„Tędy i owędy” to zbiór wspomnień i gawęd dotyczących dawnych czasów, których autorem jest Melchior Wańkowicz. Opisuje on swoje życie od okresu dzieciństwa, kiedy to trafił do warszawskiego gimnazjum. W gawędziarskim stylu i z humorem Wańkowicz opisuje kolejne ważne sytuacje, które go ukształtowały i miały wpływ na jego życie. Dzieło to wypełniają opisane ze swadą kolejne przygody autora, które rozgrywały się na tle ważnych wydarzeń historycznych, przykładowo obu wojen światowych. Wydarzenia te rozgrywają się zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami, gdzie Wańkowicz spędził dużo czasu.
Spis treści
„Tędy i owędy” to zbiór różnych tekstów i opowiadań autorstwa Melchiora Wańkowicza. Dotyczą one przede wszystkim dziejów jego życia, począwszy od chwili, w której wyjechał na egzaminy wstępne do warszawskiego gimnazjum. Wańkowicz opisuje perypetie związane z nauką najpierw w tym gimnazjum, a potem na studiach, kiedy to dostał się na prawo na krakowskim uniwersytecie. Wśród tych wspomnień pojawia się między innymi historia tego, jak narrator otrzymał świadectwo maturalne za pobicie kogoś w trakcie manifestacji. Tym opowieściom towarzyszą też wspomnienia o nawiązywanych znajomościach czy przeżytych miłostkach. Wańkowicz wspomina też to, jak próbował uniknąć poboru do wojska czy nielegalnie przekraczał granicę. Symulował między innymi chorobę nerek, by nie zostać wcielonym do pułku, który potem wybito w Prusach Wschodnich. Jego losy rozgrywają się w trakcie obu wojen światowych.
Z czasem w swoich wspomnieniach Wańkowicz przestaje być studentem, a staje się mężem i głową rodziny. Wspomina początki swojej pracy dziennikarskiej, a także liczne, zagraniczne wyjazdy. Był między innymi na Kubie, gdzie tropił historię żydowskiego zamachowca, by opisać ją w dzienniku. Wańkowicz wspomina też, jak wyglądała jego praca w „Kurierze Porannym” czy „Roju”, w których to redakcjach spędził wiele lat i uczył się swojego fachu, między innymi łamania numeru czasopisma. Opisuje także powstanie figury doktora Zajączkowskiego, którego w „Roju” wykorzystywano jako autora dzieł, których autorzy nie chcieli się pod nimi podpisać własnym nazwiskiem. Wspomina także o takich sukcesach jak nagroda dla Andrzejewskiego za „Ład serca”, który to Wańkowicz wydał właśnie w „Roju”.
Na emigracji Wańkowicz zajmował się różnymi rzeczami, między innymi odczytami, a sama emigracja zmieniła jego życie. Często wspomina on o niej w swoich tekstach. Mieszkał między innymi w USA na farmie, którą młodsza z jego córek prowadziła tam wraz z mężem. Zaowocowało to różnymi historiami, które autor również wspomina. Opisuje także swoje życie rodzinne, w tekstach pojawiają się jego wnuczki, córki Marty, czyli Anna i Ewa. Wańkowicz opisuje zatem siebie i swoją żonę jako dziadków, którzy często spędzają czas z wnuczkami.
Narratora zabrano na egzaminy wstępne do drugiej klasy w gimnazjum Chrzanowskiego wbrew jego woli. Z sali egzaminacyjnej wyszedł przygnębiony świadomością, że zrobił błąd w dyktandzie rosyjskim. Usiadł w cukierni, gdzie nagle poczęstowano go babką śmietankową, jakiej nigdy wcześniej nie jadł, a której nigdy nie zapomniał. Jesienią, kiedy wrócił do nauki, wciąż myślał o zjedzonym cieście. Z opiekunem poszedł jednak do pierwszego otwartego w Warszawie baru, który zwał się „Satyr”, gdzie jego opiekun tłumaczył kelnerowi, jak ma zostać przyrządzony stek. Narrator tak długo pytał o babkę śmietankową, że opiekun wreszcie zabrał go do cukierni, ale tam okazało się, że babka już nie smakuje tak samo.
