Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ludzie przywiązują się do rzeczy materialnych, które łatwo mogą spaść, rozbić się albo zepsuć. Wtedy robi się im smutno, bo zdążyli się przywiązać. A przecież równie dobrze mogliby płakać dlatego, że wczoraj był wiatr, a dziś już go nie ma, a teraz za nim tęsknią.

Ładny wiersz, pozdrawiam.

Opublikowano

@Berenika97
Bardzo mnie zatrzymał ten wiersz. To nie jest o kubku, tylko o tym, że rzeczy nie potrafią nas zatrzymać tam, gdzie już nas nie ma. „Świetnie umeblowane kłamstwo” i ten gest na końcu - zostają.

 

Do nas pasują ludzie czy rzeczy, które pasują do naszego wklęsłego, ciepłego, specjalnego

miejsca w sercu, do tego kształtu nic ani nikt inny nie pasuje.

Serdeczności :)

Opublikowano

@Berenika97 Myślę, że kiedyś człowiek bardziej przywiązywał się do przedmiotów. Fajnie, choć w sposób jednak przerysowany, opisał to Zdzisław Skrok w "Mądrości prawieków". Tak czy inaczej żyjemy obecnie w czasach "jednorazowych".

 

Muzeum rzeczy.

Każda ma swój numerek.

Ty nie masz imienia.

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Berenika97

 

Jakich czytasz filozofów?

 

Niby zaczyna się od zwykłego kubka, ale szybko robi się z tego opowieść o całym życiu zapełnianym rzeczami, które miały dać bezpieczeństwo, a zaczynają przypominać „świetnie umeblowane kłamstwo”.

Świetna obserwacja, że czasem podpisujemy świat jako własny, choć w głębi czujemy, że żyjemy w cudzej dekoracji.

Pozdrawiam

Opublikowano

@Berenika97 Kolejny Twój przeciekawy i zatrzymujący wiersz. Przedmioty, jako kotwica, czy balast w miejscu, budynku, który ma być domem, ale same w sobie nie zatrzymają peelki, bo kiedy nie ma czegoś więcej, bez żalu je pozostawi. Takie refleksje przypominają mi bohaterki książki,  "Żony Konstancina", którą znam z opisów i dyskusji przeróżnych. Pozdrowionka

Opublikowano

@Charismafilos

 

Bardzo dziękuję!  

 

To bunt materii przeciwko duchowi. 

 

Serdecznie pozdrawiam. 

@bazyl_prost

 

Bardzo dziękuję! 

 

Masz rację! Czasem gromadzimy rzeczy, żeby poczuć grunt pod nogami, a potem okazuje się, że grunt jest z tektury. :)

Serdecznie pozdrawiam. 

@Sekrett

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję za ten wiatr - to świetne porównanie!

 

Pozdrawiam serdecznie. 

@andrew

 

Bardzo dziękuję!   Serdecznie pozdrawiam. :) 

 

bo gdy słońce rozpędzi chmury i mrok

kubek sam dłoń odnajdzie

zrobisz ten jeden krok

zanim dzień całkiem zajdzie

Opublikowano

@Berenika97

 

własnosć okazuje się tu tylko językowym gestem .

 

ciało demaskuje fikcję "moje”, a rzeczy nie dają schronienia, lecz przypominają o wygnaniu z autentycznosci.

 

kubek nie jest przedmiotem, lecz dowodem że byt nie chce się podpisać naszym imieniem.

 

tak Nika Twój wiersz widzę:)

 

czy trafnie?

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

 

Bardzo dziękuję! 

 

 "Wklęsłe, ciepłe miejsce w sercu" to przepiękny obraz. Cudownie, że mi go przyniosłaś.

 

Serdeczności! :) 

 

  

@[email protected]

 

Bardzo dziękuję! 

 

Zmywanie to jedyny moment, kiedy mam nad tymi kubkami jakąkolwiek kontrolę.

