalszej misji i nad tym, co właściwie odkryli na Regis III.
Lauda rozwija swoją hipotezę. Według niego planeta jest przykładem ewolucji, która poszła w zupełnie innym kierunku niż na Ziemi. Zamiast organizmów biologicznych przetrwały struktury proste, odporne i zdolne do samopowielania. Nie mają one świadomości, nie budują cywilizacji i nie dążą do żadnego celu. Po prostu istnieją i reagują na bodźce.
W takim świecie pojawienie się ludzi i ich maszyn jest czymś obcym, zakłócającym równowagę. Chmury nie atakują z wrogości, lecz dlatego, że pola elektromagnetyczne i energia statku działają na nie jak silny bodziec. Ich reakcja jest tak samo naturalna jak reakcja bakterii na truciznę.
Rohan rozważa, czy w takim razie człowiek nie powinien spróbować zniszczyć tych struktur i opanować planety. Lauda odpowiada, że byłoby to bez sensu. Chmury są wynikiem milionów lat ewolucji i zajmują całą planetę. Nawet jeśli udałoby się zniszczyć część z nich, reszta przetrwałaby i się odtworzyła. Rozmowa prowadzi podróżników do wniosku, że nie każda planeta musi być zrozumiała ani dostępna dla człowieka. Istnieją miejsca, gdzie nie da się niczego zdobyć ani zmienić, bo człowiek nie ma tam przewagi. To uświadamia Rohanowi, że misja „Niezwyciężonego” nie zakończy się sukcesem we wcześniej oczekiwanym przez załogę kształcie.
Po naradach dowództwo podejmuje ostateczną decyzję. Misja ratunkowa zostaje uznana za zakończoną. Przyczyna zaginięcia „Kondora” została ustalona: statek został zniszczony przez chmury mikromaszyn reagujących na pola energetyczne. Dalsze badania uznano za zbyt niebezpieczne. Przed odlotem załoga przeprowadza jeszcze ostatnie obserwacje. Czujniki statku pokazują, że na pustyni nadal pojawiają się skupiska czarnych punktów. Nie reagują na statek, dopóki nie używa on silnych źródeł energii. Załoga przygotowuje się zatem do startu. Uruchamia silniki stopniowo, aby nie wywołać gwałtownej reakcji. Podczas wznoszenia aparatura rejestruje ruchy chmur, ale nie dochodzi do ataku z ich strony. „Niezwyciężony” opuszcza powierzchnię planety i wchodzi na orbitę. Regis III pozostaje za nim jako świat, którego nie udało się podbić ani zrozumieć do końca.
Rohan patrzy na planetę z pokładu statku. Myśli o tym, że człowiek przyzwyczaił się uważać siebie za zdobywcę kosmosu. Tymczasem istnieją miejsca, gdzie nie ma nic do zdobycia, bo nie ma tam ani wroga, ani sprzymierzeńca – to tylko obca, niezależna ewolucja. Statek odlatuje, a planeta pozostaje taka jak wcześniej, obojętna na obecność ludzi. Misja nie kończy się spektakularnym sukcesem, ale też nie ponosi całkowitej klęski.
Aktualizacja: 2026-03-18 09:52:24.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.