„Próchno” to powieść, której autorem jest Wacław Berent. Stanowi ona podsumowanie pierwszego dziesięciolecia epoki Młodej Polski. Akcja rozgrywa się w środowisku artystycznej cyganerii i ukazuje sylwetki osób, które do niej należą.
Spis treści
Borowski opowiada Kunickiemu o dzieciństwie u boku ojca aktora, odkryciu portretu matki, wejściu do teatru, romansach i śmierci pierwszej kochanki. Poślubia Zochnę, lecz stopniowo traci talent. Jego ojciec po kłótni z synem popełnia samobójstwo. Podczas operacji Kunicki przeżywa śmierć młodej robotnicy i doznaje silnego załamania nerwowego. Kunicki zakochuje się w Zochnie, a Borowski, skuszony rolą w dramacie Turkuła, opuszcza żonę i wyjeżdża. Jelsky pociesza porzuconą kobietę, lecz później wykorzystuje jej rozpacz jako temat literacki. Kłóci się z chorym Müllerem, czyta jego zapiski o samotności i uczuciu do Zochny, a następnie informuje Kunickiego o ucieczce Borowskiego. Lekarz odmawia opieki nad kobietą i zamierza wyjechać. Jelsky odwiedza Zochnę, po czym w kawiarni przygotowuje pożegnalną wiadomość i odbiera sobie życie. Müller przebywa u Hertensteina, mówi o lęku, śmierci i potrzebie bliskości. Hertenstein pokazuje mu truciznę i opowiada o ojcu, rodzinnym zamku oraz siostrze Hildzie, sławnej śpiewaczce. Po śmierci ojca próbował spełnić jego nakaz ratowania doliny, lecz zakochał się w Hildzie, poświęcił się muzyce i nie zdołał porzucić sztuki. Hilda po latach odwiedza brata i śpiewa pieśń Müllera. Po jej odejściu Hertenstein czyta choremu nauki o wyrzeczeniu i Nirwanie. Obaj połykają truciznę. Hertenstein nieruchomieje, a przerażony Müller podchodzi do okna i traci siły.
Kunicki i Borowski siedzą na niemieckim cmentarzu. Borowski opowiada lekarzowi o swoim życiu. Jego ojciec był aktorem, który zmuszał syna do nauki, wyśmiewał go i nie dostrzegał w nim talentu. Gdy chłopak zaczął czytać powieści, pisać wiersze i marzyć o wielkim życiu, ojciec zainteresował się jego głosem i pokazał mu portret nieznanej dotąd matki. Borowski zawiesił obraz nad łóżkiem i zwierzał się zmarłej ze swoich pragnień. Z czasem zachwycił się jej urodą, pocałował portret i przeraził się własnych uczuć. Kiedy ojciec odkrył jego nocne modlitwy, zabrał obraz. Władek oznajmił mu, że potrzebuje życia i chce wyruszyć w świat, a ojciec zrozumiał, że syn pragnie zostać aktorem.
Po kilku miesiącach Borowski trafił do teatru, a ojciec zszedł ze sceny. Władek grał gwałtownie, ale bez powodzenia. Nawiązał romans z dojrzałą aktorką, która była jego pierwszą kochanką. Kobieta ostrzegała, że nie przeżyje zdrady, i kazała mu przysiąc wierność. Później zmarła. Zaczął pić, szukać kolejnych kochanek i ukazywać na scenie własny ból, stopniowo rujnując swój talent. Wtedy poznał Zochnę i postanowił się z nią ożenić.
Ojciec sprzeciwił się małżeństwu. Sądził bowiem, że kobiety niszczą aktorów. Borowski opuścił teatr, a ojciec próbował przejąć jego rolę, lecz wycofał się przed występem. Przyszedł do syna po pieniądze, a Władek zaproponował, że zagra za niego. W restauracji ojciec namawiał go, by wrócił na scenę i nie wiązał się z Zochną. Borowski przyznał, że czuje się zużyty i potrafi wydobywać z siebie emocje jedynie dzięki alkoholowi oraz cierpieniu. Następnego dnia tęsknił za narzeczoną i nie mógł skupić się na roli. Ojciec sprowadził Zochnę do mieszkania syna. Pijany Borowski podał jej alkohol, obsypywał pocałunkami i odebrał jej niewinność.
