Pomaga Bóg, z Temberku zacny Mikołaju,
Karta-ć ma czołem bije według obyczaju,
A potym i wesołeć odnosi nowiny:
Ona cię twarda pani zaprasza na krzciny.
Słyszałeś kiedy takie wżdy na świecie dziwy:
Dyjament o dwu nóżkach spłodził szair żywy!
Pełne niecki klejnotu oryjentalskiego
I mamki, nie złotnika, potrzeba do niego.
Z baby probierz, a z matki kokosz, która jaje
Zniosła dyjamentowe. Szczęśliweż to kraje,
W których się tak i z główką te klejnoty płodzą!
Ja baczę, że ię tu tak te rubiny rodzą,
Jako bękarci u nas. Albo w kroku mają
Morskie dno, że kamienie drogie wyrzucają
Te tu kurwy? Jeśli tak, snadź by druga matka
Córce swojej noszenie wyrżnęła z pośladka.
Ale cóż na to rzeczesz, uczciwszy dzień święty,
Któż jej dorobił w brzuchu rubinowej pięty?
Coć się zda ten karbunkuł, co z tą sławą żyje,
Że i bez krwie kozłowej dyjamenty ryje?
Przyznać musisz, że przeszedł w tej sztuce onego
Mistrz i Pigmalijona, snycerza sławnego.
Poradźże, jakie by dać imię temu zdrajcy –
Pono go przyjdzie okrzcić Dyjamentem z Jajcy.
Będzieszli chciał to dzieło zacne błogosławić,
Daj mu skurwegosyna w kontryfał oprawić.