Małżeństwo

O małżeństwie raz myślałem
I takie widzenie miałem:
Ujrzałem kogoś nad sobą,
Czy szatana, czy anioła?
Tego i dziś nie wiem zgoła;
Jaśniał on duchów ozdobą,
Bujal eterów powiewem,
Lecz w blasku bijącym z niego
Było coś groźnie chmurnego,
A przemawiał gniewnym śpiewem:

Jestem aniołem nadziemskiej sławy;
Widzę cię pod ziemi mocą,
Chcesz się uplątać w związek nieprawy,
Przybywam z wyższą pomocą.

Kogo do wyższych trudów obarcza
Opatrzność natchnieniem świętem,
Taki sam sobie niechaj wystarcza,
Dla tego żona jest petem.

Całej on ziemi ma być małżonkiem;
A w miejscu kapłana, chwała
Święconym w niebie wieków pierścionkiem
Byt jego z czasem skowała.

Jemu świat cały rodziną strzecha,
Dziećmi całe pokolenia;
W chwilach niemocy jego pociecha
Pochwalne ludzkości pienia.

Czy ty wezwanie moje pojmujesz?
Czy pojmujesz byt tak wielki?
Mów, czy ty w sobie dość siły czujesz
Być oceanem z kropelki?

Tak mi nucił anioł chwały,
Blaskiem eteru oblany,
A eteryczne bałwany
Nad ziemią go kołysały.
Słuchałem go duszą całą,
Rwał mię czasem ducha zapał,
Ale gdym się w głowę drapał,
Kłopotał, poczułem ciało,
Więc mu rzekłem: Duchu sławy!
Ty jak duch widzisz, czujesz nasze sprawy;
Z wyżyny ducha w nasz padół poglądasz
I w tworach z ciała duchy widzieć żądasz.
Chmury eteru wznoszą cię nad nami,
Ja, gdybym zechciał z ludzkimi głowami
Nogi me zrównać, do góry nogami
Musiałbym stanąć lub ludzi przewrócić;
I tak i owak musiałbym skłócić
Porządek ludzki – Przebacz mi, aniele!

Lecz ten Bóg który ciało natchnął duszą,
Zamknąwszy duszę w niedołężnem ciele,
Sprawił że spólnie postępować muszą
W doczesnych sprawach spólnego istnienia,
Ażeby błogo tak duszy jak ciału
Przeszło to życie, nim chwila rozdziału
Wskaże im wyższą sferę połączenia;
A do tej chwili — tak przynajmniej sądzę —
Wszystkie czy ciała czy też ducha żądze,
Skoro oddzielna korzyść jest ich celem,
Skoro na zgodę wzgląd nie przewodniczy,
Ludzkość pomiędzy szaleństwa policzy,
A będą zbrodnią tam! przed Stworzycielem.

Gdyby to było wolno i podobna
Dobiedz do niebios każdemu z osobna,
Bóg byłby tylko jedną płeć utworzył,
Z jednej płci byłby rodzaj ludzki mnożył.
A że tak nie jest, więc prosty rozsądek
Każe szanować jaki jest porządek,
Każe i w żonie widzieć wsparcie boże,
Bo co mi ciężkie, dwom lżejsze być może;
Tak ja rozumiem — chyba z czasów zmianą
Ludzie mniej ludźmi niż są dziś zostaną.
Nim to nastąpi, z potrzeb człowieczeństwa
I ducha będę wzdychał do małżeństwa.
A jeśli Bóg niem dni mych nie uświęci,
Ha! moja wina, ale nie brak chęci.

Czytaj dalej: Wianek przyjaźni – Seweryn Goszczyński

Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.