Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'chaos' .
-
Lilia piękna, wręcz oszałamiająca, często tańcząca, jak i świecąca, tak samo pięknie płacząca. Lilio ma piękna, cudowna, czemuś taka? Twarz przestronna, często kłamiąca, a mimo wszystko tak bardzo promieniejąca. Prawda Cię skrzywdziła, poraniła, niczym pnączami druta kolczastego opatuliła. Piękna lilio! Wysłuchaj chociaż raz, spójrz na świat bez ciemnych barw! Lilio Ty nasza, nie daj ciemności odebrać kolorów, cudowna lilio, nie płacz jak nikt nie widzi, lilio, spójrz na świat bez krat bólu, lilio, pamiętaj o sobie. Czymże świat byłby bez Ciebie? Zapachu pięknego, wyglądu oszałamiającego, Często śmierć zwiastującego. Piękna, nadzwyczajna jak i cięta, prawdą atakująca, z bólem przez świat zmierzająca. Obudź się z amoku, lilio, nie musi już tak dalej być. Lilia, może piękna, a jak toksyczna. Przykra, niezbyt przyjemna, spolądająca w przeszłość, rozgrzebująca wściekłość. Lilio zgorzkniała, powiedz mi! Jak tyś zdołała, smutna szlochała… Lilio smutna, aczkolwiek w tym piękna, jak tyś tak wstrętna? Lilio nieszczęsna, poczuj moc tętna, bądź proszę wdzięczna. Lilia biedna, tak bardzo smętna, kiedyś czuła się jak księżna. Miłość tak szczelna, że odbiła swe piętna. Lilio nieszczęsna, często tak smętna, na świat spójrz zza piętna. Jesteś przepiękna, a jak zniszczona. Tyś czerwona - bez obrony. Tyś biała była, jakże piękna, ambitna, a jakże naiwna. Lilio naiwna, podzielże się, myślami które prześladują Cię. Myślami, które prześladują mnie. Sens? - dawno przepadł gdzieś w ogniu. Lilio… już nie pytam. Ależ pytaj! Za dzień chwytaj, pewnie myślą błyskaj! Jednakże gdzież w tym sens? Gdzież się kryje, jak nie w bezsensie? Nie jestem z wielkich opowieści! Jestem jedynie pęknięciem, jak linii na papierze jaki spłonął wraz z uczuciem. Lilio, tyś naiwna była… Wiem, to moja wada. Lilio, nie płacz więcej - zapałki się wypalają. Nie odpalisz żadnej ponownie. Lilio, każda iskra kończy się ciszą, chowasz je w kartoniku. Jakbyś chciała schować wspomnienia, które nie zapłoną. A Ty, Lilio, dalej pytasz, “Dlaczego wciąż je trzymam?” Lilio, Lilio, Lilio. Cały zaś czas tylko to. Natręctwo. Gdzie podział się rozum? Gdzie podziało się to co zgasło? Przede wszystkim, gdzie zgasła iskra, jaka miała zapłonąć? Ciągle słyszę “Lilio” to, “Lilio” tamto. Każda zapałka płonie, gasnąc w mych dłoniach... Kto by pomyślał, że to spłonie? Pozostawiając popiół wspomnień, w małym kartoniku po zapałkach. Moja iskra zanika w wodzie, coś, co niszczy ogień. Woda otula mą zapałkę, bezlitośnie ją gasząc. Czemuś wodą? “Lilio, Lilio, Lilio…” Dość. Lilio naiwna… Ty niegdyś ogniem, teraz gasnącą myślą W dłoniach. Ciszy. Każda zapałka kończy tak samo. Gasnę, powoli. We własnym ogniu, własnej wodzie jaką się stałam. Nie jest Tobą. “Lilio, Lilio, Lilio…” Przestań. Dość maskarady. Dość pożarów wkoło. Gasnę w oczach… Lilio zniszczona, niegdyś ognista. Dlaczegoś obróciła się w popiół? Spłonęłaś w oczach, powoli zgasłaś. Lilio popielna, powstańże z popiołu, pokaż światu swą moc. Na nowo zapłoń. Zapłoń jak zakochane serce. Wznieć nowe pożary. Spal mosty przeszłości. Poczuj palące uczucie. Poczuj iskrę. Niech wznieci twój ogień. Lilio. Pamiętaj kim jesteś. Jesteś dzieckiem ognia. Powstań jak pożar z iskry. Wznieć go swoją zapałką i spal wszystko w popiół. Tak jak spłonęłaś Ty. Jestem dzieckiem ognia. Z popiołów powstanę, tak samo jak w popiół się obrócę. Płonę, palę co dotknę. Samą siebie także. “Lilio, Lilio, Lilio…” Widzę rozczarowanie. Ciągle