Tymczasem narrator rozpoczął naukę i wraz z kolegami odkrywał inne warszawskie smakołyki. Na Rudzkiej mieszkały pensjonarki, z którymi się spoufalali. Wańkowicz opisuje też codzienne życie w internacie. Zalecali się do panien, uprawiali sport, chodzili do teatru.
Z powodu wybuchu I wojny światowej zmobilizowano nauczycieli, zatem narrator zaczął prowadzić lekcje historii w starszych klasach na pensji pani Kurmanowej. Wspomina, jak jego dawni pedagodzy uznawali, że sam nie dojdzie dalej niż do trzeciej klasy. Narrator wspomina dawne lekcje i nauczycieli. Wojna sprowadziła do szkoły rewolucję, uczniowie chcieli walczyć o polską szkołę, wykładano Marksa. Wreszcie gimnazjum spolszczono. Zapanował tam chaos, ale po wakacjach rewolucja wygasła. Nauczyciele próbowali zaprowadzić porządek wśród uczniów. Zachowanie narratora prowadzi do nagan i uwag wpisywanych do dzienniczka. Wspomina on łacinę jako bardzo nudny przedmiot, a na religii prowokowano księdza absurdalnymi pytaniami.
Narrator pobił łamistrajka i z tego powodu otrzymał maturę. Wspomina trudy, jakie mu towarzyszyły w trakcie przechodzenia z klasy do klasy. W pewnym momencie wszystko sugerowało, że nie otrzyma świadectwa dojrzałości. Wiedział bowiem, że na lekcjach radzi sobie sprytem, a ma zaległości w materiale. Na maturze na jaw wyszły wszelkie braki, a nauczyciele próbowali wyciągnąć narratora z tej sytuacji, zatem zaproponowano mu poprawkę jesienią. W trakcie wakacji miał korzystać z korepetycji, ale coś nie wyszło. Jesienią pojechał do Warszawy, wciąż nieprzygotowany. Tam też wygłoszono odczyt o Wyspiańskim, w trakcie którego urządzono awanturę i manifestację. Potem w cukierni narrator ujrzał byłego kolegę w mundurze rosyjskim, którego znokautował. Trafił do więzienia, a po wyjściu spotkał dyrektora swojej szkoły. Ten zadbał wówczas o to, by uczeń otrzymał maturę.
Narrator wspomina barmankę Alusię z Kresów. Pojechał razem z nią na Wawel, gdzie ona dziwiła się, że zamek stoi nad Wisłą. Grał wraz z nią w tenisa, niekiedy śmiał się z jej sposobu mówienia. Kiedyś z kolegą postanowił zajrzeć do jej pokoju przez okno i zostali przyłapani przez stróża. Raz pocałował Alusię, a ona się rozpłakała. Uznał, że tylko śmierć oczyści jego honor, i kazał Alusi strzelić mu w głowę. Ta faktycznie przystawiła mu pistolet do głowy, ale nie strzeliła. Narrator demonstrował też pod Wawelem z powodów politycznych. Z powodu braku służby wojskowej nie otrzymał paszportu. Nielegalnie szmuglował pismo przez granicę. Raz przed rektorem poskarżył się, że policja źle traktuje młodzież uniwersytecką, a ten wymusił oddanie Wańkowiczowi indeksu. Któregoś dnia znajomi współlokatora zjedli wszystko, co było w mieszkaniu. Poprosił zatem kolegów o pomoc, a potem oknem wciągnął jedzenie, którym go poczęstowano.
W pensjonacie zamieszkała pięćdziesięciolatka uznawana za dziewicę, która zaprosiła do siebie rozwódkę, która wzbudziła zainteresowanie studentów. Narrator próbował nawiązać z nią kontakt. Rozwódka ostatecznie zamieszkała w pensjonacie i cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Pewnego razu Wańkowicz miał wypadek i zwichnął nogę, poproszono zatem lekarza. Koledzy zjedli mu wówczas jedzenie, jakie otrzymał. Odwiedziła go rozwódka, która zaczęła się do niego zbliżać. On zaś wykorzystał okazję i zamknął drzwi na klucz, by zbliżyć się do rozwódki, co mu się udało. Potem rozwódka wyjechała, ale wcześniej dała Wańkowiczowi zielone róże, które on zawiózł do swojej sympatii. Potem spotkał się jeszcze z rozwódką na dworcu.
