Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z pokorą przyjmuję i przyjmowałam każdy komentarz ,to nie znaczy ,że nie broniłam swojego skrobania.
Dziękuje Wszystkim Poetom ,którzy wskazywali mi błędy i zachęcali do pisania.
Pozdrawiam Wspaniałych piszących!
DO POCZYTANIA!
Ania

Opublikowano

...oczywiście Droga Aniu trzeba pisać i nie musisz na Zetkę, bo sama widzisz jak
jest. Wstawiaj wiersze dla początkujących i nie musisz zaraz myśleć, że to jest
mniej znaczące.Jestem tu dość długo, by wiedzieć, że dobry wiersz zawsze przyciąga i
powoduje zainteresowanie.Mnie osobiście przerażają te "kulki za i przeciw". Myślę, że nie zaniechasz pisania, bo przecież nie każdy Twój wiersz traktuje "o koszykówce".:) a.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuje alleno ...Podobalski nicku...,wiem że nie dam rady nie pisząc co mi we łbie się miota, mam nadzieję że masz to samo ...!
Poeci nie są zaborczy po prostu kocham poezję na tak a nie na nie?!
Dziękuje za odniesienie!
Serdeczności!
Ania
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ach dzie wuszko Droga ,albo pisać , albo zagrywki w kosza ,to nie dla mnie ...!
Zbyt wiele ostatnio przeszłam ,żeby ktoś napisał mi ( w ostatnim wierszu...że lepiej aby go nie było) ....boli jak cholera ,zresztą poczytaj w Z ,mało tego mam problemy ze wzrokiem ...ale to już privie!
Serdecznie !
Ania
Opublikowano

Myślę, że upublicznianie jakichś, mniejszych lub większych rozterek nie ma sensu, zróbmy tak: jak naprawdę zdecydujesz się zaniechać, to załóż wątek, ale, na miłość boską, nie rób tego za każdym razem jak nachodzi Cię wątpliwość. Chcemy tu mieć forum dyskusyjne, czy bloga?
zdrówko koleżanko,
Jimmy

Opublikowano

W obliczu takich wątków nie wiem, co zrobić - potrafię zrozumieć, ale nie potrafię pocieszać. Czuję się... zakłopotana i nachodzą mnie wyrzuty, skrupuły bo nie widzę Cię na Zet i pisałam o tym.
Są inne działy, bardzo fajne - warto skorzystać.
Też miałam kiedyś fazę ( a może i dwie ;)) - emocje itp. - wiem z doświadczenia, że taka postawa nie służy żadnej ze stron - może to coś pomoże...e, tam... znowu mi nie wyszło.

pozdrawiam, Aluno
kasia

Opublikowano

Równie dobrze można spytać: rozwodzić się czy nie.

Jak ci źle to nie pisz i nie wchodź, jak ci dobrze to pisz dalej. Sama nie potrafisz podjąć tak prostej decyzji? Życie od tego zależy?

Głupota. Do tego żałosna.

Opublikowano

Moja dziewczyna pisze wiersze... co prawda "do szuflady", ale wiele z nich jest naprawdę interesujących. Jednak za każdym razem, kiedy chcę jej doradzić coś odnośnie tekstu, odpowiada mi, że nie zamierza dokonywać żadnych zmian, bo i tak tych wierszy nikt więcej nie będzie czytał. Na dodatek nie ma mowy o powiedzeniu, że któryś wiersz jest zły, bo wtedy obraziłaby się i przestała mi je dawać do przeczytania - a żal byłoby, bo wiele z nich jest dobrych.
Ostatnio zadeklarowała, że kończy z pisaniem, a przynajmniej z dawaniem mi ich do przejrzenia. To dopiero jest szantaż emocjonalny.

Tak więc widzisz, Aluno, że podobne rozterki mają też inni. Ja też zastanawiałem się kiedyś, czy nie zrezygnować z publikacji wierszy, kiedy dostawałem negatywne oceny. Ale wciąż publikuję. Co prawda trzymam się działu bez limitu, gdzie krytyka jest mniejsza (prawie znikoma), ale ostatnio zacząłem też na innych działach (choć do publikacji na zawodowym dziale jeszcze mi daleko ;)).

Ale tak jak powiedziałem właśnie swojej dziewczynie, tak powiem i tobie: nie warto rezygnować. Bo ucieczka nie ma sensu, życie daje nam nieraz kopniaka w cztery litery, ale to nie może być powód, aby rezygnować z dalszego kroczenia naprzód.


Odnośnie zakładania tego typu wątków na forum - z twojej strony powstało dużo wątków, jedne sensowne, inne mniej. Ten należy niestety do tej drugiej kategorii, przyłączam się też do opinii dzie wuszki o swego rodzaju szantażu emocjonalnym. Jeśli masz rozterki i faktycznie chcesz się nimi podzielić, polecam priv - w końcu masz tutaj wiele osób które dobrze ci życzą i być może chętnie wysłuchają cię na osobności. Upublicznianie swych problemów świadczyć może o emocjonalnej niedojrzałości. Wiem, bo mam to samo, ale walczę z tym. Dlatego radzę pomyśleć kilka razy, zanim założysz następny wątek. Im więcej razy zastanowisz się, tym lepiej :).

