Droga jest długa, wąska i wiedzie pod górę,
zarośnięta dereniem żółtym, dziką świdwą i trzmieliną,
daleko po rudych miedzach polne grusze płyną,
szafran się zakołysze cienkiem, fiołkowem piórem.
Wszystko, co obcy wiatr naniósł, ze mnie tu opadnie –
w zaszumieniu gryk miodnych, jaskółczego ziela,
i zobaczę się znowu, jak w krynicy na dnie,
która się błękitnością bez zmarszczki rozściela.
Wieczór pójdę daleko, aż na górę pewnie,
gdzie On krzyż oparł w drodze, na dębowem drewnie
i przystanął pod daszkiem ze sczerniałej blachy,
w wianku róż papierowych, od słońca wyblakłych.
W zaszumieniu gryk miodnych cicho złożę dłonie,
tu, pod Nim mojej drogi początek i koniec.
Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.