„Bitwa o Monte Cassino” to reportaż, którego autorem jest Melchior Wańkowicz. Opisuje on zdobywanie klasztoru na Monte Cassino przez Polaków i aliantów, gdy był on zajęty przez siły niemieckie. Został przygotowany przez autora w Rzymie i w Mediolanie w latach 1945–1946 i opiera się na relacji uczestników walk.
Spis treści
Narrator przybywa do Włoch i przez dziesięć dni prowadzi rozpoznanie wokół Monte Cassino, poznając przebieg wcześniejszych walk, w tym nieudane ataki Amerykanów i Francuzów oraz zbombardowanie klasztoru w lutym 1944 roku. Kolejne alianckie natarcia nie przynoszą przełomu. Przygotowywana ofensywa zostaje wyznaczona na maj, a zadanie zdobycia klasztoru otrzymuje Korpus Polski. Trwają przygotowania logistyczne, maskowanie zaopatrzenia oraz działania saperów i wywiadu.
11 maja rozpoczyna się natarcie, poprzedzone silnym ostrzałem artyleryjskim. Piechota rusza w nocy, lecz problemy z łącznością utrudniają dowodzenie. Pierwsza Brygada Karpacka atakuje wzgórza 593 i 569 oraz Albanetę. Początkowo zdobywa wzgórze 593, lecz pod naporem kontrataków i strat wycofuje się. Dywizja Kresowa prowadzi ciężkie walki o Widmo, ponosząc duże straty, lecz zdobywa część pozycji. Są podejmowane kolejne próby zdobycia Gardzieli, ale są one nieudane. Silny ostrzał zmusza oddziały do wycofania się.
Walki trwają dalej mimo strat i braku zaopatrzenia. Ranni, jak Tereszczuk, trafiają do punktów opatrunkowych. Dowództwo planuje kolejne uderzenia, wykorzystując informacje o osłabieniu przeciwnika. 16 maja rozpoczyna się druga faza walk, w której Polacy zdobywają Widmo i odpierają kontrataki. Toczą się walki o S. Angelo, gdzie oddziały cierpią z powodu braku amunicji, łączności i strat wśród dowódców.
Walki o wzgórze 593 kończą się kolejnymi niepowodzeniami i dużymi stratami. Saperzy ponownie torują drogę dla czołgów, a mimo chwilowego chaosu udaje się przywrócić łączność. Nocą z 17 na 18 maja pojawiają się informacje o odwrocie części sił niemieckich. 18 maja Polacy zdobywają klasztor, uwalniają jeńców i wywieszają flagi.
Po przełamaniu linii Gustawa walki trwają dalej w rejonie Albanety i Passo Corno. Oddziały zdobywają kolejne umocnienia, zmuszając przeciwnika do odwrotu. Następnie rozpoczyna się walka o Piedimonte, która trwa kilka dni i kończy się zdobyciem miasta 24 maja. 25 maja Niemcy wycofują się, a bitwa o Monte Cassino kończy się zwycięstwem aliantów po trzynastu dniach walk.
Akcja zaczyna się od przybycia narratora do Włoch. Tam przez około dziesięć dni zajmuje się rozpoznaniem sytuacji wokół klasztoru leżącego na Monte Cassino. Sam generał Anders pokazuje mu panoramę składającą się ze wzgórza z ruinami budowli, a także samego masywu Monte Cassino. Klasztor jako pierwsi szturmowali Amerykanie po rozkazie wykonania najmocniejszego uderzenia, ono zaś zmieniło się w okrutną bitwę. Narrator udaje się do kwatery prasowej, gdzie dostaje obowiązkowe zaopatrzenie, proponuje mu się również odwiedziny w sekcji historycznej.
Amerykanie w styczniu roku 1944 kierują salwy w stronę Niemców i zaczynają się przebijać przez bagienne tereny. Dochodzi jednak do klęski – dwa czołowe bataliony zostają pozbawione dowództwa. Francuzi zajmują prawe skrzydło, ale dają się wciągnąć w pułapkę związaną z ukrytymi bunkrami. W tym czasie 34. Dywizja Amerykańska podąża środkiem doliny wraz z żołnierzami Dywizji Karpackiej. Dochodzi do odcięcia szturmowców w ruinach Cassino – cało wychodzą z tego zaledwie 144 osoby. Przez masyw Monte Cassino nie da się przejść na Rzym, zatem pozostaje on niezdobyty.
