Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdzie są prawdziwe kobiety? Te które piszą długie listy i tęsknią pięć minut po pożegnaniu, te które tak cudownie gotują i wzdychają na widok kwiatów. Często zastanawiam się nad tą z pozoru banalną sprawą. Życie nie miało w naturze mnie rozpieszczać, sam musiałem starać się o odrobinę kolorowych stron życiorysu.
Miałem wiele sprzątaczek mojego umysłu, kilka z nich nawet odważyło się zajrzeć do serca. Bywało cudownie, nie przeczę. Huśtawki emocjonalne są naturalną koleją życia w związku. Codzienne spięcia na płaszczyźnie religijno – moralnej są naturalne i nie rozpamiętuje takich drobiazgów. Każdego ranka wzdycham do pustego pokoju, pustej ulicy, zatłoczonego sumienia. Gdzie te kobiety? Pytanie zakropione łzami, analizowane po tysiąckroć, zabarwione egzystencjalizmem do białej kości.
Nie umiem dotykać błędów, a dedukcjonizm jest moją słabą stroną. Kobiety. Rozkochiwałem, potem sam kochałem, łatwo się zgubić w labiryncie po którym tak zwinnie przebiegają feromony. Zalewałem niezrozumienie regularnie co tydzień, najpierw piłem sam, zatrudniałem jedynie lustro, jako statystę, potem by załamać mieszczańską ciszę zapraszałem Ironię i gadułę Absurdkę.
To jedyne, prawdziwe kobiety. Piękne, uwodzicielskie i pełne wdzięku. Czaru dodają im zmysłowe zagłębienia w obojczykach i wydatne usta. Mam do tego słabość, one doskonale to wiedzą, uwodzą mnie, a ja wiem, że moje pożądanie z każdym spojrzeniem rośnie i czym bardziej chcę, tym trudniej złamać ich niedostępność.
Ja zbyt szybko się zakochuję, kobiety zbyt szybko odchodzą. Zawsze łączy je niezdolna psychika, takie genetyczne skrzywienie, które czyni je tragicznymi istotami gubiącymi się w rzeczywistości zwanej codziennością. Łączy ich Werterowska wędrówka, chęć kochania i nieumiejętność zdobycia recepty na przetrwanie. Kochają kolor zielony, mimo, że nigdy nie byłyby wstanie ubrać się w szaloną zieleń. Gubią się w niezapomnianych podróżach z których nie przywożą zdjęć, bo nie miał kto uchwycić ich marzeń. Jedne śnią o brunetach z piwnymi oczami i śniadą cerą, kończąc w łóżku zagubionego rudzielca. To zagubienie pogłębia się na wszystkich płaszczyznach emocjonalności, a kiedy zatapiają się we łzach wzdychając do marzeń wiszących na trupiej szyi, dogania ich świadomość prawdziwej miłości, pędzącej prosto z mojego serca. Wtedy ona już nie może, bo ma dziecko i męża na odwyku. Albo trudno uwierzyć w rzeczywistość i narysować ją własnymi rękami.
Każda moja kobieta była chora. Na życie, na śmierć, na głowę i serce. Zakażone zaawansowanie, rozdwajały swoje jaźnie albo nerwicowo dusiły moje wielkie oddanie gołymi rękami. Zaś inne zazdrośnie zamknęły cały świat na klucz, połykając go śmiertelnie. Udusiłem się. Potem ktoś powiedział, że mogę jeszcze żyć. Kopnął mnie w wątrobę i przestałem pić. Przestałem pić i zacząłem lepiej widzieć. Przeszywam kobiety na wskroś, zjadam myślenie i wypluwam mieszaninę sprzeczności. Ktoś kiedyś powiedział, że kobiety są skomplikowane. Owszem, skomplikowały się całkowicie, zakręciły wokół własnej szyi, powyginały wszystkie kończyny. To emocjonalne daltonistki, z ambicjami w dłoniach, rzucają nimi w ludzi, niczym końskim gównem. Cała historia muzyki, świata, człowieka, literatury i ludzkiego nieszczęścia ma korzenie w zajadliwej nieustępliwości i wrednej naturze kobiet. Każdy śpiewa płacząc, wielu mężnych żołnierzy zginęło w imię miłości do kobiety która zdradzała z sowieckimi oficerami. Miliony drzew usycha nad wyrytymi inicjałami, które były skutkiem tragicznych wyznań miłosnych. Zginął Romeo i Werter, w łeb strzelił sobie Don Juan de Marco. Tak nikt o tym nie mówi, ale to prawda. Najpierw rozpisywali się na temat skomplikowanego życia, potem skutków miłości, tylko dlatego, że albo wyjechała w siną dal, albo robiła na złość oddając się innemu. Wyrzućmy do śmieci całe zbiory wielkich nieszczęśliwie zakochanych twórców poezji i prozy, to okaże się, że jesteśmy nadzy i bez przeszłości, urodzeni wczoraj, nie mając na koncie zbrodni i świństw. Czyści i spokojni, do momentu, kiedy na światło dzienne nie wyjdzie niewinna kobieta. Kochałem, a teraz tylko wzdycham do tych prawdziwych, będąc szczęśliwie samotnym.



