Jezioro interpretacja

Autorem opracowania jest: Jl3k

Noc i oniryczność w wierszu Jezioro Tadeusza Gajcego

Poza tomem Widma znalazło się kilkanaście liryków – Wiersze niewymierne. Tomik ten zawiera wiersze ze sobą powiązane pod wieloma względami. W tym cyklu Wierszy niewymiernych zobaczymy takie wiersze jak Czarne okna, Korale, Ballada czarnoksięska, O szewcu zadumanym, Modlitwa za rzeczy i nasze Jezioro . To, co łączy te wszystkie wiersze, to przede wszystkim ich klimat. Jest to zupełnie inna rzeczywistość. To coś pomiędzy snem i jawą, świadomością i nieświadomością, baśnią a życiem. Jezioro, Korale i Wiersz o szukaniu podejmują bardzo jedną „fabułę“ i podobny problem. Świat snu jest bardzo ciężko interpretować. Nie wiadomo, czy patrzeć na to symbolicznie czy bezpośrednio. Jednocześnie sensów onirycznych nie da się jednoznacznie przełożyć na świat realny i na realny obraz.

Ta rzeczywistość tych wierszy jest dziwna, jak ze snu, z baśni. Składa się z elementów dość naturalnych, jednak coś nie jest do końca takie, jak nam się wydaje. Chyba najlepiej od razu przejdę do Jeziora Gajcego, na którym skupię swoją analizę.

Już sam tytuł wiersza przenosi nasze myśli do jakiejś tajemnicy. Jezioro – było przecież inspiracją dla Mickiewiczowskiej Świtezi, której przypominać nie trzeba. Było to miejsce tajemnicze, interesujące, niepoznane, magiczne wręcz Każdy z nas będąc nad jeziorem, szczególnie w nocy, odczuwa ten właśnie klimat magii i czarów. Wiersz rozpoczyna się pytaniem:

Jak odnajdziesz mokrą nutę w kropli głosu?

Jest to pytanie, które będzie się rozwijało wraz z wierszem, zmieniało i jednocześnie podtrzymywało całą jego konstrukcję. To w związku z tym pytaniem powstaje cała fabuła i sytuacja w wierszu. Pytanie o „mokrą nutę” i „kroplę głosu” nie jest pytaniem o racjonalność, lecz o coś nieuchwytnego. Takiego pytania nie zadałoby się poza wierszem. Gajcy łączy temat melodii ze snem. Tak jest również w wierszu Wiersz o szukaniu, gdzie pisze:
Ile rąk, ile spojrzeń,
ile melodii trzeba w śnie -

Dlatego już w kolejnym wersie Jeziora zaczyna przedstawiać bohatera, któremu zadał to pytanie. Jest to ktoś, kto ma " usta złożone do snu", więc tam - w krainie snów - poszuka odpowiedzi. Do tego pytania wrócę później, a teraz skupię się na czymś innym.

Całość budowana jest podobnie jak baśń czy ballada. Pojawia się element myzyczności – pauzy i zwolnienia. Melodyczność Jeziora jest jak melodyczność ballad, które właśnie taki klimat tajemniczości, magii lubią najbardziej. Jednocześnie wplatane są elementy przestróg, jak w legendach czy właśnie balladach. Budowa świata przedstawionego jest podobna do baśni. Podmiot mówi do swojego bohatera, którym zapewne jest dziecko:

a tu próchno świeci w oczach, w kwiatach ognie -
[...]
a tu sieć, a tu mróz, a tu blask -
[...]
a to woda [...]

Świat jest stwarzany fragmentarycznie i na bieżąco przez jakieś elementy, które mają zainteresować. Język wiersza stylizowany jest na opowiadanie baśni do dziecka. Tak opowiada się bajki, baśnie, legendy, tak się tłumaczy dziecku świat. Sposób mówienia jest właśnie takim opowiadaniem dziecku - tutaj jest to, a tu tamto, a to jest to itd. Balladowość zauważyć można przede wszystkim w częściach tego świata: są tu lilie, próchno, a więc i jakiś las, pewnie ciemny, gusła w pąkach, sine ryby, no i przede wszystkim jezioro. Jezioro chowające jakąś tajemnicę, być może właśnie tę, o którą się pyta w pierwszym zdaniu. Bo w tym świecie:
Każda nuta sięga dna, a najgłębsza - mokra
Jednocześnie ten świat nie jest piękny i idealny. Podobnie jak balladach jest w nim coś tajemniczego, magicznego i mrocznego. Dlatego choć podmiot mówi:
Daj się baśni poprowadzić, gdzie na spodzie kule gniazd,
gusła w pąkach, sine ryby jak wieczornych świateł nurt,
trzciny lękiem wędrujące pod melodię wody bór -
każ się baśni poprowadzić, a wzorzysta będzie baśń - - -