Wańkowicz pojechał do Warszawy zdawać ostatnie egzaminy z prawa. Był to między innymi egzamin z prawa karnego u Makowskiego. W kolejce na egzamin dowiaduje się, że podczas innego, trudnego egzaminu, zaplanowanego na jesień, profesor lubi wchodzić w dyskusje ze studentami. Wiedziony impulsem poszedł pod gabinet owego profesora. Tam wszedł poza kolejką i zaczął się z nim kłócić. Dzięki temu bez żadnego przygotowania otrzymał ocenę celującą i zdążył jeszcze na kolejny egzamin, gdzie dostał trójkę. Potem zaś otrzymał tytuł magistra prawa. Wańkowicz zaczął pracę w wydziale karnym odwoławczym sądu apelacyjnego oraz jako sekretarz redakcji „Kuriera Porannego”. Kiedyś trafił papierową kulką w nos samego sędziego.
Wańkowicz miał kolegę znanego jako Buba, który otrzymał pewien order. Miał być to order korony cierniowej. Prowadził on też korespondencję z monarchami świata, która zawsze do niego wracała, i zaczepiał różne znane osoby. Pewnego dnia Buba napisał do Wańkowicza, że w restauracji poznał jego kuzynkę Halinę, o której ten nigdy wcześniej nie słyszał. Kuzynka po pewnym czasie przysłała mu na swój temat zbyt wiele szczegółowych informacji i zdjęć. Okazało się, że dziewczyna nazywa się Wońkiewiczówna, nie zaś Wańkowiczówna. Buba któregoś razu sprzedał to samo zboże kilku osobom z tym samym terminem jego odbioru. Kazał im się ścigać po towar, który kosztował mało. Zabrał też kiedyś pewnego żydowskiego konia i kazał innemu mężczyźnie udawać, że jest koniem zmienionym w człowieka. Wańkowicz opisuje też ogłoszenia matrymonialne, jakie zamieszczało się w gazetach.
Wańkowicz miał krewnego Antosia, który przygotowywał różne nalewki. Narrator kiedyś pojechał ich spróbować. Próbował też nalewek pewnego księdza. Wańkowicz opisuje swoje przygody, jakich doświadczał pod wpływem alkoholu. Próbował też dziwnej wódki produkcji aptekarza z dwudziestu siedmiu ziół zalanych spirytusem. Polował też kiedyś na jarząbka w Puszczy Rudnickiej. Ma też pewne wspomnienia związane z generałem Dowborem. Któregoś dnia pił z Bogusławskim, a ten nie pamiętał potem, co robił przez całą noc. Wańkowicz często wspomina miksturę zwaną Trisz Divinis.
Wańkowicz błądził na północ od Wilna w trakcie swojej podróży, gdzie dotarł do jezior Gulbińskiego i Zielonego. W tamtych okolicach spotyka dziedzica znanego jako pan Pisanka, od krasnej gęby jego przodka. Miał on dyplom inżyniera leśnika. Wańkowicz wspomina wiele wydarzeń związanych z panem Pisanką i stwierdza, że przypadli oni sobie nawzajem do serca. Namawiał go on na nocowanie u niego i chciał obietnicy, że Wańkowicz jeszcze się u niego pokaże. Ten obiecuje mu zatelefonować, ale tamten mówi, że nigdzie nie jeździ, a w Wilnie nie był od ponad dwóch lat. Mówi, że najdalej może już trafić tylko na cmentarz.
