Lato na Wołyniu

łąka huś­taw­ka
sznu­ry po­go­dy chrzęsz­czą
roz­wie­wa się nie­ba ka­ftan
w roz­ko­ły­sa­niach
ko­ły­szą się ga­łę­zie pach­nąc szczę­ściem
try­um­fo­wa­nia

od chmur da­le­kich do su­chych skał
młot słoń­ca po­łysk
mo­ich stóp chwa­ła
tra­tu­je wo­łyń
uno­si­my się fa­li­sty dym
to sło­necz­na gło­wa i ja
opa­da­my jak zga­szo­ny wy­buch
krą­ży fos­fo­rycz­ny rym
na­po­wietrz­ną rybą
z roz­ko­szą gwiż­dżę w czerw­co­wy czad
ska­czę ko­łu­ję tęt­nię
25 lat
na­gie­go cia­ła ogień
ręce pta­ka­mi w nie­bie
wia­trem nad tra­wą nogi
to pięk­nie

to pięk­nie słu­chaj
gdy kar­mi­no­wy grze­bień
po­łu­dnia żło­bi upał
gdy la­zu­ro­wym ko­niem do nas
przy­fru­wa z go­rą­cej prze­strze­ni
aso­nans
uko­cha­nej zie­mi

hej


Czy­taj da­lej: Zima – Józef Czechowicz