to ciągle przypomina:
Skrajem jawy uciekać musisz,
bo się zgubisz w ostrych liliach, nie powrócisz,
bo w jeziorze stopisz włosy i sen zmoknie.
[...]
nie chodź w lilie - jesteś boso,
wróć się jeszcze, sen rozgarnij póki czas.

Ten swoisty paradoks połączenia rady „każ się baśni poprowadzić” i „wróć się jeszcze [...] póki czas” zasługuje na uwagę. Dlaczego już od pierwszej strofy podmiot ostrzega przed tym światem? Bohater wiersza znajduje się gdzieś pomiędzy snem a jawą. To miejsce bliżej nieokreślone. To skupisko rzeczy realnych w świecie onirycznym, którzy rządzi się innymi prawami. Jednak podmiot chyba nie do końca jest pewny, czy to tylko sen, czy to tylko pewne wyobrażenia, które po przebudzeniu znikną. Zakłada on możliwość współistnienia tych światów i ich wzajemnych relacji. Świat oniryczny stworzony zgodnie z prawami, które rządzą marzeniem sennym. Sen buduje wizję tego wiersza. Jest to jednocześnie świat, który jest gdzieś pomiędzy snem a jawą i tak naprawdę nikt nie wie, czy jest to bardziej sen, czy bardziej jawa. Te światy się zazębiają, lecz to właśnie sen wraz z jego strukturą bierze górę. Nie ma takiej prawdziwej racjonalności, spokoju, pewności. Wszędzie jest tajemnica, niesamowite zmiany, przeobrażenia, które charakteryzują właśnie marzenia senne. We śnie obrazy płynnie przechodzą z jednego w drugi, choć rzadko z siebie wynikają. Przestaje mieć znaczenie logika, spójność. Na jej miejsce wchodzą za to skojrzenia, pewne elementy obrazowe budujące oniryczny krajobraz.

Jednocześnie nie można powiedzieć, że jest to świat jedynie oniryczny. Gdyby tak było, to podmiot liryczny nie przypominałby ciągle o związkach ze światem realnym, o pewnych niebezpieczeństwach, które się w tym sennym świecie kryją. Dlatego obawia się, że jeśli stanie się coś złego we śnie, to może to stać się realnym złem. Jeśli bohater dojdzie zbyt daleko, to może już nigdy nie wrócić z tego snu. Dlatego właśnie już od pierwszej strofy podmiot radzi, a wręcz nakazuje: „skrajem jawy uciekać musisz” - by w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa mieć szansę ucieczki, uniknięcia jakiejś bliżej nieopisanej tragedii. Jeśli nie będzie szedł „skrajem jawy”, to może wejść zbyt daleko, zbyt głęboko, może się zgubić i już nie wrócić („bo się zgubisz w ostrych liliach, nie powrócisz”). Jednak, jak widać, bohater nie do końca słucha tych przestróg, bo ciągle w tym śnie jest. Idzie dalej. Odkrywa kolejne liryczne miejsca. A my je z nim poznajemy dzięki tej do-dziecięcej mowie:
a tu sieć, a tu mróz, a tu blask -

Sieć, mróz, blask nie są do końca elementami pozytywnymi. Sieć służy do łapania czegoś, do ograniczenia wolności. Mróz również napawa krajobraz czymś niedostępnym, nieprzyjaznym. Podobnie jak blask, który przecież może oślepiać. Przestrzeń staje się coraz bardziej fascynująca i magiczna, ale jednocześnie i bardziej złowroga. Tym bardziej, że:
Blask łzę rzeźbi i różową siecią łowi,
więc bohater nie może czuć się pewnie i bezpiecznie. W każdej chwili może zostać w tę sieć złapany. I znów podmiot ostrzega:
nie chodź w lilie - jesteś boso,
wróć się jeszcze, sen rozgarnij póki czas.

