Opowiadanie „Dodo” autorstwa Brunona Schulza przedstawia wyrazisty portret tytułowego bohatera, będącego upośledzonym umysłowo dojrzałym mężczyzną, oraz jego ojca, Hieronima, cierpiącego na chorobę psychiczną. Środkami artystycznymi służącymi tutaj ukazaniu ludzkich niedoskonałości są groteska i ironia. Kreacje obu postaci zostały poddane mityzacji. Stąd, jak zauważa Marcin Całbecki, Dodo jawi się jako „wielki tragik” i filozof praktykujący stoicyzm, Hieronim zaś stylizowany jest na św. Hieronima, żyjącego samotnie zakonnika.
Spis treści
Opowiadanie „Dodo” powstało najprawdopodobniej w latach 20. ubiegłego wieku. Jego pierwodruk pojawił się w roku 1935 w „Tygodniku Ilustrowanym”, w 1937 roku zaś tekst został opublikowany w tomie „Sanatorium pod Klepsydrą”. Utwór przedstawia sugestywny portret tytułowego bohatera, upośledzonego mężczyzny, będącego dojrzałym człowiekiem, oraz jego starszego, chorego psychicznie ojca, Hieronima. Środkami artystycznymi służącymi ich ukazaniu są tu groteska i ironia, w narracji dominują natomiast behawiorystyczne opisy Józefa. Kreacja obu mężczyzn została poddana mitologizacji. Stąd Dodo w wizji narratora przypomina „wielkiego tragika” i filozofa wyznającego stoicyzm, a jego ojciec stylizowany jest na swojego świętego imiennika i mnicha (M. Całbecki, „Schulz dadaistą? Parodystyczna krytyka kultury europejskiej w opowiadaniu Brunona Schulza „Dodo””, Schulz/Forum 2012 nr 1, s. 13–23). Według Jerzego Ficowskiego inspiracją dla autora „Sanatorium pod Klepsydrą” do stworzenia tytułowego bohatera był jego upośledzony kuzyn (J. Ficowski, „Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia”, Sejny 2002, s. 70–71; 461).
Przestrzenią akcji w opowiadaniu „Dodo” jest niewielkie miasteczko – podobnie jak w innych utworach Schulza. Przedstawione wydarzenia rozgrywają się zarówno w jego scenerii, jak i w skromnym lokum starszego małżeństwa, Retycji i Hieronima, wraz z którymi mieszka upośledzony syn o imieniu Dodo oraz kuzynka Karola.
Dodo to dojrzały wiekiem upośledzony umysłowo mężczyzna, wyróżniający się nienaturalnie dużą głową. W niewielkim lokum mieszka wraz z rodzicami – z matką o imieniu Retycja i z chorym psychicznie ojcem Hieronimem. Żyje z nimi także kuzynka Karola. Dodo posiada również brata przebywającego za granicą. Mężczyzna jako dziecko zmagał się z ciężką chorobą mózgu, której konsekwencją okazało się upośledzenie.
Dodo ma kłopoty z pamięcią, która w jego przypadku obejmuje wyłącznie teraźniejszość. Cierpi też na trudności z mówieniem, posługując się głównie krótkimi i prostymi wyrazami. Ze swoimi interlokutorami nie potrafi utrzymać kontaktu wzrokowego, choć, paradoksalnie, umie sprawiać wrażenie, że rozumie wymiany myśli, jakim się przysłuchuje. Narrator kładzie szczególny nacisk na opis jego wyglądu zewnętrznego, który groteskowo kontrastuje z niedostatkami umysłowymi. Powierzchowność postaci, do momentu rozpoczęcia z nią rozmowy, nie zdradza upośledzenia. Dodo jest bowiem odznaczającym się elegancją w ubiorze i w sposobie poruszania się mężczyzną: nosi wieczorową marynarkę, kapelusz i laskę (aczkolwiek obraz ten lekko zaburza podniszczenie jego odzieży, używanej wcześniej przez brata – fakt ten kreuje infantylność postaci). Z pozoru wygląda na człowieka o dużym doświadczeniu życiowym i wysokiej kulturze osobistej. Za sprawą swojej fizjonomii oraz wyrazistej mimiki i gestykulacji, uzupełniającej braki w komunikacji werbalnej, przypomina również mędrca, „wielkiego tragika” i filozofa. Z kolei w rezultacie upodobania do spacerów wśród młodzieży z zewnątrz staje się bliski perypatetykowi – myślicielowi snującemu rozważania podczas przechadzek. Obraz ten jednak szybko rozwiewa się w starciu z rzeczywistością, a ściślej rzecz biorąc, podczas nawiązania z nim kontaktu, kiedy napotyka on ogromne problemy w ustosunkowaniu się do najprostszych kwestii. Dlatego Józef stwierdza, że w spotkaniach z ludźmi pełni on rolę „statysty i biernego obserwatora”.
Dodo bywa także obiektem zaczepek ze strony miejscowej młodzieży, zdarza się nawet, że z tego powodu nie wraca na noc do domu, czym doprowadza do rozpaczy matkę, bez wątpienia przywiązaną do syna. Mężczyzna nigdy nie jest w stanie niczego opowiedzieć o okolicznościach tego rodzaju zdarzeń, pozostaje także nieświadomy wyrządzanych mu krzywd. Retycja samotnie opiekuje się swoim potomkiem, nie mogąc liczyć na wsparcie chorego męża. Ten zresztą w ogóle nie rozmawia z Dodem, choć egzystują razem pod jednym dachem. Można wręcz odnieść wrażenie, że syn mimo upośledzenia wykazuje się większą inicjatywą życiową niż ojciec, bo w przeciwieństwie do niego wychodzi z domu i chętnie spędza czas wśród ludzi.
Narrator w swoich pełnych ironii słowach usiłuje przekonać czytelnika, że tytułowy bohater jest człowiekiem pogodnym i zadowolonym ze swojego losu. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że jego opisy mają charakter behawiorystyczny, tj. formułowane są na podstawie oglądu postaci z zewnątrz, bez wnikania w świat jej doznań. Charakteryzując Doda, trudno się więc zgodzić z takim postawieniem sprawy. Niezbędna jest tu zatem identyfikacja wykorzystania ironii, polegającej na formułowaniu wypowiedzi złudnie ukazujących blaski istnienia tytułowej postaci, a w gruncie rzeczy pełnych szyderstwa. Nie należy zatem wierzyć Józefowi portretującemu człowieka upośledzonego jako kogoś szczęśliwego. W procesie krytycznej interpretacji jego słów łatwo bowiem dojść do wniosku, że bohater, choć spędza z ludźmi czas i z zewnątrz wygląda na aprobującego swoje istnienie, w gruncie rzeczy jest bardzo samotny. Egzystuje w kompletnej pustce, monotonii i świecie bez uczuć, których nie potrafi doświadczać ani intencjonalnie okazywać. Z powodu głębokich niedostatków komunikacyjnych nie ma możliwości uczestniczenia w życiu społecznym, a jego stan szczęśliwości to tylko pozór wynikający z braku świadomości własnych potrzeb. Toteż w groteskowo-ironicznej wizji Józefa jawi się on jako pusta forma ludzka bez treści. Ową pustkę podkreśla wzbudzający złudne nadzieje wygląd.