Klasztor zostaje zbombardowany 15 lutego przez 255 bombowców. Zrzucają one aż 351 ton ładunków wybuchowych. Opinią publiczną wstrząsają relacje zakonników, którzy opowiadają o stosach ciał. Alianci nacierają po raz drugi pod dowództwem Brytyjczyków i Nowozelandczyków, ale im też się nie udaje. Trzecie uderzenie jest w przygotowaniu do 15 marca. Okazuje się bardzo krwawe – w ruch idą czołgi, atakują spadochroniarze i Hindusi, ale przełom nie nadchodzi.
Następuje czwarte natarcie, pojawiają się w nim Polacy, a alianci przebijają się przez rzekę Rapido i tam przez trzy tygodnie utrzymują się na pozycji, a odwrót staje się utrudniony. Masyw górski wciąż stoi na drodze, nie można też koncentrować wojsk, bo może dojść do rzezi z powodu artylerii. Niemcy zajmują się rozwojem linii Gustawa od Monte Cairo aż po Monte Cassino, a także linią Hitlera biegnącą od Monte Cairo przez Piedimonte.
W Neapolu alianci gromadzą środki desantowe, zatem Niemcy zajmują się osłoną wybrzeża, ofensywa jest planowana na 11 maja. Generał Leese w trakcie narady decyduje się powierzyć Korpusowi Polskiemu misję zdobycia klasztoru jako najlepszy kierunek natarcia. Saperzy pracują na pierwszej linii, cały czas oczyszczają przejście. Propaganda zostaje wykorzystana do wpływania na morale żołnierzy tuż przed nadchodzącym starciem.
Nadchodzi moment nocnego uderzenia, bo godzinę H wyznaczono na 23:00. Oddziały znajdują się pod ogromnym napięciem, a pół godziny przed uderzeniem zostaje przerwana cisza radiowa. Dochodzi do dostrajania połączeń i zostają sprawdzone linie obserwacyjne. Dowództwo widzi pole rażenia z pewnego cypla skalnego. 23:00 przynosi kanonadę artylerii Ósmej oraz Piątej Armii, a pył i wstrząsy stanowią zasłonę dymną, co z kolei utrudnia rozpoznanie terenu. Dzięki temu ma dojść do wyciszenia niemieckiej artylerii i zbicia punktów ogniowych.
Piechota rusza o pierwszej w nocy, przemieszcza się za wałem ogniowym, a narratorowi udaje się dotrzeć do punktu dowodzenia kapitana Żebrowskiego i Pawlaka. Tam napływają meldunki z różnych odcinków. Niektóre radiostacje milczą z powodu uszkodzonych linii, zatem dowództwo nie dysponuje pełnymi i aktualnymi informacjami. Maleszewski analizuje sytuację i nakazuje połączenie oddziałów, a kolejne natarcie ma się odbyć o godzinie 15:00, przy synchronizacji piechoty, saperów oraz artylerii.
Pierwsza Brygada Karpacka wchodzi do walki, a drugi batalion ma w planach zajęcie wzgórz 593 i 569. Z kolei pierwszy batalion szykuje się do opanowania Albanety. Wzgórza stanowią zewnętrzny mur, który sprawia, że klasztoru nie da się zdobyć. Do wzgórza 593 prowadzi wąska ścieżka, nazywana drogą do domku doktora, który jest punktem opatrunkowym.
Drugi batalion wyrusza o 1:30, a zmęczony trzeci batalion zostaje zastąpiony przez drugą kompanię. Niemcy nie odpuszczają i odpowiadają ogniem, ale Skwara prowadzi ludzi na szczyt po objęciu dowodzenia. Wzgórze 593 jest zdobyte, a przeciwnik nie jest w stanie obsadzić gniazd karabinów. W trakcie cofania się ściga go pierwszy pluton trzeciej kompanii dowodzony przez Romańskiego.