Ojciec zaprowadził syna do teatru, a Zochna szła za nimi. Podczas spektaklu Borowski wykorzystał swe lęki i wspomnienia, odniósł wielki sukces i otrzymał owacje. Po przedstawieniu pokłócił się z ojcem i zarzucił mu zmarnowanie życia. Stary urządził awanturę na ulicy, a Zochna dołączyła do Władka. Wkrótce ojciec został zatrzymany po zajściu z oficerem, a kiedy wyszedł, Władek i Zochna byli już małżeństwem. Borowski grał jednak coraz gorzej. Po jednym z nieudanych występów Zochna przyszła za kulisy i zapewniła go, że grał pięknie. W korytarzu spotkali ojca. Władek drwił z niego, a starzec przeklął syna i obraził jego żonę. Borowski zagroził mu pobiciem. Ojciec zamknął się w pomieszczeniu i odebrał sobie życie. Władek, otoczony aktorami, zamienił własną rozpacz w kolejną rolę.
Po zakończeniu opowieści Borowski błąka się między mogiłami i woła, że chce wrócić na scenę. W drodze z cmentarza wyznaje Kunickiemu, że boi się samotności i apatii, a pustkę zagłusza, przebywając z Zochną. W robotniczej restauracji pije absynt, mówi o miłości do żony i szydzi z lekarza. Upija się, obraża Kunickiego i prosi go o pieniądze. Kunicki nie umie uwolnić się od wspomnień o Borowskich. W kawiarni spotyka Jelsky’ego, który namawia go do picia alkoholu. Kunicki po wypiciu wina rozpłakuje się, a dziennikarz domyśla się jego uczucia do Zochny.
Kilka dni później podczas operacji młodej robotnicy Zofii Kunicki uspokaja pacjentkę i trzyma ją za rękę. Dziewczyna umiera pod narkozą mimo prób ratowania jej. Kunicki dostaje ataku spazmów. Profesor bada go, zaleca mu wyjazd i szybkie małżeństwo. Wracając, myli dom i sądzi, że to do niego wezwano księdza po próbie samobójczej. W swoim mieszkaniu dowiaduje się, że odwiedziła go Zofia Borowska, pytała o jego zdrowie i przyniosła kwiaty. Kunicki tuli bukiet i uświadamia sobie swe uczucie.
Tymczasem Borowski zamyka się w domu z książkami otrzymanymi od Jelsky’ego, chodzi i deklamuje. Opowiada Zochnie o dramatach Ibsena, odgrywa przed nią sceny i rozpacza, że nie może występować. Żona zapewnia, że jeśli stanie mu na drodze, powinien ją zdeptać. Borowski naśladuje tłum prześladujący jednostkę i straszy Zochnę gwałtownymi wizjami. Kobieta przyznaje, że jest coraz słabsza i często płacze. Mąż troszczy się o nią przez chwilę, lecz ponownie pogrąża się w swoich urojeniach. Zochna zarzuca mu, że to on ją zmienił. Kiedy Borowski szykuje się do wyjścia, dostrzega pod oknem Kunickiego, wypytuje żonę o lekarza, Müllera i Jelsky’ego oraz przynosi białe lilie znalezione na schodach, uznając, że przyniósł je Müller. Zochna ucieka z pokoju.
Na schodach Borowski spotyka Jelsky’ego, który zaprasza go do kawiarni na spotkanie i występ Yvetty Guilbert. Dołącza do nich Kunicki. W kawiarni Borowski poznaje dramatopisarza Turkuła, malarza Pawluka, muzyka Hertensteina oraz chorego Müllera. Uczestnicy piją, spierają się o sztukę i kpią z siebie. Hertenstein wygłasza toast za czyn i sztukę, a Turkuł zostaje uniesiony na rękach. Potem Borowski śpiewa polskie pieśni, a Jelsky wspomina swoje śląskie pochodzenie.
W teatrze artyści oglądają błaznów, tancerki i imitatora sławnych muzyków. Kunicki opuszcza lożę. Hertenstein oburza się, gdy publiczność śmieje się z imitacji Chopina, a następnie odchodzi do ciemnej loży, gdzie siedzą Borowski i Turkuł. Turkuł proponuje Borowskiemu wyjazd, rolę w swoim „Przeznaczeniu” oraz debiut w Teatrze Wielkim. Pawluk zdradza, że Müller grozi samobójstwem z miłości do Zochny. Yvetta wykonuje piosenkę o chłopcu oddającym kobiecie serce, które ona rozdziera. Występ zachwyca tłum i wstrząsa Borowskim.