Bohater nie dość, że dopiero poznaje ten świat, jest samo, to w dodatku nie ma ze sobą niczego. Jest bezbronne, niewinne. Podmiot wie, że podczas konfrontacji z onirycznym światem, potęgą onirycznej natury, nie ma ono szans. Dziecięcy bohater jest ubezwłasnowolniony i bierny. Dodatkowo ciąży nad nim lęk i niepewność tego, co istnieje; czy istnieje. Nie jest pewny nawet własne istnienia w tym śnie. Towarzyszy mu nieświadomość i nieumiejętność zrozumienia tego świata i praw nim rządzących. Ta natura nie jest naturą dobrą i przyjazną – jest pełna tajemnic, nieokiełznana, panuje nad wszystkim i osacza bohatera. To uczucie narasta z czasem i z rozwojem sytuacji. Ma się gdzieś taką świadomość, że jeśli dojdzie się zbyt daleko, to może się już nie wrócić. Może być wtedy już za późno. Przestrzeń senna nie jest przestrzenia otwartą, dobrą. Wprost przeciwnie – to przestrzeń zamknięta, gwarantująca osaczenie i uczucie niepewności. Poza tym, co się widzi w danej chwili, może nie być nic, a może być coś niepojętego, czego w danej chwili nie możemy sobie nawet wyobrazić. Wszystko dopiero się okaże później.

Jest to podobny świat do tego, który istnieje w naszych koszmarach. Gdy wszystko jest nie takie, jak byśmy się spodziewali. Gdy chcemy uciekać, nie mamy siły w nogach i nasz ruch jest spowolniony. Nie panujemy nie tylko nad tym, co widzimy, lecz również nad swoim ciałem, które staje się słabe i nieporadne. Świat koszmarów nas zaskakuje i przeraża. W takim momencie szuka się jakiegoś oparcia, którego zwykle jednak wtedy brak. Automatycznie szuka się wtedy miejsca dobrego, do światła, do dnia, jasności, gdzie będzie można się poczuć bezpiecznie i pewnie. Gdzie będą rządziły „normalne“ zasady. A w tej onirycznej rzeczywistości bezpiecznie nie jest. Dlatego znów ostrzega:
wróć się jeszcze, sen rozgarnij póki czas.

Znów się obawia, że potem będzie zbyt późno, by wrócić. Dlatego lepiej od razu wyjść z tego świata, nim zajdzie się zbyt daleko. Znów ta sama przestroga, która pojawiła się wcześniej. Tu jednak użył słowa „rozgarnij“, co daje wyobrażenie o tym, że jest tam jakaś widzialna lub – prędzej – niewidzialna gęstwina, sen jest taką gestwiną, którą należy rozgarnąć, nim całkiem zarośnie.

Kolejna strofa znów odsłania kolejne oblicze tego świata. Próchno, które w pierwszej zwrotce świeciło w oczach, teraz je pali i syczy, w kwiatach jest blask, który razi. Podmiot znów daje radę –

zasłoń oczy, kwiaty uzdrów - bo cię ziemia
snem ominie, strąci w lej i zamieni w kroplę.

i jednocześnie ma wizję tego, co się może złego stać. Wie więc dużo więcej niż dziecko, które tam jest. Nie tylko ma świadomość tego niebezpieczeństwa (jak we wcześniejszych radach, by już uciekł ze snu), lecz widzi już, jak może się to skończyć.
Czwarta strofa różni się od poprzednich:
Daj się baśni poprowadzić, gdzie na spodzie kule gniazd,
gusła w pąkach, sine ryby jak wieczornych świateł nurt,
trzciny lękiem wędrujące pod melodię wody bór -
każ się baśni poprowadzić, a wzorzysta będzie baśń - - -

