Zagadka tkliwego

Czego zadumany chodzisz,
I kładziesz rękę na spieczone łono,
I po bladych gwiazdach wodzisz
Ciche westchnienia, powiekę zroszoną?
Czy chcesz wyczytać na niebie
Zkąd te lecące bez celu westchnienia?
Zkąd te płacze bez cierpienia?
Chcesz się odgadnąć? ja odgadnę ciebie.

Ziemia jak trumna spoczywa.
Żałobne pienia nucą jej puhacze;
Noc jak wieko ją przykrywa,
Księżyc nad śpiącą, jak nad zmarłą płacze.
Takiej właśnie trzeba pory,
Aby się twoja zagadkę odgadło;
Weźmiemy tylko zwierciadło,
I pójdziem w pola, na góry, nad bory.

Patrzaj! oto obrócone
Ku księżycowi lustro go spotyka;
A teraz pojrzyj na stronę:
Widzisz błyśnienie! czy widzisz jak zmyka,
Jak przelatuje skwapliwie
Przez lasy ciemne, przez dzikie urwiska,
Chwilę na wodach połyska,
Chwilę na wonnej wstrzymało się niwie...

A teraz, pojrzyj ku górze!
Jak to światełko pędzi całą siłą,
Ledwo spoczęło na chmurze,
Już przy księżycu, już się z nim złączyło.
Otóż w naszym ziemskim bycie
Tak niespokojnie dla duszy dni biegą,
Otóż zagadka tkliwego:
Księżyc jest bóstwem, tyś jego odbicie.

Czytaj dalej: Wianek przyjaźni – Seweryn Goszczyński

Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.