W scenie kończącej opowiadanie mający problem z zaśnięciem Dodo wspomina z przerażeniem o „zamurowanym”. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, kim on jest. Można jednak postawić hipotezę, że w sytuacji tej dochodzi do głosu świadome „ja” mężczyzny. W świetle takiej interpretacji chwilowo zorientowany w swoim położeniu bohater, mówiąc o „zamurowanym”, zdaje się być przejęty własnym losem, widząc upośledzenie, jakim został dotknięty, z perspektywy kogoś rozumnego. Stąd może postrzegać siebie właśnie jako owego „zamurowanego” – np. w więzieniu niedostatecznie rozwiniętego umysłu.
Określenie „Dodo” odsyła do różnych znaczeń. Może być zarówno zdrobnieniem od jakiegoś imienia męskiego, jak i jego podstawową formą – istnieje bowiem imię „Dodo”, brzmiące tak w swoim oficjalnym zapisie, choć jest ono bardzo rzadkie. Uwagę zwraca to, że składa się ono z dwóch identycznie brzmiących sylab, stąd należy przypuszczać, że dzięki temu może być łatwiejsze do zapamiętania dla upośledzonego bohatera. „Dodo” jako rzeczownik pospolity oznacza także wymarłego w XVII wieku nielotnego ptaka z rodziny gołębiowatych o nienaturalnie dużej głowie (J. Hanzák, „Wielki atlas ptaków”, przeł. W. Serafiński, wyd. 2, Warszawa 1976, s. 304). Także i te cechy łączą go z bohaterem – poza deformacją fizyczną istotne wydają się tutaj takie cechy, jak wymarłość czy nielotność. Ta pierwsza w sposób symboliczny może odsyłać do śmierci społecznej postaci (z racji ograniczonych możliwości uczestnictwa w kulturze), druga zaś do nielotności rozumianej jako brak polotu, czyli niedostatki w obszarze kompetencji intelektualnych. Pamiętajmy, że metamorfozy zwierzęce oraz eksponowanie tego, że dane cechy bohaterów zbliżają ich do przedstawicieli fauny, stanowią podstawowe cechy świata przedstawionego Schulza.
Hieronim jest chorym psychicznie ojcem Doda i mężem Retycji. Z racji tego, że jego potomek to dojrzały mężczyzna, należy wnioskować, że jako rodzic doświadcza już starości. Razem z synem, żoną i biedną kuzynką Karolą mieszka w skromnym lokum, z którego nigdy nie wychodzi. Posiada także drugiego potomka, który wyjechał za granicę. W przeszłości Hieronim znany był ze swojej bezwzględności i braku uczuć. Jednak wydarzenia, których doświadczył w podróży, z dnia na dzień zmieniły go nie do poznania. Nagle zapadł on na bliżej nieokreśloną chorobę psychiczną, której symptomy przypominają schizofrenię lub nerwicę lękową. W jej rezultacie wycofał się z życia i przestał postrzegać rzeczywistość racjonalnie. Już sam jego wygląd świadczy o znacznym zaniedbaniu podstawowych czynności higienicznych i wzbudza niepokój. Bohater wskutek długotrwałego unikania golenia ma twarz owłosioną do tego stopnia, że z trudem można na niej dostrzec oczy i nos. Mężczyzna nieustannie zmaga się z poczuciem zagrożenia, uważa też, że w epicentrum niebezpieczeństwa jest cała jego rodzina. Co więcej, znajduje się on w ciągłym konflikcie z lwem, nie chodzi jednak o realnego drapieżnika, lecz o zwierzę przedstawione na… gobelinie. W rezultacie choroby Hieronim nie opiekuje się swoim synem. Mimo że mieszka wraz z nim w niewielkim lokum, w ogóle ze sobą nie rozmawiają.
Jednym z niepokojących symptomów choroby Hieronima, godnym osobnego uwzględnienia, jest częste wypowiadanie przez niego niejasnej formuły „Di – da”. Nie sposób stwierdzić w sposób jednoznaczny, do czego ona odsyła. Może być to groźba, ale równie dobrze słowa te mogą być kompulsją onomatopeiczną chorego – a więc czynnością bez żadnego znaczenia. Należy zwrócić uwagę także na podobieństwo określenia „Di – da” do imienia syna bohatera, szczególnie w dopełniaczu lub w bierniku.
Według Marcina Całbeckiego ojciec Doda stylizowany jest na znaną z hagiografii postać św. Hieronima, żyjącego w odosobnieniu doktora Kościoła (M. Całbecki, „Schulz dadaistą? Parodystyczna krytyka kultury europejskiej w opowiadaniu Brunona Schulza „Dodo””, Schulz/Forum 2012 nr 1, s. 17). Badacz zwraca uwagę na to, że ukazana wizja bohatera ma charakter parodii losu świętego, co dokonuje się na drodze wykorzystania słownictwa właściwego dla tego kręgu odniesień. Zamiast o życiu Hieronima narrator wspomina więc o żywocie (co kojarzy się z opowieściami o świętych), czytamy też o jego „abdykacji”, „absolucji” czy „nawie życiowej”. Co więcej, św. Hieronim przedstawiany jest na obrazach z oswojonym lwem, którego był poskromicielem, zatem także i ten motyw można wyjaśnić prześmiewczym upodobnieniem bohatera do jego znanego z hagiografii imiennika. W opisanym zabiegu parodystycznej stylizacji sylwetki postaci na żywot świętego przejawia się typowy dla prozy Schulza zabieg mityzacji rzeczywistości. Józef, w swej ironicznej w tym przypadku wizji, nadaje sens zaburzeniom psychicznym, wskazując na to, że z perspektywy zewnętrznego obserwatora przypominają wycofanie z życia właściwe dla jednego z doktorów Kościoła.
Dominującymi środkami artystycznymi służącymi przedstawieniu Doda oraz Hieronima są groteska oraz ironia. W narracji Józefa uwagę zwracają także behawiorystyczne opisy, wspierające się na zewnętrznym oglądzie bohaterów, bez wnikania w świat ich uczuć. W przypadku Doda groteskowa deskrypcja służy uwypukleniu sprzeczności, jakie uosabia upośledzony mężczyzna. Z jednej strony wygląda on bowiem na „wielkiego tragika”, człowieka o dużym doświadczeniu życiowym i kulturze osobistej, w dodatku wyróżnia go wyjątkowa elegancja. Z drugiej zaś, świat jego wewnętrznych przeżyć wypełnia pustka. Fizyczny wykładnik ułomności Doda stanowi nienaturalnie duża głowa, także będąca tu przejawem groteskowego wyolbrzymienia. Hieronim zaś, obserwowany na podstawie powierzchownych symptomów zachowania, przypomina kogoś, kto się nawrócił, został pustelnikiem i w ten sposób dąży do świętości, choć w gruncie rzeczy jest chorym psychicznie emerytem.