Wracając z Jelskym, Borowski zatrzymuje się na schodach kościoła, próbuje się modlić i postanawia wyjechać jeszcze tej nocy. Oświadcza, że pozostawi Zochnę Kunickiemu. W domu próbuje napisać list do lekarza, w którym powierza mu żonę i prosi, by jej strzegł. Widząc śpiącą Zochnę, pada do jej stóp i płacze. Kobieta budzi się, prosi go, by został, i woła za nim, gdy wychodzi. Borowski zbiega po schodach, a Zochna osuwa się na podłogę. Czekający w sieni Jelsky wchodzi do mieszkania.
Borowski idzie przez miasto, słysząc w wyobraźni płacz żony i widząc sceny związane z teatrem oraz zmarłym ojcem. Dociera do hotelu, gdzie czeka Turkuł. Dramatopisarz opowiada mu treść „Przeznaczenia”: młody artysta dzieli życie między sztukę a kobietę, a ukochana usuwa się z jego drogi i umiera. Borowski śmieje się gorączkowo, dostrzegając podobieństwo do własnego losu. Na moście niemal rzuca się do rzeki, lecz Turkuł go powstrzymuje. Borowski odmawia powrotu, mimo że wie, iż wyjazd może prowadzić go ku śmierci. Obaj ruszają dalej, słysząc odjeżdżający pociąg.
Kiedy Borowski odchodzi, Jelsky opuszcza mieszkanie Zochny. Świt zastaje go błąkającego się po mieście, bezskutecznie szukającego otwartej kawiarni. Wspomina, jak po ucieczce jej męża ocucił rozpaczającą kobietę, powstrzymał pożar wywołany przewróconą lampą i próbował ją pocieszać. Zochna chciała pobiec za Władkiem, oskarżała mężczyzn o podłość, a następnie kazała Jelsky’emu odejść, ponieważ nie chciała pozostawać z nim sama w nocnym stroju. Jelsky wstępuje do szynku „Pierwsza beczka”, gdzie dowiaduje się o pożarze składów drewna nad kanałem i śmierci dwóch strażaków. Rozmyśla o zachowaniu Zochny. Przypomina sobie jej płacz i własne słowa, po czym uznaje niedawną scenę za materiał do dramatu. Gdy robotnicy zaczynają opowiadać o zaniedbaniach straży, wyciąga notes i zapisuje ich relacje do gazety.
Po powrocie do mieszkania Jelsky zastaje przy swoim biurku Müllera. Rozmawia z nim o kobietach, sztuce, pieniądzach i konieczności bogatego małżeństwa. Następnie przygotowuje felieton o występie Yvetty, a chory Müller, który podczas rozmowy dostaje krwotoku i przyjmuje lekarstwo zalecone przez Kunickiego, krytykuje jego tekst oraz zarzuca mu utratę talentu. Müller proponuje też wspólną śmierć, a Jelsky oskarża go o strach przed samotnością i dręczenie innych. Müller wyjawia, że Jelsky przygarnął go, ponieważ chciał wierzyć w jego przyszłą wielkość i dzięki niemu zachować resztkę wiary w sztukę. Oświadcza, że wykorzystywał przyjaciela, po czym opuszcza mieszkanie, pozostawiając go samego.
Jelsky próbuje wrócić do pracy, lecz zauważa zeszyty Müllera. Przed zaśnięciem nadal próbuje poprawić felieton o Yvetcie, lecz nie potrafi już dłużej skupić się na pracy. Czyta zapisane w nich wyznania o samotności, zmarnowanym życiu, niespełnionych ambicjach i zbliżającej się śmierci. Z dziennika dowiaduje się także o spotkaniach Müllera z Lili oraz o jego uczuciu do Zochny. Müller opisuje wizyty u Borowskich, rozmowy z Zosią, opowiedzianą jej historię dwóch rozdzielonych braci oraz własne marzenia o kobiecie, która miałaby przywrócić mu zdolność tworzenia. W kolejnych zapiskach przywołuje wizję płaczącej Zochny, przewróconej lampy, strzału, rannego ptaka oraz własnej agonii, podczas której nadal pragnie pisać. Jelsky czyta dalej mimo zmęczenia, wypija kawę i pali cygara. W zadymionym pokoju zdaje mu się, że widzi Müllera stojącego przy drzwiach. Rzuca krzesłem w zjawę, otwiera okno, a potem zasypia.