To wezwanie do uwolnienia wyobraźni. Nazwanie tego powinowactwa z baśnią, która w magiczny sposób ma poprowadzić. Świat tej strofy jest typowo balladowy, tajemniczy i pozornie niczym nie zmącony. Można by początkowo naprawdę zaufać podmiotowi lirycznemu, by dać się ponieść baśni. Można by, lecz warto wzrócić uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim pojawiają się słowa, które nie do końca można uznać za naturalne w świecie przyrody. Jeszcze „sine ryby“ nie rażą tak mocno, choć zapewne „siny“ kolor nie należy do przyjemnych. Raczej można myśleć o srebrze ryb w kontekście baśniowym. Siny kolor ryb przyrównany do nurtu wieczornych świateł pozornie nie jest groźny, lecz w kontekście całości strofy może taki się stać. Gusła i czary, które ukryte są w pąkach, również nie muszą być straszne. To świadectwo, że to na pewno baśń, że to świat magiczny, któremu należy się dać poprowadzić, bo przecież w świecie realnym nie ma magii i wróżb. To, że są w pąkach, może zostać dwojako jednak zrozumiane. Pierwsze skojarzenie – w pąkach kwiatów. Jednak może to właśnie te gusła są dopiero w pąkach, jeszcze nie do końca dojrzałe i pełne, a więc jakieś szczątkowe i nieprawdziwe? To, co trzciny „lękiem wędrujące“. To tak, jak w Leśmianowskim świecie, gdzie wszystko niby jest piękne i spokojne, lecz pojawia się element, pewna tylko maleńka rzecz, która burzy ten cały porządek. Tak właśnie jest i tutaj. Te trzciny również czują się niepewnie w tym świecie, choć są jego integralną częścią. Za to podmiot brnie dalej:
każ się baśni poprowadzić, a wzorzysta będzie baśń - - -

Już początkowe „daj“ zmienia się w „każ“. Tu również zaczynają mieć znaczenie znaki przestankowe. Pojawiają się aż trzy, by dać czas, zmienić melodię opowieści, zmienić rytm, oczekiwania… By się zastanowić nad sensem tego, co zostało napisane. Bo i owszem, bohater musi „kazać“ się baśni poprowadzić, bo przecież ciągle nie znalazł odpowiedzi na początkowe pytanie podmiotu lirycznego. Ciągle nie poznał tego onirycznego świata, nie poznał jeszcze tego, co tak naprawdę kryje się w tym jeziorze.

Kolejna strofa zaczyna się wersem stylizowanym na typową opowieść – baśń opowiadaną dziecku:
Może nie wiesz, pewnie nie wiesz, jest w jeziorze zwierz –
To „może nie wiesz, pewnie nie wiesz“ delikatnie podkreśla przewagę podmiotu nad bohaterem, który znów wie coś więcej. I opowiada o tym bohaterowi, jak dziecku, jak baśń. Mówi, że jest tam „zwierz“. Pojawia się charakterystyczny dla baśni czy ballad – potwór. Po myślniku nie znajdziemy jednak jego charakterystki. Za to pojawi się kolejna przestroga, która w klimacie baśniowym zostanie rozpoczęta:
Kiedy staniesz kruchą twarzą nad kielichem lilii,
i zacznie sugerować, że będzie tam coś niezwykłego, coś, co koniecznie trzeba zobaczyć i się zachwycić… Jednak tu pojawi się inna rada:
odwróć skronie - ogień pryska, więc nie próbuj się pochylić,
bo nie wrócisz, bo pod stopą próżnia zamiast mostu,

I znów podmiot woli ostrzec bohatera, który jest nie do końca świadomy tego niebezpieczeństwa. Znów mówi o tym, że może już nie wrócić. Bohater pewnie nie widzi wszystkiego tak, jak podmiot. Podmiot wybiega w przyszłość, a bohater z dystansem, ale mimo wszystko ufa temu, co widzi. Jeśli widzi most, to ufa, że on będzie także za chwilę. Podmiot mu jednak przypomina, że to świat marzeń sennych, koszmarów, gdzie nie ma związków przczynowo-skutkowych, gdzie wszystko zmienia się bez zważania na sens i logikę. Pojawia się w tej strofie istotny element – epitet „kruchy“, który dotyczy bohatera. Jest to upewnienie nas w założeniu, że ten bohater nie dość, że bosy, bezbronny, to jeszcze kruchy i słaby. Krucha twarz dziecka kontrastuje z pryskającym ogniem, który też niewiadomo dlaczego pojawia się wśród lilii. Takimi prawami rządzi się właśnie oniryzm, to on dyktuje zasady i swoje własne reguły. Dlatego też most jest dla bohatera tylko ułudą. Materialny most jest w istocie zupełnie niematerialną i niepojmowalną próżnią. Kolejny wers znów jest połączeniem pozornie łagodnej opowieści z kolejną przestrogą:
a to woda, tylko woda - a gdy weźmie, już nie odda –

To „tylko“ wydaje się mieć wydźwięk jakby „nie bój się, to tylko woda“, lecz to jest tylko woda – nie ma nic już poza tym. Ma ona wielką moc, bo „gdy weźmie, już nie odda“. Znów nie będzie wyjścia, znów będzie za późno… Na koniec tej strofy podmiot mówi:
może nie wiesz, pewnie nie wiesz:
masz usta złożone do snu.