Józef Godlewski zaproponował Wańkowiczowi, że pokaże mu powiat i zaprezentuje pracę ziemian. Tak dojechali pewnego dnia do Rohotnej pani Rojcewiczowej, znanej konnojezdki. Potem w Borkach poznają szlachcica, pana Protasiewicza, który wsadził żarówki do wody i w nocy świeci rybom. Pan Protasiewicz nazywa ziemian złodziejami. Jest też skłócony z sąsiadem, panem Jeśmanem. Protasiewicz uważa, że sąsiad chciał go zabić. Obraza została wycofana, a pan Jeśman powiedział, że chciał tylko, by sąsiad wyszedł z bryczki przed bramą, szedł z gołą głową i powiedział na głos, że nie chciał obrazić szlachetnego rodu Jeśmanów.
Na Bliskim Wschodzie narrator siedział pod namiotem, gdzie opowiadano o dawnych czasach, kiedy to był na trzecim roku prawa w Krakowie i miał się stawić do poboru w Kownie. Pojawił się nawet w koszarach, ale okazało się, że nie może tam wejść. Potem ogolono go na łyso. Nocą zastanawiał się, jak się z tego wyplątać. Rano próbował zrobić dobre wrażenie na dowódcy i zabrano mu sygnet. Zdradził, że studiował na uniwersytecie. Wańkowicz opisuje też musztrę i codzienność w koszarach oraz życie w pułku. Po miesiącu otrzymuje przepustkę i jedzie spotkać się z bratem. W Mińsku udaje, że jest Sherlockiem Holmesem. Potem symulował chorobę nerek w szpitalu pułkowym, dogadał się co do tego z jednym sanitariuszem. Niebawem Wańkowicz znów mógł opuścić wojsko i wrócić na uniwersytet.
Nadchodził termin powrotu do wojska po odroczeniu z powodu symulowanej choroby nerek. Trwała już wtedy wojna, a pułk Wańkowicza wybito w Prusach Wschodnich. W Warszawie wiele osób chciało uniknąć wojska, co dawało lekarzom dużą władzę nad nimi. Każdy chciał dostać tak zwany biały bilet, ale Wańkowicz był na niego za zdrowy. Pojechał do lekarza z opaską na oku. Tam wyznał, że nadal choruje na nerki, i udawał, że leczy się u znanego komisji doktora. Potem szukał kogoś, kto dla niego oddałby mocz do próbki. Potem Wańkowicz podjął pracę w Polskim Centralnym Komitecie Obywatelskim. Uszykował sobie też dowcipne medale do noszenia na mundurze. Zostaje też wzięty za lekarza.
W 1922 roku Wańkowicz kończył prawo, miał żonę i dwie córki. Zaczął pracę w „Kurierze Porannym”. Posadę otrzymał w trakcie nietypowej rozmowy. Na początku otrzymał polecenie złamania nowego numeru gazety, o czym nie miał pojęcia. Ostatecznie jednak zrobił to, jednak nie do końca dobrze mu to wyszło. Potem jednak nadal się tym zajmował. Z czasem w redakcji zaczął robić też wiele innych rzeczy, przykładowo odbierał telefony. Inne dzienniki zaczęły się też zwracać do niego po felietony. Wańkowicz wspomina też o swoich sprawach duchowych. Uznaje też, że niektórych redaktorów to nawet twórczość Słowackiego by nie zadowoliła.
Nadeszła depesza gratulacyjna od doktora J. P. Zajączkowskiego. Wańkowicz na głos czyta ją podczas wydanego przez siebie bankietu z okazji przyznania Andrzejewskiemu nagrody za „Ład serca”, który Wańkowicz wydał w „Roju”. Depesza wzbudziła krótkie oklaski. Nie znano doktora, ale ceniono jego erudycję pisarską. Był on personą, którą Wańkowicz stworzył na potrzeby „Roju”. Służył autorom i pisarzom, którzy nie chcieli się podpisywać pod dziełami własnym nazwiskiem. Wańkowicz wydał nawet bankiet na cześć doktora-odludka. Karierę pisarza przerwała wojna, pojawiły się plotki, że doktor zginął w obozie koncentracyjnym. Potem jednak okazało się, że żyje.