Narrator często posługuje się ironią, co widać zwłaszcza w opisie Doda. Stara się przekonać czytelnika, że jest on człowiekiem nie tylko zadowolonym z życia, ale też szczęśliwym. Ironia pojawia się w jego wypowiedziach w stwierdzeniach aprobujących sposób funkcjonowania bohatera, obiektywnie zmagającego się z rozlicznymi przeciwnościami losu. Toteż trudno zgodzić się z tym, jak Józef postrzega Doda, spoglądając na przedstawioną rzeczywistość racjonalnie. Jego słowa wzbudzają sprzeciw czytelnika. I słusznie, bo celem zastosowanego zabiegu artystycznego jest właśnie zaszokowanie odbiorcy i zobligowanie go do sformułowania własnego stanowiska, jak można przypuszczać, w modelowej lekturze krańcowo odmiennego niż to zaprezentowane przez narratora. Pełny ironii opis inwalidy stanowi tu bowiem prowokację artystyczną zorientowaną na wywołanie swoistego stanu „katharsis”.
Groteska i ironia jako kategorie estetyczne w sposób szczególny sprawdzają się w przypadku podejmowania takich tematów, w odniesieniu do których mimetyczne obrazowanie i wyważony styl bywają niewystarczające. Wśród nich z powodzeniem można wymienić nierozwiązywalne problemy ludzkiej egzystencji, jak upośledzenie czy choroba psychiczna. Przezroczystość realizmu niejednokrotnie kreuje zwyczajność świata i tworzących go ludzi, ta z kolei często nie przemawia do czytelnika z odpowiednią siłą wyrazu. Bądź, wprost przeciwnie – prowadzi do patosu, który również może zniechęcać i utrudniać zrozumienie tego, że szeroko pojmowane kalectwo jest podstawową cechą otaczającego nas świata. Stąd właśnie zastosowanie w opowiadaniu „Dodo” groteski i ironii. Ta pierwsza polega na przedstawieniu postaci w przejaskrawiony sposób, uwypuklający ich wygląd i widziany z zewnątrz styl życia, pozostające w sprzeczności z niedostatkami intelektualnymi. Druga z kolei przejawia się w zdystansowanej postawie, zawoalowanej agresji i braku empatii w wypowiedziach na pozór pochwalnych. Funkcją zastosowanych środków artystycznych jest zwrócenie uwagi odbiorcy na problemy takie jak upośledzenie czy choroba psychiczna i wyeksponowanie trudów życia doświadczających ich ludzi z siłą wyrazu niepozwalającą na bycie obojętnym.
Jedną z podstawowych cech mikrokosmosu opowiadań Schulza jest jego mityzacja – dokonywana zgodnie z koncepcją autora opisaną w eseju „Mityzacja rzeczywistości”. Polega ona na dążeniu do przedstawienia możliwie największej liczby elementów zobrazowanego świata w sposób uniezwyklający codziennie zdarzenia, rzeczy czy ludzi. Proces ten przebiega zarówno na płaszczyźnie eksponowania ich wyjątkowości, jak i poprzez wskazywanie na związki z szeroko pojmowaną mitologią (różnego rodzaju, zarówno starożytną, jak i współczesną).
W analizowanym opowiadaniu zabieg ten odnosi się do tytułowego bohatera oraz do jego ojca, Hieronima. Obaj zostali sportretowani behawiorystycznie, tzn. na podstawie zewnętrznych symptomów zachowań, bez prezentacji świata ich doznań. W wizji narratora upośledzony Dodo, za sprawą nieprzeciętnego wyglądu zbliżającego go do „wielkiego tragika” i mędrca, to zatem ktoś przypominający antycznego filozofa. Chory psychicznie Hieronim zaś, w przeszłości będący bezdusznym człowiekiem, zostaje upodobniony do pustelnika, który postanawia zostać świętym.
Według Marcina Całbeckiego tytułowy bohater stylizowany jest na stoika, a jego ojciec na św. Hieronima, żyjącego w odosobnieniu doktora Kościoła (M. Całbecki, „Schulz dadaistą? Parodystyczna krytyka kultury europejskiej w opowiadaniu Brunona Schulza „Dodo””, Schulz/Forum 2012 nr 1, s. 13–23). W opinii badacza Doda do stoika zbliżają jego cechy widoczne w przejawianym przez niego zachowaniu, zauważalne w prowadzonej z zewnątrz obserwacji Józefa. Wśród nich można wymienić np. pogodę ducha, obojętność wobec zmienności losu czy zwyczaj spacerowania wraz z młodzieżą. Rzecz jasna, przypisywanie bohaterowi takich przymiotów ma charakter ironiczny, gdyż jest on mężczyzną cierpiącym na głębokie upośledzenie umysłowe i nieświadomym własnej sytuacji.
W odniesieniu do ojca Doda, literaturoznawca akcentuje to, że jego kreacja stylizowana jest na żyjącego w odosobnieniu św. Hieronima (swoistą formą pustelniczej egzystencji schulzowskiego bohatera staje się to, że nie wychodzi on z domu). Całbecki zwraca także uwagę, że w opisie rodzica wykorzystane zostało słownictwo jednoznacznie kojarzące się z religijnym kręgiem odniesień. Świadczą o tym takie określenia, jak np. „żywot”, „abdykować”, „absolucja” czy „nawa życiowa”. Do świętego imiennika Hieronima przybliża także ukazanie go na tle gobelinowego lwa, z którym w swojej psychozie pozostaje on w konflikcie. Doktor Kościoła w ikonografii przedstawiany jest bowiem właśnie z tym zwierzęciem – w postaci oswojonej, gdyż był jego poskromicielem.
W opinii Całbeckiego w analizowanym opowiadaniu Schulz prezentuje parodię ważnych dla kultury europejskiej postaci, wskazując na bankructwo ich idei. Zgodnie z tym tokiem rozumowania stoicyzm to niemożliwa do wprowadzenia w życie postawa, która może się urzeczywistnić wyłącznie w biografii człowieka upośledzonego umysłowo. Z kolei praktyki właściwe dążącym do świętości pustelnikom w zewnętrznej obserwacji w sposób niepokojący przypominają doświadczanie symptomów choroby psychicznej. Mitologizacja upośledzenia intelektualnego oraz zaburzeń poczytalności przynoszą próbę nadania znaczenia temu, w czym niełatwo je odkryć – ludzkiemu cierpieniu i niedoskonałości człowieka.
