Tasso

W Kampanii rzymskiej, od wzgórza do wzgórza,
Mieściny widzę, gniazda wielkiej nędzy;
Tyber się kreto ciągnie u podnóża;
Smutno, że chciałbyś odejść stąd co prędzej.

Ziemia tu bujnym nie poszumią zbożem,
A grad ją młóci, wiatr piaskiem posiewa:
Jak zrozpaczone, karłowate drzewa
Chylą się smutne nad Tybrowym łożem.

Kolumna piasku, wichrem w górę wzbita,
Pędzi, gdzie trzoda chlewna zielsko spasa;
Pastuch przy drodze książkę na głos czyta,
Poznaję wiersze z Jeruzalem Tassa.

Więc zagadnąłem: "Przyjacielu, proszę,
Co czytasz?" On zaś odpowie mi na to:
"Książkę tę zwykle w pole z sobą noszę;
Wielki jest, panie, poeta Torquato!"

Rzekł, a myśl moja drogą swą utartą
Pobiegła, kędy cień rozdziela grusza...
Kiedyż tam pastuch nad Wisłą lub Wartą
Czytać tak będzie Pana Tadeusza?!...

I jakieś dawne wróciło mi rano,
Zamyślonemu pod tą nędzną plantą,
A kraj się szatą osłonił wzorzystą,
Gdy pastuch począł znowu czytać: "Canto
Armipietose e ii capiiano,
Che`l gran sepolcro libera del Cristo."

Czytaj dalej: Za aniołem - Teofil Lenartowicz