Na Kubie Wańkowicz chciał się zapoznać z lokalną prasą. Odwiedził tam redakcję miejscowego dziennika. Tam poprosił, by zapoznano go z organizacją pisma. Zostaje wspomniana sprawa organizacji zamachu przez żydowskiego zamachowca. Wańkowicz chciał się o tym dowiedzieć nieco więcej, poszedł zatem do ukraińskiego komitetu. W Hawanie panował potworny upał. Narrator próbował spotkać jakichś Żydów. Wypytał ich wreszcie o miejsce ukrycia sprawcy zamachu. Dowiedział się, że jest on w mieście i tańczy w nocnym kabarecie. Odwiedza też gabinet ministra Tejedy. Pije z miejscowymi, żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat zamachu. Spotyka się z Olszańskim. Wańkowicz ma zamiar opisać jego historię.
Przed wojną Rada Ministrów postanowiła się spotkać prywatnie, w apartamentach Banku Gospodarstwa Krajowego. Wtedy coś się przewróciło za kotarą, gdzie schowany Wrzos, dziennikarz i korespondent, chciał podsłuchiwać. Wańkowicz jedzie do kraju przed październikiem 1956 roku, kiedy ma się tam odbyć Zjazd Frontu Narodowego. Spotyka się tam z posłem, którego prosi o wyrobienie prawa wstępu. Wańkowicz próbuje tam wejść podstępem i wreszcie wchodzi. Wańkowicz wspomina także swoją bytność na innych przyjęciach, bankietach oraz wydarzeniach.
Narrator po latach wraca do wspomnień i opisuje losy Marty, dawnej Tirliporki, która trafia do pracy w amerykańskim „Time”. Zaczyna jako researcherka, przygotowując materiały dla redaktorów. Po czasie dostaje ważne zadanie, czyli współtworzenie głównego artykułu o Naserze. Pracuje intensywnie, zbiera informacje, weryfikuje szczegóły i zmaga się z presją oraz konfliktem z redaktorem Jerrym. Artykuł zostaje opublikowany, lecz zawiera błąd, za który odpowiada Marta. Mimo to tekst odnosi sukces i zostaje przedrukowany, choć nagroda finansowa trafia głównie do Jerry’ego.
Narrator opisuje próby pokonywania bariery językowej przez Polaków. Wspomina, jak w Bukareszcie porozumiewał się z Mariszką gestami, udając zwierzęta, by kupić jedzenie. Przywołuje sytuację na Cyprze, gdzie Polak przemawiał po polsku do Greków. Opisuje spotkanie z Anglikiem, który go gościł mimo trudności językowych. Przedstawia liczne nieporozumienia, takie jak błędne użycie słów w angielskim, pomyłki dzieci i lotników. Opowiada o własnym przemówieniu i nieporozumieniu z Eastmanem. Kończy przykładami radzenia sobie bez znajomości języka.
W 1926 roku narrator płynie statkiem „Leerdam” do Meksyku wśród pasażerów różnych narodowości. Podczas rejsu obserwuje współpasażerów, w tym elegancką Francuzkę i Dunkę. Statek zatrzymuje się w portach Hiszpanii i Hawanie. Na morzu pasażerowie doświadczają upału i monotonii. W Hawanie narrator zwiedza miasto i fabrykę cygar. Francuzka wzbudza podejrzenia i zostaje aresztowana w Veracruz. Podczas postoju okazuje się, że molo jest zniszczone. Idka z Białegostoku odmawia ślubu z narzuconym jej narzeczonym. Narrator odwiedza uwięzioną Francuzkę, która przebywa w komfortowych warunkach więziennych.
Narrator opisuje podróże na południe, pobyt w Alicante i znajomość z porucznikiem, z którym pije i rozmawia o corridzie. Po wstrząsającym widowisku corrida comica opuszcza arenę. Następnie wyrusza w rejs „Batorym”, gdzie obserwuje pasażerów, kapitana i oficera Meissnera. W Barcelonie i innych portach towarzyszy grupie kobiet szukających egzotyki, co prowadzi do kompromitujących sytuacji. W Casablance idzie zobaczyć dzielnicę Bus-Bir, tam zaś robi się zamieszanie z udziałem arystokratek. Podróż kończy się dalszymi przygodami w Maroku i zakupem ozdobnej strzelby.
