Trzy wiersze o fryzjerze

Autor:

1

BOHATER

Mohikanin komfortu, lustro w śniadej ramie,
Mgławi się w tej fryzjerni błękitnym oparem.
Wyblakłemi barwami wiecznie się w nim łamie
Plakat fiksatuaru z węgierskim huzarem.

Dawno umarły landszaft — dziewczyna z myśliwym —
W deseń swą interpunkcją ozdobiły muchy.
Na kiju wisi sztandar nudy dokuczliwy:
Odwiecznie zeszłoroczny, zdarty numer «Muchy».

Szczerbaty grzebień, szczotka, staruszka łysawa,
Pędzel emeryt w zżółkłej oprawie niklowej —
— Wszystko martwe. Na życie jedynie zakrawa
Astmatyczny rozpylacz wonnej wody bzowej.

Z tej to krynicy wiosny bohater mój pryska
Na swój przedział, smarując go fiksatuarem.
A patrząc na wspaniałe huzarskie wąsiska
Marzy, że będzie kiedyś węgierskim huzarem.

2

UKOCHANA

Kiedy wieczorem siada na szarej pościeli,
Wsparty na łokciach, długo w kąt pokoju patrzy —
I marzy o słonecznej majowej niedzieli
Gdy z bukietem róż w ręku pięknie się oświadczy.

W glansowanych buciskach, orderach, mundurze,
Dzwoniąc szablą, przed panną uchyli kolana.
Widzi kółka rumieńców, rybie oczy duże
I biust — dwie wielkie kule. Oto ukochana.

Ach, pod rękę z nią kroczy przez rynek miasteczka,
Z wymyśloną, okrągłą, malowaną lalą,
A z okna zakochana i zazdrosna mieszczka
Patrzy, jak mu w lakierach dwa słońca się palą.

Oto teatr — marzenie — manekin miłości,
On, huzar czarnobrewy, z cudem złotowłosym!
I wtem budzi się. Gwiżdże. I nie bez żałości
Przygląda się swym biednym, krzywym nogom bosym.

 3

ŚPIEW Z GALERJI

«Ciałem przez balustradę strasznie przewalony,
Nie frunę z paradyzu do ciebie na scenę!
Skrzydeł nie mam! Więc śpiewam, nędzny i szalony,
O, z światła reflektora wykwitła Selene!

Komu ty, o płynąca w tiulowym obłoku,
Wznosisz oczy strzeliste, oczy pełne modlitw?
Na palcach kołująca w świetlistym otoku
Komu chwiejesz się, liljo, w podmuchu melodji?

Kapelmistrz cię prowadzi zachwyconym wzrokiem,
Dłonią przyciąga, wznosi, odrzuca, kołysze,
Ale ty, falująca melodyjnym krokiem,
Drżysz i modlisz się do mnie i ja ciebie słyszę!

I oto wzwyż się wzbijasz z czarownej feerji,
O, do mnie gołębico, do mnie srebrna Luno!»
Tak śpiewał mój bohater z wysokiej galerji,
I tak płakał — tak kochał — i tak w krzesła runął.

Opublikowano w: Rzecz czarnoleska (tomik)

Czytaj dalej: Do prostego człowieka – Julian Tuwim

Źródło: Rzecz czarnoleska, Julian Tuwim, wydawnictwo J.Mortkowicz, 1929.