Opowiadanie podejmuje dwa powiązane ze sobą zagadnienia – jednym z nich jest upośledzenie umysłowe, drugim zaś choroba psychiczna. Wspólnym mianownikiem obu tych stanów jest to, że funkcjonują one tutaj jako rodzaj kalectwa. W okresie przedwojennym bez wątpienia kwestie takie jak upośledzenie intelektualne czy choroby psychiczne stanowiły tabu. Schulz, nie unikając tego rodzaju tematów, wykazał się więc sporą odwagą, a nowatorstwo ich ujęcia polega na tym, że swoich niedoskonałych bohaterów wyeksponował na pierwszym planie utworu (nie uczynił ich zatem postaciami epizodycznymi). Autor „Sanatorium pod Klepsydrą”, z racji osobistych doświadczeń z ludźmi zmagającymi się z inwalidztwem, uczynił je elementem swej „prywatnej mitologii”. Stąd wyraźna nadreprezentacja kalekich postaci, zwłaszcza w drugim tomie opowiadań pisarza. Wśród nich, obok Doda i Hieronima, można także wymienić tytułowego bohatera utworu „Edzio”, ale też Jakuba i starców z opowiadań „Emeryt” i „Samotność”, zmagających się z inwalidztwem charakterystycznym dla jesieni życia.
W prozie Schulza materia podlega nieustannym przemianom, lecz od tego zjawiska jest jeden wyjątek – w postaci tworzywa konstytuującego duszę i ciało ludzi ułomnych. W ich przypadku materia uzyskuje swą ostateczną formę, stąd zarówno Dodo, jak i Hieronim pozbawieni są szans na zwalczenie skutków chorób, jakimi zostali dotknięci. W ich kreacjach obserwujemy także będący symptomem niedoskonałości człowieka przerost formy nad treścią, czyli ciała (czy też sposobu bycia) nad duszą. U Doda objawia się on nienaturalnie dużą głową i niebanalnym wyglądem przypominającym „wielkiego tragika”, jaskrawo kontrastującym z wewnętrzną pustką mężczyzny. U Hieronima zaś uwagę zwraca niepokojąco bujny zarost i to, że w oczach obserwatora, który nie zna go bliżej, może jawić się jako człowiek zmierzający do świętości, choć tak naprawdę jest chory psychicznie. Obaj bohaterowie w rezultacie przerostu formy stają się obiektami służącymi do snucia niebanalnych deskrypcji, typowych dla twórczości Schulza.
Opowiadanie pt. „Dodo” powstało najprawdopodobniej w latach 20. XX wieku. Według ustaleń Jerzego Ficowskiego do napisania tego utworu Schulza zainspirował upośledzony kuzyn, Dawid Heimberg (J. Ficowski, „Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia”, Sejny 2002, s. 70–71; 461). Autor „Sklepów cynamonowych” za sprawą więzi rodzinnych był przyzwyczajony do spędzania czasu z ludźmi zmagającymi się z inwalidztwem, stąd zjawisko kalectwa uczynił jednym z elementów swojej „prywatnej mitologii”. W skromnej pod względem objętości twórczości literackiej artysty jest całkiem sporo takich postaci. Obok Doda można tu wymienić tytułowego bohatera opowiadania „Edzio”, również mającego pierwowzór w kuzynie pisarza. Za rodzaj inwalidztwa wypada uznać też chorobę psychiczną Hieronima oraz doświadczanie starości przez Jakuba i bohaterów opowiadań „Emeryt” czy „Samotność”.
Pierwodruk „Doda” ukazał się w 1935 roku na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”, a dwa lata później utwór został włączony do tomu „Sanatorium pod Klepsydrą”. Opowiadanie przynosi wyrazisty portret tytułowego bohatera, będącego upośledzonym umysłowo mężczyzną w dojrzałym wieku, a także jego niemłodego ojca, Hieronima, cierpiącego na bliżej nieokreśloną chorobę psychiczną. Ludzka niedoskonałość zostaje tu przedstawiona w sposób groteskowy, pełen ironii i z wykorzystaniem behawiorystycznych opisów. Podobnie jak w wielu innych opowiadaniach z tomu „Sanatorium pod Klepsydrą” rolę narratora pełni Józef. Dodo jest dla niego kuzynem, a Hieronim wujkiem (z kolei jego żona, Retycja – ciotką).
Ukazane wydarzenia rozgrywają się w przestrzeni małego miasteczka. Obok tego akcja ma miejsce w skromnym mieszkaniu należącym do ciotki Retycji i wuja Hieronima. W sposób ironiczny zostaje ono nazwane przez narratora „wielkim gospodarstwem”. Wraz z małżeństwem, oprócz Doda, żyje także uboga kuzynka Karola, w sposób prześmiewczy określona przez Józefa ich klucznicą. Nadanie jej takiego miana wynika z tego, że lokum pary nie wymaga sprawowania nad nim tego rodzaju funkcji (klucznica to kobieta zarządzająca gospodarstwem w sporej posiadłości). O ile Dodo spędza czas zarówno w domu, jak i na zewnątrz, o tyle wuj Hieronim od lat nie opuszcza swojego pokoju.
Dodo to dojrzały mężczyzna zmagający się z upośledzeniem umysłowym. Mieszka z niemłodymi rodzicami, Retycją i Hieronimem oraz kuzynką Karolą, w niewielkim lokum. Jako dziecko zachorował na bliżej nieokreśloną chorobę mózgu, co sprawiło, że nie rozwijał się tak, jak jego rówieśnicy. Edukację mógł odbyć w ograniczonym zakresie, a uczył się wyłącznie prywatnie, nie chodził zatem do szkoły. Ma problemy z pamięcią, która w jego przypadku obejmuje wyłącznie teraźniejszość.
Co ciekawe, to człowiek odznaczający się elegancją w ubiorze i w sposobie poruszania się, stąd na pierwszy rzut oka nie wygląda na kogoś z deficytem umysłowym. Nosi ciemny, dwurzędowy surdut, jego głowę zdobi melonik, a rekwizyt stanowi laska. Z zewnątrz jawi się zatem jako dystyngowany mieszczanin o wysokiej kulturze osobistej. Jak czytamy: „Ubrany w wytworny, choć znoszony garnitur brata, z rękoma, którymi oplatał swą laskę, założonymi na plecach – poruszał się z dystynkcją i bez pośpiechu. Wyglądał na podróżującego dla przyjemności pana, zwiedzającego miasto”. Wszystko rozstrzyga się jednak po bliższym przyjrzeniu się mu i podczas próby nawiązania z nim kontaktu. Dopiero wówczas uwagę zwraca jego nienaturalnie duża głowa oraz to, że napotyka on ogromne trudności nawet w odpowiedzi na najprostsze pytania, nie utrzymuje też ze swoimi interlokutorami kontaktu wzrokowego.