Podobnie jak na jej początku, używa zwrotu „może nie wiesz, pewnie nie wiesz“. Przypomina też, że bohater ma „usta złożone do snu“, a więc nadal jest gdzieś pomiędzy tym snem a jawą. I nadal jest bliżej snu. Jednak ten początkowy zwrot „pewnie nie wiesz“ sugeruje jeszcze większy dramat dziecka. Dziecko to „pewnie nie wie“, że to tylko sen, że to nie jest prawdziwy świat. Że jednak w realnym świecie są jakieś zasady, jakieś reguły, które dają człowiekowi pewien wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa. Ten bohater „pewnie“ już tego nie wie. Nie wie już, czy to baśń go prowadzi, czy już nie.

Następna strofa, ostatnia z dłuższych strof, wraca do tematu „zwierza“:
Zwierz ma kudły z długich wierzb, a na grzbiecie plamkę,

„Zwierz ten“ jest dobrze wpisany w ten klimat: nie jest do końca określony, okryty tajemnicą. Widać, że jest elementem tego świata onirycznego i do niego bardzo pasuje. Kudły jego są z długich wierzb – opis ten działa na wyobraźnię, uplastycznia jeszcze bardziej ten nie do końca określony obraz. Całość krajobrazu jest przecież magiczna, baśniowa i … mroczna. Jeszcze, co ważne, zwraca on uwagę na szczegół. Potwór ten ma bowiem „plamkę“ na grzbiecie. Ta drobiazgowość go urealnia, w naszym umyśle powstaje jego obraz. A jeśli powstaje obraz, to ten zwierz zaczyna tam istnieć. Nie ma jeszcze jednak powodów, by się go jakoś mocno obawiać. A dzięki połączeniu elementów baśniowych z poetyką oniryczną, powstaje niepowtarzalny, pełen fantastyki obraz, który nie szokuje, lecz wydaje się być naturalny. Ta strofa różni się od reszty tym, że w całości zachowana jest w formie baśniowo-balladowej. Jeśli jest rada, to delikatna, subtelna, a nie pełna rozpaczy (jak np. w strofie pierwszej „Skrajem jawy uciekać musisz“):
nie wierz nutkom, nawet tej, co ma skrzypki blade –

Tu jest tylko pozorna błogość, bo nawet jeśli pojawia się „nie wierz“, to zdrobniałe „nutki“ i „skrzypki“ łagodzą tę sytuację. Jest to jednak tylko pozorność, gdyż dalej już się pojawia:
Skrzyp po fali, skrzyp po rzęsach i w jezioro ciężka łza
pada z pluskiem, łuski wodzi, sen zamyka, gasi blask - - -
Ta strofa zmienia sytuację bohatera. Coś się wyraźnie zmienia. Jeszcze nie do końca wiadomo co, lecz baśniowe, spokojne opisanie zamykającego się snu i gasnącego blasku. Blasku, który wcześniej (strofa druga) łzę rzeźbił. Tę łzę, która teraz ciężka „pada z pluskiem“ w jezioro. Wtedy już podmiot ostrzegał: „sen rozgarnij póki czas“. Teraz – sen jest w innym stadium. Łza „sen zamyka, gasi blask“. Jest już dużo później, dużo dalej, niż wtedy, gdy można było po prostu sen rozgarnąć. Tę strofę kończą trzy znaki przystankowe. Zwalniają bieg, sugerują pewną niedokończoność, zamyślenie… Następna strofa atakuje szybkością i konkretem. Nie ma już miejsca na zbyteczne ostrzeżenia i tłumaczenia. To konkret:
Skrajem jawy uciekaj, uciekaj,
bo zwierz z toni odmyka powieki -

Nie ma czasu na wgłębianie się w powód tego rozkazu. Nie ma już „uciekać musisz“, lecz „uciekaj, uciekaj“. Powtórzenie tego samego słowa – „uciekaj“. Podkreśla to dramaturgie tej sytuacji. Ten baśniowy „zwierz“ przestaje mieć wymowę baśniowo-przyjazną. To, że podnosi powieki, jest samo w sobie szalenie dramatyczne. Naszemu bohaterowi, temu kruchemu dziecku, zostaje tylko uciekać. I uciekać. Nie zważać na nic. Lecz nie uciekać we śnie, w jego głąb, lecz właśnie tym skrajem jawy, by wreszcie się wydostać.