Pozdrawiam i czekam na dalsze publikacje - wierszy oczywiście :)


P.S.
Życzę ci jak najlepiej i liczę, że wyciągniesz naukę z mojej wypowiedzi - i nie obrazisz się za szczerość ;)

Opublikowano

I ja do tego Aluno dołączę swój komentarz, dużo jest racji w innych komentarzach o dojrzałości emocjonalnej, ale nie takiej która nic nie czuje tylko takiej, która uczy czuje i nie zapomina o dlaczego. Człowiek jeśli wrogiem człowiekowi to nie człowiek, ale czas jest po to by dojrzałość i emocje przyczyniały się ku prawdziwemu i miłosiernemu, bo życie chwilami nic nie jest warte, tylko burzy świat. Wszystko w życiu ma sens i nie należy zamykać oczu z wygody. Twoje wiersze to mają. Idź mądrze z tym co masz
odepchnięta nie zrażaj się, że ktoś nie rozumie tego co TY, bo może głupi jeszcze :).
Poezja z próżnego słowa nie jest poezją, poezja, kóra nie czuje nie jest poezją. Myśli dobre do człowieka skierowane są poezją i taką powinna pozostać by być poezją a nie lansem
próżnej osobowości

Serdeczności i szcżęścia w Twojej czującej poezji, ale kierującej Cię na miłosierne drogi

Opublikowano

Dobry wieczór Aniu - zamknij oczy pomyśl o czymś miłym
potem otwórz i już będzie lepiej .
Bardzo zdziwił mnie twój post.
Przecież jesteś sobą prawda - więc nie rezygnuj z czegoś
co sprawia ci tyle radości i nie tylko - bo innym również .
Życzę pomyślności

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ach dzie wuszko Droga ,albo pisać , albo zagrywki w kosza ,to nie dla mnie ...!
Zbyt wiele ostatnio przeszłam ,żeby ktoś napisał mi ( w ostatnim wierszu...że lepiej aby go nie było) ....boli jak cholera ,zresztą poczytaj w Z ,mało tego mam problemy ze wzrokiem ...ale to już privie!
Serdecznie !
Ania

Droga Aluno, taka wypowiedź w pewien sposób wygląda, jakbyś chciała wymusić pozytywne komentarze (trochę jak taki emocjonalny szantaż), a to niedobrze. Komentujący mają prawo do swego zdania i odczucia, odczucie, ze wiersz jest do kosza, nie jest uwłaczające Autorowi, choć rozumiem, że może boleć, bo wszak wiersz jego jest dziecięciem. co innego, gdyby pisano, ze autor do kosza, ale wszak takich komentarzy nie ma.
Niestety ja też uważam Twoje wiersze za słabe, o czym zresztą miałaś okazję się przekonać, czytając moje komentarze. i żadna siła nie zmusi mnie do napisania że ładnie, ze pięknie, jesli uważam że wcale nie. często sama posyłam wiersze do diabła, jeśli mam silne odczucie, że nie warto się nad nimi cackać. co innego Autor, Autor ma się cackać i zapewne robi to z niejaką przyjemnością bo to jego własna praca i krwawica. nie mogę wymagać od osób obcych, by poświęcały pół swego dnia na mój wiersz, który uważają za kompletne dno, bo zwyczajnie to by było marnotrawstwo czasu i energii.
ładnie napisał Ci Pan pod wierszem w Z, o czasie i nauce.
Jeśli jesteś zbyt wrażliwa na krytyczne i chłodne, a czasem obcesowe i bezpardonowe komentarze, może naprawdę odpocznij od wklejania na forum albo zacznij od łagodniejszego działu - wiersze gotowe lub P. natomiast ja radzę ze swej strony, nie daj się zamulić w czułościach, przenajcieplejszych słowach i tzw życzliwości komentatorskiej, która objawia się "wszystko dobrze, wszystko pięknie, tylko kropeczkę bym zmieniła, i jeden wyraz", bo zamiast rosnąć i silnieć, osłabniesz i wtopisz się w syrop. życzliwość nie zawsze ma buzię madonny, czasem to usunięcie poduszki z muru, kiedy ktoś o niego wali głową. buddyzm ładnie o tym mówi, a także stare polskie przyslowie o 'brukowaniu piekła dobrymi chęciami'
odwagi, siły i tego, żeby pokora objawiała się odważną obroną wiersza, naukją, jak to czynić, nauką języka, techniki i tego wszystkiego, co sprawia, że pisanie porusza się do przodu, ze pojawiają się wątpliwości, co do naszego pisania :))
pozdro i przyrzekam, ze jak poczuję, ze wiersz zasługuje na 'wpysk' napiszę to bez mrugnięcia okiem :]

trzymam kciuki :))

Życzliwy, trafny komentarz.

A tych, którym życzliwości brakuje, odsyłam pod moje wiersze! Chętnie odsłucham na sekretarce wszelkie głosy krytyczne, bo mam jądra (czyt. jaja) jak się patrzy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...