Działają służby medyczne, patrol kaprala Jeżewskiego zajmuje się opatrywaniem rannych pod ostrzałem, a inne drużyny zabierają ich na tyły. Zdobycie wzgórza 593 zachęca do natychmiastowego ataku na 569, ale nie sprzyjają temu takie okoliczności jak uszkodzone radiostacje, brak łączności czy blokujący ten manewr ostrzał. Pierwszy batalion miał problemy z utrzymaniem Albanety, a piętnasty nie dawał rady z zajęciem wzgórza 575. Niemcy odpowiedzieli atakiem pięciokrotnie. O 19:30 zdziesiątkowany drugi batalion opuścił wzgórze 593 – zeszły z niego zaledwie trzydzieści cztery osoby.
Dywizja Kresowa wyrusza do szturmu na Widmo, a trzynasty batalion Kamińskiego uderza na prawą część. Piętnasty za to atakuje z lewej, za nim idzie druga kompania. Teren zaminowano, a wybuchające ładunki powodują ogromne straty wśród ludzi. Trzecia kompania zostaje właściwie zmieciona z powierzchni ziemi, a ocalali przyłączają się do drugiej kompanii.
Dochodzi do odwetowego kontrataku, a pluton Matulewicza dochodzi do bunkrów. Przeciwnicy starają się ostrzelać Polaków z dwóch stron, część swoich sił wciąż ukrywają. Ostatecznie szturm od frontu i granaty pozwalają na rozbicie ochrony. Wtedy z grzbietu Widma rusza czwarta kompania i zaczyna czyścić schrony. Dochodzi druga w nocy, a cały plan ma zostać wykonany przed nadejściem świtu. Giną członkowie dowództwa, między innymi Świeściak, a pododdziały też tracą swoich członków. Domoń wchodzi na Widmo zgodnie z wcześniejszymi założeniami.
Nadchodzi wieść, że wzgórze 575 jest kiepsko bronione, zatem Gnatowski i Domoń przechodzą do planowania nowego uderzenia. Batalion osiemnasty musi się jednak wycofać, a Gnatowski nie dostaje nakazu odwrotu. Zostaje odcięty od łączności, zatem na swoim stanowisku tkwi do 22:00. Stamtąd nadchodzi jego meldunek ocalenia, który potwierdza dokonania obrony.
Saperzy mają przejąć pole minowe Gardzieli. W ten sposób czołgi zyskają szansę wsparcia natarcia na Albanetę i wzgórza 476. Wszystkie działania mają miejsce pod ciągłym ostrzałem. Narrator porównuje to do polowania na kaczki. Kompania Maślony czeka na korytarz przygotowany przez saperów, a potem rusza Drogą Polskich Saperów – ostrzał jest kontynuowany. Nie udaje się przejechać czołgom, zatem niezbędne stają się posiłki.
Porucznik Musiał zaczyna dowodzić czwartą kompanią, ma przekroczyć stanowiska trzeciej kompanii i w ten sposób otworzyć innym drogę na Albanetę. Następuje krótka wymiana ognia, a porucznik każe udać się w kierunku własnych czołgów, by uniknąć wpadnięcia w kocioł. Kompania Kromkaya trafia na ogołocony stok z krzakami cierni, zatem jest tam pozbawiona osłony. Wiele osób zostaje rannych.
Nadciąga ciężki sprzęt, ale górskie drogi nocą nie są bezpiecznym miejscem. Nadchodzi rozkaz, by zrzucić czołg w przepaść w celu odblokowania szlaku. Radiooperator Janowski ratuje całą kolumnę, zwalniając hamulce. Schron Raczkowskiego ma problemy z łącznością, a gońcy giną po drodze z powodu ostrzału. Nadciąga raport o śmierci Kromkaya i rozbiciu jego kompanii. 13 maja o godzinie 14:30 wydany jest rozkaz odwrotu. Tak kończy się pierwsza próba przełamania Gardzieli.
