Na toż powstają geniusze
Na wiecznej bytu zawierusze,
Aby błysnęły kometą,
I potem zgasły bez śladu?
Możnaż, aby twórca ładu
Bezcelną zamknął je metą?
Tutaj. gdzie pyłek jest świata ogniwem,
Oneż się tylko marnie zatracą,
Z całych wieków pracą,
Z plemion podziwem?
„Chwała światłości i cnocie;
Hańba złemu i ciemnocie!”
Zawoła skielet mądrości,
Groźny anioł–stróż przeszłości,
Wielki prorok z doświadczenia,
Który nad wieków prochami,
Liczy chwile, kolejami
Bytu i zniszczenia.
„Kto obecność pojąć pragnie,
Ku przeszłości ducha nagnie,
Ledwo drobny świat człowieka
Zaczął swój obrót w światów kołowrocie,
Dumny, przy swojej lichocie,
Z dróg wytkniętych wnet ucieka,
I gaśnie w ciemnocie.”
Przecknęła mądrość w twórcy osobie,
I tchnęła z boskich piersi, i geniusz w tej dobie
Zeszedł na ziemię otwarcie,
I śmiertelnym przyniósł wsparcie.
I już odtąd wiek po wieku,
Jak tylko bóstwo przygasa w człowieku,
A ciało duszę ugniata,
Wcielony geniusz zlata,
I zapasnik ludzkości, ludzkości imieniem
Walczy z nocą i spodleniem,
Aż wrogów duszy obali;
A świat tymczasem pomyka się dalej.
Chwała wam, męże wyższego natchnienia!
Że dusza żyje przez wasze zjawienia,
Jak biciem krwi ciało żyje;
Że przez was śród tego cienia
Zegar mądrości idzie i bije!