jestem lilią. Powinnam dryfować po wodzie. Iskierki świetlików powinny mnie otaczać. Czemu tak nie jest? Dlaczego jestem jak zapałka? “Lilio, Lilio, Lilio…” Nie! Dość. Nie jestem twoją podwładną. Lilio, oddaj się mi. Sprawię, że zapłoniesz jasnym ogniem. Ogniem tak gorącym, że cały świat nauczy się bać. Przestań! Nie będę już Lilią. Lilio, nie bądź uparta. Spłonie każdy. Każdy kto ocenił. Skrzywdził. Przestań, przestań, przestań! Nie potrzebuję Cię. Wyjdź z mojej głowy. Lilio zagubiona, oddaj się mi… Oddajże kontrolę. Dajże wydać wyrok, spalić wszystko w popiół… Nie. Nie oddam siebie. Nie dam zniszczyć mojej zapałki. Będzie płonąć. Aż nie wypalę się jak gwiazda. A gwiazdy nigdy nie przestają płonąć. “Lilio… to już koniec.” Kurz opadł, koniec maskarady. Pustka w sercu, zanieczyszczone wody. Wypalona trawa, spadające gwiazdy. Nikt nie przeżył. Nastąpiła cisza. Powoli unosząc wzrok, zauważ płatki z nieba spadające. To lilia - pomyślisz. Jednak co by tam robiła? Delikatne płatki lądujące na Tobie. Piękne, wilgotne. Coś nowego w porównaniu z Twym ogniem. Coś co nie rządzi się chaosem. Nie jesteś już Lilią. W końcu możesz odetchnąć.
-
Szara mysz w kącie siedzi przygląda się innym, bawiącym Marzy by szaleć by tańczyć lecz coś ją tłumi i dławi Boi się szaleć by się w tym szle nie zapomnieć Koszmary z przeszłości wciąż siedzą choć głęboko ukryte przed resztą
-
pośrodku snów stoję ja i marzenie moje o spokoju świętym o niepojętej ciszy którą usłyszeć zdołam nim świat mnie zawoła na już na raz i dwa mam być i stać i trwać działać w chaosie, którego nie znoszę nie wolno się bać więc szybko zabijam strach lecz on udaje że nie żyje znów łapie za szyję i chociaż się biję przegrywam - - kolejny raz znów sterczę w tych niepokojach pustostanach bez okien na wewnętrzny ład ustaje wiatr ja ustać nie zdołam wołam, nikt nie słyszy jak do wnętrza łkam ramtamtam życie to gównoburza wstaję z kolan, chwiejnym krokiem ruszam kolejny raz w zafajdany świat
-
czy piękno może być trwałe? czy może jednak jest pewne że w stracie się piękno dostrzega i zdobyć je można cierpieniem? czy piękno „pięknem” się mieni jedynie przez swą ulotność? we wzlotach i spadkach słońca w tęczach i w sile odśrodka cyklicznie, rzadko, czy ciągle?
-
J e s t e m - czym? - nie wiem już sam. Płyń wiaro dokądś. Ja już nie wierzę w nic - w siebie najbardziej. Jakaś cząstka mnie - próżna. Ale co mi po niej - przecież j e s t e m w całości. Więc być, czy powoli uzależniać się od narkozy, której pierwsza dawka rozświetliła mi obraz na temat kresu mojego, udajmy, pięknego życia? Przecież to takie piękne żyć, ale nie być. J e s t e m - protem. PROTEM, bo czym innym? A co to prot? {futurgys{jefewwedk[wslwmnrls;.WA{WR[EVL[OMWQMLJEWMF;DMJMWK} WOŁAM CIĘ! ZEMŚCIJ SIĘ! POZWÓL MI ZNÓW BYĆ SZCZĘŚLIWYM! MAM DOSYĆ GNICIA! CZY JA JESZCZE W OGÓLE ŻYJĘ? WYJMIJ ZE MNIE COKOLWIEK. <> .ymareimu min z mezar ob, ejyżdo taiwś net hcein - abśorp ajom anydeJ
-
Żyję w czasach pokoju, chociaż byłem uczestnikiem większej ilości bitew niż nie jeden rycerz, w czasie zguby swego kraju czy żołnierz "szczęśliwie" przeżywający kolejne bitwy bez urazy fizycznego podczas Wielkiej Wojny. Potyczki te wszystkie nie dzieją się w mym sąsiedztwie czy na dalekiej planecie. A w innym wymiarze, odległym chociaż mi tak bardzo bliskim. Wszystkie one dzieją się we mnie. Hordy ciała i Armie umysłu ułożyły się na dwój krajach wielkiej polany pełnej wysokich traw i głazów. Teren ten jest praktycznie płaski niczym stepy Akermańskie. Tych pierwszych