Tereszczuk ma zmiażdżoną nogę i tak leży z nią przez dwie doby między liniami. Wreszcie zostaje mu udzielona pomoc przez sanitariusza Brzezińskiego i niemieckiego jeńca. Kończy się amunicja, a wtedy na chwilę zapada cisza – Niemcy zajmują się rannymi i prowadzą Tereszczuka do punktu opatrunkowego. Tam leży już czterech Polaków pozbawionych między innymi wody. Żołnierze po kolejnym ostrzale zabierają mężczyznę do bunkra, by tam zatamować jego krwotok.
Tereszczuk przestaje być świadomy w nocy z 15 na 16 maja. Zostaje jednak odnaleziony przez Anglików, którzy zabierają go do lekkiej jednostki szpitalnej, a stamtąd trafia już do Głównego Punktu Opatrunkowego. Tam jednak nie są wykonywane operacje, a jedyną szansą na powstrzymanie zakażenia jest amputacja kończyny. Tereszczukowi udaje się przeżyć.
Generał Anders porządkuje informacje na temat obrazu frontu. Główny opór niemiecki przenosi się w okolice Monte Cassino. By kampania włoska mogła się rozwijać, konieczne jest przełamanie linii Gustawa i Hitlera. Uderzenie musi zostać wykonane natychmiast, by nie dać wrogowi szansy na zgrupowanie odwodów. Rudnicki działa w ramach rozpoznania i udaje mu się ustalić położenie dział osłoniętych przez czołgi. Gardziel pozostaje w pewnym stopniu zaminowana.
Skonieczny i drużyna Majchra udają się na trzech czołgach do wsparcia saperów. Znajdują jednego z nich zabitego przy jego miejscu pracy. Przygotowują kolejne trzysta metrów ścieżki, a po zmierzchu wracają do bazy. Kilkukrotnie dochodzi do odwołania natarcia, aż wreszcie wieczorem 16 maja, gdy Anders zjawia się w Kresowej, nadchodzą też dobre wieści z XIII Korpusu, dotyczące odwrotu części sił Niemców, co pozwala na rozpoczęcie natarcia.
Druga faza bitwy rozpoczyna się pod wieczór 16 maja. Szesnasty batalion Kresowej zaczyna atakować zgodnie z planem Rudnickiego, zatem artyleria uderza w bunkry, a druga kompania zajmuje Widmo. Ostatnim oficerem w kompanii zostaje Bębnowicz, a trzecia kompania dociera do zajętych pozycji.
Niemcy rozpoczynają własne uderzenie, a w schronach obrońcy zmagają się z brakiem amunicji. Narrator przypomina o losach młodych żołnierzy, przykładowo Zagrzejewskiego, który styka się z podstępem z czerwoną flagą z krzyżem. Niezwykle ważny staje się siedemnasty batalion, który uczestniczy w decydującym szturmie. W przypadku środkowego Widma pozycje udaje się utrzymać do rana, a pozbawiona oficerów trzecia kompania odpiera kolejne ataki.
Baczkowski idzie do Rudnickiego i przekazuje mu rozkazy, zgodnie z którymi następuje przegrupowanie oddziałów i wymarsz o świcie. Przed żołnierzami znajduje się Małe S. Angelo oraz Duże S. Angelo i głębokie bunkry. Artyleria rozpoczyna wał ogniowy, a piechota sięga po granaty i ładunki wybuchowe. O 6:45 są na podejściach do Małego S. Angelo, a kapral Tomaszko ma ze sobą jedenastu jeńców. Ze zbocza Dużego S. Angelo schodzą dwie kompanie, moździerze rozbijają szyk. Dowódca czwartej kompanii odnosi ciężkie rany.