Fizjonomię mężczyzny charakteryzują bogata mimika i gestykulacja, sprawiające wrażenie, że jest zainteresowany rozmowami, którym się przysłuchuje. Te jednak tylko pozornie uzupełniają deficyty werbalnej ekspresji, gdyż w rzeczywistości bohater nie rozumie treści prowadzonych w jego obecności dialogów. Stąd Józef stwierdza, że w ten sposób pełni on w towarzystwie rolę „statysty i biernego obserwatora”. Lgnie bowiem do ludzi i chętnie spędza wśród nich czas, lecz mentalnie w takich kontaktach pozostaje całkowicie nieobecny. Narrator, obserwując go i komentując jego wygląd, dochodzi do wniosku, że za sprawą powierzchowności przypomina on „wielkiego tragika”, osobę o dużym doświadczeniu i głębokiej mądrości, choć jest człowiekiem egzystującym w bezbrzeżnej monotonii, w której nie sposób dopatrzyć się doznawania wzniosłych uczuć. Stąd Józef podsumowuje jego los przejmującymi słowami: „Nie żyte życie męczyło się, dręczyło w rozpaczy, kręciło się jak kot w klatce. W ciele Doda, w tym ciele półgłówka, ktoś starzał się bez przeżyć, ktoś dojrzewał do śmierci bez okruszyny treści”. Wynikający z tej wypowiedzi podział na formę (wygląd Doda) i treść, czyli jego wewnętrzny świat, dobitnie podkreśla sprzeczności, jakie uosabia mężczyzna – charakteryzujący się oryginalną fizjonomią stanowiącą fizyczną powłokę dla niezawinionej niczym wewnętrznej pustki. Narrator w sposób lekceważący nazywa go „półgłówkiem” i przyrównuje bohatera do zwierzęcia, które pozostaje w zamknięciu i w żaden sposób nie wykorzystuje swojego potencjału. Choć Dodo wyróżnia się nieprzeciętnym wyglądem, sprawiającym, że w oczach nieznających go bliżej ludzi może jawić się jako ktoś o ogromnym doświadczeniu życiowym, w gruncie rzeczy starzeje się, tkwiąc w nieskończonej próżni.
Bohater pozostaje nieświadomy swojego upośledzenia, toteż często bywa wykorzystywany przez lokalną młodzież do bliżej nieokreślonych zabaw, o których jednak nie potrafi opowiedzieć. Jego kalectwo stanowi więc problem zauważalny w miejscowej społeczności, z którą Dodo musi się nieustannie konfrontować. Zdarza się, że z tego powodu nie wraca do domu na noc, czym martwi matkę, Retycję. W ramach codziennej rutyny mężczyzna ma w zwyczaju spacerować (zawsze tą samą drogą), przy czym nieraz bezmyślnie i długo przygląda się różnym osobom i miejscom. Józef z ironią stwierdza, że Dodo, spędzając czas wśród młodzieży, wygląda jak filozof perypatetyczny w otoczeniu swych uczniów (perypatetykami byli podopieczni Arystotelesa, przechadzający się podczas rozmów).
Mężczyzną zajmuje się jego matka. Ma on też brata, który w pewnym momencie udaje się za granicę. Bohater nosi podniszczone ubrania po nim, jawiąc się przy tym jako wieczne dziecko. Jego ojciec, Hieronim, z powodu choroby psychicznej, na którą cierpi, nie angażuje się w opiekę nad synem. Z racji tego, że Dodo, w przeciwieństwie do rodzica, jest w stanie wyjść z domu i samodzielnie spędzić czas w towarzystwie innych ludzi, można postawić tezę, że pod względem umysłowym znajduje się on w lepszym stanie od niego. Świadczy o tym także to, że komentując zachowania Hieronima, nazywa go „ciężkim wariatem”, co z pewnością nie brzmi w sposób wyszukany, ale jest zgodne z rzeczywistością. Mężczyźni, choć żyją obok siebie w przestrzeni ciasnego lokum, w ogóle ze sobą nie rozmawiają.
Dodo cierpi na bezsenność. W trakcie jednej z nocy, gdy nie może zasnąć, z przerażeniem mówi o „zamurowanym”. Wówczas najprawdopodobniej doświadcza przebłysku świadomości, odkrywając swoją prawdziwą, tkwiącą w nim tożsamość, do której nie ma dostępu.
Schulzowski upośledzony ukazany jest jako ktoś wyjątkowy. Za sprawą swojego niebanalnego wyglądu, który w początkowym odbiorze nie zdradza upośledzenia, wzbudza w pierwszej kolejności ciekawość, a nie np. współczucie. Staje się w ten sposób wyrazistą postacią, jakiej nie sposób zapomnieć. Narrator opisuje go z ironią i traktuje jak obiekt groteskowej deskrypcji. Postrzega postać behawiorystycznie, nie podejmując przy tym próby przedstawienia jej wewnętrznych przeżyć. Jednak nie ulega wątpliwości, że zadowolenie z siebie Doda, jakie opisuje Józef, jest pozorne. Upośledzony mężczyzna w gruncie rzeczy to przecież człowiek samotny i pozbawiony najbardziej podstawowej umiejętności: zdolności do porozumiewania się z innymi.
To, jak nazywa się tytułowy bohater, nie jest jednoznaczne. „Dodo” może być zarówno zdrobnieniem od bliżej nieokreślonego imienia męskiego, jak i jego podstawową formą. W tym drugim przypadku występuje bardzo rzadko, jednak można się na nie natknąć w polszczyźnie od wielu wieków. Pojawia się także w utworach ludowych. Zakładając, że tytułowy bohater ma problemy z komunikowaniem swoich myśli, można postawić hipotezę, że „Dodo” jest łatwym do zapamiętania dla niego zdrobnieniem, składającym się ponadto z dwóch identycznych sylab. Jeśli istotnie mamy tu do czynienia z deminutiwum, forma ta infantylizuje bohatera, będącego dojrzałym mężczyzną.
Istnieje także inne możliwe wyjaśnienie imienia bohatera. Otóż „dodo” to także rzeczownik pospolity, oznaczający wymarłego w XVII wieku i nieumiejącego latać ptaka z rodziny gołębiowatych, wyróżniającego się nienaturalnie dużą głową (J. Hanzák, „Wielki atlas ptaków”, przeł. W. Serafiński, wyd. 2, Warszawa 1976, s. 304). Schulz często kreował bohaterów w taki sposób, aby uwydatnić ich podobieństwo do zwierząt. Jak się okazuje, można to zaobserwować również w tym opowiadaniu. Doda rozumianego jako gatunek ptaka łączy z bohaterem Schulza nienaturalnie duża głowa, a w szerszym znaczeniu także symbolicznie rozumiana wymarłość (jako że mężczyzna w bardzo ograniczonym stopniu może funkcjonować w życiu społecznym) oraz nielotność, dająca się tutaj wyjaśnić jako charakterystyczny dla świata jego myśli brak polotu, a więc bystrości umysłu, pojętności.