to taki nieśmiały powrót bo długiej nieobecności na forum. zatem łaskawiej prosze :)

pozdrowka

Opublikowano

końcówka z tym wyrzuceniem poetów i prozaików mi się podoba. zostaniemy nadzy, urodzeni wczoraj, ładne :)

ogólnie bardzo mi się podoba. melancholijna tęsknota do klasycznej kobecości. miło, że jeszcze ktoś do tego tęskni. takie teksty powodują, że staję przed lustrem i próbuję sobie wydłubać zagłębiena przy obojczykach (bo ich nie mam)...

pozdrawiam

Opublikowano

dzieki za komentarz Brygido, tesknota czyni czlowieka szlachetniejszym, tak przynajmniej mi sie wydaje ;), w obojczykach nie trzeba dlubac wystarczy wytrawne oczy by dostrzegly ich piekno ;)

Dyzio - no coz jedni dlubia w obojczykach czujac tekst inni w nosie nie czujac go wogole, ale wiadomo rzecz gustu

zatem dzieki za komentarze

pozdrawiam
dytko

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

dzieki za +. Spod kobiecej klawiatury wyglada monumentalniej :). Stad tez moja wieksza radosc z tego faktu :)... bo myslalem ze zostany obrzucony blotem.

Gdzie ci mezczyzni? odpowiedz na to pytanie jest tak trudne, ze nawet Sokrates zrywalby sobie wlosy z glowy. Ja zrywac nie bede, bo nawet nie podejme proby odpowiedzi. Nie dlatego, ze nie chce, poprostu nie umiem.. jak to juz w swiecie bywa... na mezczyznach znaja sie tylko kobiety a na kobietach.. wlasnie wy kobiety. To taki wasz zyciowy potencjal z ktorym byc moze trudno jest sobie poradzic.. a my mezczyzni nauczeni dzentelmenstwa chcemy wam pomoc udzwignac ten ogromny ciezar w efekcie co slabsi wysiadaja na przystanku "nienawisc" i takie tam pokrewne ;)

zdrowia i godnego chlopa zycze ;)

dytko

Opublikowano

Z kobietami nie jest łatwo (nikt nie mówił, że będzie). Prawdziwych kobiet jest niewiele. Na szczęście znam kilka :)
dytko - refleksja niezgorsza. Ubrałeś tekst w znane poglądy, ale ta nostalgia jednak przyciąga. Naturalnie technicznie wymaga poprawek.

Opublikowano

Jest pomysł, są emocje, i jest autentyzm, ale tekst chyba niedopracowany, niektóre sformułowania utykają, a niektóre są wyświechtane lekko (lustro do którego się pije, personifikacja ironii, absurdu - to wszystko było). Jak dla mnie tekst zdecydowanie za mało zindywidualizowany - paradoksalnie - bo przecież bardzo osobisty.
Tekst robi wrażenie pewnego fragmentu strumienia świadomości, ale strumienia, który pod wpływem emocji przeskakuje z jednej płaszczyzny na drugą, nie troszcząc się o przyczynę i skutek. Można ten fragment podzielić na mniejsze części, które w zasadzie przy takim podziale wytrzymałyby i zachowały autonomię. Popracowałbym jednak nad spójnością. A tematyka wstrętna, bo czytelnik zaczyna myśleć: "cholera, facet ma rację, gdzie się podziały te PRAWDZIWE kobiety?", a doskonale wiemy, że One wciąż są.

Sentymentalna, lekko patetyczna, wprowadzająca w melancholijny nastrój, podróż pociągiem, który wcale się nie spieszy i nie zatrzymuje gdzie popadnie, toczy się powoli dając podróżującym czas na to, aby jedno mogło wreszcie zdobyć się na chwycenie drugiego za rękę, na przypadkowe otarcie się o siebie w drodze z wagonu do wagonu. Nie jestem na nie, ale ja nie wsiadam.