było więcej chociaż byli oni uzbrojeni w arsenał z przed wieków. Stare lecz ciągle piękne Husarskie zbroje lśnią w świetle wschodzącego słońca. Konie niecierpliwe dyszą parą ze swych nozdrzy. A za nim przygotowane są potężne armie Hellenistyczne. Rycerze w Greckich zbrojach, w jednej ręce trzymają okrągłe tarcze wykonane z jakiegoś metalu, a w drugiej Sarisę, długą tradycyjną włócznię z czerwonymi i niebieskimi flagami przymocowanymi przy grocie. Tyłów bronią setki średniowiecznych łuczników i kuszników. Na głowach ubrane mieli okrągłe srebrno rdzawe hełmy. Resztę ciała zaś broniła tylko warstwa ubrań w kolorach białych i szarych. Za to w Armii pierwszą pozycję zajęło kilka rzędów piechoty korony Brytyjskiej w czerwonych mundurach z białymi spodniami i czarną trójkątną czapka. Do obrony zaś mieli broń palną wyposażoną w bagnety. Głębiej w ułożonym wojsku stało na czarno ubranych kanonierów, każdy z nich miał przy swym boku małą armatę. Jeżeli wróg przedarł by się przez pierwsze dwie grupy, nie zdołał by tego samego uczynić z pięcioma potężnymi czołgami rodem z II Wojny Światowej. I tak w pewnej chwili obydwie stada zaczęły napierać na siebie. A na środku pola szybko pojawiło się pełno dymu. Bitwa ta trwała długo z powodu dużej ilości posiłków z obu stron i chaotyczności bojowania bez dowódców. A ja z daleka, stojąc na jedynym wzgórzu w okolicy przyglądam się bitwie. Wydaję się najbardziej dotknięty nią, chociaż nie uroniłem ani kropli krwi z żadnej rany ani też nie stoję po żadnej stronie. Rzucam się i toczę się z bólu podczas gdy ma skóra cała jest mokra od potu. Którakolwiek ze stron bo zwycięstwie spali twierdzę drugiej tworząc reakcję łańcuchową która ze sobą zgarnie bazę zwycięzców pozostawiając tylko ruiny. Bitwa trwa długo i powoli wyczerpuje obydwie strony. Nagle z daleka słychać krwiożerczy wrzask. Na horyzoncie wyłania się ogromny i straszliwy stwór pędzący w stronę bitwy. Wysoki na dwa metry, ciało miał goryla całe czarne z ogromnymi czerwonymi oczami. Bestia posiada dziób wyposażony w ostre jak małe nożyki żeby i pół metrowym językiem. Stwór wpada w mężczyzn kończąc ich życzę i to "ruchliwe spotkanie". Pozostawiając mnie z bólem głowy i dezorientacją w czynnościach które właśnie wykonałem. Po tej okropnej scenie pojawią się kolejne i następne. Każda z nich trwała chwile po której były one kończone, chociaż każdą z nich pamiętam. Bo to co boli nigdy nie umiera.
-
Moje myśli zabłąkane jak zawsze,Dzisiaj raczej jestem w bagnie, na dnie. Nie mogę odpocząć we śnie,tak bardzo męczą mnie te dnie.Głosy w mojej glowie jęczą, są strasznie zle.W mojej głowie żyletka już się sama tnie.I wcale nie szkoda mi mnie.Jak tu ogarnąć się?W koło przeszkody,przeszkadzają istnieć mi.Może to samo przeszkadza i Ci?Świat kłamstwa i obłudy,doprowadzają już czasem do nudy.Równocześnie męczą optymizm już i tak chudy.Wkoło głuchy chaos, wrzaski i piski.Znowu wpadłam w potrzaski złych myśli. Słychać cicho tętnienie mojego serca,ktoś mi w nim ostro dziurę wykręca.Ono ledwo funkcjonuje,wszystkie barwy są ponure.W duszy nastrój zimny, chłodny a do ucha docierać będzie marsz żałobny.
-
- strach
- zabłąkanie
- (i 4 więcej)
-
Cud pierwszy koisz rany złotą muzyką oceanu perłowe ositowione pieśni Syren mleczna zieloność wypełnieniem kurhanu nierozważni gąbczaści pochłonięci snem błękit niebiańskiej wody porządek Luny fale odpływy przypływy urok skałek kosmosu czuwanie supernowych łuny miliardy umarłych i żywych cząsteczek potęgą chaosu Z cyklu "Mamy szczęście"