Ludzi na stoku ogarnia bezsilność – w powietrzu dym miesza się z pyłem i niewiele przez to widać. Siedemnasty, piętnasty i szesnasty batalion przebijają się od północy, a druga kompania inicjuje hymn, by dodać wszystkim otuchy. Niemcy odpowiadają ogniem, brak łączności, a amunicja zaczyna się kończyć. Pułkownik Kurek zostaje zabity pociskiem moździerzowym, a kapitanowi Michalakowi z trudem udaje się dotrzeć, by przekazać meldunek o brakach w zaopatrzeniu. Szturm zaczyna grzęznąć, żołnierze dotkliwie odczuwają głód oraz pragnienie. Smrokowski w raporcie donosi, że od trzydziestu sześciu godzin pozostaje bez zaopatrzenia. W nocy z 17 na 18 maja wielu rannych przebywa na stokach górskich.
Kolejny dzień przynosi rozstrzygnięcie, a podpułkownik Fanslau ma sprawdzić, czy wzgórze 593 nie zostało przypadkiem porzucone przez wroga. Patrol zostaje podzielony na trzy grupy, ale po chwili, dzięki granatnikom i kilku krótkim wypadom z bunkrów, okazuje się, że Niemcy wciąż są w posiadaniu szczytu. Wspólne działanie i rozproszenie pozwalają odeprzeć pierwszy atak, potem nadchodzi informacja o ostrzelaniu własnych pozycji. Zostaje podjęta decyzja o konieczności utrzymania odcinka.
Zostają utworzone dwie grupy szturmowe, ale ogień ze wzgórz 593 i 569 powstrzymuje manewry. Szósty batalion ma udać się na Albanetę, zatem konieczna jest osłona. Koło 16:00 nadchodzi informacja, że nie da się zdobyć wzgórza 593, nazywanego już Górą Ofiarną, o którą rozbijają się kolejne kompanie.
W celu spięcia S. Angelo i wzgórza 593 konieczne jest wejście siedemnastego batalionu na S. Angelo od strony północnej, a czwartego na wzgórze 593. Czołgi znów jadą na Gardziel, a saperzy zabezpieczają najważniejsze odcinki, by mogły dotrzeć posiłki. W dywizji zaczyna się pojawiać optymizm, który jednak znika, gdy Niemcy zajmują aliancką częstotliwość radiową. Zaczyna panować chaos i pojawia się dezinformacja, oficerom udaje się jednak odzyskać łączność, zatem kolumna pancerna dojeżdża do Gardzieli. Piechota zajmuje się utrzymaniem stoków Albanety, Małego S. Angelo oraz Widma.
Bilans szturmu na wzgórze 593 jest straszliwy – okazuje się ono śmiertelną pułapką podczas kolejnych czterech natarć. Z kolei przełęcz Monte Cassino jest w pewnym stopniu zaminowana, brakuje oficerów, nie można nawiązać łączności, a wszystkie decyzje stają się krytyczne. Generał Anders dokonuje oceny, zgodnie z którą Niemcy nocą mają się przebijać z klasztoru, zatem zleca wzmocnienie punktów zaporowych.
W nocy z 17 na 18 maja Drzewieniecki i Łomnicki pełnią dyżur. Nadchodzą meldunki o silnym oporze, ale godzina 7:00 przynosi informację, że wzgórze 569 zostało opanowane, zaś oddział szturmowy zbliża się do klasztoru. Generał Anders wydaje się pewny zwycięstwa, podejrzewa bowiem, że rozpadła się niemiecka obrona.
Ostateczny szturm ma swój początek 18 maja 1944 roku i zaczyna się od urwiska 593. Niemcy porzucają tereny klasztoru, natomiast Polacy i Anglicy zajmują się ich oczyszczaniem. Żołnierze ścigają się o wejście do ruin, z bunkrów są uwalniani jeńcy. Stoki pokrywają ciała zmarłych, które opisuje narrator. Zaczyna się rozbrajanie klasztoru – w ruinach leżą szczątki liturgiczne, niepochowane trumny ze zwłokami czy kawałki rzeźb. Flaga polska i angielska zostają zawieszone nad klasztorem.