Po kilku godzinach budzi go posłaniec, który przynosi list od Zochny. Kobieta donosi, że jej świat się rozpadł, że boi się zostać sama i myśli o utopieniu się. Spakowała ubrania i czeka, aż Jelsky dotrzyma obietnicy. Przesyła mu klucz do mieszkania, wspomina milczącego kanarka oraz sen, w którym Müller ją przeklinał. Jelsky początkowo komentuje jej słowa drwiąco, lecz wiadomość o Müllerze budzi w nim niepokój. Zamierza pójść do Zochny, jednak trafia do mieszkania Kunickiego.
Kunicki przygotowuje się do wyjazdu. Przyznaje, że uczucie do Zochny odebrało mu spokój, zmieniło jego sposób myślenia i odciągnęło go od dotychczasowego życia. Opowiada o namiętności, o fascynacji artystami oraz o zapisanych przez siebie rozważaniach i wierszach. Jelsky odnajduje zeszyt i zachwyca się tekstem, proponując jego druk i reklamę oraz porzucenie medycyny na rzecz sztuki. Kunicki rozdziera jednak rękopis i wrzuca go do kominka. Oświadcza, że chce pozostać człowiekiem pożytecznym i uwolnić się od wpływu artystycznego środowiska.
Jelsky informuje Kunickiego, że Borowski uciekł, pozostawiając żonę, i pokazuje mu pożegnalny list aktora. Lekarz przeżywa wstrząs, lecz odmawia zaopiekowania się Zochną. Wyjaśnia, że boi się jej oraz własnej namiętności, pamięta o obowiązkach wobec rodziny i chce uciec zgodnie z radą matki. Przyznaje, że stał wcześniej pod oknem Zosi i pomyślał o samobójczym skoku. Jelsky szydzi z niego i sugeruje, że zna Zochnę bardzo blisko. Rozwścieczony Kunicki zamierza go uderzyć, lecz Jelsky zasłania się krzesłem i wychodzi. Za drzwiami słyszy upadek oraz gwałtowny płacz lekarza.
Na ulicy Jelsky spotyka błąkającego się Pawluka. Malarz mówi o gorączce, nieudanej pracy, tęsknocie za krajem i niechęci do miasta. Jelsky prosi go o adres, po czym rusza do Zochny. W pobliżu jej domu mija Kunickiego, dostrzega także Pawluka i postać przypominającą Müllera. Wchodzi do mieszkania Borowskiej, lecz pozostaje tam niespełna pół godziny. Obiecuje przysłać kogoś do pomocy i wychodzi, pozostawiając płaczącą kobietę. Na schodach znajduje zdeptane białe lilie, a chwilę później słyszy, jak ktoś jęczy i osuwa się pod oknem Zochny. Przerażony ucieka.
Jelsky szuka schronienia wśród ludzi i udaje się do kawiarni. Otrzymuje pocztę, wraca myślami do Borowskiego, Müllera, Hertensteina i pozostałych artystów, a następnie zaczyna pisać paszkwil zatytułowany „Furor aphrodisiaca. Z katechizmu i praktyki życiowej nadludzi”. Podczas pracy słyszy głosy nieobecnych znajomych i odpowiada im, choć w sali są tylko kelnerzy. Rozmyśla o swoim udziale w karierach innych twórców, pije wino i próbuje zagłuszyć wspomnienia ironią. Przez ulicę przechodzi wojskowy pochód, którego marsz i muzyka przyciągają tłum.
Kiedy pochód oddala się, Jelsky rysuje na stole rewolwer i wyjmuje własną broń. Uświadamia sobie, że przyszedł do kawiarni z zamiarem odebrania sobie życia. Wkłada list Borowskiego oraz klucz od mieszkania Zochny do koperty, adresuje ją do Pawluka i każe natychmiast dostarczyć ją do Akademii Sztuk Pięknych. Próbuje napisać pożegnalną kartkę. Stary posłaniec, który przyniósł wcześniej list Zosi, wraca do kawiarni, ponieważ wyczuł niebezpieczeństwo i chce odwieść Jelsky’ego od grzesznych myśli. Dziennikarz zaprzecza, żartuje z kelnerów i twierdzi, że ma gorączkę. Zostaje zaprowadzony na sofę i pyta zgromadzonych, czy kiedyś miał talent.