Hieronim jest mężem Retycji i ojcem Doda (posiada jeszcze drugiego potomka, który wyjechał za granicę). Cierpi na bliżej nieokreśloną chorobę psychiczną. Wraz z żoną, synem i kuzynką Karolą mieszka w niewielkim lokum. W przeszłości był człowiekiem bezwzględnym i pozbawionym empatii. Narrator relacjonuje: „Ci, którzy go znali za młodu, twierdzili, że ten niepohamowany temperament nie znał żadnych hamulców, względów ani skrupułów. Z satysfakcją mówił nieuleczalnie chorym o czekającej ich śmierci. Z wizyt kondolencyjnych korzystał, aby przed skonsternowaną rodziną poddawać ostrej krytyce żywot zmarłego, po którym jeszcze łzy nie obeschły. Ludziom, ukrywającym jakieś przykre i drażliwe sprawy osobiste – wypominał je głośno i urągliwie”. Bliżej nieokreślone wydarzenia, których doświadczył w podróży, przeobraziły go jednak nie do poznania w ciągu jednego dnia. Józef, opisując niespodziewane zmiany u wuja, porównuje go do zakonnika, który postanowił zostać świętym: „W kilka dni potem rozeszła się wieść w rodzinie, że wuj Hieronim abdykował ze wszystkich swoich zawiłych, wątpliwych i ryzykownych interesów, które mu ponad głowę wyrosły, abdykował na całej linii i definitywnie i rozpoczął nowy żywot, żywot objęty surową i ścisłą, acz niezrozumiałą dla nas regułą”. Wspomniana reguła w tym kontekście odnosi się do zbioru norm funkcjonowania w zakonie. Nazwanie zaś egzystencji Hieronima mianem „żywota” – zamiast po prostu „życiem” – kojarzy się z przedstawieniem go jako świętego.
Takie ukazanie postaci wzmaga jej mityzację. Narrator w swojej ironicznej wizji stara się nadać sens zobrazowanym zaburzeniom, przedstawiając je jako proces dochodzenia do świętości. W gruncie rzeczy mężczyzna nagle zapadł na bliżej nieokreśloną chorobę psychiczną. W jej rezultacie nieustannie doświadcza stanów lękowych i znajduje się w niemożliwym do opanowania poczuciu przerażenia. Boi się np. tego, że do mieszkania może wejść ktoś niepowołany. Uważa też, że niebezpieczeństwo wisi nad całą jego rodziną, stąd w pewnym momencie mówi do bliskich: „A teraz błagam was, tak jak tu jesteście, rozejdźcie się, rozbiegnijcie chyłkiem, cichaczem i niepostrzeżenie…”. W wizji narratora pozostaje również skonfliktowany ze znajdującym się na gobelinie, wzbudzającym w nim wielki strach lwem. Świadczy to o tym, że nie odróżnia przedstawiciela fauny z tkaniny dekoracyjnej od prawdziwego króla zwierząt. Możliwa jest jednak także inna interpretacja tej sceny – zgodnie z nią lew jest spersonifikowany, ma ludzkie cechy. Wprowadzenie takiej postaci do opowiadania konstytuuje fantastyczny wymiar utworu.
Starszy mężczyzna za sprawą swojej choroby psychicznej jest bardzo zaniedbany. Nie goli się, toteż niemal całą jego twarz pokrywa gęste owłosienie: „W długim, do ziemi sięgającym szlafroku siedział w głębi alkierza i porastał z dnia na dzień coraz bardziej imponującym zarostem. Długa broda barwy pieprzu (ku końcom długich kosmyków prawie że biała) opływała mu twarz dookoła, sięgała do połowy policzków, zostawiając tylko wolny krogulczy nos i dwoje oczu, toczących białkami w cieniu krzaczastych brwi”.
W przeciwieństwie do syna mężczyzna w ogóle nie wychodzi z domu. Co więcej, nie opuszcza nawet swojego pokoju. Józef relacjonuje, że „prowadził żywot emeryta na wąskim skrawku, między sienią a ciemnym alkierzem, który mu został przydzielony”. Z powodu choroby psychicznej nie jest w stanie opiekować się upośledzonym potomkiem. Choć mężczyźni mieszkają razem pod jednym dachem, w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Można postawić tezę, że Hieronim znajduje się w gorszym stanie niż Dodo. Jego syn zdolny jest bowiem do samodzielnego wyjścia z domu i spędzania czasu wśród ludzi. Mimo prostoty swojego myślenia potrafi dostrzec niedostatki rodzica i nazywa go „ciężkim wariatem”.
Obok wspomnianych przejawów zaburzeń psychicznych Hieronima można jeszcze wymienić powtarzaną przez niego tajemniczą formułę „Di – da”. Jej znaczenie jest niejasne. Może ona zawierać jakąś zawoalowaną informację, groźbę, jednak, co bardziej prawdopodobne, te często artykułowane dwie sylaby równie dobrze mogą nie odsyłać do żadnej semantyki i być po prostu symptomem choroby. Uwagę zwraca w nich podobieństwo brzmienia do imienia syna Hieronima, Doda, zwłaszcza zapisanego w bierniku lub w dopełniaczu.
Środkami służącymi przedstawieniu tytułowego bohatera (a także, w dalszej kolejności, jego ojca) są groteska i ironia. Groteska służy tutaj wyeksponowaniu rozdźwięku między pełnym wytworności wyglądem upośledzonego a jego nikłym potencjałem. Z zewnątrz przypomina on „wielkiego tragika”, dojrzałego mężczyznę o nieprzeciętnym doświadczeniu życiowym, jednak przy bliższym kontakcie zdradza głębokie niedostatki umysłowe. Tego rodzaju opisom towarzyszy pełna ironii narracja Józefa, który usiłuje przekonać czytelnika, że przedstawiony bohater jest człowiekiem zadowolonym z życia, choć przecież jedynie sprawia takie wrażenie. To bowiem ktoś samotny wśród ludzi, za sprawą braku zdolności komunikacyjnych bezbrzeżnie odosobniony. Groteskowym wyróżnikiem powierzchowności Doda jest jego nienaturalnie duża głowa, podkreślająca zniekształcenie fizyczne. Ograniczoną umiejętność mówienia uzupełniają u bohatera bogata mimika i gestykulacja, które eksponują teatralność przejawianych przez niego zachowań i również stają się przedmiotem przejaskrawienia. Sprawiają one, że Dodo jednocześnie jest śmieszny i tragiczny. Według Żanety Nalewajk mężczyzna posiada zdolności aktorskie, a w swoim sposobie bycia przypomina artystę występującego w pantomimie (Ż. Nalewajk, „W stronę perspektywizmu. Problematyka cielesności w prozie Brunona Schulza i Witolda Gombrowicza. Prolegomena”, Gdańsk 2010, s. 120).