Wcześniej nie było tak dramatycznie, by rzeczywiście wyjść ze snu. Zbyt wiele było jeszcze do odkrycia, zbyt wielka tajemnica mogła zostać wyjaśniona. Jednak niestety, ta próba okazuje się klęską. Słabe dziecko nie jest w stanie dotrzeć do tego. Zbyt wiele czyha na niego niebezpieczeństw, jest to zbyt groźne. Wiersz kończy się zdaniem:
nie odnajdziesz, bo głęboko, bo bez dna.

Jest to podsumowanie i tej jego wędrówki, i całego świata. Lecz przede wszystkim odnosi się to do tego pierwszego zdania – pierwszego pytania:
Jak odnajdziesz mokrą nutę w kropli głosu?
Kolejne pytanie, nawiązujące do tego pierwszego, pojawia się po pierwszej strofie:
Jak odnajdziesz mokrą nutę w lustrze nowiu?
Znów tu istotną rolę gra „jak“. Więc jeśli pyta się o sposób odnalezienia czegoś, to jakby naturalne jest to, że się to odnajdzie. Chodzi jedynie o znalezienie tego sposobu. Te dwa pytania są w odosobnieniu od strof. Są praktycznie autonomicznymi elementami. Następna modyfikacja tego pytania jest jednak już zupełnie inna:
Czy odnajdziesz, czy zrozumiesz, że jej nie ma?

Tu już nie ma tej pewności, czy ją znajdzie. Słowo „jak“ zostało zastąpione słowem „czy“. Czy dziecko da radę? Co więcej – doświadczony podmiot pyta dalej, czy bohater zrozumie, że „jej nie ma“, że nie istnieje. Pisze dalej:
Każda nuta sięga dna, a najgłębsza - mokra,
by na samym końcu dodać, że jej nie odnajdzie, „bo głęboko, bo bez dna“.
Jest to sfera zupełnie niedostępna dla ludzi. Jednocześnie niepojęta i nie do ogarnięcia i zrozumienia. Wszystko wymyka się spod kontroli, nie można poznać prawdziwej natury tego, co się w tym świecie znajduje. Pozostaje tajemnica, coś nie poznanego i nieokiełznanego.

W Wierszach niewymiernych powtarza się ten motyw poszukiwania wyjścia z tego świata baśni i grozy. To wędrówka przez ten sen, by znaleźć i rozszyfrować jego tajemnicę. Jednak tę wędrówkę podejmuje dziecko, osoba bezbronna, która nie jest do tego przygotowana; którą ten świat przerasta i przeraża. Bohaterowi i adresatowi wiersza (w jednym) towarzyszy lęk, bezsilność, niepewność. I niestety kończy się to klęską. Nie da się zrozumieć tego świata. Dodatkowo potęguje to uczucie strachu, bezradności i zagubienia. Jedynym ratunkiem jest ucieczka z tego świata, bez znalezionej odpowiedzi. Ucieczka – skrajem jawy, póki nie jest za późno.

Przed podsumowaniem chciałabym jeszcze wrócić do budowy wiersza. A dokładniej do skomplikowanej kompozycji, która bardzo ciekawie się prezentuje. Przede wszystkim przypomnienie, że podmiot liryczny zwraca się do „kogoś“, mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej. Mówi do słuchacza tej baśni. Do dziecka, które jednocześnie jest adresatem i bohaterem tej opowieści, gdyż to właśnie ono „chodzi“ po tym świecie baśniowym. Podmiot wie więcej niż ten bohater. Objawia się to w przestrogach, które pojawiają się regularnie w pierwszej, drugiej, trzeciej i piątej strofie. Zawsze występują w tym samym miejscu: najpierw pojawia się jakiś baśniowy opis, następnie następnie coś złowrogiego, na co reakcją jest właśnie ostrzeżenie i rada – „skrajem jawy uciekać musisz“, nie chodź w lilie – jesteś boso“ – i, właśnie ta końcowa przestroga prorocza: „bo się zgubisz […] nie powrócisz“, „sen rozgarnij póki czas“.