Przez resztę dnia to one chcą rządzić moim życiem - dlatego odstawiłam  i wyszłam. :) 

 

Serdecznie pozdrawiam. :)

@Łukasz Jurczyk

 

Bardzo dziękuję – "jednorazowe czasy" to dobre określenie.

Sądzę, że  Twój wiersz na końcu -  trzy linijki, a mówią więcej niż Skrok  na kilkudziesięciu stronach.

Serdecznie pozdrawiam! :)

Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski

 

Bardzo dziękuję! 

 

Właśnie o to chodziło,  o to dręczące poczucie, że żyjemy w przestrzeni, którą zaprojektował ktoś obcy - albo dawna wersja nas samych, do której już nie pasujemy.

"Cudza dekoracja" – zostanie ze mną.

 

 A co do filozofów - czytałam różnych, ale moim najbardziej ulubionym jest Seneka Młodszy - stoik. O gromadzonych przedmiotach tak pisał: 

„Dopóki nie zaczniemy się bez nich obywać, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele rzeczy jest zbędnych. Używaliśmy ich nie dlatego, że ich potrzebowaliśmy, ale dlatego, że je mieliśmy”.

 

Pozdrawiam serdecznie!

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję!

To celne - kotwica czy balast, zależy od tego, co jest "czymś więcej". Bez tego "więcej" rzeczy nie zatrzymają chyba nikogo. A już na pewno nie mnie. :)))

"Żony Konstancina" nie znałam - chyba czas to naprawić. 

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

 

@Migrena

 

Bardzo dziękuję!  Tak. 

 

Często mylimy bezpieczeństwo z posiadaniem. To zapis momentu, w którym dociera do nas, że dom to nie suma przedmiotów z katalogu, a przynależność, której nie da się kupić na raty.

"Świetnie umeblowane kłamstwo" to metafora życia, które wygląda idealnie na zewnątrz, ale od środka uwiera każdą komórkę ciała.”.

"Kubek jako dowód, że byt nie chce się podpisać naszym imieniem" - to najciekawsza interpretacja i chyba najtrafniejsza. Bliska filozofii egzystencjalnej, trochę Sartrowska - rzeczy są obojętne na nasze próby zakorzenienia się w nich.

 

Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

Kubek jako symbol zadomowienia, a jednak można mieć wiele rzeczy,  a nie czuć się dobrze w tym oswojonym przez przedmioty  świecie. Jak zwykle u Ciebie jest ciekawy wiersz z głębią:):) Serdeczności Bereniko:)

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97... mam u siebie ulubiony kubek, z żabkami i ma 'on' wszystkie inne

pod sobą... :) ale 'posączyć' kawkę z filiżanki też lubię.
     Twój "Kubek"... zupełnie inny,  niby na wyłączność, ale jest zimny, niemal zbędny...

bo po co nam sto innych rzeczy skoro wszystko zostanie kiedyś po.. tej stronie.. 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


.... cudowny, smutny i wymowny wers.! 
Kubek zostaje, bohaterka wiersza, wychodzi... i dobrze, tak miało być.
Ciekawie budujesz strofy.!

Pozdrawiam.

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Nata_Kruk

 

Bardzo dziękuję! 

Ten kubek to oczywiście  metafora.  

Dziękuję za ten komentarz  i za żabkowy kubek, który od razu mnie rozbawił. :) Właśnie o to chodzi, prawda?

Że są rzeczy, przy których naprawdę jesteśmy, i rzeczy, które tylko podpisujemy swoim imieniem.

 

Serdecznie pozdrawiam. :)) 

Opublikowano

No a jednak... do czegoś potrzebny jest ci ten kubek. Ciecz, woda... idąc dalej - uczucia, nie zbiorą się w dłoni, bo mamy otwartą przestrzeń między palcami, przez którą wszystko przecieka.

 

Pozdrawiam :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...