Ostatnie bastiony obrony to walki w rejonie Albanety i S. Angelo. Bortnowski nadchodzi wraz z czwartym pułkiem pancernym pod Albanetę właśnie. Meldunki sugerują śmierć kapitana Iwanowskiego niedaleko S. Angelo. Jest też rozkaz do zaplanowanego odwrotu posterunków wroga. Do Korpusu dowódca Kresowej donosi, że została przełamana linia Gustawa, utrzymano grzbiet Castellone, a przeciwników odcięto. Niemcy mają jeszcze w posiadaniu Passo Corno, zajmują się ostrzałem opuszczanych terenów. Wszyscy czują, że zwycięstwo jest już blisko.
Passo Corno staje się następnym celem. Oczyszczono już Górę Klasztorną, a także wzgórza 468, 575, 585 oraz Albanetę. Do walki rusza piętnasty pułk ułanów i udaje mu się zdobyć pierwszą linię bunkrów. Kurowski dalej prowadzi żołnierzy zboczem Castellone, gdzie Niemcy odchodzą od schronów, a zamiast tego otwierają ogień w kierunku szturmujących. Utrata łączności i brak amunicji powodują znów taki kryzys, że nawet sanitariusze zaczynają walczyć.
Porucznik Popiel zajmuje jeden z porzuconych bunkrów i stamtąd zaczyna rozbijać sąsiednie stanowiska, łamiąc tym samym pierwszą linię umocnień. Durlik nadchodzi z posiłkami, a Niemcy kapitulują. Pewien podchorąży wychodzi ze schronu z białą wstążką, a z okopów wyłaniają się kolejni jeńcy. Pojawia się informacja podczas przesłuchań, że broni się jeszcze batalion strzelców alpejskich, a na lewym stoku przemieszcza się oddział ułanów poznańskich. Niemcy zarządzają odwrót z powodu opanowania stanowisk obok Passo Corno.
Piechota jest zmęczona, ale dowódcy nie decydują się na wysłanie dodatkowych kompanii. W skład sił wchodzi zaledwie 180 osób, a o 17:30 nadchodzi rozkaz, by wyprzedzić Anglików i najpierw zawiesić nad Piedimonte biało-czerwoną flagę. Niemcy w każdej chwili mogą umocnić obronę w mieście, zatem konieczne jest szybkie działanie i operacja rozpoczyna się 19 maja wieczorem.
Walka trwa od tego momentu aż do 24 maja. Początkowo walczą tylko czołgi, ale powoduje to chaos i strzelanie do własnych sił. W rejonie Piedimonte zaczynają się zbierać różne oddziały, a Niemcy panikują. Poddaje się około trzydziestu żołnierzy, a 20 maja o godzinie 19:30 wychodzi rozkaz kolejnego natarcia. Bobiński i ułani włamują się do miasta, gdzie Niemcy próbują się komunikować po polsku, a potem zaczynają nagle strzelać.
Od 20 maja nadchodzi ogień moździerzy, a trzecie natarcie rozpoczyna się 22 maja o 7:00 rano. Wciąż nie ma pełnej łączności, a z miasta nadchodzą skąpe informacje. Czołgi mają jechać przed piechotą, zaś druga kompania dzieli się na trzy grupy. Trzecia kompania idzie na wzgórze 553, gdzie nie udaje się odbić baszty, a czołgi zostają unieruchomione. W nocy z 22 na 23 maja dochodzi do uzupełnienia amunicji, a informacje potwierdzają, że nie zniszczono pojazdów. Kapitan Kuczuk ginie 23 maja, a 24 maja dochodzi do osłabienia ognia ze względu na braki w amunicji. Nocą z 24 na 25 maja piętnasty batalion Wilków pod dowództwem majora Gnatowskiego wkracza do miasta, gdzie pozbywa się ostatnich punktów oporu, zdobywając tym samym Piedimonte.
Niemcy wycofują się o świcie 25 maja. Alianci zdobywają kolejne ważne pozycje i obserwują z nich ostatnie etapy walki o Piedimonte. Bitwa o Monte Cassino kończy się z kolei 25 maja o godzinie 19:00. Trwała ona przez trzynaście dni ciągłej walki, która przyniosła zwycięstwo, ale też ogromne straty.
Aktualizacja: 2026-04-14 13:17:43.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.