Pozdrawiam.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Początek i środek bardzo mi się podobają. Wnikliwe i ciekawe- jestem pod wrażeniem. Tylko koniec mnie roczarował.
1)"Każdy śpiewa płacząc, wielu mężnych żołnierzy zginęło w imię miłości do kobiety która zdradzała z sowieckimi oficerami." wiesz dziwi mnie to, ale chyba nie znasz historii, sowieccy żołnierze, oficerowie gwałcili kobiety w czasie wojny i szczerze wątpie ,że któraś oddawała się dobrowolnie. Rozmawiałam z moja babcią , która opowiedziała mi , że nie oszczędzili nawet spraliżowanej kobiety. A jak powszechnie wiadomo rosyjska armia była malo,co kulturalna.
2)trochę mi się nie podoba, że wrzucasz wszystkie kobiety do jednego worka, stwierdzając jaką mają naturę. Wiesz każdy człowiek jest inny- są różni faceci i różne kobiety. Powiem Ci jedno,że pracuję z ludźmi i to co zdążyłam zaobserować- dwoje ludzi którzy są w związku-są podobni do siebie. Podobieństwo na pierwszy rzut jest widoczne- czasem jest to zachowanie, podobna twarz, ta sama dziwna cecha bądź nawyk, dziwna pasja, ta sama fryzura. Można tak długo wymieniać, dlatego pisząc o swoich chorych kobietach, piszesz w jakiś sposób o sobie.
3)"Czyści i spokojni, do momentu, kiedy na światło dzienne nie wyjdzie niewinna kobieta. Kochałem, a teraz tylko wzdycham do tych prawdziwych, będąc szczęśliwie samotnym."
Zadaje sobie pytanie czy można byc szczęśliwym samotnym?Ale skoro tak mówisz. Po za tym nie napisałeś , że kobiety potrafią dać szczęście- dać nadzieje- dać miłość .Potrafią z największego nieudacznika zrobić najszczęśliwszym człowiekiem.I myśle że, Adam w raju by się nudził bez Ewy:)Pa pozdrawiam. Ps ..chętnie wrócę do tego opowiadania:)

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

zgadzam sie z Toba Rusalko. Jednak, gdyby byl to tekst osobisty, poniekad biograficzny, mozna by uznac, ze cos ze mna nie tak. Jednak tekst to totalna abstrakcja. na temat kobiet mam zupelnie inne zdanie anizeli wynika to z tekstu. Owszem sa rozne kobiety, sa rozni mezczyzni.. ale czy zawsze musimy tak mowic? nie. jesli ktos pisze o zlych ludziach, nikt nie wtyka mu - ze sa tez dobrzy.. owszem sa, ale tekst tyczy tych zlych. jesli ktos pisze o katastrofie titanica, nikt nie wtraci mu, ze sa statki ktore ocalaly, bo to nie w tym tkwi moral pewnego wycinka rzeczywistosci- abstrakcji. Jesli mowie kobiety, nie musze wyliczac i wymieniac ktore. Wiadome powinno byc ze tyczy sie to pewnego zbioru kobiet.. jesli tego tak interpretowac sie nie da, znaczy ze moj tekst jest tresciowo slaby.

dziekuje za uwage
pozdrawiam
dytko

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Nic dodać ,nic ująć.Życie! Hmmmm... Kobiety otumanione Avanti, od dziecka babrane "Bravo girl" i innymi bzdetami ,zawsze cool, zawsze trendy i z płonącą skórą milionów sztucznych słońc-solariów. Kiedyś ich uszy rozpalała poezja,słowa ,dziś tylko smętny szum banknotów i durnowate uśmieszki "metroseksualnych pseudogejów" O! Tak! Faceci też dziadzieją! Kosmetyczka,solarium,fryzjer ,pierdu - pierdu, siłownia ,ech.. Męski gatunek ginie ,a ciągnie go w dół coraz wredniejszy i zimny kobiecy egocentryzm. Czyżby to koniec cywilizacji? Upadek świętości? Na zachodzie pijane małoletnie przebierają się w stroje pielęgniarek ,albo króliczków i szukają napalonych facetów na ogniste orgie "Jesteśmy suczkami!" - mówią "Chcesz?ja jedna,was dwóch,albo my dwie,ty jeden" . I biedne chłopaki,którym wmówiono,że polowania były złe (mówią to matki klepiąc schabowe!!!) ,a cała męskość to nic innego jak tylko ładna fryzurka i biała koszulina na opalonym ciałku. Ohyda! Gdzie ci mężczyźni?? Gdzie te kobiety??

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
    • @Mel666 Super  Ostatnia zwrotka mogłaby być, za cały wiersz.    Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...