Równie istotną rolę w opisie narratora odgrywa ironia. Toteż na każdym kroku podkreśla on zadowolenie Doda z życia, choć obserwując go wyłącznie z zewnątrz i nie wnikając w świat jego wewnętrznych doznań, nie ma żadnych racjonalnych podstaw do formułowania takich opinii. Przedstawiając upośledzonego mężczyznę, używa także licznych środków stylistycznych, które go dewaluują. Wspomina np. o jego twarzy, która „głupieje”, gdy słucha on innych. Określa kalekę także mianem kogoś „wycofanego z obiegu”, co pozwala sądzić, że postrzega go jak przedmiot, zatem poddaje go uprzedmiotowieniu. Określenie „wycofać z obiegu” odnosi się bowiem do rzeczy, jak np. pieniądze, a nie do ludzi. Może też stanowić kontaminację kojarzącą się z formą „wypaść z obiegu”, czyli z funkcjonowaniem na marginesie określonej społeczności, co z pewnością nieobce jest Dodowi. Innym przykładem dehumanizującej metaforyki w opisie mężczyzny, jak podpowiada Bogusław Gryszkiewicz, staje się to, że narrator nazywa go „pomiętym”, gdy nie wraca do domu na noc (pomięte może być ubranie, a nie człowiek), jednocześnie w tym samym fragmencie uosabiając jego „krzywo siedzący melonik” (B. Gryszkiewicz, „Bruno Schulz a tradycja czarnego humoru”, [w:] „W ułamkach zwierciadła… Bruno Schulz w 110. rocznicę urodzin i 60. rocznicę śmierci”, red. M. Kitowska-Łysiak, W. Panas, Lublin 2003, s. 240).
Józef, przedstawiając Doda z wykorzystaniem groteskowo-ironicznych opisów, jawi się jako ktoś pozbawiony empatii i wręcz nieludzki. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że lektura innych opowiadań Schulza znajdujących się w tomie „Sanatorium pod Klepsydrą” pozwala nabrać pewności, że w gruncie rzeczy jest on człowiekiem wrażliwym, do którego taka postawa zupełnie nie pasuje. Otóż funkcją tego rodzaju szokującego przedstawienia tematu jest wywołanie sprzeciwu u czytelnika. Innymi słowy, to swoista prowokacja artystyczna, jakiej celem staje się zwrócenie uwagi odbiorcy na zagadnienie ułomności w taki sposób, aby w akcie interpretacji sformułował wobec niej własne stanowisko.
Upośledzenie umysłowe to jeden z nierozwiązywalnych problemów ludzkiej egzystencji. Wykorzystując groteskę i ironię, narrator dystansuje się od obiektu opisu i unika patosu. Takie przedstawienie kalectwa można także sytuować w kontekście charakterystycznego dla twórczości autora „Sanatorium pod Klepsydrą” czarnego humoru. W „Słowniku schulzowskim” czytamy: „Schulz posługuje się […] czarnym humorem, aby pokazać skomplikowane relacje między potrzebą mityzacji rzeczywistości i śmiesznością wszelkich prób nadania sensu” (hasło „Czarny humor”, [w:] „Słownik schulzowski”, red. W. Bolecki, J. Jarzębski, S. Rosiek, Gdańsk 2003, s. 69). Groteska i ironia sprawdzają się tam, gdzie mimetyczne obrazowanie jest niewystarczające i nie pozwala na realizację tematu w sposób silnie przemawiający do czytelnika. Za takie właśnie zagadnienie można uznać ułomność, która w poetyce realistycznej bywa przedstawiana zbyt łagodnie, w sposób uniemożliwiający zrozumienie jej istoty. Wykorzystanie groteski i ironii w opowiadaniu „Dodo” uwypukla także absurdalność zasad rządzących ludzkim życiem. Podjęcie próby mityzacji losu upośledzonego bohatera stanowi wyraz poszukiwania sensu w tym, czego wyjaśnienie jest trudne lub wręcz niemożliwe. Dzieje się tak dlatego, że ukazany mężczyzna nie ma żadnych szans na uwolnienie się ze swojego inwalidztwa, choć sam nie jest przecież winny własnemu położeniu. Jednocześnie staje się on dla narratora interesującym obiektem opisu, istotą na swój sposób piękną – w sposób fascynujący i zarazem wzbudzający lęk.
Jedną z podstawowych cech świata przedstawionego w twórczości Schulza jest mityzacja, czyli występowanie w nim elementów pochodzących z mitów oraz – w szerszym znaczeniu – jego uniezwyklanie wykorzystujące rozmaite konteksty kulturowe, np. filozoficzne. Autor „Sanatorium pod Klepsydrą” szerzej opisał to zagadnienie w eseju „Mityzacja rzeczywistości”. W opowiadaniu „Dodo” obiektem mityzacji jest zarówno tytułowy bohater, będący upośledzonym umysłowo mężczyzną, jak i jego ojciec, Hieronim, cierpiący na chorobę psychiczną. Kreacja syna zbudowana została na kontraście między jego dojrzałym i pełnym wytworności wyglądem oraz sposobem bycia przypominającym wcielanie się w rolę filozofa a głębokimi niedostatkami intelektualnymi, zauważalnymi niechybnie po podjęciu próby nawiązania z nim kontaktu. Józef postrzega mężczyznę behawiorystycznie, nie wnikając w świat jego osobistych doznań. Choć życie wewnętrzne Doda wypełnia pustka, obserwowany z zewnątrz, za sprawą niebanalnej fizjonomii, w wizji narratora przypomina greckiego tragika i filozofa, człowieka o pełnym głębi spojrzeniu na świat i rozległym doświadczeniu życiowym. Z kolei wuj Hieronim w swoich zaburzeniach stylizowany jest na zakonnika chcącego zostać świętym. Stąd w jego opisie pojawia się charakterystyczne dla tego kręgu odniesień słownictwo. Dowiadujemy się np. o tym, że dostał „absolucję”, czyli rozgrzeszenie. Jego życie Józef nazywa „żywotem”, co kojarzy się z losami świętych. Ponadto wspomina on o tym, że obowiązuje go „surowa i ścisła, acz niezrozumiała […] reguła”, co jednoznacznie odsyła do norm funkcjonowania w zakonie.
Według Marcina Całbeckiego Dodo stylizowany jest na stoika i staje się jego parodią (M. Całbecki, „Schulz dadaistą? Parodystyczna krytyka kultury europejskiej w opowiadaniu Brunona Schulza „Dodo””, Schulz/Forum 2012 nr 1, s. 14–16). Według badacza, obserwowany na podstawie zewnętrznych symptomów zachowania, wydaje się on prezentować typową dla adeptów stoicyzmu apatię, dążąc do dystansowania się od zmienności losu. Podobnie do przedstawicieli tego nurtu filozoficznego jawi się jako ktoś pełen pogody ducha i wolny od cierpienia. Można odnieść wrażenie, że nieustannie zachowuje spokój i równowagę. Dzieje się tak jednak nie w rezultacie wykształcenia filozoficznego i pracy nad sobą, a dlatego że nie ma świadomości upośledzenia, własne potrzeby z kolei, o których wie, są silnie ograniczone. Parodystyczną stylizację potwierdza też to, że ułomny, lecz wyglądający jak mędrzec Dodo ma w zwyczaju spacerować po mieście, w czym często towarzyszy mu lokalna młodzież. W wizji narratora upodabnia go to do perypatetyka, czyli filozofa prowadzącego uczone dysputy podczas przechadzek. Jak się okazuje, w perspektywie Józefa postulaty stoików, jak np. obojętność wobec zmiennego losu czy doświadczanie radości niezależnie od tego, co dzieje się w danym momencie życia – są utopijne i niemożliwe do wprowadzenia w codzienności przez w pełni uformowanego mentalnie człowieka. W zamian mogą się urzeczywistnić w biografii osoby… upośledzonej. Śmieszność tej konkluzji stawia znak zapytania nad sensownością rozważań stoików.