Jak widać, kompozycja gra tu bardzo istotną rolę. To nie tylko „forma“, lecz pewien sposób przekazu współgrający z treścią. Te elementy baśniowe stale powracające na poczatku większości ze strof, z każdą odsłoną się potęgują, rozwijają i przemieniają. Stają się coraz groźniejsze, coraz bardziej osaczające. Tak samo jak i przestrogi podmiotu lirycznego, który początkowo mówi o zgubieniu się, następnie przypomina, że nie zawsze będzie można wrócić („wróć się jeszcze […] póki czas“), aż na końcu ostatnim krzykiem rozpaczy chce uratować adresata-bohatera. To, również narasta w siłę wraz z biegiem wiersza. Podobnie jest z klamrującą wiersz kwestią pierwszego pytania, którego rozwój już wcześniej opisałam. To pytanie rozpoczyna wiersz, jest jakby przyczynkiem do wkroczenia w ten sen. Do szukania w nim „tego czegość“ nieuchwytnego. I, niestety, zamknięciem wiersza jest porażka, przegrana, niemoc poznania.

Warto się chwilę zastanowić, dlaczego właśnie sen wybrał Gajcy za temat przewodni tego, i innych, wierszy. I dlaczego ten świat snu jest światem koszmaru. Światem balladowym, baśniowym i onirycznym jednocześnie.

W świecie wierszy Gajcego – do połowy 1943 – można zobaczyć pewną zbieżność ze światem jego pokolenia. Bo to przecież w jego wierszach bohaterem jest dziecko, które nie rozumie tego złowrogiego świata, pełnego grozy. Rozpaczliwe poszukiwanie wyjścia, dojście do miejsca znanego, które daje poczucie pewności i bezpieczeństwa . Świat tych wierszy pełen jest zdeformowanej, czasem koszmarnej wizji snu. Bohater jest przerażony tym światem, boi się. Poznajemy tego bohatera w momencie, gdy wchodzi w ten świat, gdy dopiero poznaje to wszystko i ma nadzieję na szczęśliwe zakończenie – jednak, jak wiadomo, kończy się to klęską. Można powiedzieć, że te wiersze są odzwierciedleniem, symbolem całego pokolenia „Kolumbów“, ale jednocześnie to indywidualna sytuacja egzystencjalna każdego z nich. Ucieczka w świat snu była zapewne pewną reakcją na koszmar wojny. Wojna ukazała aracjonalność zdarzeń, zupełne zerwanie z kulturą, tradycją, moralnością, logiką. To świat brutalny, nieprzewidywany, pozbawiony wszelkich zasad. Trudno coś takiego opisać. A Gajcy znalazł swój własny na to sposób – ukazanie młodego bohatera w irracjonalnym świecie koszmaru sennego, który jest, podobnie jak świat wojenny, zupełnie inny, niż można się tego było spodziewać.

Patrząc więc jeszcze raz na ten wiersz, mając pewną świadomość jego kontekstu, wybijają się pewne fragmenty, które dopełniają tę straszną wizję wojennego, koszmarnego świata. Ciągłe martwienie się o to, by powrócić, osaczenie („sieć“), mróz, syczenie próchna, palenie w oczy, a także „trzciny lękiem wędrujące“, pryskanie ogrnia i „kule gniazd“ – bo nikt chyba patrząc na gniazdo, czyli ptasi dom, nie utożsamia go z kulą – śmiercionośną kulą wojenną. Dlaczego więc sen wybrał Gajcy? Sen jest usprawiedliwieniem tych niepojętych obrazów – we śnie można wszystko. Dodatkowo to pogranicze snu i jawy potęguje dramatyczną wymowę tego wiersza. Dla nas, odbiorców, taki koszmar znamy tylko ze snów. A oni, ten koszmar poznali na jawie. Weszli w świat wojny, okrucieństwa, zbrodni, którego nie sa się racjonalnie wytłumaczyć. Dlatego w ostatecznej wymowie wiersze te są bardzo pesymistyczne, pokazują lęk, rozpacz, bezradność i zagubienie w tym okrutnym chaosie spełniającej się apokalipsy lat wojennych.


Czytaj dalej: Przesłanie interpretacja

Komentarze

alicja

wielkie dzięki.tego typu wiersze są b.rzadki analizowane.