Kelner znajduje obok kanapy rewolwer i chowa go, przekonany, że Jelsky zrezygnował z samobójstwa. Przy sprzątaniu zauważa jednak biały ślad na rozbitym kieliszku, po czym biegnie do leżącego i z krzykiem się cofa. W kawiarni rozlega się telefon, a do środka napływają ludzie. Jedni próbują ratować Jelsky’ego, inni odczytują pozostawioną przez niego kartkę. Dziennikarz napisał w niej, że jedyną bronią przeciw losowi jest dobra gra, która pozwala oszukiwać ludzi i samego siebie aż do ostatniego tchnienia, odbiera artyście duszę i daje mu rolę. Kończy wiadomość słowami „Evviva l’arte!”.
Müller po silnych przeżyciach udaje się do willi Hertensteina. Gra na mandolinie, pije wino i mówi, że wszędzie odczuwa niepokój, lęk i potrzebę ludzi. Wspomina Borowskiego, który w podobnych chwilach szukał schronienia przy żonie. Hertenstein nie podziela jego wiary w kobiety i uważa, że człowiek nadaje im znaczenie wyobraźnią. Müller pyta o śmierć, po czym wyznaje, że zostało mu kilka miesięcy życia. Pokazuje zgniecione białe kwiaty, które wiążą się z Zochną. Przywołuje też jej dotknięcie, którego wspomnienie czuje na skroni. Hertenstein zauważa tam ślad, a Müller sądzi, że kobieta zjawiła się w pokoju. Mówi o swoim pragnieniu miłości, przyjaźni i ludzkiego ciepła, lecz przyznaje, że po każdym spotkaniu pozostają w nim gorycz oraz nienawiść. Prosi Henryka, aby pomógł mu zakończyć życie.
Hertenstein pokazuje mu szklaną rurkę z trucizną Upas Antiar, działającą powoli, i proponuje, by wspólnie rozważyli odejście. Następnie przygotowuje opium, aby uspokoić Müllera, i rozpoczyna opowieść o życiu. Po śmierci ojca przyjechał do rodzinnego zamku położonego w górskiej dolinie. Znalazł dwa jego listy. W pierwszym ojciec nakazywał mu działać, walczyć, kochać własne dzieło, panować nad rzeczywistością i strzec się sztuki, która może odciągnąć człowieka od czynu. W drugim prosił, aby porzucił wojsko, został inżynierem i ratował dolinę zasypywaną przez kamienie osuwające się z gór.
Hertenstein dowiedział się także, że jego starsza siostra Hilda, zmuszona niegdyś do małżeństwa, uciekła z domu i została sławną śpiewaczką. Zawiadomił ją o śmierci ojca. Oczekując na pogrzeb, przebywał w zamkowej bibliotece i rozmyślał bez końca o trzech drogach życia: marzeniach, praktycznej walce z zagładą doliny oraz sztuce. Nocą usłyszał dźwięk trąbek i zobaczył przybywającą Hildę. Zaprowadził ją do ciała ojca. Kobieta poleciła ubrać zmarłego w dawny mundur, przygotować stare instrumenty, rozpalić ogień na szczytach i urządzić uroczysty pogrzeb.
Po pochówku rodzeństwo pozostało na zamku. Hilda rozmawiała z Henrykiem o ojcu i jego niespełnionych pragnieniach. Usłyszała muzykę brata, zachwyciła się nią i przekonywała go, że potrafi utrwalić to, co przemija. Hertenstein wyznał, że brakuje mu mocy. Ukrywał się potem w bibliotece, gdzie przeczytał legendę o księżniczce Bratumile, jej bracie Niezamyślu i świętym Jacławie. Historia wzbudziła w nim myśli o Hildzie i rodzącym się do niej uczuciu. Przez noc komponował, a następnego dnia odegrał siostrze utwór poświęcony ojcu. Hilda zaproponowała, by wyjechał z nią i wystąpił w stolicy, lecz później odmówiła zabrania go w podróż.
Henryk mówił Hildzie o jej sile i wyobrażał ją sobie jako uosobienie sztuki. Kobieta ostrzegła, że pozostaje niewolnikiem wyobraźni, nie potrafi dać szczęścia sobie ani innym i może być jedynie artystą. Pocałowała go, a następnie zaczęła śpiewać. Hertenstein ukląkł przed nią. Hilda kazała mu wstać i wybiegła z sali, a on podążył za nią. Wtedy nad zamkiem zeszła lawina. Henryk przypomniał sobie, że ojciec nakazał mu ratować dolinę. Oskarżył własne marzenia i sztukę o odebranie mu woli, a następnie stracił przytomność. Hilda opiekowała się nim, chłodziła mu twarz i obłożyła go gałązkami laurowymi. Następnie opuściła zamek.