Spotkanie z siostrzeńcem w Tel Awiwie prowadzi do opowieści o wielokrotnych próbach przekroczenia granicy i zatrzymaniach przez Węgrów. Następnie narrator opisuje życie żołnierzy na emigracji, realia wojskowe, anegdoty z kobietami w armii oraz podróż do Włoch. Pojawiają się zabawne sceny z życia szpitalnego i opisywane są relacje między żołnierzami. Po wojnie bohater zmaga się z biurokracją w Anglii, próbując uregulować swój status i zdobyć racje żywnościowe, napotyka wówczas na absurdalne procedury i urzędnicze trudności.
Autor przybywa do Iraku i spotyka redaktora Rubla, który zmaga się z cenzurą i brakiem materiałów do gazety. Zmusza podchorążego Domańskiego do napisania felietonu, który ostatecznie zostaje przeredagowany na absurdalny tekst „Zielone ptaszki”. Artykuł wywołuje podejrzenia wywiadu i prowadzi do śledztwa. W dalszej części opisano historię kinooperatora Jaszcza, niesłusznie oskarżonego o szpiegostwo. Mimo braku dowodów zostaje aresztowany i więziony. Dzięki interwencjom kolegów sprawa zostaje wyjaśniona, a Jaszcz odzyskuje wolność, ukazując absurd wojskowej biurokracji.
Autor uczestniczy w zebraniu emigracyjnego Instytutu Naukowego. Referent przedstawia akcję zbiórkową, która mimo szerokich działań przynosi jedynie jednego dolara, co nie przeszkadza w jej pochwaleniu. Następnie omawia się projekt wydania dzieł Mickiewicza po angielsku, wywołujący długą, wielogłosową dyskusję o szczegółach tłumaczenia. W przerwie zbierane są składki. Autor rozważa zgłoszenie projektu budowy siedziby Instytutu i przewiduje przebieg dyskusji. Po zakończeniu zebrania rozmawia z eks-ministrem, który opowiada o zakupie domu i trudnościach finansowych.
Autor opisuje powrót do Polski po latach i trudności w porozumiewaniu się z rodakami oraz doświadczenia z wystąpień publicznych w kraju i za granicą. Wspomina odczyt w Chicago, gdzie uczono go konieczności rozśmieszania publiczności, oraz różne sytuacje z prelegentami i słuchaczami. Relacjonuje podróże po Kanadzie i USA, spotkania z Polonią, nieporozumienia, pomyłki i schematyczne reakcje odbiorców. Opisuje też liczne rozmaite sytuacje związane z błędnym przedstawianiem jego osoby. Po powrocie do Polski zmaga się z tym, że nie poznaje ludzi podczas spotkań oraz niezręcznymi sytuacjami na odczytach i w kontaktach towarzyskich.
Autor opisuje sytuacje związane z użyciem wulgarnego słowa „dupa” oraz wydarzenia prowadzące do jego publicznego wypowiedzenia. W Rzymie przyjmuje zaproszenie na inaugurację spotkań literackich i zakłada się z wieloma osobami, że użyje tego słowa podczas wystąpienia. Rozchodzi się o tym pogłoska, przyciągając tym samym większą publiczność. Podczas uroczystości, mimo wątpliwości i presji otoczenia, Wańkowicz wygłasza przemówienie, w którym wplata cytat zawierający zakazane słowo, wywołując w ten sposób śmiech i reakcje słuchaczy. Następnie kontynuuje wystąpienie, nawiązując do zakładu i opowiadając historię z udziałem Witosa i Rymaszewskiego, kończąc ją dość dosadną wypowiedzią.
Rozdział przedstawia życie rodziny na farmie w USA po przyjeździe zimą 1949 roku. Opisane są pierwsze doświadczenia dzieci w nowym otoczeniu, nauka języka i zabawy z sąsiednimi dziećmi oraz zwierzętami. Ania i Ewa bawią się w lesie, uczą się mówić i uczestniczą w codziennych pracach na farmie, jak zbieranie jaj czy pomoc rodzicom. Rodzina utrzymuje kontakty z sąsiadami i polską społecznością, organizuje święta i urodziny. Pokazane są także obowiązki dorosłych, ciężka praca przy gospodarstwie i w fabryce oraz trudności życia codziennego, którym towarzyszą wspólne zajęcia i wydarzenia rodzinne.