Z kolei interpretując kreację ojca Doda, Całbecki dochodzi do wniosku, że jest on w sposób prześmiewczy stylizowany na św. Hieronima, żyjącego w odosobnieniu doktora Kościoła. Badacz wyjaśnia: „Choć Schulz konsekwentnie podkreśla, że wuj Hieronim po prostu zachorował na schizofrenię, to w narracji korzysta z takiej dystrybucji terminologicznej, że bohater ten jawi się czytelnikowi jako święty mąż przejęty metafizycznym posłannictwem” (M. Całbecki, „Schulz dadaistą? Parodystyczna krytyka kultury europejskiej w opowiadaniu Brunona Schulza „Dodo””, Schulz/Forum 2012 nr 1, s. 17). Świadczy o tym towarzysząca jego opisowi metaforyka i słownictwo kojarzące się z szeroko pojmowanym katolicyzmem, np. „nawa życiowa”, „abdykacja”. Z kolei walka chorego z lwem może wynikać stąd, że św. Hieronim często na obrazach bywa przedstawiany właśnie z tym zwierzęciem (w udomowionej postaci), którego był poskromicielem. Józef dąży do tego, by w swojej ironicznej narracji przekonać czytelnika, że po latach niemoralnego życia jego wuj się nawrócił i zaczął żyć jak święty, jednak owo nawrócenie w sposób niepokojący przypomina obłąkanie.
Mityzacja upośledzenia umysłowego i choroby psychicznej stanowi podjęcie próby nadania sensu temu, w czym trudno odnaleźć znaczenie – cierpieniu i ludzkiej niedoskonałości. W „Słowniku schulzowskim” czytamy: „Pisarstwo Schulza jawi się w tym porządku jako doskonale ironiczne. Mamy tu przecież do czynienia z nieustannym tropieniem mitologicznych korzeni w banalnych biografiach” (hasło „Ironia (2)”, [w:] „Słownik schulzowski”, red. W. Bolecki, J. Jarzębski, S. Rosiek, Gdańsk 2003, s. 157).
Opowiadanie „Dodo” podejmuje zagadnienie upośledzenia umysłowego tytułowego bohatera oraz choroby psychicznej jego ojca, Hieronima. W epoce Schulza tego rodzaju kwestie stanowiły rzadko eksplorowane tematy tabu, stąd należy wnioskować, że pisarz, poświęcając im swoją uwagę, wykazał się sporą śmiałością. Co więcej, kaleki Dodo jest tu głównym, nie zaś np. epizodycznym bohaterem, a to niewątpliwie go nobilituje i również świadczy o oryginalności prozy autora „Sanatorium pod Klepsydrą”. Czas akcji obejmuje początkowe dekady XX wieku, kiedy ludzie upośledzeni i chorzy psychicznie znajdowali się w nieporównywalnie trudniejszym położeniu niż obecnie. Mimo to ten stan rzeczy nie odgrywa w dziele istotnej roli, gdyż utwór w swojej wymowie ma charakter uniwersalny.
Schulz nie traktuje podjętych zagadnień jako punktu wyjścia do formułowania postulatów społecznych, w zamian wykorzystując upośledzenie i chorobę psychiczną bohaterów jako pretekst do snucia niebanalnych i pełnych artyzmu opisów, charakterystycznych dla jego prozy. Kategoriami estetycznymi służącymi mu w prowadzonej narracji są groteska i ironia. Zobrazowane niedoskonałości traktuje on jako przejaw ułomności występującej w świecie materii, w tym przypadku stanowiącej tworzywo ciała i wnętrza człowieka. Owa materia u Schulza bezustannie podlega przemianom. W przypadku inwalidztwa natomiast tak się nie dzieje i wówczas przybiera ona swoją finalną, niezmienną postać. Z tego powodu kalecy z opowiadania „Dodo” nie otrzymują szans na jakąkolwiek odmianę swojego losu. Jak zauważa Jerzy Jarzębski, w sposób charakterystyczny dla twórczości autora „Sanatorium pod Klepsydrą” ponoszą także klęskę jako mężczyźni (J. Jarzębski, „Schulz”, Wrocław 1999, s. 181). Dzieje się tak, ponieważ z powodu deficytów poznawczych nie są zdolni do przyjęcia aktywnej postawy wobec życia. Stąd koncentracja na deskrypcji – w przypadku Doda wyeksponowany zostaje jego niebanalny wygląd, przypominający greckiego tragika, co jaskrawo kontrastuje z pustką świata myśli postaci. Mocno podkreślona zostaje także nienaturalnie duża głowa mężczyzny, będąca tu formą przerastającą materię. Podobnie rzecz ma się w przypadku Hieronima, którego twarz zajmuje niekontrolowany w swym rozwoju zarost, niemal w całości ją zasłaniający.
Taka wizja upośledzenia i choroby psychicznej – bez pogłębienia portretów psychologicznych postaci i bez wyrazistej empatii narratora wobec nich – może i wręcz powinna wydawać się szokująca. Nie musi to jednak oznaczać wypaczonego systemu wartości Józefa (a przy okazji Schulza jako autora opowiadania), gdyż takie podejście do tematu stanowi po prostu prowokację artystyczną. Twórca „Sanatorium pod Klepsydrą” był przecież głęboko wrażliwym na krzywdę ludzką człowiekiem, stąd cierpienie otaczających go ludzi nie mogło być mu obojętne. Przyjętą przez niego postawę wyjaśniać mogą jego słowa zawarte w liście do Stanisława Ignacego Witkiewicza: „Sztuka jako spontaniczna wypowiedź życia stawia zadania etyce – nie przeciwnie. Gdyby sztuka miała tylko potwierdzać, co skądinąd już zostało ustalone – byłaby niepotrzebna”. Mówiąc inaczej, Schulz podkreśla to, że celem pisarza zawsze jest wyeksponowanie danego problemu, a nie prezentacja związanego z nim programu społecznego. Szokując odbiorcę przedstawieniem upośledzenia i choroby psychicznej bez empatii, dąży do tego, by wywołać w nim kategoryczny sprzeciw i w związku z tym zwrócić jego uwagę na niezwykle trudny los sportretowanych ludzi. Dotyczy to zarówno dwóch ukazanych osób, jak i ich bliskich, reprezentowanych tu przez Retycję – matkę Doda i żonę Hieronima. Kobieta ta w pojedynkę zmaga się z obowiązkami znacznie przekraczającymi jej możliwości, z pokorą jednak przyjmuje swój los i nie narzeka. Stąd, jak zauważa narrator, „gdy zasiadano do stołu, ciotka Retycja, siedząc między mężem a synem, stanowiła granicę dwóch światów, istmus między dwoma morzami obłędu”.
Aktualizacja: 2025-04-01 21:25:13.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.