Naprzeciwko księżyca jest mój dom,
W oknie okrągła głowa,
Szybą równo ucięta.
On kołem niebo toczy,
Przewracają się oczy,
Łypią rybio i głupio.
Ach, głowo uśmiechnięta,
Jak woskowo i trupio
Kręcisz się, głowo śnięta!
Naprzeciwko księżyca jest mój dom,
Srebrną żonę obudziłem — i mówię:
«Zobacz, jadę ścianami ku drzwiom,
Chwyć mnie, kołującego, bo się zgubię.
Ja oczami muszę za nim, patrz,
Ginę, tonę w bielonej powodzi!»
Srebrna żona nieszczęśliwa w płacz,
Wzrokiem za mną po świetlicy wodzi.
Naprzeciwko księżyca jest mój dom,
Opłynąłem światłą głąb pokoju.
I wróciłem na okno
I świt siny mnie połknął,
Szara wdowa nade mną płacze,
Ja ze szkła okrągłego patrzę
Jak potworek, jak gnom:
Głowa pływa w przeźroczystym słoju.
Nie siadajcie przy oknie w pokoju,
Gdy naprzeciw księżyca jest dom!
Opublikowano w: Rzecz czarnoleska (tomik)
Źródło: Rzecz czarnoleska, Julian Tuwim, wydawnictwo J.Mortkowicz, 1929.