Po wyjeździe Hildy Hertenstein próbował podjąć realizację obowiązków w dolinie, lecz obserwował dalsze osuwanie się skał i napływ obcych badaczy. Powrócił do biblioteki, gdzie za zapieczętowanymi drzwiami odnalazł starą księgę. Jej nauki nakazywały wyrzeczenie się pożądań, przywiązania do świata i własnego ja. Henryk spalił swoje kompozycje, wyjął struny z fortepianu i usiłował odrzucić sztukę. Nie zdołał jednak uwolnić się od Hildy. Jeździł za nią po Europie, unikał spotkań, lecz oglądał jej występy. Po powrocie na zamek komponował w myślach nawet na niemym instrumencie.
Po zakończeniu opowieści Müller pozostaje pod wpływem opium i łączy obrazy z przeszłości Hertensteina z własnymi wspomnieniami o Borowskich oraz teatrze. Henryk mówi o bezsilności twórców, poniżeniach związanych ze sztuką i poszukiwaniu wartości, których nie da się wyrazić. Müller broni twórczości jako jedynej rzeczy usprawiedliwiającej ich życie. Rozmowę przerywa przyjazd Hildy, która po pięciu latach po raz pierwszy odwiedza brata. Wraca właśnie z triumfalnego koncertu. Pod willą zatrzymują się powozy, tłum wiwatuje, a służba wnosi do pokoju wieńce, kosze i bukiety.
Zmęczona Hilda opowiada o pochwałach otrzymanych na dworze, propozycji pozostania w miejscowym teatrze i zainteresowaniu publiczności pieśniami Henryka oraz Müllera. Daje Müllerowi białą różę za utwór o łabędziu. Następnie śpiewa jego pieśń, a poruszony mężczyzna rzuca kwiaty pod jej nogi i obiecuje napisać dla niej nowy utwór. Hilda zrywa ciemnoczerwoną różę ze swojej sukni i oddaje mu ją. Po chwili żegna brata i wychodzi.
Müller wpatruje się w otrzymany kwiat, natomiast Hertenstein przynosi starą księgę i kontynuuje rozmowę. Odczytuje fragmenty potępiające kobiece wdzięki oraz nakazujące zniszczenie własnego „ja”. Opowiada o czterech prawdach dotyczących cierpienia, łańcuchu jego przyczyn, kolejnych wcieleniach, karmie, Samskarze, Bijnanie i drogach prowadzących do Nirwany. Müller protestuje, lecz potem prosi Henryka o pomoc w pokonaniu strachu przed śmiercią.
Obaj przyjmują przygotowaną truciznę. Müller nie wie, w której chwili to nastąpiło, i ma wrażenie, że jad przeniknął do niego wraz ze słowami Hertensteina oraz wonią kwiatów. Pyta, ile czasu im pozostało, i domaga się odpowiedzi na pytania o ludzkie cierpienie, karę i życie po śmierci. Henryk zapewnia go, że człowiek, który wyrzekł się pragnień, własnej woli i odrębności, osiąga wieczny spokój. Müller nie potrafi w pełni przyjąć tej nauki, lecz dziękuje mu za chwilowe uspokojenie.
Hertenstein staje się coraz bledszy i bardziej nieruchomy. Oznajmia, że usunął ostatnią przeszkodę, jaką była indywidualność jego ciała, i nic więcej nie może go spotkać. Müller, ogarnięty lękiem przed karą, klęka przed nim i całuje jego dłoń, lecz nie otrzymuje pocieszenia. Podchodzi do okna, skąd obserwuje budzące się miasto. Zastanawia się, czy śmierć faktycznie oznacza koniec. W półśnie czuje na skroniach kobiece ręce, a następnie widzi nad sobą groźną twarz. Chwieje się i wisi na framudze okna. Chart wyskakuje do ogrodu, płosząc ptaki. O świcie promienie słońca padają na kwiaty i nieruchomego Hertensteina. Henryk porusza wargami i wypowiada słowa o Agni jako sile kierującej miłością oraz życiem wewnętrznym.
Aktualizacja: 2026-07-18 13:42:38.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.