Było wam, panowie, witrażowo i seledynowo.
Było «jakoś dziwnie» w «osmętach» i «tęsknicach».
Jak pięścią między oczy uderzyło Słowo
I poszli starzy zrzędzić po kawiarniach i ulicach.
Całe lata się w Polsce ględziło o duszy,
Piszcząc hymn do Księżyca na poetyckich okarynach,
Aż się w sercu czerwonem żywy śpiew rozjuszył
I huknął i przepędził durniów w pelerynach.
W Paryżu, nad absyntem, marzył się Królewicz
Długowłosym próżniakom, warszawskim Verlaine’om,
A jak słońce nad światem stał nad Polską Mickiewicz,
W teleskop nań patrzały Kallenbachy jeno.
Roiły się wam senne faramuszki w dali,
Mirjady i mirjamy, chramy i rapsody,
My — z Ody do Młodości, wiecznie młodej Ody,
Porwaliśmy się w życie, jak z porywem fali.
Jeszczeby dziś ze słówek pitrasili swojskie
Malowanki, kilimki i freblowskie wzorki.
Kwiląc «wiązaną mową», że to «takie polskie»
I kwitłyby rodzime poetyckie Tworki.
Trzaskiem strof pękających walić w tych matołów
I gradem strzał skrzydlatych prażyć w ich kilimy!
A na strzałach osadzać świszczące wesoło
Ostrza słów rozpalonych, pałające rymy!
Z poetyckich kominów bucha dym — evviva!
Piorunościągi sterczą na nich jak bagnety
I zadymione niebo złoty krzyk rozrywa
I wypruwa gwiaździsty sztandar dla poety!
Gniew stalą roztopioną wre, huczy i pryska,
Iskry pieśnią tryskają z hutniczego pieca!
Walić, młodzi, młotami w piekło paleniska,
W którem żarem się pławi polska giovinezza!
I niechże sobie teraz kto chce krzyczy: «żydy!»
Byle się nam poezja w rękach pędem trzęsła!
Do muzeów, witezie, magiki, druidy!
Nam radość, że jest w słowach tyle drzew i mięsa.
Tak się przyszłość buduje — muskularną mową.
Tak się życie pcha naprzód — śpiewną robocizną.
Młodości, daj nam skrzydła! Boże, ześlij słowo!
W pęd sławy, w dzieje swoje, porwij nas, ojczyzno!
Opublikowano w: Rzecz czarnoleska (tomik)
Źródło: Rzecz czarnoleska, Julian Tuwim, wydawnictwo J.Mortkowicz, 1929.