Babunia znajduje dzieci w piwnicy bawiące się w szpital powstańczy. Ewa opowiada o Niemcach i usypianiu ich jabłkiem, uczy się modlitw, a Ania reaguje na wychowanie babuni i sytuacje w szkole. Ania radzi sobie z wizytą u lekarza, kierując się wyobrażeniem aniołków. Po zgubieniu zęba zastępuje go kamykiem i prowadzi korespondencję z wróżką, która odbiera i oddaje budzik zależnie od jej zachowania. Dziewczynka odmawia dalszych zobowiązań. Ewa dostaje lalkę i nadaje jej imię. Zbliża się okres prezentów, dzieci oczekują podarunków. Po świętach Ewa zatrzymuje się przy szopce, modli się i kończy naukę modlitwy.
Wyjazd z farmy Ania przeżyła najmocniej, podczas gdy Ewa i kot szukali babuni w nowym domu. Ewa, nie znajdując jej, biegała wokół domu, aż w końcu się spotkały. Ania zapragnęła iść do szkoły i zaczęła czytać książki, ucząc się szybko. Dzieci bawiły się, odgrywały sceny i organizowały gry. Ania poszła do szkoły i przygotowywała się do komunii, pilnując też zachowania Ewy. W domu mówiły po polsku, choć Ania wolała angielski. Czekały codziennie na powrót mamy. Bawiły się, uczyły i pomagały w domu, okazując przywiązanie do rodziny.
Dzieci spacerują z babunią po farmie, obserwują otoczenie i słuchają opowieści. Oglądają programy o kowbojach i bawią się w strzelanie, a wieczorami babunia kąpie je i opowiada bajki. Daduna straszy dzieci zabawami, udając lwa lub pryskając wodą, ale także opowiada historie. Dzieci uczestniczą w zabawach wyobrażeniowych i słuchają opowieści o Piaście, zadając pytania. Ania przygotowuje się do pójścia do szkoły i otrzymuje piórnik. Mama wraca późno i zostawia dzieciom blaszki rozpoznawcze. Następnego dnia Ania idzie do szkoły, a Ewa z babunią odwiedza kościół i modli się.
Ewa zaczyna chodzić do przedszkola, początkowo z entuzjazmem, potem płacze z powodu hałasu i języka, lecz cieszy się spotkaniami z babunią. Z czasem przyzwyczaja się, zaprzyjaźnia z nauczycielką i kolegą. Ania podkreśla swoją samodzielność i angażuje się w szkolne życie, interesuje się baseballem i polityką, wybierając Ajka, gdy Ewa popiera Stevensona. Dzieci obchodzą Halloween, oglądają telewizję i bawią się w kowbojów. Ewa przeżywa konsekwencje wypowiedzianego kłamstwa, a Ania ulega zmianie w szkole, buntuje się przeciw polszczyźnie, lecz wyjazd na obóz harcerski wzmacnia jej więź z Polską i wprowadza do jej życia taki aspekt jak modlitwa za ojczyznę.
Dzieci wyjeżdżają na polski obóz harcerski. Po powrocie powstaje wywiad, w którym opisują zajęcia: zabawy, modlitwy, posiłki i gimnastykę. Ewa czasem płacze, lecz bierze udział w zadaniach. Dziewczynki układają mapę Polski z kamyków, kąpią się w jeziorze i uczestniczą w ogniskach oraz opowieściach o historii. Biorą udział w poszukiwaniach flagi i zabawach. Podczas apelu przyznawane są gwiazdki i składane przyrzeczenia. Na zakończenie odbywa się defilada, występy i przedstawienia, w których Ania gra Wandę. Po powrocie dzieci rozmawiają o zasłyszanych historiach.
Pojawia się tu opis dziejów pewnej kamienicy, która przetrwała takie zawirowania dziejowe jak wojna. Narrator opowiada wybrane losy jej lokatorów i historie związane z samym budynkiem.
Aktualizacja: 2026-04-04 16:12:59.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.